Kronika
Ondraszki prawie na końcu świata

01.08.2012 - 26.08.2012

Realizując nasz dawno ułożony plan rodzinny team Pawlików w składzie: Alapala, Afi, Rechtór oraz Justyna wybrał się w tych dniach w „Podróż Życia” na drugą półkulę a konkretnie do Krainy Klonowego Liścia. Po kilkunastu godzinach lotniczej podróży i przekroczeniu kilku stref czasowych w wyniku czego cofnęliśmy zegarek aż o 8 godz. wylądowaliśmy w Edmonton –stolicy stanu Alberta.

Stan ten jest jednym z 12 wchodzących w skład Kanady. Na ogromnej powierzchni ponad dwukrotnie większej niż powierzchnia Polski mieszka zaledwie 3,5 mln mieszkańców, co daje średnią gęstość zaludnienia to zaledwie 3 os/km2. Te bezgraniczne pustkowia są jednocześnie niezmiernie ciekawie turystycznie – w granicach prowincji znajdują się Rocky Mountains - Góry Skaliste z najpiękniejszymi w Kanadzie Parkami Narodowymi. Perłą tych terenów są parki Banff i Jasper oraz Park Regionalny Kananaskis Country. To magnes, który przyciąga sporo turystów pragnących na własne oczy zobaczyć niesamowite dziwy: wysokie i niedostępne górskie szczyty z czapami lodowców, urzekające w kolorze i kształcie jeziora oraz dziką, niczym nie skażoną przyrodę z całym bogactwem fauny z niedźwiedziami grizzly na czele.

Choć góry z założenia niezbyt nadają się do rowerowej eksploracji, zgodnie z hasłem „dla chcącego nic trudnego” należy dodać, że spotykaliśmy często turystów na rowerach jadących zazwyczaj bez bagażu jako, że większość spotykanych kamperów miała przytroczone po kilka rowerów. Zdarzali się również prawdziwi „nomadzi dróg” objuczeni sakwami, a zatem podróżujący na długich dystansach. Na zdjęciu widać jedną z takich pasjonatek - oto rowerzystka z Belgii samotnie przemierzająca szlak, a zdjęcie zostało wykonane na trasie do lodowca Mt. Edith Cavell po ok.20 km drogi non stop pod górę! Podziwiałem odwagę i kondycję tej dziewczyny.

Nasz plan był dużo skromniejszy - po powrocie do Edmonton z dwutygodniowego pobytu w tym górskim raju, korzystając z rowerów wypożyczonych od przyjaciół wyruszyliśmy kilkakrotnie na rozpoznanie miejskich tras rowerowych. Należy wiedzieć, że przez miasto, w głębokim jarze przepływa rzeka Saskatchewan Północny. Tereny nad rzeką to nieprzerwane pasmo uroczych parków oraz ciekawych miejsc, w tym związanych z początkami miasta (Fort Edmonton). Miejsca te są powiązane siecią rowerowych i pieszych ścieżek, więc zaopatrzeni w dobrą mapę (gratis w informacji turystycznej) wyruszyliśmy na trasę.

Trzeba przyznać, że mimo całej plątaniny ruchliwych wielopoziomowych dróg które zdarzało nam się spotykać, ścieżki rowerowe były dobrze oznakowane, więc nie było problemu z orientacją. Świetna asfaltowa nawierzchnia z podziałem na pasy ruchu sprawiała, że korzystanie z nich było wielką przyjemnością. Dwukrotnie też przekroczyliśmy rzekę po mostach przeznaczonym wyłącznie dla nas rowerzystów oraz pieszych. Czasami rowerowy szlak był prowadzony po chodniku, lecz przy wszelkich skrzyżowaniach krawężnik był tak wyprofilowany, że wjazdy i zjazdy nie stanowiły problemu. Jeżeli zdarzało się, że ścieżka była częścią ulicy – było to wyraźnie oznakowane, a kierowcy w kontakcie z rowerzystami najwyraźniej oddawali nam pierwszeństwo przejazdu. Jednak zdecydowanie większą część trasy przejechaliśmy odseparowani od wielkomiejskiego ruchu, w pięknie utrzymanych parkach z widokiem na downtown (centrum) rzekę lub pola golfowe. Tak więc po pokonaniu kilkudziesięciokilometrowej pętli z westchnieniem stwierdziłem: Tak powinno być w każdym mieście…

Rechtór-Zbyś
Galeria