Kronika
VIII Rajd do ujścia Olzy im. W. Janika

21.09.2014

Zgodnie z tradycją pod koniec sezonu odwiedzamy miejsce, gdzie Olza kończy swój bieg i łączy się ze swoją siostrą Odrą aby wspólnie dążyć do morza. Tym razem zaszczyt organizacji przypadł Ondraszkowi, a konkretnie tego niełatwego zadania podjęli się nasi przyjaciele państwo Klapuchowie.

Start wyznaczono na przystanku kolejowym Dolna Lutynia. Trzeba jednak przyznać, że większość z ponad 20-osobowego peletonu przyjechała tutaj już na rowerach. Po serdecznym powitaniu prowadzeni przez Grażynę i Genka ruszyliśmy w stronę granicznych Wierzniowic. Niestety naszej Szykownej nie było dane tutaj dojechać – awaria najpierw dętki a potem opony wyeliminowała ją całkiem z wycieczki i musiała wrócić z powrotem na dworzec kolejowy prowadząc rower. Reszta grupy przekroczyła graniczną rzekę i już po stronie polskiej pojechała przez Gorzyczki do miejscowości Olza. Tutaj jadąc wzdłuż wału powodziowego w znajomym miejscu pozostawiliśmy rowery i dalej pieszo podeszliśmy do punktu gdzie obie rzeki się łączą. Przekazałem kilka informacji o Janie Kubiszu autorze wiersza „Do Olzy”, który oprawiony w melodię stał się hymnem naszej Małej Ojczyzny. „Płyniesz Olzo po dolinie, płyniesz jak przed laty…” w naszym wykonaniu popłynęło po falach.

Po chwili zadumy wróciliśmy do rowerów zauważając po drodze, że jakaś litościwa dusza postawiła na tym pustkowiu… przenośną ubikacje „Toytoy”. Czyżby ku naszej wygodzie? Ruszyliśmy dalej do Uchylska, gdzie w miejscowej gospodzie nastąpił dłuższy przystanek kawowy połączony z degustacją wspaniałych domowych wypieków nieocenionej Grażyny. Po odpoczynku pojechaliśmy przez Kolonię Fryderyk i Podbucze docelowo do Skrzyszowa. Prowadzący Genek na trasę wybrał urocze dla rowerów boczne dróżki, które zazwyczaj bywają mocno pokręcone więc tylko z najwyższym trudem odgadywaliśmy gdzie aktualnie się znajdujemy. Peleryny też się przydały – choć kapuśniaczek z nieba nie był uciążliwy i wycieczkę można było kontynuować. Metę wyznaczono na skrzyszowickich kortach tenisowych, gdzie właściciele podjęli nas ciepłym posiłkiem z grilla oraz herbatką.

W miłej atmosferze czas szybo mijał a do domu daleko, więc koniec końców trzeba było trąbić do odwrotu. Pożegnaliśmy się zatem serdecznie z gospodarzami wyprawy i przez Godów, Gołkowice, Piotrowice i Karwinę dojechaliśmy do Cieszyna.

Rechtór-Zbyś
Galeria