Kronika
Kolarski prolog im. M. Palowskiego Tyra (RCZ)

13.04.2008

Tegoroczna pierwsza kolarska wyprawa sezonu odbyła się na trasie, którą Marian zawsze prowadził do doliny Tyry w jedno upatrzone miejsce. Choć nie ma Go już wśród nas, pozostała idea, w myśl zasady, że człowiek żyje tak długo jak długo bliscy, przyjaciele i znajomi o nim pamiętają...

Na cieszyńskim rynku spotkała się grupa przeszło 40 kolarzy, w tym przyjaciele z zawsze niezawodnego "Wiercipiety" Jastrzębie, "Wandrusa" z Żor, Ondraszków i sympatyków z bliższych i dalszych (w tym i z Bielska) okolic. Po drugiej stronie Olzy, w umówionym miejscu spotkania przy kościele w Alejach, czekali na nas kolarze z PTTS-u, w tym i Danusia Palowska wraz z synem. Wspólnie udaliśmy się na cmentarz komunalny w Czeskim Cieszynie, aby złożyć kwiaty i pochylić się w zadumie nad mogiłą śp. Mariana. "Rechtór"-Z.Pawlik pokrótce wspomniał Jego życie oraz nie tylko kolarskie dokonania. Na zakończenie ku niebu popłynęła wzruszająca w tym miejscu i czasie pieśń "Ojcowski dom" oraz "Pożegnania" - zaśpiewana ze specjalnie przygotowanych na tę okazję śpiewników. Następnie uformowaliśmy liczny, bo prawie 80-osobowy peleton i ruszyliśmy na trasę. Przypuszczam, że tylu rowerzystów dawno chyba tutaj nie widziano, nawet w trakcie przejazdu przez miasto uprzejmi kierowcy samochodów samorzutnie się zatrzymywali, ustępując nam pierwszeństwa.

Pod ropickim kopcem nasza grupa nieco się rozlazła, była to bowiem dla większości pierwsza po zimowej przerwie weryfikacja kondycji. Na szczęście prawie wszyscy znów się spotkali przy kościele w Gutach. Naprawdę warto tu przyjechać wiosną aby zobaczyć ciekawy XVIw. drewniany kościółek w pełnej krasie. W lecie niestety jest on niezbyt widoczny, gdyż osłaniają go gęste korony okolicznych drzew. Prowadzący Stasio Martinek (PTTS) klucząc sobie tylko znanymi skrótami doprowadził nas do tyrskiej doliny. Na metę jednak, trzeba było jeszcze dość długo mozolnie piąć się pod górę. Wreszcie jest!!! Urocza mała gospódka zlokalizowana prawie na końcu doliny. Jest to świetne miejsce na plenerowe imprezy z tyłu niewielkiego budyneczku duży plac osłonięty żywopłotem, z ławeczkami i innymi grillowymi udogodnieniami. Był teraz czas posiedzieć, spróbować miejscowych kulinarnych specjałów, jak i wystawić twarz do pierwszego wiosennego słońca.

Wśród kolarskiej braci pogawędziliśmy również o tym, co było i snuliśmy plany o tym, co będzie. Niezawodny Kazio Szewczyk wyciągnął harmonijkę, więc od razu stworzył się zgrabny, choć improwizowany chórek. Honorowy uczestnik wycieczki - Danusia otrzymała na pamiątkę zbiorek archiwalnych zdjęć z dawnych, wspólnych wypraw oraz monografię Ondraszków, oczywiście z dedykacją! Przy rozstaniu już cieszyliśmy się na następne spotkanie na wielkim otwarciu sezonu. Razem przejechaliśmy ok. 60km

Rechtór-Zbyś
Galeria