Kronika
Wyprawa ”Od Bystrzycy do Cieszyna"

20.06.2010

Od czasu wynalezienia Internetu istnieje wspaniała możliwość przepowiadania pogody w danym miejscu. Korzystając z tego wiedziałem, że pomimo że za oknem nie było za ciekawie - musi być lepiej. Uzbrojony w tą optymistyczną wiedzę pojechałem na most graniczny pod zamkiem, gdzie byłem umówiony ze Skrybą, Pankiem i Bystrym. Przybył tam również Piotr Hamera, i w tym wspaniałym składzie pojechaliśmy wspólnie do Trzyńca, gdzie przed dworcem kolejowym wyznaczona była zbiórka uczestników tej wyprawy. Okazało się że dzisiejszy prowadzący – Leon Osuchowski (PTTS) już czeka, a wraz z nim również kilku naszych (w tym rodzynek wyprawy „Szykowno” Beatka) oraz dwóch klubowiczów z PTTSu. Razem nas było tylu co apostołów, a więc 12.

W tym świątobliwym składzie pojechaliśmy do Wendryni, gdzie korzystając z tajnego przejścia na przełęcz (strome podejście po miedzy) zjechaliśmy z drugiej strony do Nydku. W międzyczasie z wiszących nad nami niskich chmur zaczęło kapać. Oznajmiłem uczestnikom, że zgodnie z prognozą ma nie padać, więc niech nie wierzą w to co widzą. Uspokojeni w ten sposób rozpoczęliśmy mozolny 5km stromy podjazd do w schroniska górskiego na Filipce (909mnpm). Nawierzchnia drogi była super, jednakże jej pochylenie porównywalne do kościelnego dachu sprawiło, że niebawem jechał tylko Ziołowy a reszta człapała prowadząc swoje rowery. Na szczycie kilku pierwszych zawodników (w tym i ja), którzy osiągnęli schronisko w nagrodę mogło sobie zamówić „czoskulę”. Dla reszty peletonu tego specjału zabrakło. Po podreperowaniu nadwątlonych sił puściliśmy się szalonym pędem zielonym szlakiem w dół, do Gródka. Po drodze miały być super widoki, jednakże mgła je wszystkie dokumentnie wykasowała.

Na dole nasz peletonik nieco stopniał, gdyż ze względu na awarię sprzętu kolega z PTTS-u powędrował na pociąg. Dalsza trasa wycieczki prowadziła dobrą leśna drogą do Karpentnej. Niestety znów przyplątał się deszcz, który już do samego końca tej wyprawy nas nie opuścił. Widać pogoda nie poznała się na internecie. Tak więc testując wodoszczelność naszych kurtek przez Oldrzychowice i Trzyniec przyjechaliśmy z powrotem do Cieszyna, już tylko w trzyosobowym składzie, bo reszta już po drodze obrała własne kierunki powrotu. Przejechaliśmy ogółem 48km w bardzo malowniczym terenie, którego niestety ze względu na marne warunki pogodowe niewiele było widać.

Rechtór-Zbyś
Galeria