Kronika
Na rowerze do sąsiada - Bielsko Biała - część II

17.08.2014

Przeciętny mieszkaniec Cieszyna zna byłą stolicę województwa przez pryzmat centrów handlowych, ewentualnie dworca kolejowego. Postanowił to zmienić na stale tutaj mieszkający Ondraszek - Włodek Nowak, który przygotował to spotkanie z miastem z zupełnie innej perspektywy. Oczywista trudność polegała na tym, że start był wyznaczony w Bielsku, co i tak nie przeszkodziło Wędrowniczkowi oraz A. Poloczkowi aby dojechać tam rowerem. Należy dodać, że nasz klubowy senior Adam liczy już ponad 80 wiosen, a jednak rower jest nadal jego najlepszym przyjacielem. Ostatecznie na starcie spotkali się: Rozstrzapek, Afi, Rechtór, K. Sumera, wyżej wymieniony oraz sympatyk Ondraszka J. Geresz z Żywca i oczywiście pomysłodawca i dzisiejszy przewodnik Włodek Nowak.

Eksplorację miasta rozpoczęliśmy od muzeów: motoryzacji oraz włókiennictwa. Obie te dziedziny są z Bielskiem mocno związane. Można było zobaczyć tu m.in. pamiątki po tramwajach, które od końca XIXw. aż do 1971r. wytrwale służyły mieszkańcom i pochopnie je zlikwidowano (czego obecnie się żałuje). Eksponowany jest jeden z pierwszych egzemplarzy motoryzacyjnego marzenia PRL-u: Fiat 126p, który swego czasu w wielkich ilościach produkował miejscowy FSM. Największą część ekspozycji stanowiły jednak zabytkowe maszyny włókiennicze, które nie tylko tutaj produkowano lecz również wykorzystywano w licznych przędzalniach. Są to bardzo specjalistyczne urządzenia przeważnie z początku XXw. a wykorzystywano je nieprzerwanie aż do lat 80–tych. Trzeba wiedzieć, że Bielsko było wtedy potęgą włókienniczą - drugim ośrodkiem po Łodzi. A obecnie? Funkcjonuje tu zaledwie jedna firma w tej branży! W niej właśnie nakręcono film, który nam wyświetlono. Film ilustrował poszczególne etapy produkcji tkanin od surowca pasącego się na hali po magazyn wyrobów gotowych. Można było zobaczyć eksponowane tutaj maszyny w akcji. Ciekawostką jest, że w niektórych do wyczesywania wełny zastosowano dość specyficzne materiały np. główki ostu polnego!, czy… skórę rekina!

Innym, zupełnie zjawiskowym miejscem była ekspozycja prywatnej kolekcji dzieł W. Reymonta ulokowana w niepozornej kamiennicy blisko rynku. Niezwykłe było to, że właściciel dla którego twórca „Chłopów” jest idolem wystawia tutaj jego dzieła, które nie tylko ręcznie przepisuje, ale je jeszcze ilustruje. Całkiem jak średniowieczny skryba! W efekcie powstała kolekcja jednostkowych egzemplarzy do tego osobiście przez autora oprawionych. Według jego słów każdy egzemplarz to co najmniej kilka miesięcy żmudnej pracy. Istne dzieła sztuki! Należy dodać, że i miejsce ekspozycji było wyjątkowe: z własnoręcznie wykonanym wyposażeniem, ozdobione malowidłami i obrazami ilustrującymi reymontowskie powieści oraz oświetlone świecami. Ten ostatni efekt – wedle właściciela nie jest zamierzony, lecz wynika z jego problemów finansowych, skutkiem czego odcięto mu dostawę energii elektrycznej Potwierdza to regułę, że prawdziwa Sztuka jest doceniania, ale niestety często za późno, a nawet dopiero po śmierci twórcy. Wyszliśmy pod wielkim wrażeniem.

Kontynuując wycieczkę przy pobliskim kościele ewangelickim zobaczyliśmy pomnik M. Lutra- jedyny w Polsce ! Na dłużej zatrzymaliśmy się aby zwiedzić cmentarz i dom pogrzebowy żydowskiej gminy wyznaniowej. Szczęśliwie oba obiekty oszczędziła wojna, a jako że mieszka tutaj nieco mieszkańców wyznania mojżeszowego obecnie nadal są użytkowane, choć najstarsze pomniki i macewy są już nadgryzione zębem czasu. Warto wiedzieć, że miejscowa gmina wyznaniowa jest również administratorem cmentarzy żydowskich w całej okolicy z Cieszynem włącznie.

Korzystając ze ścieżki rowerowej dojechaliśmy do lotniska w Aleksandrowicach, gdzie chwilę obserwowaliśmy startujące szybowce i ostatecznie dojechaliśmy do Wapienicy. Tutaj - opodal zapory prowadzący zorganizował ognisko i inne niezbędne dodatki. Nasza wycieczka wyostrzyła apetyt, więc nic dziwnego, że niebawem wokół roznosił się miły zapaszek opiekanych kiełbasek. Po biesiadzie pojechaliśmy zobaczyć jezioro powstałe w 1929r. w efekcie przegrodzenia tamą potoku Wapieniczanka. Betonowa zapora wówczas wybudowana służy po dzień dzisiejszy i jest jedna z najstarszych w Europie tego typu budowli nadal użytkowanych. Jezioro jest malowniczo położone w górskiej dolinie i stanowi zbiornik wodny dla miasta Z tego powodu jest szczelnie ogrodzone i niestety niedostępne. A szkoda. Tutaj nasi „długodystansowcy” obrali kurs na Cieszyn, a reszta pożeglowała przez centrum Wapienicy do Starego Bielska, gdzie przy cennym gotyckim kościele św. Stanisława wycieczka się zakończyła.

Przejechaliśmy niezbyt wiele tylko ok. 25 km, ale zobaczyliśmy sporo ciekawych miejsc i dzięki prowadzącemu mogliśmy się przekonać, że Bielsko to nie tylko handlowe galerie.

Rechtór-Zbyś
Galeria