Kronika
VI Zlot Oddziałów PTTK woj. Śląskiego w Węgierskiej Górce

20.04.2013

Długo nie było wiadomo, czy tegoroczny zlot się odbędzie a kiedy już został opublikowany regulamin okazało się ze wprowadza lekkie zamieszanie do naszego kolarskiego rozkładu jazdy. Ale od czego się ma łącza internetowe i nowoczesne środki przekazu. Wystarczyło parę dni i lista ondraszków chętnych do udziału była gotowa. A było nas tylu ile apostołów – czyli 12. Jako, że założono dojazd indywidualny pojechaliśmy na start różnymi środkami transportu – większość samochodami, lecz tzw. „twardziele” przybyli oczywiście rowerem. Ekipę „Twardzieli” stanowili Paparazzi, Ziołowy oraz Heniu Nowak, którzy z poświęceniem wstali o godz. 500, aby o godz. 900 zameldować się na starcie. Tutaj okazało się, że nasza grupa Ondraszków jest najliczniejsza w ok. 30-osobowym składzie kolarskim zlotu, natomiast do piechurów zapisali się 3 członkowie zarządu Oddziału PTTK, w tym poprzedni oraz obecny prezes.

Start i metę zlotu zlokalizowano w okazałej ledwo co otwartej nowoczesnej hali sportowej. Po powitaniach i przedstawieniu programu sprawnie uformowaliśmy peleton i ruszyliśmy pod opieką przewodnika na proponowaną trasę. Myślą przewodnią były odwiedziny polskich fortyfikacji, które we wrześniu 1939r. zatrzymały na kilka dni ruch niemieckich napastników. Okazało się, że miejsce budowy fortyfikacji było starannie przemyślane - dolina Soły mocno się tutaj zwęża, co natychmiast odczuliśmy jadąc ostro pod górę. Minęliśmy dwa forty –Waligóra oraz Włóczęga z czego ten drugi został po wojnie zakupiony przez prywatnego inwestora i kuriozalnie potraktowany jako fundament okazałego dwukondygnacyjnego budynku - nota bene wg informacji znów jest na sprzedaż. A więc jeżeli ktoś chce mieć fort na własność musi się spieszyć. Dalej jadąc zboczami Glinnego zjechaliśmy do doliny Złatnego i Kamesznicy mając ciekawy widok na okoliczne szczyty w tym ośnieżoną Baranią Górę. W Kamesznicy zobaczyliśmy imponujący wiadukt śmiało przerzucony nad całą dolina i będący częścią nowo otwartej drogi szybkiego ruchu w kierunku Słowacji. Jadąc starym traktem cesarskim dojechaliśmy do fortu Wędrowiec, obecnie funkcjonującego jako muzeum bitwy. Mając w pamięci ekspozycję w czeskich fortyfikacjach np. w Darkowiczkach muszę przyznać, że wystawa raczej nie rzuciła mnie na kolana. Tutaj nasz peleton zakończył podróż i już samotnie pojechałem jeszcze kilka kilometrów w górę Żabnicy, aby zobaczyć dwa pozostałe forty – Wąwóz i Wyrwidąb, oba rozsadzone wewnętrznymi eksplozjami. Jest to o tyle dziwne, że pierwszy z nich w ogóle nie brał udziału w walkach.

Na mecie podjęto nas dobrą grochówką z wkładką, a zlot zakończono rozdaniem dyplomów udziału oraz pamiątkowymi odznakami. Przejechałem raptem 27 km, lecz zważywszy, że trasa liczyła aż 300 m przewyższenia jest to dość dobry wynik. Lecz jak się tu mierzyć ze 150 km przemierzonymi tego dnia przez Twardzieli.

Rechtór-Zbyś
Galeria