Kronika imprez z 2003 roku
Spis treści
Otwarcie sezonu

27.04.2003

Tak długo oczekiwany dzień otwarcia sezonu wreszcie nadszedł. I nic nie mogło go zepsuć za wyjątkiem pogody. Cały poprzedzający tydzień był ciepły i słoneczny a jednak w niedzielę pogoda się spaskudziłą. Ciężkie chmury i drobny deszcz nie nastrajał optymistycznie, dlatego na cieszyńskim rynku nie spodziewaliśmy się zobaczyć tłumów kolarzy na godz. 1000 mimo deszczu pojawili się: Władek Zmełty, Piotr Holisz, Józio Lincer, Władek Gojniczek, Basia Toman, Józek Kożusznik oraz dwaj koledzy z Jastrzębia, którzy zdążyli już w drodze przemoknąć. Po krótkim powitaniu obecnych przez Zbyszka Pawlika wyruszyli na trasę przez Puńców, Dzięgielów do Goleszowa na jezioro Ton.

Na metę dojechał niebawem własnymi ścieżkami Józek Salecki oraz samochodami Wisia Gracjasz z rodzinką a także Maryla Biłko-Holisz z Dorotką. Na szczęście przestało również padać a więc Ondraszki szybko rozpalili ognisko i wkrótce wokoło roznosiła się smakowita woń opiekanych kiełbasek. W trakcie spotkania zbierano zapisy do I Indywidualnego Rajdu Rowerowego. W ten sposób XXXVII klubowy sezon kolarski został otwarty.

Rechtór
I Indywidualny Rajd Rowerowy

27.04.2003 - 25.05.2003

Zgodnie z regulaminem w dniu 25.05. przy pięknej pogodzie rozegrany został na campingu "Olza" II. etap rajdu i podsumowana cała impreza. Mimo naszych nadziei zainteresowanie rajdem było dość skromne - regulaminy rajdowe niezbędne do udziału w I. etapie pobrało zaledwie kilkudziesięciu kolarzy. Cała rzecz polegała na potwierdzeniu pobytu w wyznaczonych miejscowościach Ziemi Cieszyńskiej po obu stronach Olzy, w których można było przy okazji pobytu coś ciekawego zobaczyć. Do weryfikacji oddano 11 książeczek i każdy z właścicieli otrzymał piękny "certyfikat udziału" oraz zaszczytny tytuł "WYTRAWNY TURYSTA KOLARZ ZIEMI CIESZYŃSKIEJ". Końcowy etap polegał na rozegraniu części sportowej na terenie campingu w tym: sprint rowerowy "czasówka" na dystansie 500m oraz rowerowy tor przeszkód i to w dwóch kategoriach: " wcześniej urodzeni" - rocznik do 1960 oraz pozostali. O końcowej klasyfikacji decydowała punktacja udziału w wszystkich trzech częściach w jeździe indywidualnej - etap I. - max 71pkt ( w zależności od odległości danej miejscowości od Cieszyna), a w obu konkurencjach sportowych max po 20pkt co daje razem wynik 111pkt.. Po bardzo wyrównanym pojedynku:

  • I. miejsce zajął kol. ANDRZEJ NOWAK uzyskując 97pkt w tym maksymalną ilość 71 w etapie I. co oznacza że był on we wszystkich miejscowościach określonych regulaminem.
  • II. miejsce kol. MARIUSZ BIEŃKOWSKI z klubu kolarskiego "Wiercipięta" z Jastrzębia Zdroju-94pkt
  • III miejsce kol. MATUSZ FLORCZYKIEWICZ - 80pkt

Natomiast I. miejsce w kat. "wcześniej urodzonych" zajął kol. ANDRZEJ GOJNICZEK jako jedyny reprezentant w tej kategorii. Zwycięzcy odebrali nagrody rzeczowe ufundowane przez Starostwo Powiatowe Cieszyn, a pozostali uczestnicy którzy tym razem uplasowali się poza podium otrzymali drobne upominki.

Po posiłku serwowanym przez właściciela campingu imprezę zakończono i wszyscy pewnie kontynuowali dzisiejszą przygodę z rowerem korzystając z naprawdę wspaniałej pogody. Podsumowanie

Zgodnie z opinią uczestników wyrażoną na mecie pomysł rajdu indywidualnego się sprawdził - każdy mógł uczestniczyć w rajdzie wg indywidualnego harmonogramu i własnych zainteresowań - tych bardziej krajoznawczych jak i sportowych. Nam-organizatorom przychodzi jedynie ubolewać nad dość marną frekwencją co wg mojej opinii kładę na karb małego rozpropagowania imprezy - zaledwie jedna notatka w "GZC" oraz afisze. Od strony organizacyjnej impreza była jak myślę bez zarzutu, mimo że był to nasz debiutancki pomysł, być może do niego wrócimy.

Rechtór
Wycieczka Czeska

04.05.2003

Nie jest to wyprawa związana z naszym kalendarzem imprez lecz wynika z harmonogramu wypraw kolarskich PTTS - (Polskie Towarzystwo Turystyczno-Sportowe "Beskidy" z Czeskiego Cieszyna. Termin i szczegóły zostały ogłoszone w klubowej gablocie-zapraszam do odwiedzania.

Spotkanie z prowadzącym kol. Karolem Fukałą nastąpiło na dworcu kolejowym w Dolnej Lutyni w Czechach. Z naszego klubu w wyprawie uczestniczyli: Zbyszek Pawlik, Basia Toman, Józio Lincer, Franek Niedzielan z synem, Władek oraz Andrzej Gojniczek .Cała grupa liczyła 28 osób z różnych stron Zaolzia -Trzyniec, Czeski Cieszyn, Jabłonków a więc całkiem spora ekipa i to przeważnie nie najmłodszych roczników. Doprawdy trzeba docenić zaangażowanie i chęci tych ludzi. Trasa okazała się dla nas zaskoczeniem ponieważ cała wyprawa odbywała się po polskiej stronie w okolicach Wodzisławia. Przejscie graniczne Verznowice-Gorzyczki witało nas otwartym i niepilnowanym szlabanem. Jechaliśmy przez Turzę Śląska (sanktuarium), Wodzisław - (bardzo ładny rynek i kościół), Kokoszyce, Zawadę, Czyżowice (Szwajcaria Czyżowicka z miasteczkiem country), Gorzyce, Gołkowice-przejście graniczne do Karwiny.Razem 66 km po wspaniałych terenach oraz lasach. Duża część trasy wiodła nowo otwartą (2002 r) mocno pokręconą ścieżką rowerową 316 Y-żółta z Wodzisławia do Olzy. Kto tam jeszcze nie był - mocno polecam!

Rechtór
Poznajemy nieznane - Rybnik i okolice

11.05.2003

Dzisiejsza wyprawa miała swój początek w Rybniku dlatego start został wyznaczony na godz. 800 a dojad własnymi środkami transportu. Znów pada, a więc z wisielczym humorem oczekuję na uczestników wyprawy. Mimo paskudnej pogody przyjechali: Piotr Holisz, rodzina Gracyjaszów w komplecie-Jadzia, Andrzej i mały Michał, Józek Lincer, Marian Palowski - z PTTS z Czeskiego Cieszyna oraz Zbyszek Pawlik. wyjechaliśmy z Cieszyna dwoma samochodami z rowerami na dachu i ok. 930 byliśmy na miejscu w Rybniku. tutaj już nas oczekiwali: Andrzej Słota i Basia Toman którzy przyjechali już poprzedniego dnia, Andrzej Gojniczek który mimo deszczu przypedałował tutaj na rowerze!!! oraz prowadząca wyprawę sympatyczna Asia mieszkanka tego pięknego miasta, które jak się okazuje jest wielkim molochem-liczy obecnie 122 tyś. mieszkańców.

Całe szczęście, że deszcz zgubiliśmy gdzieś po drodze. Asia poprowadziła wycieczkę korzystając z ścieżek rowerowych i nie wyjeżdżając poza obszar administracyjny miasta, a jednak prawie cały czas jechaliśmy w lesie. Klucząc między drzewami dojechaliśmy nad Jezioro Rybnickie powstałe w 1972 r i sławne tym, że w nim woda nigdy nie zamarza co jest wynikiem wykorzystania wody do chłodzenia urządzeń pobliskiej elektrowni. Nad jeziorem na terenie ośrodka sportów wodnych nastąpił dłuższy popas z wykorzystaniem miejscowego grila. Wracając zwiedziliśmy słynny szpital dla nerwowych oraz rynek i przepiękną neogotycką bazylikę której dwie prawie 100m wieże są widoczne z daleka. Przejechaliśmy 34 km.

Rechtór
Smażenie jajecznicy gigant

08.06.2003

Już tradycyjnie w okres Zielonych Świąt Ondraszki ruszają w plener aby stworzyć jajecznicę pod chmurką. W tym roku zaprosili nas p. Ubdowie z Pruchnej, tak że prawie w ostatniej chwili zmieniliśmy nasze uprzednie zamiary zapowiadane w kalendarzu imprez. O godz. 1000 na cieszyńskim rynku zebrała się poważna grupa kolarska a w bagażach było widać akcesoria niezbędne do smażenia. Ruszyliśmy przez Kończyce, Zebrzydowice, Pielgrzymowice - dojeżdżając do przysiółka Pruchnej - Gawlińca niejako z drugiej strony korzystając z leśnej drogi dostępnej wyłącznie dla rowerów.

Gospodarze już na nas czekali serwując zimne napoje, co przyjęliśmy z entuzjazmem, jako że słońce prażyło niemiłosiernie. Szybko wyodrębniły się zespoły robocze i już wkrótce roztaczała się wokół przyjemna woń jajecznicy smażonej na polowym kominku. Jak wykazały skrupulatne obliczenia roztłuczono 126 jajek, dla wszystkich więc starczyło włącznie z dokładką. A było nas sporo bo prawie 30 Ondraszków oraz sympatyków klubu.

Rozegrano również improwizowany turniej strzelecki z wiatrówki. We wszystkich trzech kategoriach mężczyźni, kobiety i młodzież. Zwyciężyli gospodarze czyli Darek, Tereska oraz Rafał Ubda zdobywając 28 pkt na 30 możliwych. Około 1700 odtrąbiono na odwrót - a w drogę powrotną ruszyliśmy przez pucheński las, Dębowiec, Kozakowice do Cieszyna. Ogółem przejechano ok. 50km.

Rechtór
43. Ogólnopolski zlot przodowników turystyki kolarskiej
"Ziemia Gliwicka"

14.06.2003 - 21.06.2003

Na Zlocie Ondraszków reprezentowały aż trzy prawie niezależne ekipy, które "pojawiały się i znikały w różnym czasie". Od początku uczestniczył team złożony z Piotra Holisza - "Śmiga " oraz Grzegorza Cieńciały - "Dzięcioła". 20.06. dojechał piszący te słowa Zbyszek Pawlik - "Rechtór" oraz niezależnie cały klan Gracyjaszów - Wisia i Andrzej z synem.

Załapałem się na długą bo prawie 100 km wyprawę z Gliwic-Czechowic gdzie był biwak przez Pyskowice, Jemielnicę, Toszek, Łubie i z powrotem. Wyruszyliśmy kilkudziesięcioosobowym peletonem (ogółem było prawie 300 uczestników) lecz już w Pyskowicach dopadł nasz rzęsisty deszcz i z peletonu nie została nawet połowa. Najgorsze przeczekaliśmy pod dachem szkoły i ruszyliśmy dalej prowadzeni przez organizatorów. Trzeba przyznać, że okolice Gliwic teraz ani trochę nie kojarzą się z zadymionym Górnym Śląskiem, wręcz przeciwnie - dużo lasów, dobrych dróg i ciekawych miejsc - to dobre warunki do turystyki rowerowej. I jeszcze jedno jest płasko i jedzie się jak po stole.

Zwiedziliśmy ciekawą miejscowość Jemielnica z ładnym pocysterskim klasztorem. Działa tu prężnie niemiecka mniejszość i trochę wygląda to tak jakbyśmy nie byli po tej stronie granicy. W Toszku warty do odwiedzenia Zamek, a Łubiach - klasycystyczny pałac szkockiego rodu Baildonów -tych hutnictwa. Wieczorem uczestniczyliśmy we wspólnych śpiewach przy ognisku i zabawie.

Organizatorzy mieli przygotowany ciekawy program tak, że każdy dzień można było jechać w inną stronę na trasy o trzech długościach od spacerowych - 40 km po długodystansowe.

Rechtór
VI Cieszyński Rowerowy Rajd Rodzinny

15.06.2003

Uff! wreszcie mamy to za sobą! Przedsięwzięcie wymagające sporo nakładu pracy oraz przeróżnych podchodów aby zdobyć niezbędne fundusze oraz zezwolenia możemy pod każdym względem zaliczyć do udanych. Bowiem co najważniejsze pogoda dopisała, fundusze się znalazły, a rajd przebiegł bez większych organizacyjnych zgrzytów. Wystartowaliśmy w liczbie 228 rowerowych uczestników wyprawy, żegnani przez p. Grażynę Staniszewską - Senatora RP, p. Ryszarda Mazura - prezesa PTTK Oddział "Beskid Śląski" Cieszyn oraz p. Zbigniewa Niźnikiewicza - dyrektora MOSiR Cieszyn. Wielobarwny peleton (choć dominowała biel tegorocznych koszulek pamiątkowych) pilotowały radiowozy policyjne, Straż Miejska oraz motocyklista ze Staży Granicznej.

Zgodnie ze scenariuszem pokonując strome wzniesienia dojechaliśmy do Zamarsk, gdzie fanfarami granymi na trąbce powitał nas wójt gminy Hażlach p. Karol Folwarczny, p. Rudolf Mizia przybliżył nam 780 letnią historię Zamarsk a na przyszkolnym boisku rozegrano konkurencje sportowe. Przeciąganie liny odbyło się w różnych konfiguracjach zarówno rodzinnych jak i międzynarodowych jako, że w peletonie jechało ok. 30 kolarzy z Zaolzia. Równie pasjonujące było wyciskanie sztangi a do zawodów stanęło kilkunastu siłaczy. Najlepszy okazał się zdecydowanie p. Sebastian Skapczyk, który podrzucił 60 kilogramową sztangę aż 34 razy! Należy dodać, że zawody doszły do skutku dzięki uprzejmości pani dyrektor SP w Zamarskach oraz panu od wf-u, którzy wypożyczyli niezbędne akcesoria.

Po godzinnej odsapce peleton ruszył naprzód żegnany przez p. wójta skocznymi dźwiękami trąbki. Dalej było zdecydowanie łatwiej, gdyż jechało się bardziej z górki. ok. 1400 zajechaliśmy na metę gdzie woń smakowitej grochówki z kuchni polowej szefa campingu wszystkim przypominała, że to już pora posiłku. W mig uformowała się długa kolejka do kotła - a nam organizatorom pozwoliło to przygotować tor przeszkód koronnej konkurencji - sztafety o tytuł "najlepszej sportowej rodziny rajdu".

Całość przypominała trochę jazdę rowerową z przeszkodami, w której przydały się różne umiejętności - celny rzut czy też wbijanie gwoździ. Startowało 7 rodzinnych zespołów Holiszów, Chmielów, Buzków, Oczadłych, Grzybków, Skapczyków i Stoszków. Po ostrej rywalizacji - a nie obyło się bez upadków przez co jedna z rodzin musiała się wycofać, zaszczytny tytuł oraz główną nagrodę - rower zdobyli p. Ireneusz, Danuta i Dawid Chmielowie. Pozostali uczestnicy mieli możliwość spróbować swych sił w otwartych zawodach w "Rzucie gnotkiem na odległość". Najmłodszą uczestniczką rajdu okazała się Natalka Holisz r.2001, Rajdowym Juniorem Szymon Chrobok r. 1997, a Seniorem p. Eugeniusz Mięciel rocznik 1927. W loterii szczęśliwa Magdalena Konieczny z Cieszyna odebrała główną nagrodę - rower, a m.in. solidny drewniany leżak powędrował aż do Zabrza skąd przyjechała na rajd liczna ekipa kolarzy. Rozdanie nagród zakończyło tegoroczną edycję rajdu, który jak mamy nadzieję, spełnił postawiony cel popularyzacji czynnego wypoczynku oraz rodzinnej integracji.

Przypomnijmy jeszcze sponsorów, dzięki którym rajd mógł się odbyć:

  • UM-MOSiR Cieszyn - nagroda główna i pomoc finansowa
  • "Lakma" Cieszyn - pomoc finansowa
  • Sponsor główny "Polifarb Cieszyn-Wrocław" - pomoc finansowa
  • Bank Spółdzielczy Cieszyn - pomoc finansowa
  • "Profesionał - zakłady sportowe" - pomoc finansowa
  • Zakłady Mięsne bracia Gawłowscy - wsad do kotła
  • Kraft Food Polska Oddział "Olza" - słodycze
  • Hurtownia "Beskid Plus" - artykuły piśmienne
  • PZU.SA. oddział Cieszyn - ubezpieczenie
  • Patronatem medialnym objęli nas: "Głos Ziemi Cieszyńskiej", "Kronika Beskidzka", "Radio Bielsko".
  • Systemy Komputerowe Główka SA
  • W komitecie organizacyjnym honorowymi członkami byli: p. Grażyna Staniszewska - Senator RP, p. Bogdan Ficek - burmistrz Cieszyna, p. Karol Folwarczny - wójt gminy Hażlach.

Trzeba podkreślić, że rajd mógł się odbyć dzięki dużemu zaangażowaniu Ondraszków w tym - kol. Andrzeja Słoty - komandora, kol. Zbigniewa Pawlika - organizacja półmetka, konferansjerka, kol. Władysława Zmełty - sędzia główny konkurencji, kol. Barbary Toman - sekretariat, kol. Leszek Porębski - nagłośnienie oraz innych członków klubu którzy w miarę możliwości starali się pomóc, za co wszystkim DZIĘKUJEMY!!!

Rechtór
Rajd górski "Jaworzyna Krynicka"

05.09.2003 - 07.09.2003

Naszym celem było m.in. skorzystanie z uprawnień do zniżek jakie daje nam przynależność do PTTK, wybraliśmy zatem na nocleg schronisko na Hali Łabowskiej w paśmie Jaworzyny. Na górską wyprawę mieliśmy trochę problemów ze skompletowaniem załogi i ostatecznie pojechaliśmy w składzie: Basia Toman, Zbyszek i Alicja Pawlik, Marysia Stopyra, Andrzej i Basia Nowakowie oraz Paweł z Bielska. Busa zostawiliśmy w Łomnicy-Zdroju i już na wieczór doszliśmy do schroniska na wys. 1061 m.n.p.m.

Pierwsze zaskoczenie - w schronisku nie ma prądu i życie toczy się od "wschodu do zachodu słońca". Właściwe wcale nam to nie przeszkadzało -wieczorek przy świecach był całkiem romantyczny.... W sobotę wybraliśmy się w stronę Krynicy przez Runek i Przysłop.

Zwiedziliśmy krynicki deptak, łazienek nie udało się zwiedzić ze względu na odbywające się prawie międzynarodowe forum ekonomiczne - łazienki były tylko dla Vipów. Na Jaworzynę Krynicką 1114m n.p.m. wyjechaliśmy kolejką gondolową i na wieczór znów doszliśmy do schroniska pokonując 30 km trasę, niezbyt ciekawą bo przeważnie szliśmy w lesie.

W niedzielę z pełnym rynsztunkiem poszliśmy w drugą stronę - przez Halę Pisaną do Rytra. Ta trasa była już bardzo widowiskowa. Idąc grzbietem gór widzieliśmy z jednej strony rozległą panoramę z Nowym Sączem, a z drugiej m.in. wysokie granie Tatr. Po drodze odkryliśmy nowe, prywatne schronisko na Cyrli - kto nie był -polecam!!! w przyszły roku ciąg dalszy wypraw z tej serii - tym razem Beskid ŻYWIECKI.

Rechtór
Rajd im. Ks. Tadeusza Klocka i Jana Furtaka

14.09.2003

Celem rajdu było wspomnienie ks. Tadeusza Klocka zmarłego 31.05.1993 w X. rocznicę śmierci oraz tragicznie zmarłego kol. Jana Furtaka z Żywca - zginął 2.09.1995. Ks. Tadeusz przy swoich rozlicznych zainteresowaniach był również długoletnim przewodniczącym Komisji Turystyki Kolarskiej w ówczesnym woj. bielskim, cieszył się wielką charyzmą i był kapelanem turystów kolarzy. Po jego śmierci postanowiliśmy corocznie spotykać się na jego grobie w Kończycach Małych aby wspomnieć jego sylwetkę.

Na drugim spotkaniu w 1995r. był również obecny kol. Jan Furtak z Żywca - prezes Turystycznego Klubu Kolarskiego "Defekt", człowiek zawsze pełen dobrego humoru i równie dobrych pomysłów . Wracając z tego rocznicowego spotkania zginął w wypadku samochodowym w Grodźcu, gdzie po roku pojawił się staraniem kol. Jana Sczygielskiego z Klubu Kolarskiego przy FSM pamiątkowy krzyż. W ten sposób jego losy tragicznie splotły się z osobą ks. Tadeusza... a my już dziesiąty raz odwiedziliśmy krzyż w Grodźcu i grób w Kończycach Małych. Tradycją tych spotkań jest czynne uczestnictwo we mszy św. w kończyckim kościele, a proboszcz przy okazji w ciepłych słowach przedstawia zgromadzonym nasz klub.

Rechtór
Północne Włochy - wyprawa samochodowo-rowerowa

15.09.2003 - 30.09.2003

Jesteśmy Przodownikami Turystyki Kolarskiej nr 4069 – Maria Biłko – Holisz i mąż Piotr Holisz nr 5600. Należymy do Turystycznego Klubu Kolarskiego „Ondraszek” w Cieszynie. Co roku bierzemy udział w Ogólnopolskich Zlotach Przodowników Turystyki Kolarskiej. Chcielibyśmy Wam opowiedzieć o naszej wyprawie rowerowej do Włoch. W 2002 roku w trójkę tzn. Maryla, Piotr i Arek (Arkadiusz Duda) wybraliśmy się na wyprawę samochodowo-rowerową do północnych Włoch. Na rowerze przejechaliśmy około 430 km.

I tak w dniu 15.09. pojechaliśmy na wycieczkę wzdłuż delty rzeki Pad – „Tak brzydka, że aż piękna” mawia się o delcie Padu rozciągającej się na wschód od Ferrary połaci bagnisk i lagun, zakończony językami lądu wcinającymi się w wody Adriatyku. Planowaliśmy przejechać około 50km. Jechaliśmy przez miejscowości Alberto, Comacchio – niewielka miejscowość rybacka – przystań nosi nazwę Porto Garibaldi poprzecinana siecią kanałów z cieszącym się lokalną sławą potrójnym mostem czyli Trepponti, wybudowanym w 1634 r. nad trzema kanałami. Plany, planami a wystarczyła chwila nie uwagi i trzeba było przejechać jeszcze około 43km co w sumie dało 93km. Była przepiękna słoneczna pogoda, tereny równinne. Straciliśmy trochę czasu na naprawę roweru Arka 16.09. w słoneczne popołudnie pojechaliśmy do ptasiego rezerwatu przyrody. Posłuchaliśmy ptasiego szczebiotu i ciszy tam panującej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zdradliwa kwitnąca trawa, która spowodowała przebicie moich dętek w rowerze aż w ośmiu miejscach. Wieczorem w Lido di Volanu w bungalowie trwało intensywne klejenie moich i Arka dętek.

17.09. – Piotr i Arek wybrali się do zabytkowego miasta Ferrary (120km na rowerze). Miasto to było rezydencja książąt Este, ekscentrycznej dynastii, która w dobie renesansu odgrywała główną rolę polityczną. W 1503 roku Mikołaj Kopernik uzyskał dyplom z prawa kanonicznego.

18.09. – wycieczka rowerowa do Opactwa Pomposa, które położone jest około 20km na północ od Comacchio. W centrum opactwa, które obejmuje kompanilę w stylu lombardzko-romańskim, kapitularz i refektarz znajduje się bazylika z VIII wieku zawierająca freski szkoły bolońskiej. Lecz opactwo jest bardziej znane dzięki jednemu z mnichów, Guidonowi d'Arezzo, który na początku XIw. opracował skalę muzyczną. Samochodem dotarliśmy do Wenecji, Verony oraz Republiki San Marino.

Drugi tydzień rowerowej przygody spędziliśmy nad jeziorem Garda. Przepiękne ciemno niebieskie jezioro, do którego bezpośrednio wpadają skały jest bardzo popularne. Jest największym, najmniej zanieczyszczonym z włoskich jezior. Turystów przyciągają tu wspaniałe warunki do uprawiania windsurfingu i przyjemny klimat Gardy. Leżące na wcinającym się na 4km w głąb jeziora wąskim półwyspie Sirmione jest miejscem bardzo popularnym. Leżące w cieniu masywu Monte Baldo (1770m.n.p.m.) główne ośrodki wypoczynkowe wybrzeża wschodniego są najczęściej zatłoczone. Wokół jeziora Gardy przejechaliśmy samochodem i oczywiście częściowo na rowerze – 160km.

Jechaliśmy na rowerach przez tunele wykute w skałach, małe o długości 150m, większe o długości 500m, oświetlone lub ciemne. Droga ruchliwa więc huk w tunelach był czasami nie do zniesienia wręcz paraliżujący. Przepiękne przejazdy między jednym a następnym tunelem, widok blasku słońca, ciemnego jeziora i ostrych skał okrytych drucianą siatką. Mijaliśmy miejscowości takie jak Malcesine, które posiada ładne, stare centrum i jest dobrą bazą do wycieczek pieszych lub rowerowych po okolicznych górach, Limone, Campagnolia, gdzie nocowaliśmy w pensjonacie. Byliśmy na wysokości 1400m.n.p.m., nad jeziorem Molina di Ledro, gdzie dotarliśmy w upalny dzień na naszych rowerach. Przejeżdżaliśmy przez tunel o długości 3600m, który wydawało mi się że nie ma końca. Piął się pod górę co dotkliwie odczułam. Pot lał mi się po twarzy i bałam się bardzo zbliżających się samochodów ciężarowych. Dalej serpentyny, wąska droga, przepaście i skały. Piotr i Arek pojechali szybciej. Gdy trzy autobusy ledwo mnie minęły a następny staną za mną, gdyż nie zmieścił się powiedziałam „dość’ i dalej szłam pieszo prowadząc rower.

W ostatnim dniu pobytu nad Lago di Garda wybraliśmy się kolejką linową na Monte Baldo – 1770m.n.p.m. Wagonik, w którym jechaliśmy zmieścił około 70 osób i okręcał się wokół swej osi co pozwoliło każdemu z nas oglądać ze wszech stron panoramę przepięknych gór pokrytych śniegiem i ciemnoniebieskiego jeziora. Wracając do Polski przez Dolimity, Alpy włoskie i austriackie nocowaliśmy u naszych przyjaciół niedaleko Linz, których poznaliśmy na poprzednich wyprawach rowerowych organizowanych przez nie żyjącego już Ernesta Lipkę.

Po 15 dniach naszej samochodowo- rowerowej eskapady dotarliśmy do naszego miejsca zamieszkania Cieszyna.

Maryla i Piotr (Roztrzapek i Śmig)
Galeria
Rajd na orientację "Itinerer 2003" - zakończenie sezonu

27.09.2003

Na wstępie przepraszamy wszystkich którzy sugerowali się datą w naszym kalendarium jednak, ze względów organizacyjnych rajd przesunęliśmy o dzień wcześniej o czym informowały afisze.

Przy wspaniałej pogodzie na trasy rajdu wyruszyło 16 turystów kolarzy zaopatrzonych w mapy rajdowe oraz instrukcję, z których wynikało, że na 30km trasie, pokonyweanej indywidualnie, mają odnależć i rozwiązać 8 zadań. Dzięki uczestnictwu kol. Karola Fukały z PTTS z Karwiny (CZ) rajd nabrał charakteru międzynarodowego. Wszyscy zmieścili się w limicie czasu - 3godz. i zameldowali się na mecie w "Karczmie u Józefa ". Po podsumowaniu punktów za trasę okazało się, że trzech zawodników zdobyło maksymalną ilość punktów a czterech następnych również jednakową ilość i między nimi rozegrała się zażarta walka w konkursie wiedzy z tematu krajoznawstwa, topografii i wiedzy o regionie.

Po wielokrotnych dogrywkach klasyfikacja ostateczna wypadła następująco:

  • I miejsce - Piotr Nowak
  • II miejsce - Wacław Chmiel
  • III miejsce - Piotr Franek - (12 letni!!)
  • IV miejsce - Dawid Wlach

Wszyscy zawodnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy a wyżej wymienieni dodatkowo nagrody rzeczowe ufundowane przez organizatora (Urząd Miasta Cieszyn).

Gospodzki poczęstował uczestników rajdu zawiesistą grochówką oraz gorącymi napojami. Opierając się na relacjach uczestników myślę, ze rajd nie był zbyt trudny a wszyscy traktowali go raczej w kategorii rozrywki niż sportowej rywalizacji, przy okazji poznając dotychczas nieznane zakątki Ziemi Cieszyńskiej. I o to chodziło!

Rechtór
Czeski Cieszyn - Ostrawa

05.10.2003

Zgodnie z zapowiedzią o godz. 800 na dworcu w Czeskim Cieszynie zjawili się: Maryla Biłko-Holisz, Jadwiga Gracyasz, Zbigniew Pawlik wg planu ruszyliśmy pociągiem do Bogumina, który przywitał nas... no czym? Niestety deszczem! Wśród kałuż stał strapiony kol. Karol Fukała - dzisiejszy prowadzący. W chwilę później dojechali na rowerach z Cieszyna Andrzej Gojniczek oraz Andrzej Nowak II, co wraz z zebranymi kolarzami z Czech dało imponującą ,jak na tą paskudną pogodę liczbę 13 uczestników. Co robić? jechać - nie jechać? Dłuższą chwilę postaliśmy pod dworcowym dachem śpiewając "nie lyj dyscu nie lyj..." - ale niewiele to pomogło.

Uznaliśmy w końcu, że skoro mamy peleryny, to warto je wypróbować i ruszyliśmy na trasę. Z Bogumina przez Rychwałd do Ostrawy Michałkowic i po ok. 15km byliśmy już pod bramą "narodowego zabytku kultury Kopalnią Michała". Na trasie deszcz raz się wzmagał raz ustawał co dawało nadzieję, że całkiem nas nie przeleje. Kopalnia okazała się warta naszego trudu. Ciekawy zabytek - fedrowano tam nieprzerwanie od 1843r do 1995 a po zamknięciu pozostawiono wszystko jakby jeszcze wczoraj byli tu "hawiyrze". Wraz z przewodnikiem, byłym pracownikiem, przewędrowaliśmy całą trasę jaką szli górnicy na szychtę. A więc markownia, szatnia, łaźnia, lampowni itd. Doszliśmy aż do szybu gdzie zachowały się windy, lecz sam szyb, pierwotnie głęboki na przeszło 800m został zasypany. Zwiedziliśmy również maszynownię, kompresorownię i stanowisko dyspozytora. W maszynowni ku zaskoczeniu wszystkich odczytaliśmy z tabliczek znamionowych, że niektóre urządzenia zostały wyprodukowane w 1912r! i pracowały nieprzerwanie, aż do samego zamknięcia kopalni.

Przewodnik umiał również barwnie nam przekazać różne ciekawe scenki z życia kopalni, więc mimo że gadał po czesku uśmialiśmy się serdecznie. Tymczasem pogoda się ustabilizowała - lało jak z cebra. Ale co tam, jedziemy dalej i dopiero w Orłowej w gospodzie robimy dłuższy przystanek. Tutaj, przy herbatce z wkładką, dajemy zupełnie darmowy koncert pieśniczek cieszyńskich "a capella". Dalej nie ma widoków na poprawę aury, jednak obaj Andrzeje decydują się jechać do domu na rowerach. Reszta grupy wróciła do Bogumina a nastepnie pociągiem do Cieszyna. Ponieważ już dawno całe ubranie przemokło, ulewa w drodze do domu nie robi na mnie żadnego wrażenia Ok 1700 wracam do domu. Wyprawa była ciekawa, choć komentarzy mojej rodziny nie będę przytaczał.

Rechtór
"Ziemia Cieszyńska znana i nieznana"
cz. I. wyskoczyzna kończycka

19.10.2003

Od dłuższego czasu gromadzę różne materiały - ciekawostki terenowe dotyczące Ziemi Cieszyńskiej. Dzięki internetowym linkom do książnicy cieszyńskiej przewertowałem również archiwalne materiały i.... zrodził się pomysł kolejnej kolarskiej wyprawy pod takim trochę dziwnym tytułem. W niedzielę na rynku pod Florianem stawili się: "Roztrzapek" - Maryla Biłko-Holisz, "Comitam" - Renia Janowska, "Kropelka" - Władek Zmełty, piszący te słowa "Rechtór" - Zbyś Pawlik, "Niezłomny" - Józio Lincer oraz dwóch niezrzeszonych sympatyków rowerowych podróży.

Trasa naszej wyprawy wiodła dość pokrętnymi ścieżkami w stronę Kończyc Małych, Hażlacha i Zamarsk. Po trasie odkrywaliśmy tajemnice zagubionych po lasach i polach krzyży nagrobnych, odwiedziliśmy miejsce spoczynku hrabiny oraz rycerza, odczytaliśmy inskrypcje na rycerskim epitafium, zaglądaliśmy do okien zameczku i strzelnic schronu bojowego i zgłębialiśmy historię kościelnych witraży. Ponieważ myślą przewodnią było poznanie ciekawostek związanych z powszechnie znaną przez turystów kolarzy najbliższą okolicą Cieszyna miałem dużą satysfakcję odkrywając uczestnikom wycieczki miejsca, o których przedtem nie mieli żadnego pojęcia. Tak przy dobrej pogodzie "nakręciliśmy" aż 40km.

Rechtór
Tradycyjna Ondraszkowa Wigilijka

14.12.2003

W karczmie "U Józefa" w Cieszynie Boguszowicach 34 klubowiczów oraz sympatyków, w tym również zza Olzy, spotkało się aby przełamać się tradycyjnym opłatkiem, wymienić życzenia, powspominać, coś dobrego przekąsić (pstrąg z sałatką-mniam, mniam) oraz oczywiście pośpiewać. Nad tym wszystkim unosił się bliski już zapach świąt, a pod choinką, przy kominku usłyszeliśmy kolędy w wykonaniu "Zespołu Jednego Wieczoru" jaki tworzą raz w roku - specjalnie na tą okazję "Rozstrzapek" - Maryla Biłko - Holisz (skrzypce) oraz Maniuś Sciskała (akordeon). W muzycznej oprawie wieczoru pomogła również gitara w rękach "Supora" - Leszka Porębskiego. Część "artystyczną" zapewnił zespół Pawlików "Alapala" - Alicja oraz Justynka odtwarzając historię najsłynniejszej kolędy "Cicha noc". Konferansjerką zajął się "Rechtór" - Zbyszek Pawlik, przy czym wydatnie pomogli uczestnicy lirycznymi wierszami w wykonaniu własnym. Włodek Nowak z Bielska-Białej z okazji 61 urodzin otrzymał drobny prezent i życzenia gładkiego przejścia w grono "starszej młodzieży".

Myślę, że ten bardzo udany wieczór na długo pozostanie w naszych wspomnieniach.

Rechtór