Kronika
Tatry Zachodnie - Dolina Chochołowska

01.09.2007 - 03.09.2007

Wrzesień w górach lubi być przewrotny, a zwłaszcza w Tatrach. Wierząc jednak w dobrą gwiazdę Ondraszka wybraliśmy się w Tatry Zachodnie z zamiarem zobaczenia jak świat wygląda z góry. Ekipa tym razem liczyła 12 osób w tym 5 Ondraszków: Jędruś, Basia (szef wycieczki), Kazik, Rechtór i AlaPala. Zaczęło się paskudnie - dolina przywitała nas deszczem. na szczęście nim doszliśmy do schorniska przestało padać i nawet można było się wybrać na krótki spacer szlakiem papieskim. Nazajutrz przy zdecydowanie lepszej pogodzie raźno ruszyliśmy na ekstremalną, bo prawie dziesięciogodzinną. Pierwszy przystanek po ostrym podejściu nastąpił na Przełęczy Siwej (1812m.n.p.m.) Widok wprost zapierał dech - przed nami postrzępione szczyty slowackich Tatr, z daleka majaczyły granie Tatr Wysokich, widać było również Zakopane i sznureczek zabudowań należących do kolejnych osad wzdłuż Czarnego Dunajca, a plan zamykała majestatyczna Babia Góra, u podnóża której iskrzyła się kałuża jeziora Orawskiego. Nasze apetyty rosły - poszliśmy więc raźno na najwyższy szczyt słowackich Tatr Zachodnich -Bystra (2248m.n.p.m). Niestety podstawa chmur była gdzieś w okolicy 2000m więc szczyt był gęsto otulony mgłą. Tutaj zaskoczenie - na wierzchołku powitali nas przedstawiciele Słowackiego Kubu Turystów, którzy zorganizowali tutaj metę corocznego rajdu. Wpisaliśmy się do pamiątkowej księgi i otrzymaliśmy specjalny dyplom.

Powrotna droga przez Błyszcz (2158m.n.p.m) zaprowadziła nas do Raczkowej Przełęczy(1959m.n.p.m). Odtąd nasza grupka się podzieliła - ja i Ala powędrowaliśmy najwyższy polski szczyt tego łańcucha -Starorobociański Wierch (2172m.n.p.m), a reszta ekipy skierowała się przez Ornak ma przełęcz Iwaniacką. Podejście na Wierch było dość uciążliwe, gdyż znów musieliśmy wdrapać prawie się na wysokość Bystrej. Dookolną panoramę ze szczytu poznaliśmy dzięki wkładce na mapie, gdyż w rzeczywistości widoczność była kilkumetrowa. Następny Wierch - Kończysty (2003m.n.p.m) już nam odsłonił widoki, więc mogliśmy napaść oczy do woli - zwłaszcza wspaniałymi wierzchołkami Rohaczy. Teraz przed nami zejście przez Trzydniowiański Wierch (1758m.n.p.m) do doliny Chochołowkiej i zmordowani dotarliśmy do schroniska. Nie przeszkodziło nam to jednak przeprowadzić nocne Polaków rozmowy....

Ostatni dzień - poniedziałek. Każdy miał inny pomysł na drogę powrotną, więc znów podzielilismy się na kilka gupek. Ondraszki wybrały Drogę nad Reglami i zejście Doliną Lejową. Trasa dośś trudna, zwłaszcza, że teraz taszczyliśmy w plecakach cały nasz majdan. Ale co tam, piękne skąpane w słońcu krajobrazy wynagrodziły nam te trudy. W dolinie zobaczyliśmy smutne efekty niedawnej wichury - powalony las, a i po drodze musieliśmy często pokonywać wykroty.

Na zakończenie powiem, że na pamiątkę z wyprawy od gazdy kupiliśmy sobie tradycyjnie po oscypku, a Kazik poszedł na całość i zafundował sobie ... psa.

Rechtór- Zbyś
Galeria