Kronika
Czeski Cieszyn - Ostrawa

05.10.2003

Zgodnie z zapowiedzią o godz. 800 na dworcu w Czeskim Cieszynie zjawili się: Maryla Biłko-Holisz, Jadwiga Gracyasz, Zbigniew Pawlik wg planu ruszyliśmy pociągiem do Bogumina, który przywitał nas... no czym? Niestety deszczem! Wśród kałuż stał strapiony kol. Karol Fukała - dzisiejszy prowadzący. W chwilę później dojechali na rowerach z Cieszyna Andrzej Gojniczek oraz Andrzej Nowak II, co wraz z zebranymi kolarzami z Czech dało imponującą ,jak na tą paskudną pogodę liczbę 13 uczestników. Co robić? jechać - nie jechać? Dłuższą chwilę postaliśmy pod dworcowym dachem śpiewając "nie lyj dyscu nie lyj..." - ale niewiele to pomogło.

Uznaliśmy w końcu, że skoro mamy peleryny, to warto je wypróbować i ruszyliśmy na trasę. Z Bogumina przez Rychwałd do Ostrawy Michałkowic i po ok. 15km byliśmy już pod bramą "narodowego zabytku kultury Kopalnią Michała". Na trasie deszcz raz się wzmagał raz ustawał co dawało nadzieję, że całkiem nas nie przeleje. Kopalnia okazała się warta naszego trudu. Ciekawy zabytek - fedrowano tam nieprzerwanie od 1843r do 1995 a po zamknięciu pozostawiono wszystko jakby jeszcze wczoraj byli tu "hawiyrze". Wraz z przewodnikiem, byłym pracownikiem, przewędrowaliśmy całą trasę jaką szli górnicy na szychtę. A więc markownia, szatnia, łaźnia, lampowni itd. Doszliśmy aż do szybu gdzie zachowały się windy, lecz sam szyb, pierwotnie głęboki na przeszło 800m został zasypany. Zwiedziliśmy również maszynownię, kompresorownię i stanowisko dyspozytora. W maszynowni ku zaskoczeniu wszystkich odczytaliśmy z tabliczek znamionowych, że niektóre urządzenia zostały wyprodukowane w 1912r! i pracowały nieprzerwanie, aż do samego zamknięcia kopalni.

Przewodnik umiał również barwnie nam przekazać różne ciekawe scenki z życia kopalni, więc mimo że gadał po czesku uśmialiśmy się serdecznie. Tymczasem pogoda się ustabilizowała - lało jak z cebra. Ale co tam, jedziemy dalej i dopiero w Orłowej w gospodzie robimy dłuższy przystanek. Tutaj, przy herbatce z wkładką, dajemy zupełnie darmowy koncert pieśniczek cieszyńskich "a capella". Dalej nie ma widoków na poprawę aury, jednak obaj Andrzeje decydują się jechać do domu na rowerach. Reszta grupy wróciła do Bogumina a nastepnie pociągiem do Cieszyna. Ponieważ już dawno całe ubranie przemokło, ulewa w drodze do domu nie robi na mnie żadnego wrażenia Ok 1700 wracam do domu. Wyprawa była ciekawa, choć komentarzy mojej rodziny nie będę przytaczał.

Rechtór