Kronika
Od Mostów do Karviny

14.06.2008

Patrząc się na mapę Śląska Cieszyńskiego proponowana przez kol. L. Osuchowskiego (PTTS) trasa przedstawiała się dość imponująco - od Bramy Morawskiej po karwińskie zagłębie, wzdłuż pasma beskidzkich gróni. Trzeba jechać!

Na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie zeszło się 6 Ondraszków oraz kilku „Beskidzioków”. Mimo zatłoczonego pociągu sprawnie się do niego wszyscy wpakowaliśmy. W Mostach - ostatniej przed granicą stacji w Czechach z pociągu ostatecznie wysypało się 16 kolarzy. Raźno ruszyliśmy ścieżką rowerową wpierw ostro pod górę, lecz później, cudownym długim zjazdem wśród lasów aż do Boconowic. Szybko minęliśmy Milików i cały czas trzymając się szlaku rowerowego pojechaliśmy do Karpentnej i dalej w kierunku Gutów. Nasza ścieżka wiła się u podnóży Morawskośląskich Beskidów zapewniając atrakcje w postaci sporych podjazdów ale i ciekawych widoków. Pod Kozubową zatrzymaliśmy się na trochę dłużej zapoznając się z skomplikowaną historią polskiego schroniska zbudowanego przez PTTS w latach międzywojennych. Schronisko, którego dach było dość dobrze widać pod szczytem góry, niestety w niczym nie przypomina już swego poprzednika, który w tajemniczych okolicznościach spłonął w latach 70-tych XXw. Jedynie majestatyczne góry pozostały te same. Ciekawy widok był również na drugą stronę doliny Olzy zamkniętą granicznym pasmem Beskidu Śląskiego, z charakterystycznymi szczytami Czantorii i Stożka.

Drugi postój nastąpił przy drewnianym kościele w Gutach, który od czasów naszej ostatniej kolarskiej wizyty w trakcie prologu, zdążył się schować w gęstwinie liści okolicznych drzew. Niebawem minęliśmy Ligotkę Kameralną i w Trzanowicach zawitaliśmy do miejscowej gospody „Na Fifejdach”. Karczma zaskoczyła mnie bogatym wyposażeniem, muzealną kolekcją obrazów, zabytkowych tablic informacyjnych i reklamowych, a także pomysłową dekoracją - polichromią zewnętrznych ścian. Zainteresował mnie zwłaszcza ”rowerowy akcent” malowidła. Kto jest ciekawy co przedstawia - niech zajrzy do działu „Ciekawostki”.

W dalszą drogę ruszyliśmy pod Koniaków - ostatni już kopiec na dzisiejszej wycieczce. Po drodze mijaliśmy gęsto rozmieszczone ujęcia gazu ziemnego, które ogrodzone płotem i drutem kolczastym wyglądały jak małe twierdze. Z mozołem osiągnęliśmy punkt szczytowy, gdzie nasza grupka definitywnie się rozdzieliła - my do Cieszyna, a reszta do Karwiny.

Przejechaliśmy przeszło 60km, i co warto zaznaczyć przy sprzyjającej nam pogodzie. Rowerowe wyprawy „z pomysłem”, takie jak dzisiejsza naprawdę są warte udziału. Ci co w niej uczestniczyli, na pewno dobrze ją będą wspominać. A reszta? – niech żałuje!!!

Rechtór-Zbyś
Galeria