Kronika
Zakończenie sezonu „Niewiadomogdzie”

17.10.2010

Można zacytować słowa piosenki „ i to już koniec...” Dla jednych „nareszcie”, dla innych „niestety”... Byli i tacy którzy deklarowali się , że w ogóle sezonu nie kończą, lecz płynnie przejdą do następnego.

Wszyscy zainteresowani z niepokojem spoglądali na prognozy pogodowe i niebo, bo na serio zapowiadano świeżą dostawę śniegu. Mimo dość chłodnego poranka i chmur wiszących nad głową na rynku zebrało się 26 klubowiczów i sympatyków Ondraszka aby wspólnie zakończyć po raz 44 sezon kolarski. Ucieszył nas udział Grażyny i Genka Klapuchów, którzy nie zważając na niepewna pogodę przyjechali aż z Łazisk. Reprezentantami Beskidzioków zza Olzy byli Władek Kristen oraz Daniel Kroczek.

Prowadzący „Ośka” i „Bystry” trzymali wszystkich w niepewności do samego końca. Dopiero tutaj wydało się, że jedziemy do Goleszowa nad jezioro Ton. Wyznaczona trasa dojazdowa była dość ambitna, gdyż prowadziła przez wszystkie większe kopce po drodze. Zaczęliśmy od górki w Błogocicach, następnie wzdłuż Olzy przejechaliśmy przez granicę do Końskiej. Kolejna górka to pod Czeski Puńców i następnie raz w górę, raz w dół przez Kojkowice do przejścia w Lesznej. Potem nastąpił dłuuugi zjazd i znów bardzo ambitny podjazd pod Goleszów. Trzeba przyznać, że nasza trasa wyraźnie wskazała tych, którzy serio przyłożyli się do tegorocznego sezonu. Dla nich po prostu te górki były dużo łagodniejsze niż dla pozostałych.

Na mecie już nas oczekiwał prezes miejscowego koła wędkarskiego wraz ze swoją świtą. Był tu również i nasz Skryba, Baśka z Kutią oraz nestor cieszyńskich turystów Lucjan Jurys. Dojechał tu też i „Kropelka” – dawno nie widziany na Ondraszkowych ścieżkach, a także Józek Salecki, który jako jeden z nielicznych był przed laty obecny przy narodzinach klubu.

Dobrze, że bufecik był już otwarty, a ogień wesoło strzelał w palenisku kominka. Szybko uwinęliśmy się z zapełnieniem rusztu przywiezionymi kiełbaskami, a potem równie szybko zniknęły w naszych brzuchach. O nasze delikatne podniebienia zadbała nieoceniona „Szykowno” , bo przywiozła z sobą ciasto i każdemu się dostało!

Jako, że kilka dni temu w kalendarzu było Jadwigi nasza kochana „Ośka” wyraźnie wzruszona odebrała okazjonalny prezent przy akompaniamencie improwizowanego chórku. Bystry zakończył konkurs długodystanowca sezonu zapisując przebiegi z poszczególnych liczników. Podsumowanie tego co było zostało dokonane indywidualnie w większych lub mniejszych grupkach, gdyż, każdy miał jakieś ciekawe przeżycia z którymi chciał się podzielić.

A było o czym mówić bo nasze zamierzenia z klubowego kalendarium udało się prawie w całości zrealizować, a biorąc pod uwagę liczne indywidualne pomysły kolarskie to ten sezon był bardzo bogaty. Do Cieszyna wróciliśmy indywidualnymi dróżkami, przy czym ja przejechałem aż 40km.

Rechtór-Zbyś
Galeria