Kronika
Schronisko na Hali Krupowej w paśmie Policy

04.10.2008 - 06.10.2008

Ostatnio pogoda wcale nie zachęcała do spacerów a górskich w szczególności. Nasza gromadka w składzie: Ondraszki: B.Toman "Apanaczi" - szef wycieczki, A.Słota "Jędruś", A.Pawlik "Alapala", Z.Pawlik "Rechtór", J.Gracyasz "Ośka", W.Porębska, J.Rezmer, W.Gojniczek "Panek" oraz sympatycy: dwie Ireny, Leszek i Piotr spotkała się w sobotę rano w strugach deszczu aby wyruszyć w stronę Beskidu Wysokiego. Nasz cel dojazdu czyli przysiółek Sucha Góra, która teraz wcale nie była sucha osiągnęliśmy już po południu. Pojazd został na placu pewnego uczynnego gospodarza, a my objuczeni plecakami i poubierani jak mnisi z klasztoru kapucynów ruszyliśmy w stronę Hali Krupowej. Kamienista ścieżka chwilami zamieniała się w potok a od czasu do czasu również w grząskie bagienko. Na pod szczytem przybyła jeszcze dodatkowo gęsta mgła. Może i dobrze, bo trochę zamaskowała nasze upaprane postacie. Niewielkie (35 miejsc noclegowych) schronisko przycupnięte na skraju polany jawiło się w tych warunkach jak oaza na pustyni. Zajęliśmy szybko dwa wieloosobowe pomieszczenia. Wkrótce cały pokój zamiast firanek ustroiliśmy suszącymi się koszulami, spodniami i innymi częściami przemoczonej garderoby. Przyjemne ciepełko i gorąca herbata z wkładką oto pełnia szczęścia dla strudzonych wędrowców. Co prawda woda w prysznicach była ponoć zimna, ale nikogo to nie zniechęciło.

Nazajutrz w gęstej mgle wyruszyliśmy na trasę. Mieliśmy zamiar dojść przez Police do Hali Śmietanowej i wrócić innym wariantem szlaku. W wyższych partiach gór mgła ustąpiła i pojawił się... śnieg. W zimowej szacie, brodząc w śnieżnej ciapie dotarliśmy do miejsca gdzie w latach 60-tych XXw. zdarzyła się tragiczna katastrofa lotnicza o czym przypominała pamiątkowa tablica. Tutaj część grupy zawróciła - chcieliśmy bowiem uczestniczyć we mszy św. w kaplicy MB Opiekunki Turystów na Okrąglicy(1247 mnpm). Msza była niecodziennym wydarzeniem, gdyż jest organizowana tutaj wyjątkowo z okazji zakończenia sezonu małopolskiego oddziału PTTK, ksiądz był przewodnikiem górskim, a słuchacze bez wyjątku rasowymi turystami. Nawet drewniana kaplica przypominała turystyczny namiot.

Tymczasem pogoda się poprawiła, wyjrzało słońce a z nim pojawiły się widoki na... jesienne widoki. Kontynuując naszą wycieczkę postanowiliśmy zejść południowym stokiem Okrąglicy do wioski Sidzina po zaopatrzenie. Udało się nam spotkać jedyny sklepik w wiosce - na szczęcie był otwarty. Trafiliśmy również na akcję ratunkową GOPRu, która realizowała smutny obowiązek zwiezienia ciała starszej turystki, która zmarła na szlaku koło hali Śmietanowej. Można powiedzieć wydarzenie smutne, lecz śmierć piękna. Wraz z Alicją w przysiółku Sidzina - Dom Dziecka zwiedziliśmy filię skansenu z Zubrzycy Górnej. Można było tutaj zobaczyć kilka mieszkalnych i gospodarczych chałup drewnianych (najstarsza z 1807r.) z oryginalnym wyposażeniem. W jednej z nich była wystawa ilustrująca mocny w tych stronach ruch partyzancki. Całość jednak sprawiała nieco zaniedbane wrażenie. Przewodniczka - chyba czytając mi w myślach tłumaczyła, że jest to wina niedofinansowania przez centralę. No cóż, nie od dziś wiadomo, że kto ma kasę ten ma władzę.

Tymczasem słońce chyliło się ku zachodowi, więc musieliśmy ostro podkręcić tempo marszu aby do schroniska zdążyć przed zmrokiem. Ścieżka cały czas pięła się w górę więc nie było to łatwym zadaniem. Sapiąc straszliwie doszliśmy do hali podszczytowej, gdzie stanęliśmy porażeni przepięknym widokiem ośnieżonych Tatr oświetlonych czerwonymi promieniami zachodzącego słońca. Bajeczne! To właśnie dla tych przeżyć warto się drapać tam, gdzie nie swędzi.

Wieczór spędziliśmy na wspominkach i śpiewaniu a capella. Według mnie wychodziło nam to całkiem dobrze, a wręcz twierdzę, że im było później tym było lepiej. Poniedziałek powitał nas promiennym słońcem. W schronisku byliśmy dziś jedynymi lokatorami więc nieśpieszno się spakowaliśmy i objuczeni plecakami wróciliśmy do naszego pojazdu podziwiając po drodze pełna paletę jesiennych barw na drzewach. Jędruś podwiózł nas do Zawoi skąd ruszyliśmy szlakiem na Magurkę (870 mnpm), aby docelowo zejść do Suchej Beskidzkiej. Trasę w skali trudności można opisać jako "emerycką", lecz obfitowała również we wspaniałe panoramy na ośnieżoną Babią Górę, Lubań i inne beskidzkie grónie. Po drodze odwiedziliśmy również klasztor karmelitów bosych w Zawoi. Spotkany tam karmelita na bosego wcale nie wyglądał, lecz cóż nie czepiajmy się szczegółów. W Suchej Beskidzkiej ostatecznie zapakowaliśmy się do auta i już w ciemnościach wróciliśmy do Cieszyna. Morał tej wyprawy: nigdy nie wierz temu co jest aktualnie za oknem! W ciągu tych dwóch dni mieliśmy wszelkie pory roku, no może za wyjątkiem wiosny. I jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Rechtór-Zbyś
Galeria