Kronika
56 Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej PTTK Supraśl

21.05.2016 - 29.05.2016

Prawie wczoraj, w 2006 roku w jubileusz 40-lecia Ondraszka, gościliśmy rowerową Polskę na Ziemi Cieszyńskiej na 46 zlocie przodowników turystyki kolarskiej Minęło 10 lat i nasza rekordowa liczebnie grupa (23 uczestników zgłoszonych 25 – obecnych) wzięła udział w 56. zlocie przodowników turystyki kolarskiej na drugim końcu Polski - na Podlasiu. Zorganizowała go w miejscowości Supraśl grupa zrzeszona w KTR „Koło” i Regionalny Oddział PTTK z Białegostoku.

Terenem rowerowych eksploracji były knieje Puszczy Knyszyńskiej, gdyż Supraśl (15 km na wschód od Białegostoku) leży właśnie w jej obrębie. Z tego względu otrzymało też niedawno status uzdrowiska, choć sanatoryjnych budynków jeszcze nikt tu nie widział. Na razie leczyć ma las i pożytki z niego płynące. Miasteczko jest jednak przygotowane na szturm wczasowiczów, gdyż jedyną gałęzią przemysłu (nie licząc gospodarki leśnej) jest tutaj „przemysł turystyczny”. Dlatego też w co drugim domu jest urządzona agroturystyka, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. I tak jak na poprzednich zlotach bywało ondraszkowy team został rozwleczony po całej miejscowości, co niestety nie sprzyjało pełnej integracji. Za wyjątkiem kilku umówionych „imprezek” w okrojonym składzie, spotykaliśmy się raczej przypadkiem zwłaszcza, że i baza zlotu też była dość mocno oddalona. Część ondraszków wybrało nocleg proponowany przez organizatora w tak zwanym Domu Pielgrzyma. I jak w prawdziwym domu zamykano jego bramę o określonej godzinie, i biada temu kto nie zdążył.

Codzienne nasze trasy wiodły w różne strony i były dostępne w dwóch wariantach: dłuższym i krótszym. Ten kto z nich pilnie skorzystał mógł naprawdę dużo się dowiedzieć i zobaczyć.

Oto kilka ciekawych -subiektywnie wybranych aspektów tegorocznego zlotu:

  • Wielokulturowość Podlasia: jak w mało którym regionie tutaj współistnieją obok siebie różne religie, czego widocznym znakiem były wieże kościołów i sanktuariów (np. Święta Woda, Białystok), błyszczące w słońcu cebule prawosławnych cerkwi (np. Gródek, Michałowo, Wasilków, Supraśl, Białystok), budynki synagog (Tykocin) oraz, czego gdzie indziej u nas nie zobaczysz - półksiężyce meczetów. W Polsce mieszka ok. 5 tyś. muzułmanów z czego duża grupa w Białymstoku. Ich świątynie znajdują się w Kruszynianach i Bohonikach. Kruszyniany, gdzie Tatarzy osiedlili się już w XVIIw. są obecnie centrum tej egzotycznej kultury i choćby z tego powodu warto było tutaj przyjechać. Prawosławie z kolei zachwyciło nas cerkiewnym chóralnym śpiewem, bogatym wystrojem świątyń i ikonami, o których wiele dowiedzieliśmy się w supraskim Muzeum Ikon.
  • Stolica Podlasia - Białystok zaskoczyła nas rozbudowaną rowerową infrastrukturą. Trzeba przyznać, że tutaj rowerzysta w plątaninie ruchliwych ulic tego ponad 300 tyś. miasta ma do dyspozycji dobrze oznakowane rowerowe drogi z dedykowaną sygnalizacją uliczną bezpiecznie doprowadzające do różnych atrakcji. Do Supraśla też wiodła jedna z nich, i była jak na prawdziwą ścieżkę przystało oddzielona od samochodów pasem zieleni. I pomyśleć, że jeszcze naście lat temu mówiono o tych terenach Polska C.
  • Skarby przyrody: występuje tutaj wyjątkowe zagęszczenie obszarów chronionych. Tym samym rajdowe trasy w większości były kierowane do cennych przyrodniczo miejsc jak Rozlewiska Narwi, licznych rezerwatów Puszczy Knyszyńskiej, arboretów, a nieodległa Puszcza Białowieska też była dostępna. Tereny idealne do wypoczynku i to nie tylko rowerowej wersji. Naturalnie, że pewnym utrudnieniem była nawierzchnia, bo czasami grzęźliśmy w sypkim piasku.
  • Koloryt pogranicza. Na wyznaczonych trasach jadąc po żwirowej „rolce” i mijając małe wioski o drewnianej zabudowie czy przydrożne krzyże osadzone w równinnym krajobrazie, miałem nieodparte wrażenie, że już tu kiedyś byłem. A byłem 6 lat temu na rowerowej wyprawie lecz po białoruskiej stronie, gdzie teren i krajobraz jest zupełnie podobny.
  • Wizyta w białoruskim Grodnie. Nie jestem zwolennikiem autokarowych wypraw na zlotach rowerowych, ale cel był wyjątkowy, więc pojechaliśmy. I wróciliśmy późnym wieczorem pełni pozytywnych wrażeń. Oprowadzani przez miejscowych Polaków spacerowaliśmy po Grodnie, spotkaliśmy Elizę Orzeszkową (wykutą w granicie), byliśmy w jej domu i w wykreowanych przez nią Bohatyrowiczach. Poczuliśmy się też milionerami, mając po kilkaset tysięcy rubli na drobne wydatki. Jedyną uciążliwością było przekroczenie granicy z trwającym w nieskończoność rytuałem sprawdzania paszportów.
  • I jeszcze może najważniejsze: było miło znów się spotkać w gronie dawno nie widzianych przyjaciół z PTTK-owskiej braci z całej Polski. Wspominać przygody na szlakach, popatrzeć na iskry ogniska i zaśpiewać turystyczne szlagiery. Mając na uwadze koszty przygotowywanej naszej jubileuszowej klubowej publikacji rozprowadzaliśmy cegiełki na ten szczytny cel. I odzew przekroczył nasze oczekiwania: te co mieliśmy przygotowane rozeszły się błyskawicznie i musieliśmy przez kuriera zamówić drugą partię. Potwierdziła się stara prawda, że na przyjaciół można liczyć.

Na pożegnalnym ognisku podziękowałem organizatorom za udany zlot i wręczyłem przygotowane gadżety. Co niezwykłe, już wiemy gdzie pojedziemy w przyszłym roku: na Dolny Śląsk.

Dodam jeszcze, że część naszej ekipy skorzystała z usług PKP z bezpośredniego połączenia Bielsko-Biała – Białystok, co było bardzo dobrym pomysłem. Łącznie przejechaliśmy od 200 do 800 km, zależy kogo z ondraszków o to zapytać.

Rechtór-Zbyś
Galeria