Kronika
VI Barbórkowy Rajd szlakiem Kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej

07.12.2013

Mając na uwadze dawno już zakończony nasz kolarski sezon chyba nie powinniśmy budzić dwukołowych wierzchowców z zimowego snu, lecz jak jastrzębskie Wiercipięty wysłały do nas zaproszenie do udziału w rajdzie, długo się nie zastanawiałem. Fakt, że to już późna jesień i krótki dzień, ale trochę ruchu na powietrzu pewno nie zaszkodzi. Prognozy pogodowe nie były co prawda mocno zachęcające, więc sam byłem ciekawy ileż to uczestników zdecyduje się zrezygnować z domowego ciepełka, żeby marznąć na rowerze. Z zapowiedzianych 7 ondraszków pojawiło się aż trzech: Gwarek, Skryba i Rechtór. Na starcie zebrał się jednak całkiem spory tłumek kolarzy z różnych stron województwa – łącznie 28, lecz nie wiedzieć czemu wyłącznie rodzaju męskiego. Na szczęście nie padało, choć wisiały nad nami ołowiane chmury i był też obecny sławny od paru dni (huragan) Ksawery.

Organizatorzy, Staszek i Andrzej z Wiercipięty, powitali wszystkich i po przekazaniu informacji o czekających atrakcjach ruszyliśmy w drogę. Najpierw zobaczyliśmy różne ciekawe miejsca w mieście w tym pozostałości nieistniejącej już kopalni oraz dawnego uzdrowiska, a następnie udaliśmy się w kierunku leżącej opodal KWK „Zofiówka”. Po wyjeździe na niezabudowaną przestrzeń od razu przypomniał o sobie Ksawery. Siłował się z nami, próbował przewrócić i co rusz uderzał przenikliwym zimnem. Jego towarzystwo niewiele jednak nam przeszkadzało, a czasem wręcz pomagało. Gdy jechaliśmy w tą samą stronę co on – prawie nie było trzeba kręcić! A na zimno byliśmy przygotowani. Niektórzy z uczestników okutani w wielowarstwowe ubiory z maskami-kominiarkami na twarzy wyglądali wręcz jak członkowie spec-brygady.

Żeby wejść na teren kopalni po załatwieniu formalności należało najpierw przedefilować przed strażą przemysłową, która jakoś podejrzliwie się nam przyglądała. Ostatecznie do św. Barbary na kopalnianą cechownię weszliśmy pod ich eskortą. Złożyliśmy kwiaty, zrobiliśmy rodzinne zdjęcie ze Świętą w tle i ruszyliśmy dalej. Po drodze w stronę Krzyżowic Ksawery potężnymi uderzeniami z boku wypychał nas uporczywie na środek jezdni, więc jechaliśmy wszyscy jakimś dziwnym wężykiem. Dla obserwatora wyglądało to pewnie jak powrót z bogatej libacji. Żeby zatrzeć to nieprzyjemne wrażenie zrobiliśmy postój pod miejscowym kościołem, a przy okazji zobaczyliśmy kalwarię w której każda z kapliczek była ufundowana przez miejscowe rodziny.

Z nieba tymczasem zaczął polatywać śnieg, więc niezwłocznie pojechaliśmy w stronę widniejącego na horyzoncie szybu skipowego KWK „Pniówek”. Przy pomocy Ksawerego przybyliśmy tam niespodziewanie szybko. Święta Osoba już na nas czekała na skwerku niedaleko wejścia. Wśród bukietów kwiatów i łopoczących flag na tle kopalnianych zabudowań Barbara wyglądała naprawdę wspaniale. Położyliśmy u jej stóp nasz bukiet i po chwili zadumy nad pamiątkową tablicą poświęconą górniczym strajkom w 1980r. przemieściliśmy się do położonej vis-à-vis kopalni karczmy, aby zakończyć wyprawę. Karczma w większości już była zajęta przez świętującą górniczą brać lecz i dla kolarzy miejsce tez się znalazło.

Powitał wszystkich E. Kutyła - szef jastrzębskiego Oddziału PTTK. Poczęstowano nas bigosem, który po przebytej trasie wszystkim wyjątkowo smakował. Kiedy już towarzystwo odtajało przystąpiono do rozdania pamiątek, a były to medale, butony oraz specjalne statuetki. Podziękowaliśmy organizatorom za to ostatnie w tym roku rowerowe spotkanie i po złożeniu sobie nawzajem świątecznych życzeń wszyscy rozjechali się w różne świata strony. Nam jeszcze pozostało wrócić te kilkanaście kilometrów do miejsca startu gdzie pozostawiliśmy auto. Przejechaliśmy na rowerach ok. 40 km a mimo, że pogoda nie była zbyt rowerowa – wiem, że było warto!

PS: Na pytanie kto to był Ksawery na pewno odpowie ten kto ostatnio przebywał na zewnątrz.

Rechtór-Zbyś
Galeria