Kronika
Wojewódzki Zlot Oddziałów PTTK Sosnowiec

21.04.2012

„Drei-kaiserreichsecke” czyli Sosnowiec na rowerze

Już w ubiegłym roku na zakończenie IV Zlotu Oddziałów PTTK województwa śląskiego, który zorganizowaliśmy w Cieszynie było wiadomo, że następny zlot organizuje Sosnowiec. I właśnie ta chwila nadeszła. Tak się złożyło, że jedynym reprezentantem cieszyńskiego PTTK był wyłącznie Ondraszek, a ściślej biorąc 8-osobowa grupa rowerzystów, która dotarła na miejsce zbiórki MOSiR w Sosnowcu w dwóch ekipach. Tradycyjnie - autem z rowerami na dachu przyjechali Rozstrzapek, Afi, Alapala, Rechtór, Kryśka, Gwarek, oraz też tradycyjnie na rowerach: Ziołowy i P. Hamera.

Pieszych i rowerzystów z różnych stron województwa na starcie zebrał się całkiem spory tłum. Po omówieniu zasad podróżowania i czekających na trasie atrakcji ruszyliśmy, każda ekipa na swoją trasę. Rowerowy peleton prowadzili członkowie klubu kolarskiego przy miejscowym oddziale PTTK i trzeba przyznać, że zrobili to w sposób bardzo profesjonalny. Sosnowiec jest dużym ponad 200tyś. miastem, więc przeprowadzenie ponad 70-osobowego peletonu w normalnym ruchu drogowym było sporym wyzwaniem. Tymczasem bez pomocy policji czy innych służb mundurowych klubowicze pod dowództwem prezesa Marcina obstawiali kolejno wszelkie skrzyżowania sprytnie blokując ruch samochodowy, tak że nasz peleton bardzo sprawnie się przemieszczał i do końca trasy pozostawał w jednym kawałku .

A zwiedzać i zobaczyć naprawdę było co:

  • Zbieg Białej i Czarnej Przemszy czyli tzw. „Trójkąt trzech cesarzy” to miejsce, które w dawnych czasach pełniło taką samą rolę jak nasz „trójstyk”. Od XIX w do końca I Wojny Światowej był tu punkt zbiegu granic trzech zaborów: rosyjskiego (Sosnowiec), niemieckiego (Mysłowice) oraz austro-węgierskiego (Jaworzno). Te obecnie niepozorne rzeczki były wówczas żeglowne, a zbieg granic był wielką atrakcją turystyczną. W 2007r. ustawiono tutaj obelisk pamięci o dawnym podziale Europy i jej zjednoczeniu. I choć styk granic nie wygląda już tak jak na dawnych pocztówkach, nadal pozostaje ciekawostką, którą warto zobaczyć. A naszą grupę powitali dodatkowo oryginalnie umundurowani i uzbrojeni przedstawiciele straży granicznych trzech wymienionych monarchii.
  • Jak to bywa na pograniczu był tu również tygiel narodowości i kultur. Zobaczyliśmy kirkut jaki pozostał po miejscowych diasporze izraelitów.
  • W krajobrazie miasta dominuje wieża katedry pw. WNP .Choć wybudowana końcem XIX w. ze względu na atrakcyjne wnętrze stanowi żelazny punkt w planie każdej wycieczki. Otóż początkiem XX w. W. Tetmajer (jego ślub stanowił kanwę „Wesela” St.Wyspiańskiego”) oraz H. Uziębło ozdobili wnętrze wspaniałymi freskami które mimo, że przedstawiały sceny z historii Polski stworzone wówczas ku pokrzepieniu serc, szczęśliwie zachowały się do naszych czasów. Mroczne katedralne wnętrze ozdobione takimi wspaniałościami naprawdę robi wrażenie.
  • Przejechaliśmy pod domem w którym urodził się słynny kompozytor W. Szpilman. To jego wojenne przeżycia zekranizował S. Spielberg w filmie „Pianista”. Pan Władysław nadal – jak w dawnych czasach wygląda na ulicę ze swojego okna.
  • „Chłopak z Sosnowca” czyli Jan Kiepura też doczekał się swojego pomnika w centrum miasta. Sławny tenor był jedną z bardziej znanych postaci Sosnowca choć na pewno nie jedyną. Mijaliśmy bowiem rondo im. E. Gierka, który tutaj się urodził i jako I sekretarz PZPR przewodził PRL w latach siedemdziesiątych XXw. Spoczywa na miejscowym cmentarzu a dodać trzeba, że zmarł w cieszyńskim szpitalu.
  • Egzotycznie w tym miejscu wyglądająca XIXw. cerkiew prawosławna powołania Wiary, Nadziei i Miłości. Sympatyczny kapłan ciekawie przedstawił historię cerkwi jak również podobieństwa i różnice między „braćmi odłączonymi”. Ciekawym jest, że świątynia nadal służy miejscowej społeczności i stanowi jedyną parafię prawosławną w woj. śląskim.
  • Oryginalny zabytkowy budynek dworca kolei warszawsko – wiedeńskiej z połowy XIXw.
  • Ładnie odrestaurowane płace dawnych przemysłowców, a także groźnie wyglądające ufortyfikowane mury średniowiecznego zamku w dzielnicy Sielec.

Po zobaczeniu tych wszystkich wspaniałości pojechaliśmy na metę rajdu zlokalizowana koło ośrodka narciarskiego (!) Środula. Tutaj czekała na nas grochówka z wkładką oraz konkursy. Po pożegnaniu i publicznym podziękowaniu jakie w imieniu wszystkich rowerzystów przekazałem organizatorom pilotowani przez Marcina pojechaliśmy na drugi koniec miasta, gdzie zaparkowaliśmy auta. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o plac papieski gdzie w 1999r witano JPII. Jeszcze wcześniej w drogę powrotną udali się nasi długodystansowcy. W obie strony mieli do pokonania ponad 200km!

Pogoda w drodze powrotne j trochę się skropliła, jednak specjalnie nam to nie przeszkadzało. Na podsumowanie tej wspaniałej wycieczki daliśmy się skusić dodatkowo na deser do zameczku myśliwskiego w Promnicach, gdzie Von Hochbergowie w zamkowej wieży specjalnie dla nas przygotowali bardzo dystyngowane miejsce dla konsumpcji torciku marchewkowego podanego z kawą.

Przejechaliśmy tylko 25km, ale wrażeń było naprawdę sporo.

Rechtór-Zbyś
Galeria