Kronika
53. Ogólnopolski Zlot - Koszelówka koło Gąbina nad Jeziorem Zdworskim

25.05.2013 - 01.06.2013

Po perturbacjach związanych z poszukiwaniem organizatora trafiliśmy do klubu BeneqTeam oraz Komisji Turystyki Kolarskiej PTTK z Płocka. Miasteczko zlotowe ulokowano w kilku bazach w letniskowej miejscowości Koszelówka w gminie Łąck. Przybycie blisko 480 uczestników zlotu niemalże podwoiło ilość mieszkańców, z czego najbardziej ucieszyli się właściciele okolicznych sklepików. Otwarcie zlotu odbyło się w oddalonym o ok. 20 km Płocku. Niezbyt szczęśliwie połączono to z inną lokalną imprezą, co trochę rozmyło podniosłość tego wydarzenia, ale według słów komandora był to jedyny sposób, aby uroczystość ta mogła się w ogóle odbyć na płockim rynku, przy udziale miejscowych notabli. Dla nas najważniejsza jednak była możliwość zobaczenia dawno niewidzianych przyjaciół z całej Polski oraz rowerowa eksploracja nieznanego dla nas regionu. Na ten zlot wyjątkowo mocną ekipę wystawili Beskidziocy z KR „Olza” (9 osób) i sąsiedzi z Ukrainy (ok. 20 osób). Ondraszków też było sporo (19 osób), choć największa reprezentacja przyjechała z klubu im. W. Huzy z Gliwic (27 osób). I tutaj dygresja: gdyby tak połączyć Ondraszków i Beskidzików w jeden team to…

Gmina Łąck, gdzie mieliśmy bazę postawiła na rozwój turystyki - w tym rowerowej. Wójt gminy, którego spotkaliśmy w Podlesiu na jednej z tras, drobiazgowo wyliczył osiągnięcia w tym zakresie. Trzeba przyznać, że opowieści te nie były przesadzone, gdyż po tak rewelacyjnych trasach rowerowych jak tutaj już dawno nie jeździliśmy.

Organizator zadbał o przygotowanie dwóch propozycji tras na każdy dzień, z czego jedna była przez niego pilotowana i ze zrozumiałych względów najbardziej oblegana. Zorganizowano też dwie ciekawe wycieczki autokarowe. Trasy rowerowe ze względu na ukształtowanie terenu nie były zbyt wyczerpujące i zamykały się w granicach 50-80 km, choć oczywiście niektórzy pokonywali dużo większe odległości. Najwięcej uwagi wymagała wycieczka prowadząca przez centrum Płocka. Wielkie miasto z ruchliwymi ulicami stanowiło duże wyzwanie dla rowerzystów - i jak się okazało nie obyło się niestety bez poważnego wypadku, co było później szeroko komentowane.

Z atrakcji jakie dane nam było zobaczyć wymienić należy płocką katedrę ze słynnymi romańskimi drzwiami (na miejscu jest kopia, oryginał już w średniowieczu „wyemigrował” do Nowogrodu) i grobami monarchów (Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego), pełne skarbów muzeum katedralne, muzeum secesji z aranżacjami wnętrz z epoki, katedrę nieco egzotycznej dla nas grupy religijnej Mariawitów – Starokatolików. Na ścieżkach rajdowych wokół Płocka odnotować należy wizytę w placówce Instytutu Meteorologii, gdzie dowiedzieliśmy się jak tworzy się odpowiedź na pytanie o pogodę na jutro. W drewnianym kościółku w miejscowości Trzepowo zobaczyliśmy relikwie… ”błogosławionego pijaka” Mateusza Talbota - patrona ruchów trzeźwościowych. Zwiedzaliśmy pobliski park pamięci katastrofy smoleńskiej, gdzie zasadzonych zostało 96 symbolicznych dębów. Warto byłoby to miejsce odwiedzić za kilkaset lat i zobaczyć ten dębowy las. Równie ciekawe miejsca odwiedziliśmy m.in. w Gostyninie (zamek), Łącku (stadnina koni i wyłuszczarnia nasion), Gąbinie (kościół) i Oporowie (uroczy zameczek otoczony fosą) oraz zabudowania wiejskie dawnej społeczności Olendrów. Jednak największym atutem zwiedzanych okolic były z pewnością sielskie krajobrazy pełne lasów i uroczych jezior. Wieczorami rowerowe bractwo spotykało się na biesiadach, pogaduszkach i tańcach. Czas płynął szybko i kiedy 31.05.2013 dokonano zamknięcia zlotu, zapewne większość poczuła niedosyt i nie mogliśmy uwierzyć, że kolejny zlot przechodzi już do historii.

Pogoda też dostarczyła nam niesamowitych wrażeń. Najpierw było zimno, choć na tą okoliczność byliśmy dobrze przygotowani, mając zapewnioną dostawę prądu do namiotów i piecyki w bagażu. Później zrobiło się cieplej, lecz nieco deszczowo, na szczęście więcej padało w nocy niż za dnia. Tylko na jeden dzień paskudny deszcz uziemił wszystkich, choć nie do końca, bo i tak, niektórzy twardziele pojechali na trasę i pewnie kilka kolejnych dni musieli się suszyć. Zdarzały się też burze, jednak nie trwały długo i specjalnie nie pokrzyżowały nam planów. Zapamiętałem szczególnie jedną. Wieczorem ściana wody oraz drzewa przyginane do ziemi, miotane wichurą, w akompaniamencie grzmotów nie pozwoliły mi przedostać się ze świetlicy do namiotu, gdzie w tym czasie Afi wszelkimi siłami trzymała jego konstrukcję, aby nie pofrunęła. Namiot jednak zdał egzamin ze szczelności, choć po burzy pole namiotowe przypominało spore jezioro.

Korzystając z okazji, już poza programem, odwiedziliśmy Krośniewice ze słynna prywatną kolekcją muzealną p. Dunina-Borkowskiego, nieopodal przysiółek Błonie, gdzie zobaczyliśmy dom rodzinny Władysława Andersa, Włocławek i miejsce, gdzie pozbawiono życia ks. Popiełuszkę, romański kościół w Borutach, a w drodze powrotnej muzeum bitwy nad Bzurą w Sochaczewie.

Na rowerze przejechaliśmy w sumie ok. 300 km, a pytanie: gdzie się spotkamy w roku przyszłym? Już tradycyjnie pozostaje otwarte.

Rechtór-Zbyś
Galeria