Kronika
Wakacyjny wypad na Suwalszczyznę

09.08.2014 - 16.08.2014

Tak ogólnie rzecz biorąc, to myśl o wyjeździe na Mazury chodziła za mną jakieś 2-3 lata. Podobnie miała Wisia. Pozostawała tylko kwestia doprecyzowania kilku podstawowych założeń: formy wyjazdu (pociąg/auto), formy pobytu (wędrowny/stacjonarny), liczebność grupy oraz oczywiście ustalenie terminu. "Mazury" to dosyć szerokie pojęcie. Miałem na myśli właściwie dwa rejony: Puszczę Augustowską i obszar zawarty pomiędzy Mońkami, Tykocinem i Białymstokiem. Sprawdzając bazę noclegową na tym terenie, doszliśmy z Wisią do wniosku, że najlepiej będzie pojechać samochodem (gdyż na kolej nie ma co liczyć) i zrobić sobie 2-3 bazy wypadowe. Co do liczby uczestników, to najpierw chcieliśmy jechać sami, ale postanowiliśmy, że 4-5 osobowa grupa będzie w sam raz.

Tak więc 9 sierpnia o 600 (4 dni urlopu = 9 dni wolnego) nastąpił wyjazd. Nasza niewielka grupka: Lenka Velika, Jurek Babilon, jego przyjaciółka oraz Wisia i ja. Spotkaliśmy się na parkingu koło cmentarza przy ul. Katowickiej i wyruszyliśmy w drogę. Podróż była dosyć spokojna, chociaż trochę bałem się przejazdu przez Warszawę. Nawigacje samochodowe i dość dobrze oznakowane drogi doprowadziły nas późnym popołudniem do miejscowości Bryzgiel, nad Jeziorem Wigry, gdzie mieliśmy pierwszą bazę w agroturystyce. Po rozlokowaniu się w pokojach, mogliśmy iść pomoczyć ręce i nogi, lub jeśli ktoś chciał wykąpać się, w Wigrach. Byliśmy jednak z bardzo zmęczeni podróżą (ok. 700 km), aby długo siedzieć.

Następnego dnia zaczęliśmy zwiedzanie. Zgodnie z przygotowanym planem zaczęliśmy od Suwałk. Odbywał się tam festyn, były występy zespołów regionalnych, kramy z regionalnymi produktami z Polski oraz Białorusi i inne atrakcje. Byliśmy koło domu rodzinnego Marii Konopnickiej, w którym znajduje się obecnie muzeum poświęcone pisarce. Po obejrzeniu centrum miasta, udaliśmy się w kierunku miejscowości Wigry. Po drodze, w Starym Folwarku, mieści się siedziba Wigierskiego Parku Narodowego. Pracownik Parku, który był w tym dniu w muzeum, opowiedział nam, co możemy i powinniśmy zwiedzić w parku, którymi szlakami, jako rowerzyści, dotrzemy do ciekawych miejsc oraz obdarował nas mapami Parku. Po krótkim odpoczynku w Starym Folwarku, ruszyliśmy do Wigier. Jest tu słynny zespół klasztorny Kamedułów, który zaszczycił swoją obecnością papież Jan Paweł II w czasie pielgrzymki w 1999 roku. W pomieszczeniach klasztornych zachowało się wyposażenie z okresu tej wizyty. Po zwiedzeniu klasztoru zatrzymaliśmy się niedaleko na posiłek. Były tutaj serwowane pyszne smażone pierogi.

Zjedliśmy chyba po 3 lub 4 i wyruszyliśmy w dalszą drogę. Trasa nasza prowadziła przez Czerwony Krzyż do naszej bazy, Bryzgla. W poniedziałek ruszyliśmy w drugą stronę, do Augustowa. Tam "zaokrętowaliśmy" się na statek Żeglugi Augustowskiej, aby dopłynąć nim do Studzienicznej. Po drodze przeprawialiśmy się przez dwie śluzy. Były one szersze od naszego statku o 20 cm. W Studzienicznej zeszliśmy na ląd i wzdłuż Kanału Augustowskiego, dojechaliśmy do wsi Gorczyca. Po drodze, oczywiście, była przerwa na kąpiel. Droga prowadziła początkowo lasem, a następnie pomiędzy polami. Od Gorczycy zaczęliśmy już dosyć mocno naciskać na pedały, gdyż na horyzoncie pociemniało niebo i było pewne, że nadchodzi burza. Była jednak od nas szybsza i ok. 10 km przed Bryzglem dopadła nas, z mocnym wiatrem i ulewnym deszczem. Tak więc, oprócz kąpieli w jeziorze, mieliśmy jeszcze darmowy prysznic.

Kanał Augustowski wybudowano w latach 1824-39, ma długość 101 km, z czego po polskiej stronie znajduje się 77,5 km. Kolejny dzień z rana nie zapowiadał się zachęcająco, a w planach mieliśmy Stańczyki. Tak więc załadowaliśmy rowery na auto i ruszyliśmy do miejscowości Przerośl, aby tam, zielonym szlakiem, rozpocząć naszą wyprawę. W Stańczykach znajdują się najwyższe w Polsce wiadukty kolejowe. Mają one 32m wysokości, 150m długości i powstały na początku XX wieku. Pierwszy w latach 1914-17, a drugi nieco później, z rozkazu cara. Wiadukty te obecnie nie są już używane do celów kolejowych, gdyż w 1945 roku Armia Czerwona zdemontowała torowiska. Ze Stańczyków, przez Zarzecze, pojechaliśmy do Hańczy nad Jeziorem Hańcza. Jest to najgłębsze polskie jezioro o głębokości 108 m. Stamtąd, po zjedzonym obiedzie, przez Kruszki, Iwaniszki i Olszankę wróciliśmy do Przerośla. Środa, czyli kolejny dzień naszego pobytu w tych stronach, był przeznaczony na przemieszczenie się do Moniek. Tu byliśmy zakwaterowani w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym. Po przyjeździe i rozlokowaniu się, pozostało jeszcze trochę czasu na mały rekonesans po mieście.

Rano wyruszyliśmy przez Hornostaje i Goniądz do Osowca Twierdzy. Jest tu Dyrekcja i Muzeum Przyrodnicze Biebrzańskiego Parku Narodowego. Oprócz tego jest również Twierdza Osowiec, której budowa rozpoczęła się pod koniec XIX w. (1890). Twierdza ta miała za zadanie ochronę linii kolejowej Królewiec-Odessa oraz jedynej przeprawy przez Bagna Biebrzańskie. Chętnych na zwiedzanie Twierdzy nigdy nie brakuje. Jednakże trzeba wiedzieć, że w zależności od wariantu trasy, zwiedzanie twierdzy trwa od 2 do 9 godzin. Tak więc może to być wyprawa na cały dzień. Z Osowca, obrzeżem Parku, dojechaliśmy do Dobarza, następnie przez Zubole, Trzcianne i Kołodzież dotarliśmy do Moniek.

W Piątek dzień był piękny już od samego rana. Jednym słowem wspaniała pogoda na wyprawę do Narwiańskiego Parku Narodowego. Cała trasa na rowerach byłaby zbyt długa, gdyż pierwotnie zakładaliśmy objechanie całego Parku, dlatego też podjechaliśmy autem do Tykocina. Następnie, już na naszych dwukołowych "rumakach", przez Saniki, Leśniki, Radule i Pajewo, dotarliśmy do Kurowa - siedziby Narwiańskiego Parku Narodowego.

Za siedzibą Parku pobudowano na bagnach, równolegle do brzegu, pomosty, którymi można się przemieszczać, obserwując jednocześnie roślinność i ptactwo zamieszkujące ten teren. Z Kurowa dojechaliśmy do Waniewa. Po drodze dowiedzieliśmy się, że można tam przeprawić się na drugą stronę Parku. Są tam pobudowane pomosty i wieże widokowe, z których można obserwować życie w parku. Pomost prowadzący z Waniewa do Śliwna ma 1050 m długości. Atrakcję stanowią metalowe tratwy, które łączą poszczególne fragmenty pomostu. Następnie, ze Śliwna, poprzez Konowały, Pańki i Rzędziany, dotarliśmy do Sanik i Tykocina. Tutaj można było zwiedzić zabytkowy kościół, Alumnat oraz obejrzeć stojący na rynku pomnik Stefana Czarnieckiego. Później jeszcze podjechaliśmy na parking pod zamkiem. Można go było również zwiedzić. Autem powróciliśmy do Moniek.

Sobotę spędziliśmy na luzie. Część pojechała autem do Białegostoku, a my z Wisią przygotowywaliśmy mały poczęstunek na wieczór, gdyż obchodziliśmy nasze urodziny. Był to również ostatni dzień pobytu w Mońkach, gdyż rano wyruszaliśmy w drogę powrotną do Cieszyna.

Jarek Rezmer - "Bystry"
Galeria