Kronika
Śladami naszych kopalni znanych i zapomnianych

20.07.2013

Autorska wycieczka Leona Osuchowskiego z PTTS zapowiadała się bardzo ciekawie. Rzecz miała być o węglu, jego wydobyciu i zmianach dla środowiska z tego wynikających. A więc o czymś co jednocześnie jest bogactwem i przekleństwem tej ziemi.

W miejscu startu pojawiło się 24 uczestników, z czego 5 ondraszków. Rozpoczynaliśmy wyprawę w Kocobędzu. Miejsce nieprzypadkowe, gdyż to właśnie tutaj kilkaset metrów pod ziemią pokłady węgla się kończą i kończą się też problemy związane z jego wydobyciem. Tymczasem tam, gdzie eksploatowano „czarne złoto” krajobraz w większości zupełnie się zmienił: Łąki nad Olzą, Stonawa, Dąbrowa, Orłowa czy Karwina. Wszędzie tam rabunek węgla „na zawał” spowodował ruchy górotworu i zmiany na powierzchni ziemi. Jedyna pociecha w tym, że w miejscach już zrewitalizowanych, gdzie zakończono eksploatację i rekultywację przyroda znów objęła teren w posiadanie. Jednak tam, gdzie kopalnie są czynne dewastacja postępuje nadal choć w mniejszym stopniu, gdyż stosuje się już inne technologie wydobycia.

Niesamowite było jechać ulicami starej, już nieistniejącej Karwiny, która w całości zniknęła w związku z ruchami górotworu. I trzeba mieć sporą wyobraźnię, by w miejscu mijanych kęp krzaków czy nieużytków zobaczyć wspaniałe budowle, które stosunkowo niedawno bo jeszcze w latach 50 XXw. jeszcze tutaj były.

Z tego ponad dwudziestotysięcznego miasta pozostały właściwie dwie budowle: cmentarz i kościół powołania św. Piotra z Alkantary. Aż trudno uwierzyć, że ten XVIIIw. kościół niegdyś stał na górce i „zjechał” o prawie 30 m wraz z terenem w dół i do tego jeszcze się mocno przechylił (prawie o 7o). Takiego przechyłu nie ma nawet słynna wieża w Pizie. I byłby pewnie podzielił los pozostałej już nieistniejącej zabudowy, jednak cudem się nie zawalił i dotrwał do łaskawszych dla niego czasów. Obecnie po skróceniu wieży i kapitalnym remoncie pozostał jako ciekawostka i memento dawnej Karwiny. Krzywizny ścian są mocno widoczne i w zestawieniu z pionowością wiszących żyrandoli czy wypoziomowaną po remoncie posadzką wystawiają nasz błędnik na dużą próbę.

Pomniki na cmentarzu przypominają, że okoliczne kopalnie nie tylko dawały pracę, lecz również w licznych katastrofach pozbawiały życia górników. Mimo upływu lat pamięta się szczególnie o dwóch: z 1924r. oraz końca z XIX w. W eksplozji w 1924r. na pobliskiej „Gabrieli” życie straciło kilkudziesięciu ludzi. Siła wybuchu była tak duża, że ciśnienie gazów przewróciło całą wieżę wyciągową, a umocowanie na jej szczycie ważące kilkaset kilogramów wielkie koło windy znaleziono przeszło kilometr dalej.

Największa katastrofa w całym zagłębiu nastąpiła jednak w 1894r. w kiedy to w eksplozji metanu i pożarze podziemnych chodników w szybach „Franciszka”, „Jan” i „Karol” zginęło prawie 300 ludzi. Ci których wydobyto zostali tutaj pochowani, a reszta pozostała pod ziemią, tam gdzie zginęła. Na powierzchni, w tym miejscu właściciel kopalni hrabia Larisch kazał wybudować kapliczkę – obecnie stojącą samotnie wśród chaszczy, z dala od zabudowań. W tym posępnym krajobrazie ginęły nie tylko miasta, wsie i górnicy. Umierały również same kopalnie. Gdy złoża zostały wyeksploatowane kopalnie zostały również zlikwidowane, a szyby zasypane. W ich miejscu ustawiono przypominające nagrobki tablice opisujące podstawowe parametry i okresy użytkowania. Widzieliśmy też kilka kopalni widm z pustymi, zrujnowanymi i zamkniętymi na głucho budynkami (jak np. kopalnie Barbora czy Gabriela).

Nasza wyprawa zakończyła się w Darkowie, gdzie podsumowaliśmy bardzo pozytywnie dzisiejszą wycieczkę, jako interesującą podróż w przeszłość. Przy pięknej i słonecznej pogodzie pokonałem 85 km.

Rechtór-Zbyś
Galeria