Kronika
Wycieczka „Niewiadomogdzie”

31.05.2014

Monika i Czesław – pomysłodawcy i prowadzący dzisiejszą wyprawę wyznaczyli miejsce spotkania na przystanku kolejowym Trzyniec Centrum. Korzystając z wiosennego słońca na starcie pojawiła się spora grupa rowerzystów, w tym i Ondraszków. Po serdecznych powitaniach ruszyliśmy na trasę. Okazało się że naszym celem był Jabłonków co oznaczało, że pojedziemy wspaniała trasą doliną Olzy. Praktycznie już od Trzyńca jechaliśmy cały czas ścieżką rowerową. Powstała ona przy okazji niedawnego remontu torów kolejowych, więc praktycznie jechaliśmy wzdłuż nich po równiutkim asfalcie komentując i podziwiając widoki na beskidzkie grónie. Ścieżka zakończyła się w Gródku skąd pilotujący grupę Czesław sobie tylko znanymi mocno pokręconymi dróżkami doprowadził nas wprost na jabłonkowski rynek.

Urocze miasteczko Jabłonków – jak dawniej go zwano „Wolaty Wiedyń” ma piękną i długą historię, której materialne ślady można dziś też zobaczyć. Kościół o średniowiecznym rodowodzie, klasztory Elżbietanek i Franciszkanów, sanatorium w otoczeniu wspaniałego arboretum, ośrodek garncarstwa z długimi tradycjami… Monika pokrótce przedstawiła nam te wspaniałości. Dowiedzieliśmy się też dlaczego dworzec kolejowy znajduje się daleko za miastem – w dzielnicy Nowsie oraz jak nazywali siebie tutejsi mieszczanie. Otóż w połowie XIX w. w trakcie budowy kolei koszycko–bogumińskiej mieszczanie oprotestowali planowaną budowę dworca w centrum, gdyż te jeżdżące po torach „monstra” buchające parą mogłyby wystraszyć pasące się krowy. Tradycyjne stroje paradne tutejszych mieszkańców – czyli „Jacków” są bardzo bogate, szamerowane srebrem, a strój męski jest podobny do munduru węgierskich huzarów. Obecnie Jabłonków jest znany z organizacji corocznego „Gorola” czyli imprezy folklorystycznej.

Z miasta wyjechaliśmy bocznymi dróżkami w stronę Mostów czyli ostatniej wioski przed granicą czesko-słowacką. Trasa obfitowała we wspaniałe widoki na całą dolinę Olzy otoczoną beskidzkimi gróniami. Tak jadąc i chłonąc te wszystkie wspaniałości natury dojechaliśmy do mety dzisiejszej wyprawy – gospody na Kamieńcu w Łomnej, gdzie podsumowaliśmy dzisiejszą udaną pod każdym względem wycieczkę.

Pozostał nam jeszcze powrót do Cieszyna. Część uczestników wróciła pociągiem, ja z kilkoma ondraszkami jednak wybrałem rower i moja pętla zamknęła się po przebyciu 75 km.

Rechtór-Zbyś
Galeria