Kronika
Rajd Kolarski im. Ryszarda Mielnika

28.08.2010

O organizacji tego rajdu postanowiono na spotkaniu Rady Regionalnej Turystyki Kolarskiej woj. Śląskiego jeszcze na wiosnę. Rajd jest związany z 10-leciem śmierci nieodżałowanej pamięci śp. Ryszarda Mielnika. Długo by wymieniać zasługi tego znanego działacza turystyki kolarskiej, jednak dla nas - Ondraszków najważniejsze było to, że jak wspomina „Szeryf” Władek Sosna, był on również w jakiś sposób związany z założeniem naszego klubu. Otóż metodą delikatnej perswazji „Mały Rysiu” jak go ochrzczono z racji słusznego wzrostu, przekonał „Szeryfa”, że w cieszyńskim PTTK nie tylko chodzi się piechotą po górach, lecz również zdało by się nadać ówczesnym pasjonatom turystyki kolarskiej jakąś formę bardziej zorganizowaną, co też się stało prawie 45 lat temu. A później przez wszystkie lata gorąco wspierał i kibicował poczynaniom Ondraszka. Zainteresowanych drążeniem tego tematu odsyłam do książki „40 lat z Ondraszkiem na rowerze”.

W tej sytuacji również nie mogło nas zabraknąć na rzeczonym rajdzie. Ze względu na niepewną pogodę oraz spora odległość klub reprezentowały tylko dwie osoby: „Rechtór” i „AlaPala”. Nasza wycieczka rozpoczęła się przy drewnianym kościele w Borowej Wsi. Deszcz przeczekaliśmy pod kościelnymi sobotami. Przy okazji doceniliśmy ten zmyślny element budowli, który pozwalał właśnie na schronieni się pod daszkiem na zewnątrz kościoła. Jak tylko trochę przestało padać pojechaliśmy na metę zagubioną gdzieś w borowskich lasach. Trafić jednak nie było trudno, gdyż kierowaliśmy się koleinami rowerów które przejechały tędy przed nami. Zebrało się tam sporo ludzi - prawie pięćdziesiąt kolarzy z kilkunastu śląskich klubów. Była również obecna m.in. p. Krystyna Mielnikowa - żona ś.p. Ryszarda.

Korzystając z przerwy w deszczu rozegrano kilka konkurencji sprawnościowych. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję że „Alapala” zajęła 3. miejsce w konkurencji „żółwiej jazdy”, natomiast moja skromna osoba wykazała się zręcznością, zająłem bowiem 2. miejsce w oryginalnej konkurencji „chwytania patyczka”.

Większość z zebranych znała śp. Ryszarda z autopsji, toteż przypomnieliśmy Jego sylwetkę odgrzebując w pamięci wspomnienia z przeróżnych sytuacji i spotkań. Potwierdziliśmy też udział w spotkaniu na cmentarzu w katowickiej dzielnicy Dąb, przy Jego mogile dniu 16.09. W drodze powrotnej zahaczyliśmy też o zamek w Chudowie. Zamkowe muzeum co prawda nie było czynne, ale mieliśmy możliwość poznania bliżej postaci ze śląskich legend i powiastek. W różnych miejscach parku były bowiem zaczajone na przechodniów utopce, strzygi i insze lucyfery. Dobrze, że były sztuczne i dlatego trochę nieruchawe, a my zwiedzaliśmy Chudów w dzień a nie w nocy.

Jednak nasze nieco nadszarpnięte nerwy ukoiliśmy w miejscowej karczmie racząc się „czoskulą”. Następnie przez Paniowy i Paniówki przyjechaliśmy do punktu wyjścia mając za sobą prawie 40km rowerowej trasy.

Rechtór-Zbyś
Galeria