Kronika
31 Wędryński Rajd Turystyczny

06.05.2012

Parę dni wcześniej pan A. Kimas z Wędryni zadzwonił z propozycją udziału w tym ciekawym rajdzie. Nie było za dużo czasu aby rzecz szerzej rozgłosić, lecz poczta pantoflowa dobrze zadziałała. Wieść dotarła do jedenastu ondraszków, którzy w kilku grupach pojawili się w punkcie startu czyli przy Czytelni PZKO w Wędryni. Rajd ten tradycyjnie jest wielodyscyplinowy, piesi już poszli na trasy, a my stanowiliśmy połowę kolarskiego chyba 22-osobowego peletoniku.

Prowadzący pan B. Raszka - na codzień wędryński wicestarosta poprowadził całą czeladkę w stronę tutejszych wapieników, gdzie wszystkich poczęstowano wspaniała kawą a następnie ruszyliśmy dalej drogą, która coraz bardziej stawała się pionowa. W ten sposób dojechaliśmy prawie pod szczyt Małego Ostrego i dalej Ostrego podziwiając piękne widoki. Po kilku kilometrach teren się wypłaszczył i trawersując górskie zbocza dojechaliśmy do miejsca skąd już było tylko w dół. Niestety nie wszystkim wyszło to na dobre. Czesiek z PTTS zaliczył dziurę, która podbiła mu przednie koło i sekundę później wykonał wspaniały lot zakończony niestety twardym lądowaniem na asfalcie. Na szczęście skutki nie były aż takie groźne jak się zapowiadały.

Niebawem dojechaliśmy do nowego pensjonatu Owieczka w Nydku, gdzie nasz mini rajd się zakończył. Tutaj się podzieliliśmy na dwie drużyny: St. Pawlik, Paparazi i Ziołowy ruszyli z powrotem pod górę z zamiarem dotarcia do Cieszyna przez Cisownicę i przejście pod Czantoria, a pozostała część ekipy wypróbowała różne dziwne urządzenia do tortur cielesnych poustawiane na pobliskiej łące. Następnie korzystając z okazji postanowiliśmy odwiedzić naszą dobrą znajomą panią Anielę Kupcową mieszkającą nieopodal. Na pewno lekko była zaskoczona niespodziewaną wizytą, lecz wspaniale się nam gawędziło. Trzeba przyznać, że mimo swych 92 wiosen pani Aniela zachowała bystrość umysłu i zaimponowała nam swą pamięcią i celnymi wypowiedziami na różne tematy. Po serdecznym pożegnaniu ruszyliśmy w drogę powrotną przez Bystrzycę, Trzyniec i Końską do Cieszyna.

Łącznie przejechałem 39km i wiem jedno - było warto!

Zbyszek Pawlik
Galeria