Kronika
Północne Włochy - wyprawa samochodowo-rowerowa

15.09.2003 - 30.09.2003

Jesteśmy Przodownikami Turystyki Kolarskiej nr 4069 – Maria Biłko – Holisz i mąż Piotr Holisz nr 5600. Należymy do Turystycznego Klubu Kolarskiego „Ondraszek” w Cieszynie. Co roku bierzemy udział w Ogólnopolskich Zlotach Przodowników Turystyki Kolarskiej. Chcielibyśmy Wam opowiedzieć o naszej wyprawie rowerowej do Włoch. W 2002 roku w trójkę tzn. Maryla, Piotr i Arek (Arkadiusz Duda) wybraliśmy się na wyprawę samochodowo-rowerową do północnych Włoch. Na rowerze przejechaliśmy około 430 km.

I tak w dniu 15.09. pojechaliśmy na wycieczkę wzdłuż delty rzeki Pad – „Tak brzydka, że aż piękna” mawia się o delcie Padu rozciągającej się na wschód od Ferrary połaci bagnisk i lagun, zakończony językami lądu wcinającymi się w wody Adriatyku. Planowaliśmy przejechać około 50km. Jechaliśmy przez miejscowości Alberto, Comacchio – niewielka miejscowość rybacka – przystań nosi nazwę Porto Garibaldi poprzecinana siecią kanałów z cieszącym się lokalną sławą potrójnym mostem czyli Trepponti, wybudowanym w 1634 r. nad trzema kanałami. Plany, planami a wystarczyła chwila nie uwagi i trzeba było przejechać jeszcze około 43km co w sumie dało 93km. Była przepiękna słoneczna pogoda, tereny równinne. Straciliśmy trochę czasu na naprawę roweru Arka 16.09. w słoneczne popołudnie pojechaliśmy do ptasiego rezerwatu przyrody. Posłuchaliśmy ptasiego szczebiotu i ciszy tam panującej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zdradliwa kwitnąca trawa, która spowodowała przebicie moich dętek w rowerze aż w ośmiu miejscach. Wieczorem w Lido di Volanu w bungalowie trwało intensywne klejenie moich i Arka dętek.

17.09. – Piotr i Arek wybrali się do zabytkowego miasta Ferrary (120km na rowerze). Miasto to było rezydencja książąt Este, ekscentrycznej dynastii, która w dobie renesansu odgrywała główną rolę polityczną. W 1503 roku Mikołaj Kopernik uzyskał dyplom z prawa kanonicznego.

18.09. – wycieczka rowerowa do Opactwa Pomposa, które położone jest około 20km na północ od Comacchio. W centrum opactwa, które obejmuje kompanilę w stylu lombardzko-romańskim, kapitularz i refektarz znajduje się bazylika z VIII wieku zawierająca freski szkoły bolońskiej. Lecz opactwo jest bardziej znane dzięki jednemu z mnichów, Guidonowi d'Arezzo, który na początku XIw. opracował skalę muzyczną. Samochodem dotarliśmy do Wenecji, Verony oraz Republiki San Marino.

Drugi tydzień rowerowej przygody spędziliśmy nad jeziorem Garda. Przepiękne ciemno niebieskie jezioro, do którego bezpośrednio wpadają skały jest bardzo popularne. Jest największym, najmniej zanieczyszczonym z włoskich jezior. Turystów przyciągają tu wspaniałe warunki do uprawiania windsurfingu i przyjemny klimat Gardy. Leżące na wcinającym się na 4km w głąb jeziora wąskim półwyspie Sirmione jest miejscem bardzo popularnym. Leżące w cieniu masywu Monte Baldo (1770m.n.p.m.) główne ośrodki wypoczynkowe wybrzeża wschodniego są najczęściej zatłoczone. Wokół jeziora Gardy przejechaliśmy samochodem i oczywiście częściowo na rowerze – 160km.

Jechaliśmy na rowerach przez tunele wykute w skałach, małe o długości 150m, większe o długości 500m, oświetlone lub ciemne. Droga ruchliwa więc huk w tunelach był czasami nie do zniesienia wręcz paraliżujący. Przepiękne przejazdy między jednym a następnym tunelem, widok blasku słońca, ciemnego jeziora i ostrych skał okrytych drucianą siatką. Mijaliśmy miejscowości takie jak Malcesine, które posiada ładne, stare centrum i jest dobrą bazą do wycieczek pieszych lub rowerowych po okolicznych górach, Limone, Campagnolia, gdzie nocowaliśmy w pensjonacie. Byliśmy na wysokości 1400m.n.p.m., nad jeziorem Molina di Ledro, gdzie dotarliśmy w upalny dzień na naszych rowerach. Przejeżdżaliśmy przez tunel o długości 3600m, który wydawało mi się że nie ma końca. Piął się pod górę co dotkliwie odczułam. Pot lał mi się po twarzy i bałam się bardzo zbliżających się samochodów ciężarowych. Dalej serpentyny, wąska droga, przepaście i skały. Piotr i Arek pojechali szybciej. Gdy trzy autobusy ledwo mnie minęły a następny staną za mną, gdyż nie zmieścił się powiedziałam „dość’ i dalej szłam pieszo prowadząc rower.

W ostatnim dniu pobytu nad Lago di Garda wybraliśmy się kolejką linową na Monte Baldo – 1770m.n.p.m. Wagonik, w którym jechaliśmy zmieścił około 70 osób i okręcał się wokół swej osi co pozwoliło każdemu z nas oglądać ze wszech stron panoramę przepięknych gór pokrytych śniegiem i ciemnoniebieskiego jeziora. Wracając do Polski przez Dolimity, Alpy włoskie i austriackie nocowaliśmy u naszych przyjaciół niedaleko Linz, których poznaliśmy na poprzednich wyprawach rowerowych organizowanych przez nie żyjącego już Ernesta Lipkę.

Po 15 dniach naszej samochodowo- rowerowej eskapady dotarliśmy do naszego miejsca zamieszkania Cieszyna.

Maryla i Piotr (Roztrzapek i Śmig)
Galeria