Kronika
Śladami żywocickiej tragedii

06.08.2011

Wycieczka, która przygotował W. Kristen, miała zupełnie inny charakter niż pozostałe. Tym razem chodziło o upamiętnienie zupełnie bezsensownej śmierci miejscowych obywateli, których dosięgła akacja odwetowa niemieckich okupantów w roku 1944.

A było tak: Placówka AK planowała likwidację kilku funkcjonariuszy SS, którzy wyjątkowo pastwili się nad miejscową ludnością. Przygotowana zasadzka na drodze się nie udała, wobec czego sprawiedliwość dosięgła SS-manów w gospodzie w Żywocicach gdzie się zatrzymali na postój. W odwecie Niemcy otoczyli całą wioskę i każdego spotkanego mężczyznę, który nie mógł się wylegitymować zabijali na miejscu. W ten sposób zamordowano 36 przypadkowych ludzi których jedyną winą było to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie.

Po wojnie w miejscach kaźni powstały drewniane krzyże, które następnie zamieniono na kamienne stalle z wyrytymi nazwiskami ofiar. Stalle te postawiono tam gdzie zginęli ci ludzie - w miejscach zupełnie przypadkowych - przy drogach, zabudowaniach czy w lesie.

Miejsca te objechaliśmy w dwóch rowerowych grupach prowadzeni przez W. Kristena oraz J. Stirbę oraz eskortowani przez… rowerową straż miejską z Hawierzowa. Przy każdej stalli postawiono górniczą lampkę, którą przewozili harcerze z ZHP w Czechach oraz wspomniano sylwetkę ofiary, którego pomnik upamiętnia.

Meta tej sztafety nastąpiła w Żywocicach przy muzeum oraz pomniku tej wojennej tragedii. Przy pomniku straż trzymali weterani wojska polskiego oraz czeskiej armii, złożono kwiaty, a chóry uświetniły uroczystość okolicznościowymi występami. Okolicznościowe przemówienia na przemian po polsku i czesku wygłosili przedstawiciele miejscowych władz, konsulatu RP oraz duchowieństwa. Na tej uroczystości ondraszka reprezentowali: Wędrowniczek, Niezłomny, Rechtór oraz jeden z sympatyków klubu.

Rechtór-Zbyś
Galeria