Kronika
Dzień „Paparazziego” - Historia Wina

27.07.2014

Jest taka prawidłowość że możesz jeździć całe życie po w miarę znanych ci okolicach a i tak może cię coś zaskoczyć. Wycieczka autorska Paparazziego doskonale wpisywała się w taki właśnie klimacik. Nazwał ją tajemniczo – „Historia wina”. W piękną, słoneczną i ciepłą niedziele zebrało się na rynku kilkunastu uczestników zainteresowanych tematem. Na rynku P. Hamera wyjaśnił, że jedziemy do Mnicha na spotkanie z… miejscowym winiarzem i właścicielem eksperymentalnej winnicy. Winnica na Ziemi Cieszyńskiej??? Mało kto z nas wiedział, że coś takiego w ogóle istnieje.

Spotkanie było umówione na konkretną godzinę, więc nieśpiesznie przez Gułdowy, Gumną i Kostkowice dojechaliśmy do Dębowca gdzie nastąpił dłuższy postój w nowo otwartych tężniach solankowych. W centrum przy budynku urzędu gminy w miejsce dawnego grzybka, po którym ściekała solanka wystawiono nowoczesną konstrukcję przypominającą słynne urządzenia z Ciechocinka, natomiast dawną wiatę przystanku autobusowego zastąpił ciekawy architektonicznie budynek towarzyszący. Tutaj w atmosferze wypełnionej leczniczym jodem spotkaliśmy się z pozostałymi członkami wyprawy więc nasza ekipa rozrosła się do 16 osób. W tym składzie ruszyliśmy dalej i przez Ochaby, Zaborze malowniczymi dróżkami między stawami dotarliśmy do Mnicha.

Tutaj na swoich włościach czekał już właściciel winnicy oraz stół degustacyjny. Pan R. Gabryś opowiedział o swej przygodzie z winem, która zaczęła się całkiem przypadkiem 8 lat wcześniej. Obecnie winnica się rozrasta i co roku daje większe plony. W roku ubiegłym było to już ok. 8 ton winogron, a więc produkcja wina odbywa się już prawie na skalę przemysłową. I nie jest to jakiś zwykły owocowy bełt lecz szlachetny trunek ze szlachetnych odmian.

Usłyszeliśmy ciekawe opowieści o szczepach winnych, radościach i zwątpieniach przy ich hodowli sukcesach i porażkach przy produkcji tego „nektaru bogów”. A także degustowaliśmy różne gatunki pochodzące z własnej winnicy przechowywane w butelkach z firmową naklejką, oraz a jakże - z naklejoną akcyzą. Okazało się, że duża część naszej ekipy to też znawcy tematu, a więc dyskusja była na bardzo profesjonalnym poziomie.

Nasz pobyt zakończyliśmy spacerkiem między winnymi krzewami, w których już widać było całkiem duże kiście winogron. Należy sądzić, że ten eksperymentalny i nieco egzotyczny pomysł wart był włożonego wysiłku – choć jak twierdzi właściciel traktuje go raczej w kategorii hobby niż źródła utrzymania. Powrót nastąpił już indywidualnie. Przejechałem 60 km i dodam, że tak dobrze zorganizowana wycieczka oddaje sens działania Ondraszka - łączenie rowerowej przygody z elementem krajoznawczym, a więc coś przyjemnego i pożytecznego zarazem.

Rechtór-Zbyś
Galeria