Kronika
Zakończenie sezonu „Niewiadomogdzie”

13.10.2013

Można by zanucić: „wszystko już było i to już koniec”. W ten przepiękny jesienny dzień zebraliśmy się w sporej, ponad 30-osobowej grupie, na wyprawie kończącej tegoroczny bogaty sezon rowerowy. Znaczną większość stanowiły Ondraszki, było też kilku przyjaciół z zebrzydowickiej „Przerzutki”, goście zza Olzy, sympatycy klubu, a jeden z uczestników, p. Janek, przybył aż w Milanówka. Przebywa aktualnie na leczeniu sanatoryjnym w Ustroniu i jako zapalony kolarz zabrał ze sobą również rower, a o tej wycieczce dowiedział się z internetowych zapowiedzi.

Prowadzący „Ośka” i „Bystry”, czyli p. Rezmerowie, do samego końca trzymali w tajemnicy miejsce zakończenia i dopiero na rynku dowiedzieliśmy się, że jedziemy do zamku. I to do bardzo tajemniczego zamku, bo nikt z nas nie był w nim zapewne całe lata. Ale zacznijmy od początku…

Z rynku wyruszyliśmy w dwóch grupach, od razu pod największą górę jaka jest w mieście, czyli na Mały Jaworowy. Opłotkami dojechaliśmy do Puńcowa i stąd wprost na dawne przejście graniczne w Kojkowicach. Po drodze grupy już zdążyły się połączyć, więc tworzyliśmy razem spory różnokolorowy wąż, który wił się malowniczo wśród pól. Dalsza droga wzdłuż granicy doprowadziła nas do miejsca, w którym w 1906r. stał Najjaśniejszy Cesarz FRI, skąd raczył oglądać odbywające się na okolicznych polach wojskowe manewry. Niedługo potem na wieczną rzeczy pamiątkę postawiono tutaj obelisk z pamiątkową tablicą. Miejsce było nam znane, lecz zaskoczeniem była całkiem nowa tablica z pierwotną treścią w jęz. polskim. Została zainstalowana na dawnym oryginalnym cokole. Tablica ta zastąpiła wcześniejszą, o wątpliwej urodzie, która przez długie powojenne lata czciła bojowników o wolność i demokrację. Podobno w rewitalizację pomnika zaangażowało się miejscowe koło PZKO. Podziwiając malownicze jesienne widoki, jadąc po Kojkowickich kopcach, dotarliśmy do przejścia granicznego w Lesznej Górnej. Stąd już było tylko z górki i rewelacyjnym zjazdem wjechaliśmy wprost na dziedziniec zamkowy w Dzięgielowie. Zamczysko to ma rodowód średniowieczny, a po różnych kolejach losu stał się prywatną własnością. O tym wszystkim, a także swojej pasji odbudowy zamku z ruin, opowiedział nam osobiście jego właściciel. Jako, że jest znawcą tematu i architektem, opowieść była wyjątkowo interesująca. Obecna hotelowo–biesiadna funkcja obiektu, jak najbardziej komponowała się z celem naszej wyprawy. Rozpaliliśmy zatem przygotowane ognisko i niedługo potem zapach pieczonych kiełbasek rozniósł się po okolicy. Jak skończyliśmy jeść, rozpoczęły się wspominki małych i dużych wypraw, kończącego się właśnie sezonu. Odbywało się to w porządku chronologicznym, więc każdy z uczestników mógł dorzucić coś od siebie. Oprócz wspomnień z imprez, które odbyły się zgodnie z kalendarzem, m.in. „Wędrowniczek” opowiedział o swoich przygodach z jednoosobowej wyprawy wzdłuż północno-zachodniej Polski, podczas której przejechał ponad 3000km. „Gwarek” dorzucił też trochę wspomnień z własnej rowerowej wędrówki Wiślaną Trasą Rowerową. „Ziołowy”, „Paparazzi”, „Proszęjaciebie” i H.Nowak wspominali z kolei zmagania na 150 km trasie rowerowego maratonu radlińskiego Sokoła.

Te niezwykłe opowieści przeplatane były skocznymi melodyjkami , które na harmonii wygrywał „Maniuś”. Przydały się też i nasze śpiewniki, a biesiadę zakończyły indiańskie tańce dookoła wygasłego ogniska.

Czas niestety płynął szybko i trzeba było wracać. Jako, że powroty były już indywidualne, Pawlikowa grupka (Rechtór, Afi i Alapala) pojechała do domu przez Goleszów, Bażanowice, Ogrodzoną oraz Zamarski. Razem pokonaliśmy 37 km.

Tym sposobem zakończyliśmy sezon i już tęsknimy do następnego.

Rechtór-Zbyś
Galeria