Kronika
Memoriał kolarski im. M. Palowskiego

26.04.2014

Już kolejny raz kolarską przygodę sezonu zaczynami od spotkania przy mogile M. Palowskiego na czesko-cieszyńskim cmentarzu. Tym razem jednak żywioły się sprzysięgły przeciw cyklistom. Praktycznie od dawna już nie padało, wszędzie sucho aż rolnicy narzekają… I pewnie te narzekania usłyszano na górze więc akurat w sobotę, w dniu prologu odkręcono kurek z wodą deszczową.

Ciężkie chmury zasłoniły cały świat, a deszcz bębnił po szybach. Na wycieczkę rowerową ruszją pewnie tylko jakieś wodoodporne twardziele i Ondraszki, którzy choćby żabami prało i koło się w tył obracało… Na miejsce spotkania wyruszyłem bez większej nadziei, że kogoś tam zastanę. I byłem mocno zdziwiony, że przy remizie strażackiej w al. Masaryka stało już kilku Ondraszków a także kilku Beskidzioków. A było nas akurat symetrycznie po sześć osób. Wszyscy jednak, którzy wyglądali mniej więcej tak samo czyli jak utopce. Prowadzący J. Štirba i od razu ogłosił, że nasza dzisiejsza wycieczka ze względu na beznadziejną pogodę zakończy się tylko na części oficjalnej.

Na cmentarzu przy mogile Mariana spotkaliśmy się z żoną śp. Mariana, jego rodziną i sąsiadami. Tradycyjnie wygłosiłem słowo ku pamięci Zmarłego, złożyliśmy kwiaty i zapaliliśmy znicze. Przy akompaniamencie deszczu zaśpiewaliśmy też kilka okolicznościowych pieśni. I tutaj zaskoczenie, kiedy na zakończenie zaśpiewaliśmy piosenkę, której nas Marian nauczył i tak ją lubił, ”Leze kočka dirou, pes oknem ne bude li pršet ne zmoknem…” (śpiewają ją chyba dzieci w przedszkolu i tematycznie jak najbardziej jest związana z deszczem) nagle przestało padać! I jak tu nie wierzyć w przypadki.

Jednak do Tyry i tak nam nie było dane pojechać, a wycieczkę zakończyliśmy w Czeskim Cieszynie, przy okazji odkrywając pewne urocze miejsce gdzie serwują dobrą kawę i inne napoje.

Rechtór-Zbyś
Galeria