Kronika
Noworoczne spotkanie rowerowe

01.01.2013

Bale, bale i po. Po tradycyjnych prywatkach, zabawach i balach sylwestrowych pozostały już tylko wspomnienia i, może u niektórych, ból głowy. 1 stycznia, w Nowy Rok, na cieszyńskim rynku, spotkała się grupa Ondraszków aby złożyć życzenia noworoczne sobie nawzajem, a także, żeby zajechać z życzeniami do znajomych i przyjaciół z rowerowych wypraw.

O 1200 spotkało się nas (jak przystało na ten rok) 13 osób. Złożyliśmy sobie życzenia, uczciliśmy Nowy Rok tradycyjną lampką szampana i po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia (w kilkudziesięciu wersjach) ruszyliśmy na trasę. Niewątpliwą atrakcją i ozdobą naszego noworocznego peletonu był zapewne dżentelmen ubrany w czerwony uniform, z pokaźną białą brodą. Tylko gdzieś mu się zapodział worek z prezentami. Miał ze sobą jednak dwóch pomocników w czerwonych czapeczkach. Pogoda była zamówiona i dostarczona zgodnie z oczekiwaniem - lekki wiaterek i słoneczko.

Ruszyliśmy w kierunku Puńcowa, po drodze przeprawiając się przez tymczasową kładkę dla pieszych w rejonie remontowanego mostu na Młynówce w ciągu ulicy Jana Łyska. Po dojechaniu do Dzięgielowa, skręciliśmy na Bażanowice, a następnie ulicą Ks. Kulisza dotarliśmy do pierwszego celu naszej wyprawy. Odwiedziliśmy Krystynę i Rysia Pawliczków. Byli oczywiście powiadomieni wcześniej o naszych zamiarach. Spotkaliśmy się z bardzo serdecznym przyjęciem. Chociaż, po zbiórce na rynku, wyglądało, że przyjedzie Nowy Rok (13), to jednak dojechało tylko 12 apostołów. Gdzieś między Cieszynem a Puńcowem nowy roczek zrezygnował z ujawnienia się i wrócił do domu na chwilę zadumy. Tak więc 12 apostołów powitało gościnnych gospodarzy tradycyjną kolędą i zostaliśmy zaproszeni do domu. Mili gospodarze ugościli nas czymś gorącym, czymś słodkim, był również toast noworoczny i życzenia pomyślności. W miłej, przyjacielskiej atmosferze czas szybko mija, a my mieliśmy jeszcze jedną osobę do odwiedzenia. Pożegnaliśmy się z naszymi gospodarzami i już nieco mniejszą grupką, bo 7 osobową (część Ondraszków postanowiła już wracać do domu), po pokonaniu crossu terenowego, ul.Wielodroga i Słowiczą dotarliśmy do "Panka". Tu również spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem, tym bardziej, że w związku ze sprawami rodzinnymi, Władek jakiś czas z nami nie jeździł. Również życzyliśmy sobie, aby nowy rok był lepszy od starego i oby nam wszystkim było jeszcze lepiej. Był to koniec dzisiejszej imprezy i powoli zaczęliśmy się rozjeżdżać do domów. Jako ostatni pożegnaliśmy Władka Wisia i ja.

Jarek - "Bystry"
Galeria