Kronika
57 Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej PTTK Świdnica

10.06.2017 - 17.06.2017

Teraz, kiedy opadły już emocje zlotowe, można przystąpić do podsumowania niedawnych wydarzeń. Należy podkreślić, że zlot to impreza, która z roku na rok przyciąga coraz więcej uczestników. W Świdnicy było nas już prawie 580, a dokładnie w tym samym okresie czasu do Cieszyna – tyle, że 11 lat temu – przyjechało niecałe 300 osób. Taka ilość rodziła poważne problemy organizacyjne, gdyż mało który organizator dysponuje tak obszerną bazą noclegową. Tu również nie było inaczej i spora część zlotowiczów – w tym naszej ondraszkowej ekipy – została zakwaterowana na drugim końcu miasta. Dlatego też, pomimo tego, że byliśmy jedną z najliczniejszych ekip na zlocie, ciężko było nam się spotkać w całości.

Główna baza zlotu mieściła się jednak na campingu, a codzienne odprawy odbywały się w pobliskiej hali lodowiska, więc ci, którzy mieszkali pod namiotami byli stale w centrum wydarzeń. A działo się wiele dobrego. I znów porównując poprzednie imprezy trzeba przyznać, że każda kolejna dodaje do organizacyjnego kanonu coś ciekawego. Tutaj organizatorzy wykonali kawał dobrej roboty, aby wszyscy byli zadowoleni i czuli się dowartościowani. Składały się na to codzienne pilotowane wycieczki rowerowe na kliku trasach , z czego skwapliwie korzystała większość uczestników. Ondraszki eksplorowały teren w różnych konfiguracjach osobowych. Często spotykaliśmy się na trasach choć jechaliśmy w różnych kierunkach. A było co zwiedzać. Do ciekawych miejsc, które zobaczyliśmy należy na pewno zaliczyć: Kościoły Pokoju w Świdnicy i Jaworze (znajdują się na liście UNESCO), słowiańską górę Ślęża, podziemia Riesse w Walimiu oraz zamek Książ. Wartością dodaną były spotykane, liczne na tym terenie, krzyże pokutne oraz pałace dawnego niemieckiego ziemiaństwa zachowane w różnym stanie. Należy też dodać, że licznie występują tu dawne folwarki, które jako poniemiecka własność nie miały dobrego gospodarza przez co obecnie w większości są zrujnowane i straszą załamanymi dachami.

Było też kilka wycieczek autokarowych, w tym na stronę czeską do Adšparskich Skał i do Wrocławia. Ondraszki również skorzystały z tej opcji zwiedzania. Zlot rozpoczął się i zakończył tzw. „świdnickimi biesiadami” przy ufundowanych grillowanych kiełbaskach i muzyce.

Dnia 14.06.2017 po powrocie z tras zorganizowano blok szkoleniowy „Bezpieczny rowerzysta”. Można tu było pod okiem fachowców próbować reanimować fantoma, poznać techniki masażu sportowego, zrobić profesjonalny przegląd roweru i pogadać z uczniami jedynej w Polsce średniej szkoły sportowej o profilu kolarskim.

Przez cały czas była też możliwość wzięcia udziału w wielu różnorodnych zmaganiach konkursowych. Nasz zespół, w zmieniającym się składzie, uczestniczył niemal we wszystkich. Trzeba przyznać, że z bardzo dobrym skutkiem. Okazało się, że w konkursie na hasło zlotowe najwyżej ocenione zostało to, które wymyślił duet „Olo” i „Czorno”, zdobyli tym samym I miejsce. A hasło brzmiało:

"TKK Ondraszek przyjechał na zlot z Cieszyna do Świdnicy, gdzie przyjaźń i przygoda na rowerze najbardziej sie liczy!"

Drużyna Ondraszka startująca w interesującej rowerowej grze miejskiej zajęła z kolei drugą lokatę. To samo miejsce zajęła ekipa startująca w ciekawym konkursie „Kocham cię Świdnico”, który przypominał organizowany przez telewizję popularny blok konkursowy „Kocham Cię Polsko”. W indywidualnych zmaganiach osobiście zająłem dwa V miejsca: w konkursie z zakresu wiedzy o ruchu drogowym oraz w konkursie krajoznawczym. Nic więc dziwnego, że przy wręczaniu nagród czerwone koszulki naszego klubu były wyjątkowo widoczne.

Warto też wspomnieć, że w konkursie Komisji Turystyki Kolarskiej ZGPTTK na najaktywniejszy klub w Polsce w roku 2016 zajęliśmy VII miejsce i odebraliśmy dyplom. Do ciekawych pomysłów należy na pewno organizacja rowerowej procesji w dniu Bożego Ciała. Wzięło w niej udział ok. 300 uczestników (czyli większość zlotowiczów), a role ołtarzy pełniły kościoły w okolicznych miejscowościach. Ksiądz kursował przed nami autem witając u progu poszczególnych stacji – kościołów, a na zakończenie, do mszy św. służył nasz „Olo”, gdyż jak się okazało przez długie lata był ministrantem. W wolnych od eksploracji terenu chwilach odbywały się oczywiście wieczorne Polaków rozmowy. Było bardzo sympatycznie znów spotkać się w gronie dawno niewidzianych przyjaciół z całej Polski. Niestety tydzień szybko minął, lecz rozstawaliśmy się pocieszeni informacją, że jest już znane miejsce i organizator zlotu AD2018.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"