Kronika
Dzień „Rozstrzapka” - z wizytą u kowala artysty

28.04.2013

Dzień pod względem pogody nie zapowiadał się zbyt dobrze, natomiast pod względem atrakcji wręcz odwrotnie. I to nie dość, że prowadzącym wyprawę był nasz klubowy „Rozstrzapek” co już samo w sobie jest wielką przyjemnością dla uczestników, a tu jeszcze cel był trafnie dobrany. Tym razem złożyliśmy rowerową wizytę w firmie Akant prowadzonej przez braci Jacka i Władka Jurysów i parających się kowalstwem artystycznym. Mimo niemrawej, dżdżystej pogody na rynku zebrało się jednak kilkunastu śmiałków i po przedstawieniu programu przez „Rozstrzapka” ruszyliśmy w drogę. Gdzieś w okolicach Marklowic zdążyło się nawet wypogodzić, a więc było lepiej niż początkowo zakładaliśmy. Pokonując kilka wzniesień przez Brzezówkę dotarliśmy do Kończyc Wielkich i tutaj nasz peleton powiększył się o Gwarka i dwójkę sympatyków roweru skuszonych anonsem prasowym.

Tym sposobem nasz peletonik rozrósł się do 16 osób, i przez Czarne Doły dojechaliśmy do centrum Zamarsk, które jak wiadomo leżą na wielkim kopcu. Po solidnym wypoczynku „Pod Źródełkiem” już jednym skokiem dotarliśmy do Gumien gdzie już czekał na nas pan Jacek we własnej osobie.

Nie dość, że gospodarz okazał się świetnym gawędziarzem to jeszcze potrafił na naszych oczach zaprezentować nieco tajników tej ciekawej profesji. Imponująco wyglądała zgromadzona galeria wykonanych przez firmę kowalskiej biżuterii. Z zainteresowaniem oglądaliśmy album zdjęć z wykonanych zleceń - począwszy od ozdobnych krat w kościołach czy ogrodzeń po takie drobiazgi jak ozdobne zawiasy, świeczniki, ptaszki a nawet bukiet kwiatów, a wszystko wykonane z metalu.

W kuźni mieliśmy okazję zobaczyć jak z kawałka pręta powstaje podkowa oraz jakie są techniki zdobienia metalowych wyrobów. Prawdę mówiąc nie przypuszczałem, że żelazo jest tak podatnym materiałem do kształtowania tak fantastycznych kształtów, i wg słów pana Jacka jeżeli coś uda się wykonać z plasteliny to powinno się udać również z metalu. Do tego jeszcze pokaz był podbudowany teorią - a więc charakterystyka żelaza kowalnego, czy damascenu skuwanego nie jest już dla nas tajemnicą.

Należy dodać, że umiejętności nie zostały przekazane z pokolenia na pokolenie, lecz zostały przyswojone metodą podpatrywania, prób i doświadczeń, gdyż państwo Jurysowie nie uczyli się tego fachu, lecz byli pasjonatami realizującymi swoje marzenia. I to jest pozytywny przykład nie dotyczący tylko artystów kowali.

Rowerowy spacer w moim wypadku liczył 37km i uważam, że był bardzo ciekawy zarówno pod względem tematycznym jak i krajoznawczym.

Rechtór-Zbyś
Galeria