Kronika
Chodź na Turbacz…

25.08.2017 - 27.08.2017

Chodź na Turbacz! - tak właśnie zawołał Karol Wojtyła do wiernych zgromadzonych podczas pielgrzymki w Ludźmierzu w 1997r. I chociaż nas tam nie było, to zawołanie do nas dotarło, więc na ten ostatni sierpniowy weekend „Apanaczi” wraz z „Jędrusiem” przygotowali wyprawę w Gorce. Rowery zostały w domu a prawie 30 Ondraszków i innych sympatyków górskich wypraw wyruszyło raniutko autokarem Jędrusiowego biura podróży w kierunku Nowego Targu. Po drodze mieliśmy w planie zwiedzanie skansenu kolejowego w Chabówce, dokąd niebawem dotarliśmy. Skansen posiada bogatą kolekcję lokomotyw, taboru oraz przeróżnych artefaktów kolejowych. Spora część eksponatów jest sprawna i na chodzie, dzięki czemu organizowane są turystyczne przejazdy „pod parą”, a także są często wykorzystywane dla potrzeb produkcji filmowych. Akurat trafiliśmy na moment, kiedy rozpalano ogień w kotle lokomotywy. I w tym momencie poczuliśmy się w większości jak dinozaury. Przecież ten obrazek, który pamiętamy jeszcze z dzieciństwa obecnie jest już w skansenie turystyczną atrakcją. Co do solidności dawnych konstrukcji niech świadczy fakt, że najstarsza w kolekcji lokomotywa wyprodukowana w połowie XIXw. była w służbie aż do 1970r. Niestety współczesne auta tak nie mają!

Docelowo dojechaliśmy do miejscowości Koninki, gdzie zostawiliśmy autokar i z całym majdanem na plecach ruszyliśmy do Gorczańskiego Parku Narodowego. Dość archaiczny wyciąg krzesełkowy podwiózł nas na Tobołów, skąd po kliku godzinach marszu pod górę dotarliśmy, przez szczyt Turbacza (1310 mnpm), do schroniska PTTK. Na dzień dobry stała się rzecz niespodziewana: ledwie co się rozlokowaliśmy po pokojach jeden z naszych uczestników nieoczekiwanie zasłabł i niezbędna była interwencja GOPR. Skończyło się na zwiezieniu poszkodowanego do szpitala w Nowym Targu. Tutaj po zaaplikowanych lekarstwach przyszedł do siebie, jednak na Turbacz już nie wrócił.

Rankiem następnego dnia inwersja zapewniła nam niecodzienny spektakl: piękny widok na dolinę nowotarską zasnutą mgłą, z której - jak wyspy wystawały ostre grzebienie tatrzańskich szczytów. Gorce to ciekawa grupa górska w formie gwiazdy, której punktem centralnym jest Turbacz, skąd roztaczają się rewelacyjne widoki. W trakcie naszej wycieczki mieliśmy eksplorować jej dwie odnogi. Podzieliliśmy się zatem na grupy - jedna poszła na wschód, na Kudłoń (1274 mnpm), a druga na zachód - przez Obidowiec (1102 mnpm) na Groniki (1027 mnpm). Obie trasy miały swoje zalety (a druga nawet schronisko PTTK na Starych Wierchach), lecz jednak zdecydowałem się na pierwszą opcję. W 7-osobowym składzie, w którym zdecydowaną większość stanowiły Ondraszki, przewędrowaliśmy całodzienną, prawie 20 km trasę. Jej zaletą były polany po drodze, z których roztaczały się rozległe panoramy na okolicę. Obie grupy spotkały się dopiero wieczorem przy ognisku. Nieoceniony animator ogniskowych baletów - J. Kożusznik wspaniale grał na gitarze, więc prawie do północy prześpiewaliśmy wszelkie dostępne śpiewniki. Dodatkową animację zapewniły też rozbłyski dalekiej burzy, która jednak nas oszczędziła. Następny dzień rozpoczęliśmy o godz. 5:45 obserwacją wschodzącego słońca. Mieliśmy przy tym rzadko spotykaną wygodę, gdyż nie trzeba było nigdzie wychodzić i wystarczyło po prostu otworzyć okno. Po szybkim śniadaniu w kilka osób poszliśmy na mszę św. do kaplicy Matki Boskiej Leśnej Królowej Gorców, położonej ok 20 min. drogi ze schroniska. Reszta towarzystwa zdobywała w tym czasie dodatkowe gorczańskie szczyty: Jaworzynę i Kiczory.

Msza św. odbyła się przed kaplicą, a za ołtarz służył sporej wielkości głaz. Domyślam się, że uczestnikami byli w większości turyści, bo daleko dookoła nie było żadnych zabudowań. Po celebracji mszy, duchowny samorzutnie zrobił nam interesujący wykład o tej niezwykłej budowli. Wybudowano ją z drewna w 1979 r. na niezwykłym rzucie krzyża Virtuti Militar i jako... szopę na siano, gdyż wówczas władze PRL-u krzywo się patrzyły na nowo powstające budowle sakralne. Górale zrobili wszystko własnym sumptem. Przewidując bieg wydarzeń finalnie całość ofiarowali papieżowi i jemu też posłali klucze. Kiedy władze się zorientowały w czym rzecz i nakazały rozbiórkę budynku przebiegli górale stwierdzili, że to nie jest ich własność, a gospodarz mieszka w Watykanie… Niezwykłe jest to, że żaden element kaplicy nie jest przypadkowy i ma swoją symbolikę nawiązującą do walki z najeźdźcami w różnych okresach historii Polski. Było to arcyciekawe doświadczenie.

Powrót do miejsca, gdzie zostawiliśmy autobus, oznaczał prawie trzygodzinną wędrówkę w dół z ciężkimi plecakami na grzbiecie, co niektórym dało się mocno we znaki. Z prawdziwą ulgą dotarliśmy do doliny potoku Turbacz, który zaprowadził nas do parkingu przy wyciągu i zarazem naszego autokaru.

Wtedy pozostało nam już tylko wrócić do Cieszyna, a po drodze zrobiliśmy jeszcze mały postój w Rabce Zdroju aby pooddychać solankową inhalacją w tężniach i trochę połazić po uzdrowiskowym parku.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria