Kronika
Z Rozstrzapkiem w nieznane

13.05.2012

Mimo niezbyt szczęśliwej 13 w dacie nikt z przybyłych na rynek nie wątpił, że wyprawa będzie udana. Przecież prowadzi ją nasz klubowy „Rozstrzapek” czyli Maryla B-Holisz. Zebranym żądnym przygód Ondraszkom, sympatykom i dwóch Beskidziokom wyjaśniła cel i z grubsza trasę wycieczki a także zapowiedziała na końcu niespodziankę.

Wyjechaliśmy w stronę Puńcowa, gdzie pierwszy przystanek nastąpił przy noszącym cechy gotyku kościele katolickim pod wezwaniem św. Jerzego. Kościelny oprowadził nas po wnętrzu opowiadając co-nieco o historii. Najciekawsze było rzadko stosowane sklepienie palmowe z słupem stojącym pośrodku nawy.

Następny przystanek był poświęcony historii zamku w Dzięgielowie. Tutaj też dowiedzieliśmy się trochę o zamkowych historiach. W dalszej drodze pokonaliśmy strome wzniesienie na stokach Jasieniowej i dojechaliśmy do Goleszowa, gdzie nastąpiła przerwa „kawowa”. Dalej ruszyliśmy do Kisielowa bardzo widokową drogą trawersując zbocza góry Chełm. Z drogi otworzyły się wspaniałe widoki okoloną górami na dolinę Wisły, z kulminacją Baraniej Góry w tle. Po stromym podjeździe skręciliśmy w stronę Łączki skąd już niedaleko było do celu naszej wyprawy - galerii rzeźby p. Andrzeja Klimowskiego.

Gospodarz serdecznie nas przywitał w progu i zaprowadził do swojej pracowni. To duże pomieszczenie było muzeum, magazynem przeróżnych przedmiotów oraz galerią rzeźb i obrazów jednocześnie. I nie bardzo było wiadomo co bardziej podziwiać: kolekcję starych narzędzi i innych rzeczy niegdyś używanych w domu i gospodarstwie czy kunsztowne płaskorzeźby, rzeźby oraz obrazy, które wyszły spod ręki gospodarza. Najbardziej zachwyciły mnie jednak bardzo misterne i filigranowe płaskorzeźby wydłubane z grubych lipowych desek.

Gospodarz miał jeszcze dodatkową zaletę: grał na harmonii, a więc przy jego pomocy daliśmy mały recital „pieśni wszelijakich”. Niespodzianka było podglądanie bocianów które zadomowiły się na pobliskim drzewie oraz prawdziwego dostojnego pawia. Tu też Rozstrzapek odtrąbił koniec wycieczki, więc serdecznie żegnani przez p. Andrzeja i każdy udał się z powrotem własna trasą.

Przejechałem 44km - a więc nie tak znów mało, jak na tak miłą i sympatyczną niedzielną przejażdżkę.

Rechtór-Zbyś
Galeria