Kronika
Zielonoświątkowe smażenie jajecznicy

23.05.2010

Jest taki dzień w ondraszkowym kalendarzu, gdy wyjeżdżamy w plener mając w planie nie tyle zwiedzanie, lecz zaspokojenie gastronomicznych pomysłów związanych z tradycyjnym smażeniem w plenerze. Tym razem "Kropelka" dowodzący naszą 22-osobową ferajną wytyczył trasę przez Hażlach do Kończyc Wielkich, gdzie w "Strusiolandzie II" pana Tadeusza Żyły oczekiwało nas odpowiednio przygotowane miejsce.

Kuchnię jak zwykle sprawnie opanował Piotr - "Śmig" (wielkie brawa) i już wkrótce wokół roznosił się smakowity zapaszek smażonych szpyrek i inszych dodatków. Nasze panie zabrały się z właściwą sobie werwą do tłuczenia przywiezionych jaj, a było ponad 100. Pozostałe, chwilowo niezatrudnione bractwo rozsiadło się za stołami i gawędząc oczekiwało efektu tych kulinarnych zmagań. Należy dodać, że w skład jajecznicy (osobno sporządzonej) doszły też jaja strusie których wielkość liczy się w relacji 1 jajko = ok. 15 kurzych oraz kacze z fermy naszego "Gwarka". Efekt tych zmagań był przepyszny i jajecznica szybko znikła w przepastnych ondraszkowych brzuchach.

Kol. Leszek - zapalony wędkarz, został poproszony przez właściciela o złapanie wielkiej ryby i od tego czasu miejscem jego stałego pobytu było nad stawem z wędką w rękach i wzrokiem wbitym w wodę. Po konsumpcji przyszedł czas na doroczny konkurs strzelecki o patelnię -puchar przechodni Ondraszka. Pomimo heroicznej obrony patelni dotychczasowego (niżej podpisanego) Mistrza Strzelców, a może dzięki zastosowaniu wiatrówki zupełnie innego typu wraz z lunetą, puchar trafił ostatecznie do "Skryby", który wystrzelał najlepszy wynik.

Innym, ciekawym konkursem była zabawa w "Robin Hooda" czyli strzelanie z łuku. Nie było to łatwe zadanie, gdyż strzały zbieraliśmy nieraz w miejscach dość odległych od celu. Tak miło upłynął czas zwłaszcza, że pogodę wcześniej mieliśmy zagwarantowaną. Jedynie kol. Leszek był niepocieszony bo zamiast "wieeeelkiej ryby" wyłowił kilka małych okoni...

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria