Kronika
Zielony Górny Śląsk „I znów... jezioro Dzierżno”

03.07.2010 - 05.07.2010

Minął rok i znów pojawiliśmy się nad znajomym brzegiem Dzierżna, w znajomym ośrodku Mayturu. Tym razem oprócz próby umiejętności żeglarskich w programie przewidziałem zwiedzanie Gliwic z wysokości rowerowego siodełka, oraz ludwisarni państwa Felczyńskich w pobliskim Taciszowie. Chęć wyjazdu zgłosiło aż 17 ondaszków, tym samym pobiliśmy dotychczasowy rekord frekwencji na tej wyprawie. P. Moskałowie pojawili się w komplecie wraz z dziećmi i z własnym domkiem - ogromnym namiotem.

Z uwagi na splot nieszczęśliwych okoliczności wraz z „Aląpalą” dotarłem na ośrodek późnym wieczorem w sobotę a w niedzielę musieliśmy też wracać. Zanim dotarliśmy do bazy sytuacja rozwinęła się pomyślnie, bo po długim żeglowaniu pod dowództwem kapitana M. Urbanka i rowerowej wyprawie nad sąsiednie jezioro towarzystwo posiliło się pieczonymi kiełbaskami i zrobiliśmy też spore ognisko. Genek Klapuch wyciągnął gitarę, rozdał specjalnie przygotowane śpiewniczki i zgodnie z programem rozpoczęło się wielkie „szantowanie”. Przy tej okazji ujawniły się talenty: Genka w graniu na gitarze, „Rozstrzapka” i „Ośki” w śpiewach chóralnych. Mój talent też się ujawnił, bo rano wstałem bez żadnych dolegliwości ubocznych. Przy tak zbożnie spędzanym wieczorze czas płynie szybko i nie wiedzieć kiedy zrobiło się późno. Ok. godz. 230 zaśpiewaliśmy „Ogniska już dogasa blask” i poszliśmy na zasłużony odpoczynek.

W piękny niedzielny poranek wskoczyliśmy żądni wrażeń na bicykle i pojechaliśmy w kierunku Gliwic. Przewodnikiem był kapitan Mariusz, świetny gawędziarz, a na co dzień mieszkaniec tego pięknego miasta. W Łabędach opowiedział nam historię miejscowej huty, w której kiedyś pracował i która w czasach świetności zatrudniała kilkanaście tysięcy ludzi. Następny przystanek w Łabędach nastąpił przy śluzie na Kanale Gliwickim. Kanał łączący Port Gliwicki z Odrą został oddany do użytku w 1936r. i po dziś imponuje śmiałymi rozwiązaniami hydrotechnicznymi. W centrum miasta zwiedzaliśmy drewniany kościółek pw. Wniebowzięcia NMP przeniesiony z Zębowic na gliwicki cmetarz i powtórnie przeniesiony na obecne miejsce w latach międzywojennych. Opodal kościoła stoi pomnik mauzoleum 99 francuskich żołnierzy poległych podczas polsko- niemieckich walk w okresie plebiscytu. Kawałek dalej zwiedziliśmy duży cmentarz ponad 2000 krasnoarmiejców poległych podczas walk w Gliwicach i okolicznych miejscowościach.

Następnie pojechaliśmy do dzielnicy Bojków, gdzie zostało przeniesione Muzeum Odlewnictwa Artystycznego GZUT Gliwice. Zakłady te są autorem chyba wszystkich odlewanych pomników ustawionych w Cieszynie i nie tylko. Muzeum było jednak w trakcie przenosin więc zobaczyliśmy tylko „Żelaznych ludzi”. Rzeźby przedstawiały „mięśniaka” odlewanego w kawałkach i skręcanego na śruby. Powielenie tych samych elementów sprawiło, że przed muzeum stał cały tłum, tych samych „pakerów”. Ponieważ rzeźbiarz nie wymyślił żelaznych majtek prezentowali oni swą „męskość” również przykręconą śrubami, więc był to element jak najbardziej wymienny.

Kolejny przystanek nastąpił w dzielnicy Trynek na lotnisku. Miasto w okresie międzywojennym miało tutaj spory port pasażerski z regularnymi połączeniami. Obecnie jednak pełni ono funkcję lotniska sportowego. Większą przerwę zrobiliśmy sobie na rynku gdzie zahaczyliśmy o miejscową naleśnikarnię. Tutejszy rynek to pozostałość średniowieczne założenia z ratuszem pośrodku oraz owalnie biegnącymi wokół ulicami. W pobliżu nie można było nie zobaczyć najcenniejszego zabytku sakralnego gotyckiego kościoła pw. Wszystkich Św.

Sporo czasu przeznaczyliśmy też na zwiedzanie palmiarni. Pod szklanym dachem można było się poczuć jak w tropikach, wśród palm, kaktusów i innych nieznanych egzotycznych roślin. Na obrzeżach miasta w dzielnicy Szobiszowice stoi najwyższa w Europie drewniana wieża dawnej radiostacji. Ten modrzewiowy, prawie 100m wysokości kolos był świadkiem słynnej hitlerowskiej prowokacji z 31 sierpnia 1939r., która miała uwiarygodnić w oczach świata rozpoczęcie wojny z Polską. Budowla przypomina nieco wieżę Eiffla w Paryżu szczęśliwie przeżyła wszelkie zawieruchy i obecnie jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych gliwickich zabytków.

Tymczasem słońce chyliło się ku zachodowi więc pora była wracać. Z drogi powrotnej warto odnotować przeprawę przez prawdziwą dżunglę porastającą brzegi Kanału Gliwickiego. Tam naprawdę przydałyby się maczety. Tak więc prawie nie wyjeżdżając z Gliwic przejechaliśmy na rowerach ponad 40km. Po powrocie naszej trójce (Niezłomny, Alapala i niżej podpisany) pozostało wrzucić rowery na samochód i wrócić do Cieszyna.

Ondraszki natomiast mogły dalej cieszyć się pogodą i innymi atrakcjami. W poniedziałek odbyło się umówione zwiedzanie ludwisarni w Taciszowie oraz został zaliczony kolejny rejs. Ostatnie Ondraszki opuściły ośrodek dopiero tego dnia wieczorem. Myślę, że ten kto przyjechał nad jezioro z myślą o atrakcyjnym spędzeniu weekendu na pewno nie żałował swojej decyzji. Tak więc po trosze zdobywamy kolejne stopnie wtajemniczenia i w końcu może zostaniemy ekspertami od tych okolic.

Rechtór-Zbyś
Galeria