Kronika
Jaja w ogniu… czyli Zielone Świątki z Ondraszkiem

27.05.2012

Zgodnie z odwieczną tradycją, jest taki dzień w okolicy Zielonych Świątek, w którym kto żyw, udaje się w plener, aby upichcić tam jajecznicę. Tradycja ta, jest zapewnie lokalna – na Górnym Śląsku nieznana, lecz nasz klub jak sięgam pamięcią, zawsze ją kultywował. I w tym roku nie było inaczej.

W. Zmełty „Kropelka” zapowiedział zbiórkę uczestników na godz.10.00 na rynku. Mając na uwadze dobrze zapowiadającą się pogodę oraz perspektywę atrakcji czekających na nas, na rynku pojawiła się spora grupa kolarzy. Tym razem metę zorganizowano w folwarku Karłowiec w Kończycach Wlk.

Dojazd był dwuwariantowy: trasa ambitniejsza, przez Zamarski i Hażlach, lub na skróty, przez Pogwizdów. Podzieliliśmy się na dwie grupy i każda pojechała w swoją stronę. Na Zamarski prowadził A. Nowak „Skryba”, większość obecnych wybrała ten dojazd z powodu atrakcyjnych widoków, choć okupionych kilkoma stromymi podjazdami. Po drodze zatrzymaliśmy się też w Hażlachu Czarnych Dołach przy źródełku, gdzie można było odetchnąć i skosztować rewelacyjnej wody wypływającej ze studzienki.

Na mecie okazało się, że kolarze przyjeżdżali grupami i to nie tylko ci z rynku. Przyjechały też „Wiercipięty” z Jastrzębia, jeden Beskidziok oraz spory peleton (ok. 20!) rowerzystów spod znaku „Przerzutki” z Zebrzydowic.

Folwark okazał się świetnym miejscem na imprezy plenerowe. Znajdował się tam spory plac i ładnie zagospodarowane miejsce na polową kuchnię. Na miejscu był już nasz P. Holisz „Śmig”, który wsparty przez K. Holisza oraz innych ochotników podjął się trudu przygotowania jajecznicy gigant. Skrupulatnie podliczono zużyte jajka, a było ich aż 338. Zanim przyjemny zapaszek przysmażonej słoniny rozciągnął się po okolicy przygotowaliśmy już konkursy.

Gwarek zajął się organizacją strzelnicy, na której zamierzaliśmy odbić przechodni puchar –patelnię, z rąk ubiegłorocznego króla strzelców, W. Marszała z „Wiercipięty”. J. Rezmer „Bystry” z J. Gracyasz „Ośką” założyli… suchy staw z rybkami, które należało wyłowić w ramach konkursu, a Kryśka podjęła się prowadzenia „jajecznicowego toru przeszkód”.

Wszystkie konkursy odbyły się pod okiem sędziów, wielkim dopingu obserwatorów i śmiechu zawodników. Podczas zawodów można było zasmakować w przepysznej jajecznicy, do której spróbowania zachęcał szef kuchni „Śmig”. Jajecznica w plenerze… po prostu pycha! Finałową konkurencją, był wymagający wielkiej zręczności, konkurs rzucania jajem. Jak to zwykle bywa, nie każdy mógł zostać zwycięzcą. Najważniejsza była jednak wspaniała zabawa. I tak:

  • W konkursie strzeleckim z wiatrówki, przechodni puchar – patelnia, na najbliższy rok znajduję w rękach naszego K. Szewczyka ”Gwarka”. Bezapelacyjnie zajął I miejsce, mając 29 pkt na 30 możliwych.
  • „Jajecznicowy tor przeszkód” był rozgrywany w dwóch kategoriach. W kategorii pań startowało 13 osób i wygrała A. Pawlik „Alapala” z Ondraszka, a wśród 11 Panów brylował G. Cienciała „Dzięcioł”, też z Ondraszka. Dodam, że jako autor pomysłu zmagań mocno przekombinowałem z wiązaniem krawata, którego rozsupłanie zajęło mi ponad 1,15 min, a zwycięzca uczynił to w 32 sek.
  • W rzucaniu jajem, w szranki stanęło dziesięć par, przy czym po wyrównanym pojedynku na placu boju zasłużenie pozostali „Bystry” i „Ośka”. Niektórzy z konkurentów mieli za to na sobie świeże maseczki z białek i żółtek.
  • W łowieniu rybek najlepszy okazał się przedstawiciel „Przerzutki”, przy czym okazało się, że wobec wyrównanego poziomu umiejętności „wędkarzy”, należało zarządzić dogrywkę.

Należy dodać, że powyższe zmagania, w tym kulinarne, odbyły się przy świetnej pogodzie, choć przez chwilę wielka chmura, która nad nami się przesunęła, nieco nas zmoczyła. Ale jak wiadomo „z wielkiej chmury mały deszcz”. Przy rozdaniu nagród oklaskami nagrodziliśmy również bardzo zasłużonych autorów jajecznicy oraz organizatora tego uroczego spotkania.

Wszyscy, a było nas aż 67 osób, byliśmy bardzo zadowolenia z miłego spotkania, a tuż po nim każdy pojechał do domu. Przejechałem 37km.

Rechtór-Zbyś
Galeria