Kronika
Zielonoświątkowe smażenie jajecznicy

19.05.2013

Zgodnie z tradycją, której początki giną gdzieś w mrokach historii klubu, w święto Zesłania Ducha Świętego, czyli Zielone Świątki, wyjeżdżamy w plener w celach kulinarnych. Od zawsze bowiem w ten wyjątkowy dzień Ondraszki smażyły jajecznicę w plenerze. I teraz nie było inaczej . W ten słoneczny niedzielny poranek na rynku zebrała się całkiem spora, ok. 40 osobowa, grupa rowerowych smakoszy. Prowadzący - organizator „Kropelka” wyjaśnił zasady udziału i o 10.00 ruszyliśmy w drogę. Meta została wyznaczona w Goleszowie – Równi w bardzo ciekawym miejscu o tajemniczej nazwie Etnochata „TOPOLEJ”. Dojechaliśmy tam bocznymi drogami przez Ogrodzoną, Kisielów, Godziszów, Kozakowice i mocno pokręcone, ale dobre dla nas, asfaltowe dróżki w Równi.

Etnochata to bardzo energetyczne miejsce. Właściciele zadbali o swój pensjonat i jego otoczenie do tego stopnia, że wykorzystując tło Wielkiej i Małej Czantorii odpowiednio uformowali ziemne nasypy, dzięki czemu powstała dość wierna kopia tych beskidzkich „gróni”.

Na mecie był już mistrz ceremonii Piotrek Holisz „Śmig”, który pojechał na skróty i zdążył przygotować ognisko oraz wielką brytfannę ze skwarkami. Oczekiwał nas tutaj także mieszkający nieopodal J. Salecki. Ze względu na dużą ilość jajek, (było ich aż 185), jajecznicę przygotowywaliśmy na trzy razy. Zgodnie z zarządzeniem szefa kuchni, do pierwszego wsadu jaja tłukły panie, następnie panowie, a finałowe rozdanie przygotowywały małżeństwa.

Prawą ręką mistrza ceremonii został Kazik Holisz z zebrzydowickiej „Przerzutki”, który wielką chochlą napełniał smakowitą treścią podstawione miseczki. Jako, że wspaniałego aromatu i zapachu żadne pióro nie jest w stanie opisać, nasz błogostan mogą wyrazić jedynie złączone zdjęcia.

Tradycyjnie po zaspokojeniu apetytu przystąpiliśmy do konkursów. Największe emocje wzbudził oczywiście konkurs strzelecki o tytuł króla strzelców i przechodni puchar – patelnię. Sędzią głównym tych zawodów był fachowiec z branży - sierżant podchorąży Dariusz Pawlik. W zawodach brało udział wielu strzelców, lecz w końcu okazało się, że najlepszym snajperem znów jest „Gwarek” (28/30 pkt ). Tak więc, pierwszy raz w historii, puchar oraz tytuł pozostaje w tych samych rękach, aż do następnego roku.

Innymi atrakcjami spotkania było współzawodnictwo w wbijaniu gwoździ do pnia, co najlepiej opanował Paparazzi, oraz w łowieniu rybek w suchym stawie. Zwycięzcy konkursów odebrali nagrody, przy czym należy dodać, że właściciele Etnochaty z własnej inicjatywy przekazali w formie nagrody bezpłatne zaproszenia na cyklicznie organizowane tutaj koncerty.

Wszyscy skorzystali z pięknej pogody i okazji do złapania nieco wiosennego słońca.Powrót odbywał się już indywidualnie, w większych lub mniejszych grupkach. Impreza odbyła się przy wspaniałej, wprost upalnej pogodzie, co mocno kontrastowało choćby z poprzednią ondraszkową wyprawą w deszczu i zimnie - a to było tylko tydzień wcześniej. Osobiście przejechałem 47 km i wiem, że było warto.

Rechtór-Zbyś
Galeria