Kronika
Południowe Morawy-Vranov nad Dyji

12.07.2014 - 19.07.2014

Pierwotne miejsce bazy obozu rowerowego - Vranov nad Dyje - organizowanego przez PTTS, a konkretnie przez A. i R. Piszkiewiczów, zostało zmienione na Bitov nad Dyje, czyli ok. 15 km dalej. 12 lipca, na autokempingu w Bitovie, stawiła się większość z 30 uczestników obozu. Zostaliśmy zakwaterowani w domkach 2-4 osobowych. „Ondraszek” miał 3-osobową reprezentację w składzie: Tamara Moskała, Wisia – „Ośka” i ja - „Bystry”. Droga dojazdowa do Bitova, ok. 300 km, minęła nam szybko. Na miejscu byli już prawie wszyscy. Nie wiedzieliśmy, że ten camping jest tak popularny. Oprócz Czechów byli tam także Niemcy, Austriacy, Rosjanie. Przewijali się także i Polacy.

Okolica, oprócz malowniczych zakątków jeziora powstałego po wybudowaniu zapory we Vranovie, ma również do zaoferowania wiele zamków w lepszym lub gorszym stanie po czeskiej i austriackiej stronie granicy. Najbliżej naszego obozu były zamki Cornstejn i Bitov. Były również i pałace. Jedne utrzymane w doskonałym stanie staraniem właścicieli - chociażby pałac w austriackim Riegensburgu, a inne - na „państwowym garnuszku” - remontowane od dziesięcioleci, były w stanie podobnym do wielu naszych zabytków. Jednym z nich był zespół pałacowo-parkowy Uhercice. Jednakże największe wrażenie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wywarł na nas zamek we Vranovie. Monumentalna budowla, wznosząca się kilkadziesiąt metrów na skale nad rzeką Dyje, zachwycała wszystkich. Jak dowiedzieliśmy się od przewodnika, w historii zamku były również polskie akcenty. Wśród licznych właścicieli zamku były również dwa polskie rody.

Miłą niespodzianką dla mieszkańców campingu były koncerty na trąbkach, dawane przez miejscowych muzyków. Wychodzili oni na skały górujące nad obozowiskiem i grali różne melodie. Byli zawsze nagradzani gromkimi brawami. Po tygodniowym pobycie w tej ciekawej okolicy, trzeba było pomyśleć o powrocie do domu, co też niezwłocznie zamieniliśmy w czyn.

Jarek Rezmer - "Bystry"
Galeria