Kronika
III wyprawa do ujścia Olzy

19.09.2009

Tak jak w roku ubiegłym spotkaliśmy się z organizatorami z PTTS-u na przystanku kolejowym w Dziećmorowicach, aby zobaczyć jak i gdzie Olza wpada w objęcia Odry. Ponad 40-osobowy peleton tym razem uzupełniał samochód, ekipy TV Stonava, która na na bieżąco realizowała reportaż z wycieczki. Prowadzący Bolek Fukała, Marcel oraz Zdzisław Fierla poprowadzili nas najpierw do barokowego pałacu hrabiów Taafów w Dolnej Lutyni, gdzie Marcel przybliżył nam jego historię. Określenie "pałac" jest mocno na wyrost, gdyż lata świetności tego budynku już dawno minęły. Prawdę mówiąc jeżeli obiekt w krótkim czasie nie doczeka się litościwej ręki ekipy remontowej podzieli los zupełnie podobnego pałacu w Ropicy, który niedawno się rozsypał.

Wsiedliśmy na rowery i następny przystanek nastąpił przy Rakusowej stodole. Drewniana chałupa nakryta strzechą z oktogonalnym sąsiekiem, w przeciwieństwie do pałacu trzyma się krzepko, dzięki niedawno zakończonej renowacji. Wjechaliśmy niebawem do Skrzeczonia - dzielnicy Bogumina. Przy cmentarzu czekała już emerytowana pani dyrektor miejscowej szkoły ludowej, rodowita Skrzeczonianka. Jej opowieść oparta na przeżyciach własnych oraz rodziny wprowadziła nas w czas grozy ostatniej wojny, kiedy w latach 1942-1945 funkcjonował tutaj obóz przechodni tzw. "Polenlager". Z internowanych Polaków, których wygnano z okolic Żywca, 104 pozostało na tym cmentarzu na zawsze. Znajdują się tutaj również duże, ozdobione pomnikami kwatery poległych w wyniku długotrwałych walk żołnierzy Armii Czerwonej i Wehrmachtu. Choć Niemców później ekshumowano pomnik i kwatera pozostała do dziś. Obie kwatery sąsiadują z sobą stanowiąc chyba niezamierzony symbol równości żołnierzy tych armii wobec potęgi śmierci.

Dalsza trasa wyprawy prowadziła nas do Kopytowa. Jechaliśmy najpierw asfaltem, potem polną drogą, następnie miedzą, a w końcu pozostawiając rowery ruszyliśmy pieszo przez rozległe pole kukurydzy. Następnie po przejściu pola dorodnych pokrzyw i zagajnika przypominającego dżunglę dotarliśmy na sam skraj ostrogi wrzynającej się daleko w wodę. Bystry nurt po prawej stronie to była Olza, a leniwie płynący po lewej to Odra. Na styku obu rzek powstała bezludna żwirowa wyspa, którą szybko zaludniliśmy robiąc pamiątkowe zdjęcia. Współczynnik gęstości zaludnienia wysepki był w tym momencie z pewnością najwyższy na świecie. Kliku śmiałków (w tym ja) wlazło nawet do wody, aby każdą nogę jednocześnie postawić w innej rzece. Hymn Ziemi Cieszyńskiej zaśpiewany w tym miejscu nabrał zupełnie innego wymiaru...

Do rowerów wróciliśmy tą samą, już wcześniej wydeptaną ścieżką i ruszyliśmy w kierunku Wierzniowic. W miejscowym Domu PZKO czekał już na nas posiłek oraz bufecik przygotowany przez gospodarzy. Poczęstunek był jak najbardziej na czasie bo burczenie w brzuchach było już z daleka słychać. Smakowite grillowane kiełbaski szybko zniknęły ze stołów i zajęliśmy się następnymi atrakcjami: jedni pływali kajakiem po Olzie korzystając z niedalekiej przystani, a inni korzystali ze śpiewnika przy akompaniamencie harmonii.

Czas jednak szybko uciekał, więc z żalem trzeba wracać. Podziękowaliśmy gromkimi brawami organizatorom wyprawy i już indywidualnie udaliśmy się w drogę powrotną. Wraz z Krzysztofem i Józkiem - Niezłomnym przyjechaliśmy przez Karwinę i Stonawę do Cieszyna mając za sobą 64km.

TV Stonava towarzyszyła nam aż do samej mety. Zgodnie z zapewnieniem autorki p. Otylii Toboła reportaż można wyłowić w Internecie na stronie tej telewizji. Kto nie był z nami, niech to koniecznie zrobi a mam nadzieję, że nabierze chęci aby osobiście uczestniczyć w tak ciekawych rowerowych eskapadach.

Rechtór-Zbyś
Galeria