Kronika
Okolice Czeskiego Cieszyna

18.05.2014

W tradycyjnym miejscu zbiórki przy strażnicy zebrała się tym razem spora grupa Beskidzioków i bardzo malutka Ondraszków – tylko Szykowno, Wędrowniczek i Rechtór. Razem zebrało się nas około dwudziestu osób. Prowadzącym i organizatorem był J. Stirba. Kto zna tego zacnego Beskidzioka pamięta, że nigdy nie rozstaje się z długopisem i zapaśnikiem skrzętnie notując wszelkie ciekawostki i krajoznawcze informacje. Teraz okazało się, że ta metoda się sprawdziła bo dane nam było nie tylko zobaczyć dużo historycznych obiektów lecz także usłyszeć sporo ciekawych historii z nimi związanych. Pierwszy przystanek nastąpił przed dawnym pałacem hrabiów von Bees w Kocobędzu. Pałac już w XIX w. stał się siedzibą znanej szkoły rolniczej, a następnie szkolnego gospodarstwa rolnego. Obecnie o dawnej świetności przypomina tylko odrestaurowana brama wjazdowa, widokowa wieża i kilka drzew z ogrodu botanicznego. Pozostała reszta niestety straszy i niedługo pewnie rozsypie się ze starości.

Po kilku kilometrach stanęliśmy przy kościele katolickim w Cierlicku-Kościelcu. Tutaj z kolei wysłuchaliśmy opowieści i legend związanych z tym historycznym miejscem oraz podziwialiśmy bogaty wystrój kościoła. Część jego wyposażenia pochodzi jeszcze z dawnego drewnianego kościoła, którego wizerunek umieszczono na polichromii. Godny uwagi jest zwłaszcza otoczony wotami stary obraz Matki Boskiej. Jedno z pierwszych wotów – bogatą broszę podobno zostawił tutaj pułkownik wojsk Jana III Sobieskiego zmierzających pod Wiedeń. Brosza została następnie wbudowana w obraz. Przy kościele podziwialiśmy też ładną panoramę Beskidów śląsko-morawskich z charakterystyczną Łysą Górą.

Opodal, w Domu Polskim powitał nas członek zarządu MK PZKO, który opowiedział o ciekawej historii jego budowy. Następnie razem zjechaliśmy pod pomnik lotników do Żwirkowiska, gdzie z kolei przybliżył nam historię sukcesów lotniczych Żwirki i Wigury, ostatniego ich lotu zakończonego katastrofą w tym miejscu oraz koleje losu różnych tutaj wzniesionych budowli na „wieczną rzeczy pamiątkę”. Jak zazwyczaj okazuje się, pamięć ta mocno zależy od polityki i podejścia aktualnych władz. Dalej pojechaliśmy nad koronę zapory jeziora Cierlickiego. Jezioro zbudowano w latach 50-tych XX w. przez spiętrzenie rzeki Stonawki. Celem było zapewnienie wody dla kopalń zagłębia ostrawsko-karwińskiego oraz retencji wody deszczowej. A przy okazji – zatopiono historyczne centrum Cierlicka z kościołem, szkołą, a także domem rodzinnym państwa Stirbów. Na brzegach jeziora wyrosło nowe Cierlicko lecz dawni mieszkańcy zgodnie twierdzą, że to już nie to.

Przed nami Albrechcice. Tutaj otworzono specjalnie dla nas kościół katolicki, który co prawda nie ma dawnej prowerencji (pocz. XX w.), lecz dysponuje za to największymi w okolicy organami. Imponujący prospekt organowy wypełnia całą szerokość nawy, a na koncerty zjeżdżają tutaj fani tej muzyki nawet z daleka. Przeciwieństwem jest drugi kościółek w wiosce – drewniany i pochodzący z XVIII w. Okresowo zalewany przez nieodległą Stonawkę od lat jest pusty i zamknięty. Obecnie administrowany jest przez urząd gminy i ponoć ma być udostępniony dla ślubnych obrzędów. Na okolicznym cmentarzu zobaczyliśmy również kwaterę wojskową z wojny polsko-czeskiej, obu wojen światowych, a także mogiłę mieszkańca Albrechic, który jako członek czeskich sił zbrojnych zginął w Afganistanie.

Naszą tematycznie bardzo ciekawą wyprawę podsumowaliśmy przy posiłku w miejscowym Domu Robotniczym. I wszyscy jednogłośnie stwierdzili – było super! Przejechałem w sumie 35 km.

Rechtór-Zbyś
Galeria