Kronika
Zielonoświątkowa jajecznica

11.05.2008

Niedzielny ranek powitał nas wspaniałą słoneczną pogodą, wprost zachęcającą, aby zgodnie z zieloświątkową tradycją wyjechać z Ondraszkiem w plener. Nic dziwnego, że na rynku zebrał się całkiem spory tłumek kolarzy, z bagażem zdradzającym łatwo tłukącą się zawartość. Tradycyjnie byli wśród nich „Wiercipięty” z Jastrzębia, „Beskidziocy” z PTTS-u, jak również kolarze z Żor, Bytomia i Bielska-Białej. Juniorem wyprawy była 10-letnia rowerzystka, która wraz z tatusiem pojawiła się na starcie.

Wśród widzów ponownie powitaliśmy nestora cieszyńskich turystów - L.Jurysa, a także reporterkę radia CCM, która korzystając z okazji przeprowadziła wywiad z uczestnikami wycieczki. Szef dzisiejszej imprezy W.Zmełty „Kropelka” przedstawił przygotowany, atrakcyjny plan trasy i przy akompaniamencie trąbek i dzwonków nasz kolarski peleton ruszył na kolejną przygodę. Trasa prowadziła do Pogwizdowa, skąd polną drogą wprost nad Olzę, którą przekroczyliśmy... wpław, po koronie jazu. Było to zapewne pierwsze tegoroczne moczenie nóg w rzece. Z drugiej strony rzeki znów sprawnie uformowaliśmy peleton i z ostrym hamowaniem zatrzymaliśmy się w Podoborze, gdzie dzięki zapobiegliwości „Skryby” mieliśmy zapewnione zwiedzanie skansenu archeologicznego „Archeopark”.

Pani przewodnik szczegółowo objaśniła genezę rekonstrukcji grodu plemiennego Golęszyców, wykopane tutaj przedmioty oraz ich przypuszczalne zastosowanie. Ciekawe były również zrekonstruowane w naturalnej skali chaty mieszkalne. Podbudowani wiedzą historyczną ruszyliśmy dalej ścieżką rowerową w kierunku Albrechcic i Cierlicka. Pokonując kolejne wzniesienia dotarliśmy do dzisiejszej mety – Polskiego Domu PZKO na Kościelcu, gdzie już oczekiwał sympatyczny gospodarz i nasz przyjaciel – J.Przywara.

Przy akompaniamencie burczących brzuchów organizacja improwizowanej kuchni przebiegła wyjątkowo sprawnie. Panie zajęły przede wszystkim krojeniem przywiezionych dodatków i tłuczeniem jaj. P.Holisz, dzisiejszy „szef kuchni” ubrany w gustowny fartuszek, wielką warzechą z namaszczeniem mieszał w ogromnym „kastrolu” smakowitą zawartość tak, że już wkrótce unosił z wokół sympatyczny zapaszek. Mimo, iż zgromadzonych „żarłoków” było przeszło 60 do wszystkich jadła starczyło, bo roztłuczono coś około 320 jajek. A więc ..KOLEJNY REKORD POBITY.

Podtrzymaniem radosnego – muzycznego nastroju zajął się jak zwykle niezawodny w tych sprawach M.Ściskała. Improwizowany chórek przy akompaniamencie harmonii z wielką werwą korzystał z kolarskiego śpiewnika, a i zatańczono co nieco. Odbył się też z niecierpliwością oczekiwany konkurs strzelecki, niestety pod nieobecność zeszłorocznego zwycięzcy nie dysponowaliśmy teraz przechodnim „pucharem-patelnią Ondraszka”. W wyniku zaciętej rywalizacji „królem strzelców” został J.Rezmer, wicekrólem Z.Pawlik (obaj z Ondraszka) a trzecie miejsce zajęła M.Smoczyńska („Wandrus”-Żory).

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że przez krótką chwilę padał deszczyk, jednak został przez zebranych prawie zupełnie zignorowany. Meta powoli pustoszała. Pozostałą grupkę W. Kristen z PZKO doprowadził bocznymi dróżkami do samego Cieszyna, przekazując jednocześnie ciekawe informacje krajoznawcze. Ogółem przejechaliśmy ok.44 km. Tak zakończyła się kolejna - wg mnie bardzo udana - przygoda z Ondaszkiem, i niecierpliwością będziemy czekać na następne.

Rechtór-Zbyś
Galeria