Kronika imprez z 2004 roku
Spis treści
"Ziemia Cieszyńska znana i nieznana"
cz. I. Wysoczyzna Kończycka

18.04.2004

Wspaniała pogoda powitała uczestników rowerowej przygody z obu stron Olzy. Na rynku pojawiło się 31 kolarzy w tym grupy z TKK "Wiercipięta" z Jastrzębia Zdroju oraz PTTS "Beskid śląski" z Czeskiego Cieszyna. Ondraszek był reprezentowany w mniejszości. Kolarski peleton "pożeglował" przez Boguszowice, Brzezówkę, Kończyce Małe, Kończyce Wielkie, Hażlach, Zamarski, gdzie po przejechaniu 42km uległ rozwiązaniu.

Zwiedziliśmy sporo ciekawostek terenowych a trasa pokrywała się z grubsza z trasą tej wycieczki, którą zaproponowałem w ubiegłym sezonie - patrz wspomnienia. Nie obyło się bez niespodzianek- gdzieś na wysokości Brzezówki zgubiliśmy ogon peletonu (ok. 6 rowerzystów) i już do końca wycieczki nie został odnaleziony. Jak się później dowiedzieliśmy pojechał on własną trasą. Miejmy nadzieję, że limit zagubień został na ten sezon już wyczerpany. Dzięki dalekiej widoczności mogliśmy podziwać piękne panoramy Beskidu Sląskiego, przemysłowego zagłębia karwińskiego a z zamarskiego kopca widok był aż po Jastrzębie i Pawłowice. Dla zobrazowania naszej wycieczki dołączam kilka fotek.

Rechtór
Galeria
"II. Międzynarodowy Rajd Rowerowy"

24.04.2004 - 30.05.2004

Zgodnie z kalendarzem imprez organizatorzy stawili się na starcie. Gorzej było z uczestnikami, bo pogoda tym razem z nas zadrwiła. Było zimno, mokro i deszczowo, dlatego też warto podkreślić, że mimo tej paskudnej pogody na starcie pojawili się: Basia Nowak, Piotr Holisz-Smig, Andrzej Gojniczek-Rogulka, Władysław Gojniczek, Basia Toman oraz rodzinka Gracyaszów i Andzej Nowak II. Jednak ostatni z wymienionych po długich medytacjach zrezygnowali z wyprawy.

Trzeba przyznać, że do samego Nydku lało rzęsiscie. Na miejscu spotkliśmy się z Władkiem Kristenem z PZKO, który przyjechał prowadząc grupkę pieszych turystów i wspólnie (14 osób) udaliśmy się do ludowej poetki mieszkającej w Nydku - pani Kupcowej. Trzeba przyznać, że spotkanie zrobiło na nas duże wrażenie. Gospodyni przywitała nas jak dobrych znajomych, a gdy zaśpiewaliśmy sto lat i wręczyliśmy bukiet kwiatów z okazji ledwo co ukończonych 84 lat, bardzo się wzruszyła. Nas zadziwiła doskonałą pamięcią recytując przepiękne wiersze pisane "po naszymu" swojego autorstwa. Wspólnie zaśpiewaliśmy pieśniczki "z stela" korzystając z naszego śpiewniczka, który również wręczyliśmy Jubilatce z odpowiednią dedykacją.

Żegnaliśmy się z mocnym postanowieniem, że tu jeszcze wrócimy - trzeba jeszcze dodać że to nastrojowe spotkanie odbyło się w starodawnej drewnianej chatce zbudowanej w 1812 roku, kóra po dziś dzień służy jej za mieszkanie!

Rechtór
"Rowerem do Europy" - trasa Wisła-Gdańsk

01.05.2004 - 17.05.2004

1-go Maja w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej rozpoczął się Rajd Wisły - "Rowerem do Europy", którego inicjatorką była pani Senator RP Grażyna Staniszewska. Trasa biegła od Wisły do Gdańska od 1 - 17.05.2004r. Trasa obejmowała 16 etapów, gdzie pokonywaliśmy od 50 do 100 km dziennie. Władze każdego województwa, przez które przejeżdżaliśmy, podpisywały certyfikaty dotyczące utworzenia wiślańskiej drogi rowerowej.

Imprezie nazwanej "Rowerem do Europy" towarzyszył Konkurs Europejski dotyczący zagospodarowania turystycznego regionu, przez który przejeżdżaliśmy. W rajdzie uczestniczyło 200 osób, przede wszystkim z terenu Podbeskidzia. Nastarszy uczestnik miał 79 lat!, najmłodszy 12 lat, jechało z nami małżeństwo, które razem miało 150 lat oraz rodzina z psem w koszyku.

Turystyczny Klub Kolarski "Ondraszek" reprezentowali: Leszek Porębski - kierownik grupy nr 7, Wanda Porębska, Barbara Nowak, Andrzej Nowak, Barbara Toman, Piotr Holisz, Maria Biłko-Holisz, Zbigniew Pawlik. W naszej grupie był także Władysław Chromiec z Cieszyna, Józef Salecki z Goleszowa oraz Alena Faberowa z Czeskiej Republiki. Ktoś zapytał, czy nie nudziło Ci się tak jechać i jechać w deszczu, pod wiatr, piaszczystą czy dziurawą drogą (asfaltowe drogi także były na naszej trasie). Odpowiedź brzmi nie!. Jeżeli był sprawny rower i dobra kondycja to śmiało można było jechać. Poziom adrealiny wzrasta - pokonując swoją słabość próbując dorównać innym. Po za tym najwięcej można zobaczyć na rowerze, niesamowicie się dotlenić i wzmocnić swój organizm.

Była to wspaniała przygoda na rowerze, której każdemu życzę.

Roztrzapek
Galeria
44. Zlot Szkoleniowy Przodowników Turystyki Kolarskiej

05.06.2004 - 13.06.2004

Odbył się na terenach północnej Wielkopolski. Pierwsza baza mieściła się na przedmieściach Poznania w Strzeszynku a druga w Sierakowie. Na temat pierwszej się nie wypowiadam, bo nie byłem, lecz druga usytuowana w lesie sosnowym nad jeziorem na przedmieściach Sierakowa przypadła wszystkim do gustu.

Spanie mieliśmy pod namiotem, w nocy trochę zimno, lecz niedostarki rekompensowała nam ciekawa okolica Sierakowskiago i Pszowskiego Parku Krajobrazowego. Są to przede wszystkim lasy, jeziora i piaszczyste, lecz przejezdne, drogi jakby stworzone specjalnie dla rowerów. Zwiedziliśmy między innymi Sanktuarium Matki Boskiej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie, zamek - muzeum w Sierakowie, ośrodek edukacji ekologicznej w Chylinie, klasztor Urszulanek - sanktuarium św. U. Leduchowskiej oraz pracownię powozów w Pniewie i inne terenowe atrakcje. Ondrzszków tym razem reprezenrtowali: Wisienka Gracyasz, Marylka i Piotruś Holisz, Alicja i Zbyszek Pawlik. Wszystkich uczestników było 320 a przejechaliśmy ok. 250 km przy dość zmiennej pogodzie.

Rechtór
VII Cieszyński Rowerowy Rajd Rodzinny

06.06.2004

Dnia 06.06.2004r. w deszczu i chłodzie na starcie stanęło 130 uczestników VII. Rajdu Rodzinnego. Pomimo paskudnej pogody przyjechali do nas goście z Zabrza, Bielska, Oświęcimia, Wodzisław i Jastrzębia. Nie zawiódł również burmistrz Cieszyna p. Bogdan Ficek, który mimo, że bez roweru zaszcycił nas swoją obecnością aby dać sygnał do strartu. Peleton bez przeszkód (nie licząc kłopotów z dziurawymi dętkami) dotarł na półmetek na górze Chełm. Na półmetku powitała peleton pani Senator RP Grażyna Staniszewska i została przywitana gromkimi brawami.

Gorąca grochówka serwowana z wojskowego kotła wszystkim dobrze zrobiła. Niestety zapowiadane pokazy paralotni z uwagi na pogodę się nie odbyły. Wspomieniami natomiast podzielił się z nami mieszkaniec Goleszowa - dawny mechanik szkoły szybowcowej, która na Chełmie miała swoją siedzibę. Pani Senator towarzyszyła peletonowi na rowerze aż do Cieszyna. Na mecie zostały rozegrane zapowiadane zawody o tytuł sportowej rodziny rajdu. Tytuł wraz z pucharem ufundowanym przez Burmistrza oraz główną nagrodę - wspaniały rower przypadł w tym roku rodzinie Kameckich z Jastrzębia Zdroju. Pięcioletnia Wiktoria Kamecka została również najmłodszą uczestniczką rajdu, a "Seniorem rajdu" okazał się natomiast p. Władysław Folwarczny z Czeskiego Cieszyna. Oboje zostali uhonorowani nagrodami rzeczowymi. Nagrody wręczyła szczęśliwym kolarzom pani Staniszewska.

Na zakończenie odbyło się również losowanie loterii fantowej, w której główną nagrodę - rowerek dziecięcy zgarnął p. Jakub Grzybek z Cieszyna. Głownym sponsorem tegorocznego rajdu był Polifarb Cieszyn -Wrocław, dzięki któremu wszyscy zostali zaopatrzeni w pamiątkowe koszulki. Choć w dniu rajdu nie bardzo się przydały myślę, że jeszcze długo będziemy spotykać na trasach rowerzystów w żółtej koszulce z okolicznościowym napisem.

Rechtór
Dookoła Cieszyna

19.06.2004 - 20.06.2004

Po raz kolejny pogoda spłatała nam psikusa - lało już od soboty. Mimo to, na starcie pojawiło się ponad 20 kolarzy - w tym grupa z Zabrza oraz dwaj cykliści z Koła Turystyki Rowerowo-pieszej "Pegaz" z Bielska. Ostatecznie po rozważeniu szansy na poprawę pogody na trasę wyjechało 11 kolarzy, w tym czterech ondraszków: Marian Palowski - jako prowadzący, Józek Salecki, Andzrej Gojniczek oraz Zbyszek Pawlik.

Przejechaliśmy 40km zataczając wielkie koło - Leszna, Cisownica (gościnne przyjęcie w Izbie Regionalnej u państwa Brzezinów), Goleszów, Punców, meta na stadioni w Czeskim Cieszynie. Organizatorzy z Tj Slavoj - kol. Petr Fredrich oraz Bolesłwa Wawrzacz serdecznie nas ugościli i obdarowali pamiatkowymi dyplomami oraz pucharem dla klubu. Dla wszystkich uczestników naszej grupki przekazano nagrodę specjalną - wspaniały tort z okolicznościowym napisem. Mniam.... Było wspaniale mimo zas(-cenzura-) pogody.

Rechtór
"Pogórze Ciężkowickie z rowerowego siodełka" - okolice Tarnowa

30.07.2004 - 08.08.2004

Tak to czasem bywa z układaniem planów, że ich realizacja nieco się różni od zamierzeń. Tym razem Pogórze Ciężkowickie zamieniliśmy na Szwajcarię... lecz tą nam bliższą bo Kaszubską. Argumentem nie do odparcia była obiecująca i jak się okazało kapitalna baza noclegowa - gościnnie u p. Lincerów w zagubionej w lasach miejscowości - Jastrzębia - koło Jeziora Wdzydzkiego.

Od razu kiedy ujrzeliśmy pierwsze wzgórze porośnięte sosnowym lasem, wśród których błyska gdzieniegdzie tafla jeziora, byliśmy pewni, że był to właściwy wybór. W Kaszubach mimo urbanizacji można naprawdę znaleźć tak poszukiwane dziś dobra: leśną ciszę, czyste jeziora, niezatłoczone trasy na rowerowe wyprawy. Dodać należy, że miejscowi posługują się odrębnym językiem, który przetrwał wieki germanizacji, czy dziesięciolecia polonizacji. Gdzie leży serce Kaszub? - Myślę, że nad jeziorem Wdzydze - zwane kaszubskim morzem, a które z lotu ptaka przypomina krzyż gdyż jest poprzedzielane licznymi wyspami i przesmykami.

To tutaj żyją ryby czy ptaki nie spotykane gdzie indziej. Z każdej strony otacza nas widok rozległych wód zamknięty ścianami lasu gdzie mchy, borówki i wzrzosy tworzą przedziwną kombinację, a wszystko to jest podszyte pokrzykiwaniem wodnego ptactwa oraz wiatrem przynoszącym zapach rozgrzanych sosen. Każda zagubiona w lasach osada przypomina oazę życia w plątaninie leśnych piaszczystych ścieżek, gdzie jak doświadczyliśmy nietrudno zabłądzić. Bardzo pomocne okazały się nie spotykane gdzie indziej kamienne drogowskazy, nierzadko... dwujęzyczne.

Ziemia tutaj uboga, choć sądząc po pozostałych po plemieniu Gotów kamiennych kręgach, zamieszkała była "od zawsze". Najcenniejsze kaszubskie budownictwo zebrano już w początkach XXw w najstarszym na polskich ziemiach skansenie w Wdzydzach Kiszewskich. Warto było również zobaczyć Leśno z pięknym kościółkiem, zamek krzyżacki w Bytowie oraz przemierzyć drogę kaszubską między Kartuzami a Wieżycą. Powinno się również odwiedzić Kościerzynę, która bywa nazywana kaszubską stolicą. Niedaleko Kartuz jest Będomin Jozefa Wybickiego, który ułożył dla Polaków hymn "Jeszcze Polska nie zginęła". Kaszubi jednak śpiewają swoją tradycyją pieśń "Nigdy do zguby nie przyńdą Kaszuby" czego im serdecznie życzymy.

A nam poza pięknymi wspomieniami pozostały jeszcze słoiki borówek i torba suszonych grzybów. Uczestnikami tegorocznego obozu byli: rodzina Pawlików w komplecie, Józek Lincer z mamą, Basie: Kubica i Toman; Andrzej Słota oraz nieco później - Władek Zmełty z Renią Janowską.

Rechtór
Galeria
"Rajd kolarski na Osówki"

21.08.2004

Przy dworcu w Cz. Cieszynie zebrała się pokaźna grupa kolarzy z obu stron Olzy. Nasz klub reprezentowali A. Nowak I. oraz II., bracia Gojniczkowie, Urszula Niedzielan oraz Rechtór. Peleton prowadzili Józek Gociek i Marian Palowski z Zaolzia.

Bez przeszkód dotarliśmy na miejsce - góra Osówka gdzie tradycyjnie PTTS obchodzi kolejne jubileusze swego istnienia. Na tegorocznym było bardzo bogato. Wspólnie z piechurami zajadaliśmy się wspaniałymi kołoczami i popijaliśmy jeszcze lepsze napoje wspominając przy ognisku i harmonii turystyczne wyprawy.

Rechtór
"Ziemia Cieszyńska znana i nieznana" cz. II. w Żabim Kraju

29.08.2004

Zmian było więcej bowiem nie tylko inny termin ale i trasa. Drugi odcinek zatytułowałem "Między górami a stawami", co miało obrazować ukształtowanie terenu tej wyprawy. Na starcie w Skoczowie zebrał się spory tłumek kolarzy - aż 27!, w tym 5 z Zaolzia oraz przemiła dwójka z Jastrzębia Zdroju.

Ruszyliśmy wałami Wisły do Górek Wielkich aby odwiedzić domek ogrodnika Zofii Kossak-Szczuckiej. Kustosz muzeum w zajmujący sposób przedstawił nam bogate życie pisarki, która swe losy mocno związała z Ziemią Cieszyńską. Następnym etapem rowerowej podróży było Jaworze, do którego dojechaliśmy korzystając ze ścieżki "Green Peace" i trawersując zbocza Czupla i Bucznika. Jaworze - obecnie trochę zapomniane, znane jednak w przeszłości z bogatej uzdrowiskowej historii i działalności hrabiów St. Genois d'Anneaucourt, po których pozostało sporo zabytków.

Następny etap to zamek w Grodźcu. Na zamku podejmował nas sam właściciel (od niedawna zamek przeszedł w prywatne ręce), dzięki któremu mieliśmy możliwość zwiedzania zamczyska prawie "od piwnic aż po dach". Szkoda, że miniony długi okres urzędowania instytucji PAN nie wyszedł tej szacownej budowli na dobre. Rozstrząsaliśmy przy okazji dość zawiłą historię rodu Grodeckich - budowniczych zamku i ich związku z bł. Melchorem Grodeckim. Na pożegnanie "Pan na zamku" poczęstował wszystkich pyszną wodą mineralną.

Dalej w drogę - teraz do Bielowicka, gdzie zwiedziliśmy uroczy drewniany kościólek św. Wawrzyńca z 1702r i trafiliśmy również na dożynki, więc nie mogliśmy ruszyć dalej bez spróbowania specjalności dożynkowej kuchni. Miejscowa kapela odegrała nawet dedykację na cześć naszej kolarskiej braci.

Delektując się pięknymi widokami oraz wspaniałą pogodą dojechaliśmy do Skoczowa i dalej przez Wilamowice oraz Dębowiec do Cieszyna, mając w nogach przeszło 54 km i mam nadzieję, że dobre wspomnienia.

Rechtór-Zbyś
"Dolinki jurajskie z rowerowego siodełka"

04.09.2004

Warto odnotować inicjatywę kol. Władka Kaweckiego, który uczestnicząc w cz. II wycieczki po Ziemi Cieszyńskiej, zaproponował wycieczkę do... Ojcowa a ściślej do Ojcowskiego Parku Narodowego. Na wyprawę dali się namówić: Ula Niedzielan, Małgosia, Rozstrzapek i Śmig - czyli Maryla i Piotr Holiszowie oraz Rechtór-Zbyś, którzy spotkali się z gospodarzem wycieczki - Władkiem w Chrzanowie, w jego domku rodzinnym.

Wieczór poprzedzający wyprawę upłynął nam bardzo wesoło przy ognisku i dymfokach. Nazajutrz ustaliliśmy szczegóły trasy i w drogę - przez Trzebinię i Krzeszowice dotarliśmy do dolinek jurajskich. Wspinaliśmy się długą doliną rzeczki Szklarka mijając to z lewej to z prawej fantazyjne wapienne skałki. Skrótami przez pola i lasy dotarliśmy do Pieskowej Skały, gdzie obowiązkowo zobaczyliśmy panoramę z zamkowych murów.

Ukazała się nam najładniejsza część Parku Narodowego - meandry Prądnika, który wijąc się między skałkami doprowadził nas do Ojcowa. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie przy skalnej Bramie Krakowskiej i tym razem już serpentynami, całkiem przypominającymi wjazd na Kubalonkę, wspięliśmy się do aż do wlotu do doliny Będkowskiej.

Zjazd do tej doliny to prawdziwy odcinek specjalny - bez ścieżki w gęstym lesie, a póżniej w gęstym błotku. Jednak dolina w miarę zjazdu stopniowo się rozszerzała i urzekała nas swoim pięknem. Do Chrzanowa wróciliśmy prawie o zmroku mając za sobą 94KM!!!!! dość trudnego terenu.

Serdeczne podziękowania kol. Władkowi za tą piękną inicjatywę i oby więcej takich udanych wypraw.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Beskid Żywiecki - Hala Miziowa

17.09.2004 - 19.09.2004

Na tegoroczną trasę z cyklu "korzystajmy ze zniżek PTTK" wyruszyli: 2xAndrzej-Słota-Jędruś i Nowak-Skryba, 2xBasia Nowak i Toman, 2xPawliki-Rechtór-Zbyś i Alicja-Alapala, Irena Dzikowska-Kociak, Jadwiga Gracyasz-Wisienka, sympatyk klubu-Jasio Cichy oraz wysokogórski piesek Nowaków-Kutia. W tym doborowym składzie wyruszyliśmy z Sopotni Wlk. na Pilsko.

Po 3 godz. przywitało nas nowe schronisko na Hali Miziowej. Standard schroniska bardzo wysoki, przypominający hotel lecz w moim odczuciu gdzieś między tymi wykafelkowanymi pomieszczeniami i dywanami zagubił się specyficzny klimat schorniska, który tak lubię. Ma to również swoje odzwierciedlenie w cenach, więc nic dziwnego, że było prawie puste.

Już bez ciężkich plecaków zdobyliśmy tego dnia Pilsko - 1557m.n.p.m Ze szczytu widok był rewelacyjny - z jednej strony wszystkie góry z Czantorią, Stożkiem i Czeskimi Beskidami włącznie, a z drugiej zębate szczyty Tatr, Orawskiej Magury i Fatry. królowa Beskidu Wysokiego Babia Góra 1725m.n.p.m. z tej perspektywy wyglądała imponująco.

Wieczorem przy ognisku i kiełbaskach długo snuliśmy wspomnienia z ondraszkowych wypraw. Następnego dnia przy wspaniałej pogodzie brodząc w borowinach i potykając się o grzyby przeszliśmy przez Palenicę, Halę Rysiankę i Lipowską na szczyt Romanki, cały czas podziwiając zachwycające panoramy. wyprawa bardzo udana, na trasie padły już propozycje na następny sezon. Jakie - wkrótce się dowiecie.

Rechtór-Zbyś
Galeria
"Thiatlon Rowerowy"

26.09.2004

Realizując nasz cel popularyzacji turystyki rowerowej z elementami rywalizacji sportowej zaproponowaliśmy tym razem imprezę inną niż wszystkie dotychczasowe. Zgodnie z założeniami była to propozycja dla indywidualistów, którzy mimo nienajlepszej pogody stawili się na starcie na płycie rynku.

Na listę startową wpisało się 38 śmiałków. Na starcie pojawili się również nieodłączni przyjaciele z Zaolzia - Irena Wyvlekova, Alena Faberova, Zdzisław Fierla oraz Danuta i Marian Palowscy. Była również obecna grupka profesionalnych kolarzy z byłego teamu crossowego "Kubala" z Ustronia.

Start do I. zadania odbywał się w kiluminutowych odstępach - na tej trasie widać było ostrą rywalizację uczestników i duże tempo jazdy, jak również spore zróżnicowanie w przygotowaniu. Drugie zadanie - cross górski zweryfikowało umiejętności orientacji w terenie oraz kondycyjne przygotowanie zawodników. Słabością okazało się niezbyt dobre oznakowanie wjazdu na terenowy odcinek trasy skutkiem czego część zawodników klucząc pod Małą Czantorią traciła cenny czas. Dodatkowym utrudnieniem był deszcz a na mokrej nawierzchni zaczęło być ślisko i niebezpiecznie. Pierwsi zawodnicy pojawili się jednak na mecie II. zadania już po 90min zaskakując nas nieco szybkością z jaką pokonali trudną kondycyjnie trasę.

Duch bojowej rywalizacji był naprawdę widoczny na ubłoconych twarzach zawodników. w skansenie u Brzezinów przerwa na posiłek i wyjaśnienie zasad realizacji III. zadania. Godpodarz skansenu stanął na wysokości zadania przygotowując smaczny posiłek a i ciepła herbatka pozwoliła zregenerować nadwątlone siły. Start do zadania III. - nieporównanie spokojniejszego, w którym czas już nie był przeciwnikiem, a zaletą była umiejętność pracy z mapą i spostrzegawczość w terenie, również odbywał się w atmosferze wielkich emocji.

Organizatorzy tymczasem przenieśli się z powrotem do Cieszyna, gdzie na rynku oczekiwali wracających z trasy zawodników. Według opinii przyjeżdzających zadanie III. nie było zbyt trudne. Okazało sie jednaj, że jest duża rozbieżność między umiejętnościami zawodników, gdyż na przyjazd ostatnich zawodników przyszło nam długo czekać. Ostatecznie jednak prawie wszyscy odnaleźli punkty kontrolne ukryte w terenie. Szczęście, że przynajmniej przestało padać. Najlepsi nawet zaskoczyli komitet organizacyjny, gdyż na mecie II. zadania odnotowaliśmy rewelacyjne czasy przejazdu.

Zawody ukończyło 25 uczestników, a komisja mozolnie ustaliła zwycięzców w trzech klasyfikowanych kategoriach:

  • Młodzieżowej - do 18 lat
    1. miejsce: Łukasz Brodzki - 48pkt
    2. miejsce: Jakub Kasztura - 59pkt
    3. miejsce: Michał Kasztura - 63pkt
  • Starszej młodzieżowej - od 18 do 40 lat
    1. miejsce: Daniel Pipień - 44pkt
    2. miejsce: Sławomir Śliż - 48pkt
    3. miejsce: Marcin Moroz -52pkt
  • Naprawdę dorosłych - powyżej 40 lat
    1. miejsce: Piotr Misiarz - 54pkt
    2. miejsce: Andzrej Nowak - 52pkt
    3. miejsce: Jan Cichy - 71pkt

Dodatkowo wyróżniliśmy drobnymi upominkami zespół z Zaolzia oraz seniora między naprawdę dorosłymi: Władysława Gojniczka. Jak wielokrotnie w trakcie trawnia imprezy wspominałem a w myśl hasła "tutaj nie ma przegranych" stosowne dyplomy ukończenia Triathlonu otrzymali wszyscy uczestnicy, jako że pokonali własną słabość, lęki czy uprzedzenia i chwała im za to!!!

Dostrzegając pewne organizacyjne wpadki mamy nadzieję, że uczestnicy będą wspominać udział z zadowoleniem.

Skład zespołu oragnizatorów: Basia Toman, Basia i Andrzej Nowak, Basia Kubica, Maryla i Piotr Holiszowie, Władek Zmełty, Józek Lincer i piszący te słowa...

Rechtór-Zbyszek Pawlik
Galeria
"Złote Gody"

03.10.2004

3.10.2004 braliśmy udział w zupełnie wyjątkowej imprezie, która na pewno prędko sie nie powtórzy - rowerowe "Złote Gody" czyli 50 lat małżeństwa kol. Teresy i Ewalda Beresków z Tych. Ewald jest znany w kolarskim światku naszego województwa z zupełnie wyjątkowych zainteresowań - zbiera wszystko, co ma jakikolwiek związek z rowerem. Sa to pocztówki, modele, zdjęcia oraz, co najciekawsze, z rowerowych części potrafi własnoręcznie wyczarować przedmioty codziennego użytku: lampy, zegary, stoliki, wieszaki a nawet ... rowerową świąteczną choinkę, w której rolę łańcuchów pełnią najprawdziwsze łańcuchy rowerowe. Kolekcja Ewalda robi naprawdę duże wrażenie, mnie najbardzej zaskoczyło trofeum myśliwskie, w którym rolę głowy byka pełni rowerowe siodło a rogów... kierownica!

Na starcie zebrała się prawie setka kolarzy z różnych klubów kolarskich. Ondraszka reprezentowała rodzinka Pawlików w prawie pełnym składzie: Janina Zbyszek, Alicja, Justynka oraz Rozstrzapek - Maryla Biłko-Holisz. Barwnym peletonem dzwoniąc i trąbiąc na czym się tylko dało ruszyliśmy przez miasto wzbudzając niemałą sensację. Szanowni Jubilaci oczywiście otwierali peleton. Uroczysta msza święta odbyła się w uroczym drewnianym kościólku pw. św. Walentego w Bieruniu. Tutaj Jubilaci "zaliczyli" przejście pod szpalerem z pompek i zostali obficie obsypani ryżem na szczęście.

Na mecie rajdu - w zajeździe Dwór - owacjom i życzeniom nie było końca. Znając zainteresowania "pana młodego" wszystkie dary miały coś wspólnego z rowerem. Myślę, że biedny Ewald będzie musiał zająć kolejny pokój aby je wszystkie pomieścić. Po "wiesielowym kołoczu" i kawie towarzystwo rozjechało się w różne świata strony. Przejechaliśmy na rowerach ok. 35km.

I jeszcze jedno - Jubilaci zdradzili nam, że razem mają 150 lat!

Rechtór
Galeria
"Rajd pamięczi ks. T. Klocka i kol. J. Furtaka"
zakończenie sezonu

09.10.2004

W sobotę 9. października około godziny 10. wyjechaliśmy busem biura turystycznego "Ondraszek" nad jezioro Dzierżno - w sumie 7 osób, którym nie straszna była deszczowa aura tego dnia. A byli to: Władek Kawecki, Małgosia Ryszkowska, Władek Gojniczek, Basia i Andrzej Nowakowie, Zbigniew Pawlik oraz Adam i Bogusław Kłodowskcy. W Cieszynie była prawdziwa ulewa, jednak im bliżej byliśmy celu naszej podróży tym deszcz stawał się coraz bardziej delikatny aż w końcu całkiem przeszedł. Wyszło słońce i można powiedzieć, że pogoda stała sie całkiem znośna. Po drodzę zabraliśmy z Gliwic Mariusza Urbanka, który zabrał ze sobą całą masę przezroczy ze swych morskich wypraw. Na miejscu po rozpakowaniu rowerów i ulokowaniu się w pokojach ośrodka wczasowego wyruszyliśmy na wycieczkę rowerową.

Z poczatku około 100 metrów drogą asfaltową, później trasa coraz bardziej się komplikowała. Na początek wąskie polne ścieżki, później krótki odcinek asfaltem i kilkukilometrowy odcinek - gdzie nawierchni w ogóle nie było, za to kilkumetrowe odcinki błota z dużymi kałużami na przemian z grząskim piachem. Po lewej stronie wił sie kanał Gliwicki, na którym udało się nam spostrzec ogromną barkę, która podobno przepływa tam raz w tygodniu albo i rzadziej. Po prawej na przemian hałdy węgla, ogromne kupy piachu i cała masa ciężkiego sprzętu. Ten wojskowy odcinek naszej trasy, mimo iż tylko kilkukilometrowy, był najbardziej wyczerpujacy. Pomimo trudności wszyscy dzielnie przedarliśmy się przez ten poligon.

Ostatni - najdłuższy już odcinek - wiódł po prostych i w miarę równych drogach asfaltowyh. Nasz sprzęt jednak wyglądał mało cywilizowanie po poprzednim etapie. Pierwszy przystanek zrobiliśmy w całkiem ciekawej restauracji myśliwskiej, gdzie zregenerowaliśmy siły i zjedli ciepły posiłek. Gdy już pojedliśmy i popili, zrobili pamiątkową fotkę, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Kolejnym przystankiem na naszej trasie był malowniczy zamek w niewielkiej miejscowości, świeżo odrestaurowany wyglądał na prawdę imponująco. Tam spotkaliśmy młodą parę fotografującą sie na tle imponującej budowli. Starym zwyczajem zrobiliśmy "szlogę" i zaśpiewali młodym "sto lat", za co sowicie nas wynagrodzili. Koledze Urbankowi źle ustawione klocki hamulcowe wycieły w oponie dziurę i przetarły dętkę. Na szczęście naprawa nie trwała długo, ale z braku nowej dętki zmieniliśmy starą na mocno już połataną choć przynajmniej w jednym kawałku. Konieczne było jednak co około 2-3km dopompowywanie koła by móc kontynuowac jazdę. W końcu dotarliśmy do naszej bazy.

Jako iż nie było jeszcze zbyt późno wybraliśmy się na rejs żaglówką po jeziorze. Wiatr był słaby ale mimo to płynęliśmy na żaglach. W między czasie zapadł już zmrok. Opłynęliśmy małpią wyspę na środku jeziora i po omacku wręcz wrócili do naszego ośrodka. Po zjedzeniu kolacji we wspólnym gronie zabraliśmy sie za smażenie kiełbasek przy ognisku. W końcu przyszedł czas na pokaz slajdów z wyprawy jachtem na biegun - a było co oglądać, ciekawe opowieści i przeglądanie slajdów trwało do późnych godzin nocnych. Następnego dnia pogoda nas nie rozpieszczała, od samego rana gęsta mgła unosiła się nad jeziorem a i temperatura nie była za wysoka. Nie pozostało nam więc nic innego jak zjeść śniadanie, umyć rowery po błotnej wyprawie i wyruszyć w drogę powrotną do Cieszyna.

Po drodze wstąpiliśmy do palmiarni miejskiej w Gliwicach. Obiekt ten jest na prawdę wart odwiedzenia. Przeróżne gatunki roślin z całego świata, wiele z nich owocujacych. Po zwiedzeniu palmiarni przeszliśmy przez całkiem miły park i udaliśmy się na rynek, gdzie w miłym lokalu zjedliśmy obiad, po którym kontynuowaliśmy dalszą podróż do domu.

Adam Kłodowski
Galeria
Na tandemach dookoła Cieszyna

24.10.2004

Mimo, że "Ondraszki" już zakończyły sezon i rowery, przynajmniej teoretycznie, powinny być w odstawce okazało się, że sezon nadal trwa!

W tą słoneczną i ciepłą niedzielę zostałem poproszony przez Prezesa Koła Związku Niewidomych z Wodzisławia Śl. aby poprowadzić członków koła na rowerową wyprawę dookoła Cieszyna i to po obu stronach Olzy. Wybrałem wariant "nizinny" i juz o godz. 900 peletonik 6 tandemów i kilku pojedyńczych rowerów wystartował na trasę. Zatrzymaliśmy się na dłużej przy pałacu hrabiny Thun w Kończycach Wielkich gdzie m.in. zapoznałem uczestników wyprawy z frapującą historią witraży z "pleksiglasu" w zamkowej kaplicy.

Następny przystanek był w zamku w Kończycach Małych, gdzie p. Joanna Nowak - kustosz Izby Regionalnej ze swadą - "wszycko dokumyntnie wyopowiadała i to po naszymu". Co było ważne uczestnicy mieli możliwość poznać przez dotyk oglądane przedmioty. Granicę przekroczyliśmy w Kaczycach i wylądowaliśmy na pięknie odrestaurowanym rynku we Frysztacie. Jadąc alejkami pałacowego parku w stylu angielskim podziwialiśmy wspaniale wybarwione w kolorach złoto-czerwonych korony drzew, skąpane w słonecznym świetle.

Na moście w Darkowie niespodziewanie spotkaliśmy się z grupką przyjaciół kolarzy z PTTS-u wracających z kolejnej wyprawy. Po wzajemnej wymianie serdeczności ruszyliśmy dalej przejeżdzając teraz przez posępną krainę zdominowaną przez kopalniane hałdy i zapadliska. Jedynie samotny kościół przypominał, że w tym miejscu jeszcze 15 lat temu była tutaj duża wieś - Łąki nad Olzą. W Podoborze zahaczyliśmy o "Cieszynisko" - słowiański gród Gołęszyców i dozorca zapewnił nas, że około 2011 roku rekonstrukcja się zakończy i ten stary gród będzie jak nowy, a więc jeszcze trochę czasu zostało. Po przekroczeniu granicy wycieczkę zakończyliśmy zwiedzając na rowerach Cieszyńską Wenecję oraz rezerwat - Lasek Miejski - dobrze w tym miejscu zabrzmiała legenda o Cieszyniance.

Łącznie pokonaliśmy 50km, co w mojej ocenie, na tych trochę topornych tandemach było sporym wyczynem. Wszystkim jednak się podobało a i ja byłem zachwycony zdyscyplinowaniem grupy oraz pogodą ducha uczestników wyprawy tak ciężko doświadczonych przez los.

Rechtór
Galeria
Ondraszkowa Wigilijka

12.12.2004

W pięknie ustrojonej sali Domu Narodowego w Cieszynie spotkaliśmy się w mocno rozszerzonym gronie (ponad 40 klubowiczów i symatyków) aby przełamać się opłatkiem, przekazać serdeczności i życzenia na rok przyszły a przedewszystkim wysłuchać przepięknych wierszy pisanych "po naszymu" i przekazywanych przez Gościa Specjalnego wieczoru - panią Anielę Kupiec z Nydku. 84 letnia p. Aniela zachwyciła wszystkich oraz wzruszyła do łez zarówno trafnością swoich wierszowanych przemyśleń, jak i bystrością umysłu - część utworów deklamowała z pamięci!.

Drugim Wielkim Gościem wieczoru był p. Władysław Kristen z Czeskiego Cieszyna. Utalentowany mówca i przedsiębiorczy działacz Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w Czechach. Odpowiedni nastrój tego magicznego wieczoru został osiągnięty dzięki udziałowi "Orkiestry Jednego Wieczoru" w składzie: Maryla Biłko-Holisz - skrzypce oraz Władek Kawecki - cała gama harmonijek ustnych. Melodie kolęd przeplatały się ze wspomieniami jak to dawniej bywało, a i tradycyjnej rybki z sałatką nie zabrakło - tutaj ukłon w stronę niestrudzonej p. Lincerowej. Myśle, że ten wzruszający wieczór na długo pozostanie w pamięci uczestników.

Rechtór
Galeria