Kronika
II wyprawa do ujścia Olzy

13.09.2008

Niepomni na feralną "13" w dacie spora grupka rowerzystów zebrała się na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie, aby po raz drugi zobaczyć jak Olza znika w objęciach Odry. Ondraszków tym razem reprezentowała silna drużyna aż 23 kolarzy, a w miejscu startu - na dworcu kolejowym w Dziećmorowicach pojawiło się łącznie prawie 70 żądnych przygody i ruchu rowerzystów. Rajd tym razem został w całości przygotowany przez "Beskidzioków", w imieniu których powitał wszystkich B.Fukała. Po prezentacji trasy ruszyliśmy mocno krętymi bocznymi dróżkami i wkrótce dojechaliśmy do "Rakusowej Stodoły" w Dolnej Lutyni. Jest to relikt dawnego budownictwa drewnianego, z niespotykanym oktagonalnym sąsiekiem i kryta słomą, lecz była wybudowana... kilka lat temu. Została bowiem zrekonstruowana na wzór dawnego - pochodzącego z XVIIIw budynku gospodarczego, stojącego w tym miejscu. Dalej ruszyliśmy ścieżkami, na których bezpiecznie mogą się poruszać wyłącznie krowy i rowerzyści. Minęliśmy Kopytów i stopniowo zanikającą miedzą dojechaliśmy do znanego nam z ubiegłego roku miejsca na brzegu Olzy, gdzie do niedawna można było legalnie przepłynąć wpław przez granicę, o czym nadal informuje stosowna tablica. Z tego punktu już piechotą przez gęste i wysokie zarośla przypominające dżunglę dotarliśmy końca półwyspu, tym samym końca Czeskiej Republiki. Trzeba dodać, że granica jest tu tak ciekawie ukształtowana, że przeciwległy brzeg obu rzek należy do Polski.

Pieśń "Płyniesz Olzo" w naszym wykonaniu zaśpiewana w tym szczególnym miejscu nabrała zupełnie innego wymiaru. Po ubiegłorocznej fali powodziowej nadal pozostał "krajobraz po bitwie", gdyż jeszcze i teraz nad naszymi głowami zwisała cała masa chrustu naniesionego wówczas przez wodę i zaczepionego tu i ówdzie na gałęziach drzew. Teraz jednak poziom wody był tak niski, że widać było nawet fragmenty drewnianych słupów stanowiących dawne umocnienia brzegowe. Wiąże się z tym pewne interesujące odkrycie. Otóż prawie na końcu półwyspu leżała sporych rozmiarów betonowa płyta, z jednej strony wyszlifowana. Na tej płaszczyźnie czyjaś niewprawna ręka wykuła dobrze zachowany napis: "Wykonał Wojewódzki Zarząd Wodny 1937". Ciekawe, że obok inna, całkiem podobna płyta ledwie wystawała z ziemi, lecz niestety mimo naszych prób nie udało się jej wydobyć. Rewelacyjne znalezisko! Jak stwierdził B. Fukała informację wraz z dokumentacją fotograficzną już przekazał cieszyńskiemu muzeum. Kto by się spodziewał, że w tym miejscu spotkamy świadka jakiś dawnych zagadkowych robót.

Syci wrażeń dojeżdżamy pomału do mety dzisiejszego rajdu - Domu PZKO w Wierzniowicach. W imieniu miejscowego koła PZKO powitał nas p. Józef Toboła. Przedstawił bogatą działalność tutejszej społeczności, zwłaszcza w aspekcie wykorzystania atutów turystycznych Olzy. Bardzo zainteresowała mnie możliwość organizacji spływu kajakowego nurtami rzeki. Myślę, że trzeba to koniecznie wypróbować.

Nasz klub otrzymał w na pamiątkę ciekawy album dotyczący tutejszych okolic w którym na "wieczną rzeczy pamiątkę" uczestnicy złożyli swój autograf. Każdy otrzymał również pamiątkowy dyplom, a serwowane jedzonko i ciepłe napoje wpłynęły bardzo korzystnie na nasze samopoczucie. Powroty odbyły się już wg własnego scenariusza. Osobiście wraz z kilkoma "Beskidziokami" do Cieszyna dojechałem bocznymi ścieżkami, przy czym do Karwiny pilotował nas B.Fukała i Z.Fierla, korzystając z sobie tylko znanych skrótów. Ogółem przejechałem ok. 62km z mocnym postanowieniem, że wrócę tu za rok.

Rechtór -Zbyś
Galeria