Kronika
XLVIX Ogólnopolski Zlot Przodowników Turystyki Kol. PTTK

06.06.2009 - 14.06.2009

Aż trudno uwierzyć, że już minął rok od ostatniego zlotu na Kaszubach. Naładowani pozytywną energią Ondraszki różnymi środkami lokomocji (PKP i prywatne auta) i różnymi drogami (nawet przez Berlin) w wyjątkowo licznej ekipie (aż 18 uczestników) ruszyli na północ, na spotkanie zlotowej przygody. Tegoroczne spotkanie rodziło się w wielkich bólach. Wobec braku ochotników Kom. Kol. ZGPTTK „wskazała palcem” organizatora - działaczy skupionych przy PTTK Szczecin. Przełożyło się to od razu na stosunkowo późne informacje - organizatorzy mieli dosłownie kilka miesięcy na to, co normalnie trwa co najmniej rok. Dalej też mieli pod górkę - odmówiono im zniżek kolejowych, baza była z epoki „wczesnego Gierka” i na koniec niezbyt sympatyczna pogoda nieco zweryfikowała ocenę ich wysiłków. Lecz starali się bardzo, aby wszyscy byli zadowoleni. Jestem przekonany, że w mniemaniu większości zlot był bardzo udany i pozostawił sympatyczne wspomnienia, czemu dałem wyraz w moim wystąpieniu na podsumowaniu zlotu.

Organizatorzy odeszli od wariantowania tras, gdyż na każdy dzień przewidziana była tylko jedna o zróżnicowanej długości (max. 80km). Przy stosunkowo płaskim terenie nie było to specjalnie wyczerpujące wyzwanie. Mając bazę nad samym morzem zwiedziliśmy za to wszelkie ciekawe miejsca w promieniu 40km od bazy w tym Kołobrzeg, Trzebiatów, Gryfice i Kamień Pomorski. Była również zorganizowana całodzienna autokarowa wyprawa do Peenemunde leżącego na drugim końcu wyspy Uznam. Perełkami w proponowanych atrakcjach były wg mnie: możliwość wysłuchania koncertu organowego w kamienieckiej katedrze, odwiedziny w muzeum kolei wąskotorowej, przejazd przez zamknięty teren wojskowego poligonu, udział w ogólnopolskim konkursie sikawek strażackich, poznanie tajników hodowli koni w Nowielicach, czy przejazd turystyczną kolejką dojazdową . Mocnym atutem tych terenowych spotkań byli przewodnicy prawie bez wyjątku to pasjonaci i profesjonaliści. To dzięki nim poznaliśmy tajemnice katedr w Kołobrzegu czy Kamieniu Pomorskim, zawiłości historyczne miasta Trzebiatowa, ciekawą konstrukcję lotniczego hangaru w Rogowie, dzieje niemiecko-polskiego pogranicza czy drugo-wojenne losy wyspy Uznam i jej wkład w historię badań rakietowych, a także sposób... inseminacji klaczy.

Proponowane trasy były również starannie opisane w świadczeniach i nawet oznaczone w terenie, a boczne dróżki, których jest tutaj sporo, zawsze bezbłędnie prowadziły do celu. Mijane wioski i osady do marca 1945r. od pokoleń były siedzibą Niemców, którzy nagle i niedobrowolnie musieli je opuścić. Równie nieoczekiwanie zostały one zasiedlone przez ludność pochodzącą przeważnie z południowo-wschodniego krańca Polski. I jedni i drudzy nie wierzyli, że jest to sytuacja ostateczna, co jest niestety widoczne do chwili obecnej. W opowieściach obecnych mieszkańców przewijał się często wątek dotyczący danych właścicieli, których następne pokolenie z nostalgią odwiedza miejsca, gdzie ich rodziny od pokoleń mieszkały. Z drugiej strony było widać, że nowi osadnicy niezbyt dbali o swoje nowe miejsce zamieszkania. Na wpół zawalone budynki gospodarcze, ruiny niegdyś pięknych pałaców, zarośnięte dawne cmentarze, czy zaniedbane domy są jeszcze częstym widokiem. Zestawienie kultur pochodzących z różnych stron kraju widać było również i w muzealnych salach. Np. w muzeum miejskim Trzebiatowa na jednej sali zgromadzono pamiątki po niemieckich autochtonach a także po ukraińskich i polskich osiedleńcach. Niezmiernie urocze były również niewielkie wiejskie kościółki budowane przeważnie z „muru pruskiego”, które specjalnie dla nas otwierano więc mogliśmy je zwiedzać.

A nad tym wszystkim unosił się… szum morza, deszczowe chmury i porywisty wiatr. Zwłaszcza ten ostatni dał nam nieźle popalić. Pół biedy, kiedy lekko jechaliśmy z wiatrem z wielką szybkością ok. 30km/godz., lecz jazda w drugą stronę była naprawdę sporym wyzwaniem, bo średnia prędkość nie przekraczała wtedy nawet 10km/godz. Z powodu niedawnej tragedii w Kamieniu Pomorskim staż pożarna nie wyraziła też zgody na tradycyjne ognisko, lecz obserwując obozowe wieczorne spotkania i zabawy taneczne niezbyt nam to w sumie przeszkodziło. W deszczowym spotkaniu na podsumowanie i zakończenie zlotu na pewno humor wszystkim poprawiła rybka, która zupełnie gratisowo wjechała na stół każdego uczestnika, a także pełna werwy trzebiatowska kapela.

Na zlocie pojawiło się przeszło 450 uczestników z czego najwięcej ze Śląska. Była również rekordowa ilość uczestników kursu przodownickiego - aż 33. Warto zaznaczyć, że „przodownickie szlify” zdobył tutaj i nasz „Gwarek” czyli K.Szewczyk. Miło też odnotować, że nasza ekipa nadal spotykała się z wyrazami sympatii za organizację zlotu w 2006r. Byliśmy też łatwo rozpoznawalni dzięki naszym świetnym kurtkom z klubowymi emblematami. W tych niełatwych warunkach pokonaliśmy przeszło 400km. Pełni wrażeń, wyruszyliśmy w drogę powrotną wieczornym pociągiem z Kołobrzegu, jak zawsze z uczuciem pewnego niedosytu. Tak więc - do zobaczenia za rok - na jubileuszowym zlocie w Myszkowie.

Zbyszek "Rechtór"
Galeria