Kronika imprez z 2006 roku
Spis treści
Rozpoczęcie sezonu oraz IV Indywidualnego Rajdu Rowerowego
- Pierwsze podejście -

07.05.2006

Pierwsze podejście do otwarcia 40. jubileuszowego sezonu kolarskiego. Prognoza pogody nie wróżyła niestety nic dobrego, co w pełni się potwierdziło. Mimo wszystko przyjechałem na miejsce zbiórki i muszę przyznać, że kolarska brać nie należy do bojaźliwych. Na rynku oczekiwali już: kol. Stefan Pawlik, Andrzej i Władek Gojniczek, Marian Palowski i Jan Maciejczyk z Zaolzia, Henryk Słowiok a płeć piękną reprezentowała kol.Zofia Dobosz. I chwała im za to!

Wszyscy spoglądali na niebo zasnute ołowianymi chmurami lecz ponieważ nic nie zapowiadało poprawy pogody zdecydowałem przesunąć wyprawę na niedzielę 7.05. Tak więc, jest kolejna szansa aby wziąźć udział w tym historycznym wydarzeniu.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rozpoczęcie sezonu oraz IV Indywidualnego Rajdu Rowerowego
- Wycieczka -

07.05.2006

Stało się! Co prawda z tygodniowym opóźnieniem, lecz za to w licznym gronie Ondraszki i inni sympatycy rowerowej przygody wjechali w jubileuszowy sezon kolarski. Tym razem niebo na nas łaskawie spojrzało, więc już na rynku zebrała się spora grupa kolarzy. Bardzo nam miło, że tą wyprawę uświetnili swoją obecnością kolarze z zaprzyjaźnionego KTR "Wiercipięta" z Jastrzębia-Zdroju, sympatyczna grupka z niedawno powstałego klubu "Biker" z Łazisk, był także przedstawiciel PTTS z Czeskiego Cieszyna a nawet dwaj rowerzyści ze Słowacji. Ogółem zebrało się 41 kolarzy, których powitaliśmy gromkim "Witómy was, Witómy was...".

Otwarcie sezonu było jednocześnie pierwszą wyprawą związaną z IV Indywidualnym Rajdem Rowerowym "Ziemia Cieszyńska", dlatego też trasa została tak ułożona aby odwiedzić obiekty związane z tym rajdem a były to: Piece do wypalania wapna w Wędryni oraz kościół drewniany w Bystrzycy. Granicę przekroczyliśmy w Lesznej Górnej a jadąc po trasie rowerowej, która mocno kluczyła bocznymi ścieżkami nieuchronnie nasz peletonik mocno się rozciągnął i niestety zgubiliśmy po drodze trochę uczestników, co zostało mi słusznie wypomniane.

Na szczęście cel wyprawy - siedziba pani Anieli Kupcowej została przez wszystkich odnaleziona a skromna gościna u uroczej "gaździny" przy kawie, kołoczu i lampce wina mam nadzieję pozostawiła miłe wspomnienia. Z okazji niedawnych 86. urodzin zaśpiewaliśmy gromkie "Sto lat" a wzruszona pani Aniela odwzajemniła się recytacją swoich pięknych wierszy oraz dedykacjami w ostatnio wydanej swej książce "Po naszymu - pieszo i na skrzidłach".

Było też trochę wspomnień i wzruszeń, odrobinę wspólnego śpiewu. Czas nieubłagalnie jednak uciekał, więc serdecznie żegnani ruszyliśmy w dalszą drogę. Przez Bystrzycę, Trzyniec, gdzie odłączyła się część grupy. Dojechaliśmy do Ropicy - miejscowości, w której stoi, dawniej piękny a obecnie zaniedbany, pałac rodu Cselestów i St Germain. Oba rody mają na miejscowym cmentarzu swoje nekropolie a niedawno odremontowany kościół jest przciwwagą do smutnych i walących się ruin pałacu. Tutaj też zakończyłem wyprawę, na której przejechaliśmy 59km.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Velky Choč

14.05.2006

Zgodnie z "Ondraszkowym" rozkładem jazdy na dziś przewidziano górską wyprawę na bardzo ciekawą górę o nazwie Wielki Chocz (1611mnpm) na Słowacji. Ciekawą dlatego, że wypiętrza się jako jedyne większe wzniesienie między pasmem Fatry i Tatrami w kierunku równoleżnikowym oraz między Beskidem Wysokim a Niskimi Tatrami w kierunku południkowym. Z tego też powodu bywa nazywana "Królem Panoram".Faktycznie jego nieco garbatą sylwetkę wyraźnie widać choćby z Pilska.

Na wyjątkowo wczesne spotkanie (godz. 600) stawili się: Basia Toman (szef wyprawy), Andrzej Nowak, Ewa Mrózek i Zbyszek Pawlik. Już ok. 800 byliśmy w Valasskej Dubowej skąd niebieskim szlakiem rozpoczęliśmy górską wędrówkę. Już ok. 1000 osiągnęliśmy ukwieconą pierwiosnkami "Pośrednią Polanę", gdzie stała drewniana buda o szumnej nazwie "Hotel Chocz". Dalej szlak prowadził w gąszczu kosodrzewin i to tak zwartym, że poruszaliśmy się jakby w zielonym tunelu. Wyżej pokazały się skały i wreszcie szczyt! Jest godz. 1100, czyli dość wcześnie, a jednak nie jesteśmy tu sami. Spotykamy kilkoro Słowaków, choć później zaczyna się tu robić tłoczno jak w kościele. Widok? Przydomek, który wyżej przytoczyłem nie jest wcale przesadzony. Faktycznie panorama jest dookolna, lecz z uwagi na niski pułap chmur mocno dziś ograniczona. Widzimy jednak zupełnie osnieżone szczyty Tatr, łatwo rozpoznawalne wierzchołki Rozsutca w paśmie Fatry i jezioro Liptowska Mara u stóp. Napaśliśmy dusze i ciało, więc pora wracać. W drodze powrotnej mijamy w lesie jeszcze całkiem spore płaty śniegu. Akurat w porze obiadowej doszliśmy do karczmy w Dubovej sławnej z tego, że w 1711r. "Stara Bachorka" wydała Janosika, którego tutaj w wyniku zasadzki aresztowano. My byliśmy tu jednak w całkiem pokojowych zamiarach, więc po skosztowaniu specjałów słowackiej kuchni wracamy. Do Cieszyna przyjechaliśmy ok. 1800, a więc o całkiem przyzwoitej porze.

Rechtór-Zbyś
Galeria
„Ziemia Cieszyńska znana i nieznana”- odc. IV Zaolzie

21.05.2006

Ziemia Cieszyńska znana i nieznana odc. IV "Śladami miejscowości których.... nie ma" Do tej wyprawy należało się szczególnie starannie przygotować, gdyż trzeba było uruchomić wyobraźnię aby zobaczyć to... czego już nie ma. Pomocą miały być archiwalne fotografie, które wypożyczyłem od kol. W. Kristena z PZKO jednocześnie wytrawnego znawcy dawnej Karwiny.

Tym razem na starcie zebrało się 21 kolarzy, czyli całkiem spory peleton. Po drodze zgarnęliśmy jeszcze niezawodnych przyjaciół z jastrzębskiego "Wiercipięty" i w 25-osobowym składzie przekroczylismy granicę w Kaczycach, korzystając z turystycznego przejścia. Po nieco garbatej dotychczasowej drodze zjazd do Fryszytatu był przyjemnością.Siedząc w parku za frysztackim zamkiem i delektując sie tutejszymi napojami zgłębiliśmy historię zamku, gotyckiego kościoła oraz rodu Larischów-Monnich, któr ma tutaj rodową nekropolię.

Następnie objechaliśmy szerokim łukiem obecne centrum i przez Dąbrowę, Sowiniec wjechaliśmy do dzielnicy Solca - centrum Karwiny, niegdyś bogatego w piękne budowle, a obecnie jest to pustkowie porośnięte karłowatym laskiem. Po wielkim mieszczącym 4000 wiernych kościele, ratuszu, zamku - większym niż pszczyński nie zostało nawet śladu - jedynie fotografie. Dalej dojechaliśmy do nieczynnych już kopalń "Barbara" i "Gabriela" oraz starego XVIIIw kościoła pw. św. Piotra z Alkantry. Zabytku, który stoi przekrzywiony jako smętne mementi. Kościół niegdyś wybudowano na górce, obecnie stoi już w dolinie - obniżył się wraz z terenem o całe 32 m!!! Niedaleko stąd w "Żabkowie" urodził się Augustyn Morcinek, który jako Gustlik pisał o górniczym trudzie.

Przyczyną tych nieszczęść było "czarne złoto" tej ziemi, a raczej jego rabunkowa gospodarka, która spowodowała zupełne zrujnowanie zabudowy starej Karwiny. Zniknęła ona w całości w latach 60-tych XXw. Jedynie szyby nieczynnych kopalni, cmentarz, stary kosciół i kilka kapliczek zostało do dziś w dzielnicy obecnie nazwanej "Doły". Wracając, w Darkowskim parku zdrojowym trafiliśmy niespodziewanie na autentyczny kaszubski zespół regionalny występujący w ramach imprezy "maj nad Olzą".

Dalsza droga prowadziła przez Łąki nad Olzą - dużej wsi, z której pozostał jedynie samotny i opuszczony kościół pw. św.Barbary. Ostatni raz odprawiono tutaj mszę w 1995r, a później cała wieś i piękne stanowiące rezerwat przyrody stawy również zniknęły pod kopalnianymi hałdami. Nowy kościół pod tym samym wezwaniem został postawiony w następnej miejscowości Wielkie Łąki. Ma on dach w wymownym kształcie łzy... Dzisiejsza, nostalgiczna wyprawa zaskakująco liczyła aż 65km, mimo iż właściwie nie byliśmy nigdzie daleko.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zielonoświątkowa jajecznica - „U Jónka” Mała Czantoria

04.06.2006

Czas Zielonych swiątek powinien kojarzyć się z ciepłem i pogodą a tu za oknem zimno, mokro i ponuro. Wyruszyłem na rynek z myślą, że z wyprawy nici, a tutaj... nie mogłem się nadziwić, bo zebrał się całkiem spory tłumek. Prym wiedli zaprzyjaźnieni "Wiercipięty" z Jastrzębia-Zdroju w mocnym 8-osobowym składzie i chwała im za to! Ondraszki na rowerach stanowili tylko dodatek do tej grupy, gdyż deszczu nie zlękli się jedynie Basia i Andrzej Nowakowie, Andrzej Gojniczek i Kazimierz Szewczyk. Peleton pod opieką Skryby ruszył do Cisownicy do "Karczmy u Bucza", gdzie tym razem mieliśmy upichcić doroczną jajecznicę.

Reszta towarzystwa pojawiła się pieszo (Józek Salecki) oraz samochodami (Władek Zmełty, Władek Kawecki, Zbyszek Pawlik, Krysia i Marian Sciskała). Przyjechali również gościnnie państwo Danuta i Władysław Chrapkowie. Jajecznicę stworzyliśmy pod parasolem, a przy jej konsupcji snuliśmy wspomnienia "jak to hańdowni bywało" - gdyż z okazji 40. jubileuszu klubu celem przewodnim tej imprezy było "grzebanie w Ondraszkowych korzeniach". Najwięcej do powiedzenia mieli Józek Salecki oraz Władek Chrapek, którzy jako jedyni z nas byli przy ondraszkowych narodzinach. Maniuś jak to bywa przy takich okazjach zrobił użytek z harmonii i zrobiło się bardzo wesoło.Przy okazji przedstawiłem nasze zamierzenia na jubileuszowy sezon, a zwłaszcza 46. Ogólnopolski Zlot P.T.Kol. który niebawem miał się u nas zacząć.

W międzyczasie przestało padać, więc zdążyliśmy jeszcze rozegrać mistrzostwa w strzelaniu z wiatrówki. I pomyśleć, że jeszcze rano byłem przekonany, że z dzisiejszej impezy nic nie wyjdzie!

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zielony Górny Śląsk - jezioro Dzierżno

24.06.2006

Jak to zazwyczaj bywa z frekwencją, jedno jest pewne - nigdy nie wiadomo ile będzie uczestników. Tym razem gospodarz Mariusz Urbanek witał w bazie nad jeziorem tylko trzech Ondraszków: Władka Gojniczeka, Józeka Lincera i Zbyszeka Pawlika lecz dodatkowo przyjechało dwóch kolarzy z Bielska: Krzysiek Sumera wraz z kol. Zdziskiem zachęconych zapowiedziami w kalendarium. Pogoda była wspaniała, więc nie ociągając się ruszyliśmy na rowerowe szlaki przez Pniewy, Sieroty do Toszka. Postanowiłem wypróbować jakość miejscowych rowerowych ścieżek oraz dokładność mojej mapy. Z tego powodu najczęściej jechaliśmy polnymi drogami a czasem wręcz miedzami między łanami zboża, telepiąc się niemiłosiernie. Wzbudziło to protesty Krzysia, który choć jechał na rowerze górskim twierdził, że po takich dziurach to już dawno nie jeździł. No cóż... za mało dotychczas obcował z Ondraszkami.

W Sierotach zwiedziliśmy ciekawy drewniany kościół z murowanym prezbiterium gotyckiej prowierencji. W Toszku dłuższy postój urządziliśmy na zamku. Jak wszyscy, którzy go zwiedzają chcieliśmy znaleźć "złoty drób" zgubiony gdzieś przez dawnych właścicieli zamku w trakcie ucieczki przed pożarem. Niestety kaczka się nie znalazła - może następnym razem. Na bazę wróciliśmy już grzecznie asfaltem pokonując łącznie prawie 60km. Korzystając ze sprzyjających warunków przez resztę wieczoru oddaliśmy się grilowemu szaleństwu obiecując sobie w dniu następnym zaszaleć na jeziorze.

Niedzielny poranek mimo, że słoneczny był bardzo wietrzny tak, że jezioro przypominało morze podczas sztormu. Mariusz twierdził, że było 5 w skali Beauforta, więc nie było najmniejszych szans odbić łajbę od brzegu. Ale od czego mamy rowery! Wyruszyliśmy zatem przez Bycinę, wokół jeziora Pławniowickiego do Pławniowic, gdzie zatrzymaliśmy się dłużej w rodzinnym zamku Ballestremów. Zespół pałacowo-parkowy pięknie odnowiony w stylu neomanieryzmu służy obecnie celom Diecezji Gliwickiej.

Zajrzeliśmy również do Taciszowa gdzie istnieje bodaj jedyna na Śląsku ludwisarnia. Wracając odwiedziliśmy także największą śluzę "Dierżno" na kanale Gliwickim, z urządzeniami hydrotechnicznymi wybudowanymi w trakcie II wojny światowej przez Niemców i po dziś sprawnymi. Po powrocie okazało się, że nie przestało dmuchać. Z pływania nici, a zatem czas wracać do domu. Ogółem przejechaliśmy 105km i choć ostatecznie nie udało się przedzierżgnąć w "wilka jeziorowego" wyprawę zaliczyliśmy do udanych.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rajd rowerowy Pogórze Ciężkowickie – Brzozowa

03.08.2006 - 06.08.2006

Z propozycji wyjazdu tam "gdzie niebo gwiaździste i trawa zielona" skorzystała następująca grupka Ondraszków: Basia i Andrzej Nowak, Piotr Holisz, Zbyszek Pawlik (prowadzący) oraz dosłownie w ostatniej chwili Władek Gojniczek. Zaczęło się dość pechowo - pierwotnie zaklepane miejsce noclegu okazało się niedostępne więc "na telefon" zabezpieczyłem zastępczą kwaterę "u ludzi" w sąsiedniej wsi Faściszowa. Z początku było to trochę uciążliwe dla gospodarzy, lecz ostatecznie wyszło wszystkim na dobre. Dwoma samochodami z rowerami na dachu w czwartkowy wieczór dojechaliśmy na miejsce. Przydzielone kwatery okazały się pokojami z pełnym wyposażeniem, więc nie było potrzeby rozbijania namiotów. Następnego dnia już ok. 900 rano wyruszyliśmy w stronę Rożnowa wspinając się mozolnie po serpentynach drogi przecinającej góry Beskidu Sądeckiego.

W Podolu dzięki uprzejmości proboszcza zwiedzamy ciekawy kościółek drewniany z ładną polichromią. Po pokonaniu kolejnego wzniesienia docieramy wreszcie nad jezioro Rożnowskie. Niezwykle malownicze wciśnięte miedzy okoliczne góry z kilkoma wyspami pośrodku przypomina mi całkiem... kiszkę stolcową.

Chcąc dostać się do zapory objeżdżamy go z płn. strony. Po kilku kilometrach stoimy przed ruinami średniowiecznego zamku Rożenów, którego właścicielem był m.in. Zawisza Czarny z Garbowa. Choć z zamku niewiele zostało, pozostałości nadal robią wrażenie. Natomiast zapora dobrze świadczy o... niemieckiej solidności. Ciekawa jest historia powstania jeziora oraz zapory. Studia nad koniecznością regulacji przepływu wody w Dunajcu rozpoczęto jeszcze przed wojną. Projekt jednak zrealizowali dopiero Niemcy w 1942r. spiętrzając wody Dunajca, a zapora do dziś dobrze służy. Wówczas już doceniono walory krajobrazowe okolicy, skoro sam szef GG Hans Frank kazał wybudować tutaj swoją letnią rezydencję. W niedalekim Rożnowie zwiedzamy niedokończone fortyfikacje wybudowane niegdyś przez kanclerza koronnego Jana Tarnowskiego, i jadąc dalej wzdłuż rzeki napotykamy na wieś Tropie.

Prawdziwą ozdobą tego miejsca jest położony na wysokiej skarpie malowniczy kościółek z XI w związany z pobytem św. Świerada- pustelnika. Droga niespodziewanie kończy się w rzece lecz przeprawę umożliwia prom. Po drugiej stronie zwiedzamy Tropsztyn średniowiecznego zamczysko powstałe w... XXw. resztki dawnego zamku kupił prywatny właściciel i zainwestował w jego całkowitą rekonstrukcję. Pewnie dlatego jest jednym z niewielu zamków mających na dachu lądowisko dla śmigłowca. Następną miejscowość na trasie to Czchów, gdzie dojeżdżamy po niesamowicie ruchliwej trasie Nowy Sącz - Kraków. Uroczy czchowski rynek i gotycki kościół położone są znów na wysokim wzniesieniu. Premią za zwiedzanie był z kolei świetny zjazd aż do samej rzeki. Korzystając z kolejnej przeprawy promowej znów jesteśmy po drugiej stronie Dunajca. Teraz ścieżką rowerową doliną rzeki pomknęliśmy do Zakliczyna nad Dunajcem. Zwiedzamy pobliski klasztor Dominikanów oraz rynek i poganiani przez zbliżający się deszcz dojeżdżamy do naszej kwatery przejeżdżając 68km.

Nazajutrz wyruszamy w stronę Ciężkowic a największą atrakcją dnia ma być rezerwat "Skalne miasto". Jadąc lokalną droga dojeżdżamy do Gromnika gdzie zwiedzamy ciekawy kościół drewniany otoczony wspaniałym parkiem. Następną miejscowością wartą zwiedzenia był Rzepiennik Biskupi gdzie zobaczyliśmy ogromny neogotycki kościół z wnętrzem przypominającym kościół mariacki w Krakowie. Dalej trasa wiedzie wijąc się po kolejnych wzgórzach w stronę Ciężkowic.

Przed miastem zbaczamy na szlak turystyczny, który karkołomną ścieżką zaprowadził nas do uroczego "Wąwozu Czarownic" a następnie samego rezerwatu. Jest to grupa skałek malowniczo rozrzuconych po całym wzgórzu. "Miasto" jest świetne do pieszego zwiedzania, lecz z rowerami musimy dokonywać karkołomnych wyczynów aby się przedrzeć przez plątaninę korzeni i głazów na ścieżce. Jakoś jednak dobrnęliśmy do końcowego parkingu skąd już asfaltem docieramy do niedalekiego miasta i podjeżdżamy stromą ulicą na rynek. Tutaj nastąpił dłuższy postój połączony ze zwiedzaniem m.in. zabytkowego kościoła św. Andrzeja. W kościele akurat trwała uroczystość ślubna więc skwapliwie dołączyliśmy do życzeń tworząc rowerowy szpaler. Zachwycona para młoda obiecała nas ugościć, lecz...po odbiór nagrody trzeba było zajechać do sąsiedniej miejscowości. Ostatecznie pojechali tam Andrzej i Piotr, a reszta zespołu przez Kąśną Dolną (jest tutaj ładny dworek Paderewskiego) udała się do Jastrzębiej, gdzie mieliśmy umówione wejście do skansenu o wdzięcznej nazwie "Grociarnia". W trakcie zwiedzania dołączyli nasi "posłańcy" z sakwami wypchanymi ciasteczkami i czymś jeszcze...

Ciesząc się z wspaniałych widoków oraz niespodziewanego bagażu przez Zdonię i Zakliczyn wróciliśmy do bazy. Wieczorem korzystając z zapasów urządziliśmy pożegnalną kolację i wielkie grilowanie. Rano sprawnie zapakowaliśmy rowery na dachy aut i po pożegnaniu przemiłych gospodarzy już samochodami pojechaliśmy wzdłuż jeziora Rożnowskiego do Nowego Sącza. Tutaj zespół się podzielił - Piotr wsiadł na rower aby na nim wrócić do domu (niestety z powodu deszczu spasował i wrócił samochodem), Nowakowie pozostali w mieście, a ja z Władkiem pomknęliśmy w stronę Cieszyna. W dość trudnym, górzystym terenie pokonaliśmy ok.150km, lecz ciekawa trasa i okolica na pewno wynagrodziła nam trudy tej wyprawy.

Rechtór-Zbyś
Galeria
„Stare zamczyska i wino”

12.08.2006 - 18.08.2006

Hitem każdego ondraszkowego sezonu jest wielodniowy obóz kolarski. Tym razem zamierzaliśmy poznać bliżej Południowe Morawy, a ściślej jego czesko-słowacko-austriackie pogranicze. Dość liczna z początku grupka chętnych stopniowo się wykruszała, więc ostatecznie na wyprawę wyruszyła: Janina, Zbyszek, Alicja i Justynka Pawlik.

Była to więc dosłownie rodzinna wyprawa Pawlików. Powyższa czwórka zajęła wcześniej zamówiony domek na campingu Apollo niedaleko Lednic. Od razu poczuliśmy się jak miedzy swymi, gdyż jak się okazało w tym regionie wprost nie wypadało podróżować bez roweru. Piękna kraina w widłach rzeki Dyja i Morava jest miejscem, gdzie uprawia się 90% czeskich winnic w szlachetnych odmianach, z którego na miejscu wytwarza się boski trunek.

Niegdyś ziemie te w całości należały do rodu Lichtensteinów, którzy z zamiłowaniem modelowali jej krajobraz, tworząc jedno wielkie założenie parkowe nazywane obecnie ogrodem Europy. Po tym wielkim ogródku jeździliśmy korzystając z wspaniale przygotowanych i oznaczonych ścieżek rowerowych. Prawie każda z nich zahaczała o miejsce zwane ochutnavka, gdzie należało zdegustować miejscowe wyroby. Zaskoczeniem dla nas były rozrzucone po lasach romantyczne budowle służące niegdyś za pałacyki myśliwskie czy też zbudowane po prostu dla dekoracji terenu.

Olśniewająco wyglądają pałace Lichtensteinów w Lednicach z egzotyczną budowlą minaretu i sztucznych ruin Januv hrad oraz w Valticach, gdzie do dziś istnieje unikalna szkoła znawców wina tzw. Somelierów. Kilkakrotnie byliśmy w przygranicznym Mikulovie, który pyszni się zamkiem, przepiękną starówką oraz miejscem pątniczym Svaty Kopeček. Roztacza się z niego daleki widok na okolice oraz przejście graniczne Drasenhofen. Odwiedziliśmy również miasto Břeclav, gdzie zachwycił nas nowoczesny kościół katolicki. Korzystając z bliskości granicy w trakcie całodniowego rowerowego wypadu zwiedziliśmy przygraniczne miejscowości Austrii (Hernbaumgarten i Shrattenberg), podziwiając wypieszczone domki i winnice. W innym dniu byliśmy znów w pobliżu Soutoku, gdzie spotykają się trzy granice, zwiedzając przy okazji słowacką przygraniczną miejscowość Brodske. Należy również dodać, że wycieczka po Palavie była także podróżą w czasie i w przestrzeni. W czasie - bo byliśmy począwszy od obozowiska łowców mamutów (Vestonince), poprzez grodzisko z czasów plemion wielkomorawskich (Pohansko), średniowieczne zamki i barokowe pałace rodów panujących, żelbetowe bunkry przedwojennych czeskich fortyfikacji na Břeclavskim, futurystycznym kościele kończąc. Nasza podróż była również w przestrzeni, gdyż byliśmy zarówno w ciekawej jaskini Turold a także przewędrowaliśmy pieszo Palavske Vrchy zaliczając najwyższą w tym paśmie górę Devin (515mnpm). Dopełnieniem rowerowej przygody była także wyprawa dookoła ogromnego zaporowego jeziora Nove Dvory i kąpiel w znanej miejscowości wypoczynkowej Pasohlavki.

Tydzień pełny przeróżnych wrażeń szybko minął, a wracając obiecaliśmy sobie, że do tej uroczej krainy jeszcze wrócimy.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zakończenie IV Indywidualnego Rajdu Rowerowego „Ziemia Cieszyńska”

27.08.2006

Pomimo porażki odniesionej w batalii o dofinansowanie imprezy prowadzonej w Starostwie Powiatowym zarząd klubu postanowił podjąć się organizacji tej naszym zdaniem ciekawej inicjatywy nazwanej "Indywidualny Rajd Rowerowy". Wypełnia on bowiem doskonale lukę w ofercie kierowanej dla turystów rowerowych, którzy nie mają możliwości lub chęci poruszania się w pilotowanych grupach oraz wyznaczonych terminach a preferują wyjazdy indywidualne a jednocześnie pragną poznać walory Ziemi Cieszyńskiej.

Jak i w poprzednich edycjach udział w rajdzie polegał na indywidualnej eksploracji terenu, odwiedzając wyznaczone regulaminem ciekawe obiekty na terenie Ziemi Cieszyńskiej po obu stronach granicznej rzeki Olzy. Wydrukowano piękny wielokolorowy plakat reklamowy, który wraz z egzemplarzami regulaminu rozprowadzono w cieszyńskich szkołach i na terenie Czeskiego Cieszyna, także w lokalnej prasie ukazały się informacje i zaproszenia do udziału w rajdzie. Ostatecznie na rajdowych ścieżkach poruszało się 26 turystów-kolarzy, z czego 11 z Republiki Czeskiej. Zapisy oraz promocję rajdu na terenie Czech prowadził niestrudzenie Bolesław Wawracz z Czeskiego Cieszyna.

Rajd rozpoczął się dnia 27.04.2006 pilotażową wyprawą rowerową do Nydku (RCZ) i trwał cały sezon kolarski. Dnia 27.08.2006r. odbył się II etap polegający na uczestnictwie w turystycznym quizie na temat poznanych obiektów, posumowaniu punktacji i wyłonieniu zwycięzców. Metę zlokalizowano w pięknie położonym ośrodku LKS w Simoradzu. Z Cieszyna wraz z prowadzącymi rajd działaczami z "Ondraszka" (głównym organizatorem II etapu był kol. Władysław Zmełty), wyruszyło 16 uczestników, którzy mogli pochwalić się wypełnionymi "kartami potwierdzeń".

Okazało się, że wszystkie 32 obiekty wymagane regulaminem odwiedzili:

  • Andrzej Gojniczek
  • Stanisław Pawlik
  • Józef Chrobok
  • Józef Salecki
  • Andrzej Werpachowski.

Równie wysoko plasowali się Irena, Paweł i Józef Skorupa oraz Bolesław Wawracz i Bolesław Gil z Zaolzia. Należy dodać, że aby zwiedzić wszystkie obiekty należało pokonać wiele kilometrów tras i poświęcić na to sporo czasu.

Quiz turystyczny w formie tematycznego testu przygotował Jan Cichy. Wyniki w zestawieniu z wcześniejszą punktacją wskazały, że w rajdzie zwyciężył Stanisław Pawlik z Pogwizdowa (109pkt), przed Józefem Saleckim z Goleszowa i Andrzejem Werpachowskim z Skoczowa (po 108pkt) oraz Andrzejem Gojniczkiem z Zamarsk (107pkt) i Józefem Chrobokiem (103pkt). Zdobyta ilość punktów wskazuje na bardzo wyrównaną walkę. Zwycięzcy otrzymali nagrody rzeczowe, a wszyscy uczestnicy pamiątkowe odznaki oraz specjalne dyplomy-certyfikaty udziału.

Dzięki uprzejmości pajentów bufetu w obiekcie LZS uczestnicy rajdu otrzymali również smaczny posiłek. Zgodnie z reklamowym hasłem "Jedź z nami - tutaj nie ma przegranych", tu naprawdę wszyscy byli zwycięzcami, gdyż już samo aktywne uczestnictwo przyniosło korzyści w postaci nowych doświadczeń oraz podreperowania swojej kondycji fizycznej. Pomimo stosunkowo słabej frekwencji rajd oceniamy bardzo pozytywnie zdając sobie sprawę, że był przeznaczony dla wytrawnych i samodzielnych turystów-kolarzy.

Rechtór-Zbyś
IX Rodzinny Rajd Rowerowy - w stronę Zebrzydowic

02.09.2006

Rankiem dnia 2.09.2006r. na cieszyńskim rynku zebrało się ok. 150 rowerzystów z obu brzegów granicznej Olzy. P. Ryszard Mazur - sekretarz miasta a jednocześnie szef oddziału PTTK przywitał zebranych w imieniu władz Cieszyna oraz Oddziału PTTK "Beskid Śląski". Wkrótce sprawnie uformowano peleton i w towarzystwie policyjnego radiowozu pokonano 14km trasę rajdu, przekraczając po drodze granicę w Kaczycach. W peletonie wyróżniała się własnymi strojami kilkunastoosobowa grupa kolarzy z klubu rowerowego z Przecieszyna (miejscowość w sąsiedztwie Brzeszcz). Przybyli również m.in. rowerzyści z Bielska-Białej, Jastrzębia, Tych a także z Republiki Czeskiej. Zabezpieczenie pomocy medycznej zapewnili rowerowi wolontariusze z oddziału PCK z Cieszyna.

Po raz pierwszy w historii cieszyńskich rodzinnych rajdów rowerowych metę zorganizowano za granicą, tym razem w domu PZKO w Karwinie-Raju. Na mecie uczestników przywitała p. Gabriela Mrózkova, pełniąca funkcję Naměstka Primatora (zastępcy burmistrza) Miasta Karwiny, a także przewodniczący miejscowego koła PZKO - p.Tadeusz Puchała. Zaskoczeniem dla wszystkich była obecność wyjątkowego gościa: miłościwie panującego cesarza Franciszka Józefa I (w tej roli wystąpił p. Tadeusz Wojacki z Zebrzydowic), który z miejsca został ulubionym obiektem pamiątkowych fotografii.

Panie z PZKO przygotowały bufet z własnymi wypiekami oraz napojami, zorganizowały również gorący posiłek korzystając z produktów ofiarowanych przez sponsorów: firmę Zakłady Mięsne J.P. Gawłowski oraz piekarnię A. Halskiego z Cieszyna. Celem rajdu było m.in. wskazanie czynnego wypoczynku na rowerze jako środka integrującego rodzinę, dlatego główna nagroda - rower ufundowany przez UM Cieszyn oraz wspaniały puchar ufundowany przez Burmistrza Miasta Cieszyna trafił do rodziny p. Masarskich z Cieszyna, która pokonała trasę w pełnym 7 osobowym składzie. Ojciec Marek oraz syn Kamil wieźli na siodełkach 4 -letnie bliźniaczki: Weronikę i Szymka, i jak się okazało były one jednocześnie najmłodszymi uczestnikami IX rajdu. Pozostałymi członkami rowerowej rodzinki byli: mama Anna oraz córki: Dominika i Natalia.Tuż za rajdową rodziną p. Masarskich uplasowała się 6-osobowa rodzina p. Kowalskich z Cieszyna.

Wymienione bliźniaczki, a także 6-letni Maksym Grzybek, który na małym rowerku pokonał całą trasę otrzymali nagrodę w postaci pucharów "rajdowych juniorów". Rajdowych seniorów p. Elżbietę Macura oraz p. Ewalda Bereskę z Tych (rocznik 1928) również nagrodzono pucharami. Pamiątki te ufundowała p. Grażyna Staniszewska - poseł do parlamentu Europejskiego.

Pani Staniszewska od dawna angażuje się w akcje promujące aktywny wypoczynek i infrastrukturę związaną z turystyką rowerową, również pokonała całą trasę rajdu na rowerze. Atrakcją imprezy były także konkursy rekreacyjne: "wbijanie gwoździ ostrzem młotka do gnotka" (zwyciężył p. Kazimierz Szewczyk przed p. Józefem Kowalskim i p. Andrzejem Gojniczkiem), "rzut oponą rowerową do celu" (zwyciężył p. Józef Kowalski, przed p. Alicją Pawlik i p. Władysławem Burym). Dla dzieci przygotowano: "bieg w workach" (zwyciężył Kamil Masarski przed Jakubem Grzybkiem i Natalią Masarską) oraz "rzut piłeczką tenisową do celu"(zwyciężył Jakub Grzybek przed Piotrem Głowackim i Justynką Pawlik).

Nagrody rzeczowe dla zwycięzców zapewniły m.in: Hurtownia Papiernicza "Beskid Plus" z Cieszyna oraz Urzędy Miasta Karwiny i Cieszyna. Dodatkowo obdarowano wszystkich uczestników wafelkami ofiarowanymi przez firmę Kraft-Foods Polska Zakład "Olza" z Cieszyna. Warto wspomnieć, że rajdowicze wystąpili w koszulkach ozdobionych okolicznościowym logo, a ich wykonanie finansowo wsparł Niezależny Samorządny Związek Zawodowy "Odlewników" przy Iron Poland Sp. z o.o. ze Skoczowa.

Nietuzinkowym wydarzeniem była też możliwość bezpośredniego kontaktu z lokatorami osobliwego terrarium i małego zoo zlokalizowanego w sąsiednim budynku dawnej szkoły. Niecodzień ma się przecież możliwość owinąć węża boa wokół szyi... czy pogłaskać dziwacznie wyglądające patyczaki.

Piękna pogoda, wspaniałe widoki na trasie oraz ciekawy program imprezy sprawiły, że rajd cieszył się sporym zainteresowaniem, a uśmiechnięte buzie najmłodszych jego uczestników były najlepszą nagrodą dla organizatorów: Polskiego Towarzystwa Turystyczno Sportowego w Republice Czeskiej oraz kolarzy spod znaku "Ondraszka", który w bieżącym roku obchodzi 40-lecie swej działalności.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Z serii: korzystamy ze zniżek PTTK Tatry – Morskie Oko

10.09.2006 - 12.09.2006

Wycieczka w Tatry polskie odbyła się w dniach 10 – 12.09.2006 r. Uczestniczylo w niej 7 osób: Piotr Holisz (organizator), Maria Biłko – Holisz (organizator), Irena Godlewska, Irena Dzikowska, Zbigniew Huczała, Zbigniew Tomaszczyk, Jadwiga Gracyasz (Wisia).Nocowaliśmy w Gazdówce przy schronisku PTTK w Morskim Oku. Pogoda przez 3 dni wymarzona, błękit nieba i ciepło. Te trzy dni to maximum wysiłku i chęci zdobycia jak najwięcej szczytów, oczywiście w miarę swoich możliwości.

Głównym atakiem były Rysy, największy szczyt po polskiej stronie Tatr (2499m).Ataku na szczyt dokonali: Piotr, Małgosia Korenkiewicz (koleżanka ze Szczecina), Zbigniew H. I Zbigniew T., Irena D. i Irena G. Wisia została na półce pod Rysami i oglądała panoramy. Przełęcz “Pod Chłopkiem” zdobyli: Piotr, Irena D i G. Zbigniew H i T. Wg relacji zdobywców jest trudniejszy do pokonania, gdyż jest mniej łańcuchów pomagających wspinaczce. Wrota Chałubińskiego (2022m – skalna brama ostro wcięta w grań Liptowskich Murów, zdobyli Piotr, Małgosia i Mirek Korenkiewiczowie, Irena D. I G., Zbigniew H i T.

Na Przełęcz Szpiglasową wycieczka wspaniała krajobrazowo i atrakcyna turystycznie.Oryginalne widoki. Szlak koloru żółtego.Chodnik na wysokości 1425m zakręca i przechodzi w długi trawers, przecinający zbocza Miedzianego tzw. ceprostrada. Wznosi się on nad kotliną Morskiego Oka wśród kosodrzewin – zrazu bujnych (wzrost 2,5m), wyżej coraz niższych. W morzu kosówek niskie świerki, limby, malownicze jarzębiny i brzozy karpackie. Efektownie wygląda stąd Mnich (2068m).

Tutaj się opalam i podziwiam razem z Wisią każde załamanie skalne. Jestem pełna szacunku do otaczającego mnie świata. Słyszę odgłosy ptaków. Z Wisią byłyśmy także w Dolinie Pięciu Stawów i widziałyśmy Wielką Siklawę – liczy ona ok. 70 m wys., spada z progu o średnim nachyleniu 35 stopni. W poniedziałek 11.09.2006 hucznie obchodziłam swoje urodziny. W taki miejscu to wielka radość. Życzę każdemu tylu wrażeń i takiej cudownej bezchmurnej pogody w Tatrach.

Roztrzapek i Śmig
Galeria
Rajd Rowerowy "Poodrze cz.III"

16.09.2006 - 17.09.2006

Polskie Towarzystwo Turystyczno-Sportowe "Beskid Śląski" w RCZ kontynuując cykl zaprosił nas do udziału w tej wyprawie. Program zapowiadał się bardzo zachęcająco toteż aż 14 turystów z spod znaku Ondraszka zadeklarowało swój udział. Ostatecznie bladym świtem na dworcu kolejowym w Cz.Cieszynie pojawili się: Beata i Paweł Szarzec, Jadwiga i Andrzej Gracyasz,Władek i Andrzej Gojniczek, Andrzej Nowak, Staszek Pawlik, Piotr Holisz, Zbyszek Pawlik z córką Alicją.

W Karwinie dosiedli się kolarze z PTTS-u, więc w Studence wysypał się na peron dość pokaźny tłumek kolarzy. Bolek Fukała z PTTS-u -organizator wycieczki przywitał obecnych, przedstawił zasady udziału i niebawem ruszyliśmy w drogę. Jednak wraz całym ok. 30-osobowym peletonem dojechaliśmy tylko do najbliższego skrzyżowania., gdzie zdecydowaliśmy się zmodyfikować trasę i odwiedzić pobliskie wielkie lotnisko w Mošnej. Nadjechaliśmy ok. 15km lecz było warto, gdyż właśnie odbywały się tutaj obchody "Dnia NATO". Niecodziennie zdarza się przecież oglądać z bliska samoloty i śmigłowce bojowe członków paktu, a także zobaczyć lotnicze akrobacje. Szczodrze rozdawano również przeróżne gadżety, więc przyszło nam wieźć dalej dodatkowy nieplanowany bagaż złożony z materiałów reklamowych. W końcu jakoś wyplątaliśmy się z tłumów zwiedzających i ruszyliśmy w stronę Bartošowic, gdzie odkryliśmy wspaniały pałac pełniący obecnie funkcję hotelu a w jego otoczeniu olbrzymi 300-letni platan. Dalsza droga wiodła w stronę Kunina. Teren jak przystało na dolinę Odry był w miarę równy więc świetnie nam się podróżowało zwłaszcza, że ścieżki rowerowe były bez zarzutu.

W Kuninie spotkaliśmy następny pałac i ciekawy kościół z nawą w kształcie elipsy. Naszą uwagę przykuł jednak weselny pojazd oczekujący na młodą parę w pałacowej alejce Był to antyczny samochód "Tatra" z lat 30-tych, lecz wyglądał jakby akurat wyjechał z montowni. Droga do Jičina zaczęła się wspinać na coraz większe górki więc omijając z daleka widoczne ruiny zamku w dojechaliśmy na rynek w Nowym Jičinie.

Rynek otoczony w całości podcie-niami z Maryjnym pomnikiem i fontanną pośrodku wyglądał przepięknie. Dłuższy postój wypadł przy "Žerotinskim zamku", który obecnie jest siedzibą nietypowego muzeum kapeluszy. Jičin swego czasu był siedziba znanej firmy kapeluszniczej "Tonak" toteż ekspo-zycja była bardzo ciekawa zwłaszcza, że ekspozycja była zaaranżowana w formie dioram z epoki. Na metę dzisiejszego dnia - ośrodka rekreacyjnego w Štramberku dojechaliśmy pod wieczór, więc był jeszcze czas zrobić mały wypad na miasto. W drodze powrotnej na cam-ping niespodziewanej atrakcji dostarczył nam Władek Gojniczek, który przez pomyłkę skręcił w inną uliczkę i pojechał w nieznane. Na szczęście zorientował się w sytuacji, więc poszukiwania nie trwały długo. Nocleg był przyzwoity w czteroosobowych domkach, lecz jeszcze długo ciągnęły się "nocne Polaków rozmowy" i wspólne biesiadne śpiewanie. Rano pożegnaliśmy się z przyjaciółmi z PTTS-u i ruszyliśmy na rynek. Malownicze położone u stóp zamku miasteczko Štramberk zauoroczyło wszystkich ciekawymi zabytkami i wido-kami.

Warto było zajrzeć na wieżę o nazwie "Truba", do muzeum Z.Buriana- ilustratora westernowych powieści K.Maya oraz książek o tematyce prehistorycznej , oraz zwiedzić niewielką jaskinię "Šipka" na sąsiednim wzgórzu. W niedalekiej Kopřivnicy zwiedziliśmy wspaniale zaaranżowaną ekspozycję w muzeum samochodów "Tatry". Samochody(i nie tylko) tej znanej marki są tutaj produkowane od 1895r. po dzień dzisiejszy. Dalsza droga malowniczo pofalowana wiodła przez Přibor (miejsce urodzin światowego speca od psychologii Zygmunta Freuda) do Brušperku, gdzie zakotwiczyliśmy na późny obiad.

Następny postój wypadł przy szkoleniowej sztolni Stařić, gdzie w skansenie maszyn górniczych zaskoczyła nas m.in. śmieszna górnicza ubikacja na szynach. Przed nami Frydek-Mistek, który jednak z rozpędem minęliśmy, gdyż zrobiło się późno a do domu daleko. Trzeba było ostro zwiększyć tempo, więc pomimo sporych podjazdów szybko przejechaliśmy przez Sedlište, następnie koło Jeziora Žermanickiego i wyhamowaliśmy dopiero na polach golfowych w Ropicy notując przeciętna szybkość na prostych odcinkach ok. 30km/godz.

Chwilę przyglądaliśmy się zawodnikom spacerującym z kijami po wspaniale przystrzyżonej trawce pogryzając sproszkowane ciasto, który Wisia przeciągnęła przez pół świata i poganiani przez zachodzące słońce prawie o zmierzchu dojechaliśmy do Cieszyna. Ogółem przejechaliśmy ok. 140km i mimo dość trudnego dla rowerzystów terenu myślę, że wyprawa była bardzo atrakcyjna i tak będzie przez uczestników zapamiętana.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Z serii: korzystamy ze zniżek PTTK Tatry – Morskie Oko
Drugie podejście na Rysy

22.09.2006 - 24.09.2006

Zgodnie z tradycją, każdego roku próbujemy skorzystać z naszego członkowstwa w PTTK i przysługujących stąd zniżek w górskich schroniskach. Ubiegłoroczny wypad na Rysy zweryfikowała pogoda, więc teraz nastąpiła druga próba. Nasz zespół też się podzielił: Maryla i Piotr Holiszowie zorganizowali wycieczkę w Tatry (patrz sąsiedni opis). Natomiast drugi zespół był w składzie: Andrzej Słota, Basia Toman, Alicja i Zbigniew Pawlik, Kazio Szewczyk oraz kilka niezrzeszonych w klubie turystek. Zostawiając naszego busa w Zakopanym, na Łysą Polanę podjechaliśmy miejscową komunikacją i dalej już pieszo (niektórzy góralskim wozem) osiągnęliśmy schronisko na Morskim Okiem. Uciążliwa asfaltowa ceprostrada o tyle nam nie przeszkadzała, że sami szliśmy "tam" podczas gdy cały tłum "turystów" szedł "z powrotem". Zamówione grubo wcześniej noclegi w "Gazdówce" z tyłu schroniska były bardzo przytulne.

W sobotę najważniejsze pytanie brzmiało: jaka będzie pogoda? Okazało się, że trud marszu został nam wynagrodzony, gdyż niebo było bezchmurne a słońce mocno grzało. Razem doszliśmy do Czarnego Stawu skąd wraz z Alicją odłączyliśmy się od grupy obierając kierunek na Mięguszowickie Turnie i "przełęcz pod Chłopkiem". Wyjście na przełęcz, mimo stromizny oraz kilku eksponowanych miejsc obfitowało w świetne widoki. Już z Kazalnicy odsłonił się rewelacyjny widok na całą dolinę Rybiego Potoku z oboma jeziorami u stóp. Przez lornetkę widać było wierzchołek Rysów oraz turystów sznureczkiem zdążającym pod górę. Oblężony szczyt wyglądał jakby odbywał się tam właśnie jakiś górski odpust. Z przełęczy (2307mnpm) rozlega się z kolei widok na słowacką stronę oraz największe jezioro po tej stronie Tatr "Wielki Staw Hińczowy" pięknie położone u stóp Koprowego Wierchu (2367mnpm). Już bez szlaku wydrapaliśmy się jeszcze na pobliską "Mięguszowicką Pośrednią Turnię" (2385 mnpm). Panorama z wierzchołka przyprawia o zawrót głowy - morze szczytów!!!

Należy dodać, że na tych wysokościach parokrotnie mijaliśmy płaty śniegu, który leży tutaj okrągły rok. Nasyceni wrażeniami wracamy do schroniska tą samą drogą, na długo przed ekipą wracającą z Rysów. Oglądając naszą drogę z poziomu jeziora przyznaję, że robi wrażenie. Następnego dnia postanowiliśmy jeszcze przejść w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Po drodze znów się rozdzieliśmy - część wyprawy (w tym my) poszła Doliną za Mnichem w kierunku "Wrót Chałubińskiego" (2022mnpm), a część dalej na przełęcz. Wejście nie było trudne - pnie się zakosami na graniczną przełęcz, skąd jest piękny widok na słowackie szczyty z "Ciemnosmreczyńskim Wyżnim Stawem" u stóp. Panoramę na horyzoncie zamykały Czerwone Wierchy oraz kawałek Orlej Perci. Z prawej strony piętrzy się Szpiglasowy Wierch(2172 mnpm) a z lewej Cubryna (2376mnpm). Szkoda, że szlak kończy się ślepo na przełęczy.

Jeden z towarzyszących nam przygodnych turystów zignorował ten fakt i pomaszerował dalej na słowacką stronę. Ciekawe gdzie doszedł. Kaziu robiąc eksperymenty z aparatem fotograficznym o mało nie pozbył go na zawsze. Ustawił go bowiem na małym statywie i powędrował dalej pozując do zdjęcia. Tymczasem niespodziewany podmuch wiatru dosłownie zdmuchnął aparat, który tocząc się w dół zawisnął na ostatnim kamieniu nad przepaścią dostarczając Kaziowi mocnych wrażeń. Obiektyw trochę ucierpiał ale mogło być gorzej. Wracając spotkaliśmy grupkę schodzącą z Szpiglasowej i już razem chłonąc piękne widoki na Morskie Oko wracamy do schroniska Wzięliśmy plecaki i zeszliśmy w dół. Do Cieszyna wróciliśmy późną nocą bogatsi o wspaniałe przeżycia z górskich szlaków oraz jeszcze jedno doświadczenie - ze względu na paraliż komunikacyjny nie powinno się planować powrotów z Tatr w niedzielę.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zakończenie XL Jubileuszowego Sezonu Kolarskiego

01.10.2006

Zgodnie z ondraszkowym rozkładem jazdy w piekny niedzielny poranek zebrało się na cieszyńskim rynku ok. 30 amatorów rowerowej przygody aby wspólnie z Ondraszkami zakończyć - przynajmniej oficjalnie sezon turystyczny. Trasę w całości opracował i poprowadził Andrzej Nowak. Trasa nie była mocno skompikowana bo wiodła z Cieszyna do... Cieszyna, z tym że zahaczała o czeską stronę. Według, zwierzeń uczestników, nawet na takich znanych ścieżkach zawsze można coś nowego jeszcze odkryć. Sczególnie ciekawa była wizyta na polu golfowym w Ropicy, gdzie w końcu dowiedzieliśmy się dlaczego oni tak pracowicie gonią za tą piłeczką i ile to kosztuje.

Wycieczkę zakończylismy na campingu "Olza", gdzie odbyło się wspólne smażenie kiełbasek (na koszt klubu), a Zbyszek Pawlik przybliżył historię jubileuszowego sezonu, czyli co udało nam się zrealizować i jakie mamy pomysły na przyszły rok. Powiem krótko - wziąwszy pod uwagę kalendarium imprez klub miał 100% skuteczność i oby tak dalej. Wspólne śpiewy zakończyły tą ostatnią klubową wyprawę rowerową a jednocześnie sezon kolarski, który pewnie długo zapamiętamy jako bardzo pracowity. Autorem zdjęć jest Paweł Szarzec.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Jubileusz 40-lecia działalności TKK „Ondraszek” cz.III

25.11.2006

W tym zabytkowym wnętrzu odbyło się uroczyste spotkanie poświęcone jubileuszowi 40-lecia działalności Turystycznego Klubu Kolarskiego PTTK "Ondraszek" oraz 54 rocznicy powstania Komisji Kolarskiej przy Oddziale PTTK "Beskid Śląski". Sala została przyozdobiona emblematami PTTK, logo klubowym a także zorganizowano mini wystawę klubowych pamiątek w tym kilkunastu tomów nadal prowadzonej kroniki, a na telewizyjnym ekranie przewijały się zarejestrowane ważne dla klubu wydarzenia. Dla zainteresowanych specjalnie udostępniono również Muzeum Cieszyńskie, które grupowo można było zwiedzić przed rozpoczęciem obrad.

Na spotkaniu byli obecni przedstawiciele władz miasta, powiatu, Zarządu Głównego PTTK, Zarządu Oddziału PTTK "Beskid Śląski", Koła Przewodników i klubów PTTK, Macierzy Ziemi Cieszyńskiej, Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości, redakcji magazynu "Cykloturysta" oraz liczne grono klubowiczów, a także tych, którzy z klubem związali część swego życia choć aktywnie już nie działają. Spotkanie, zgodnie z tradycją otwarto śpiewając "Ondraszkowy hymn".

Posiedzenie było okazją do podsumowania bogatej i różnorodnej działalności klubu. Emilia i Władysław Sosna którzy założyli "Ondraszka" w 1966r. zaprezentowali początki turystyki kolarskiej na terenie Ziemi Cieszyńskiej, okoliczności powstania klubu i jego dokonania w okresie przewodzenia klubowi tj. do roku 1979. Ich następca Andrzej Słota, który wówczas przejął funkcję prezesa przedstawił dalsze dzieje Ondraszka a zwłaszcza bogatą i różnorodną działalność na polu krzewienia turystyki kolarskiej kończąc na udanej organizacji w czerwcu br. 46. Ogólnopolskiego Zlotu Przodowników Turystyki Kolarskiej "Ziemia Cieszyńska". Następnie Zbigniew Pawlik naświetlił ciekawe fakty związane z współpracą z organizacjami i klubami turystycznymi po obu stronach granicy a także statystyczny obraz klubowej działalności.

Spotkanie jubileuszowe stanowiło również właściwą oprawę dla przekazania wyróżnień. Burmistrz Miasta Cieszyna Bogdan Ficek oraz Starosta Powiatu Witold Dzier-żawski, którego reprezentował Janusz Król przekazali klubowi listy gratulacyjne, Komisja Kolarska ZGPTTK reprezentowana przez wiceprzewodniczącego komisji Stanisława Karugę z Katowic przekazała okolicznościowe pismo oraz dyplom uznania, Prezes Oddziału PTTK "Beskid Śląski" Ryszard Mazur odczytał list gratulacyjny, a za organizację wspomnianego zlotu uhonorował klub pięknym pucharem, przedstawicielka Śląskiego Zamku Sztuki i Przedsiębiorczości przekazała okolicznościowy list z symbolicznym logo Zamku. Wzruszające życzenia na ręce prezesa klubu złożyli również: Władysław Orszulik reprezentujący Koło Przewodników PTTK oraz Macierz Ziemi Cieszyńskiej, redaktor naczelny magazynu "Cykloturysta" Lesław Dynak, Mieczysław Prawdzik z cieszyńskich "Człapoków" oraz szefowie zaprzyjaźnionych klubów kolarskich Jan Geresz z "Defektu" z Żywca i Stanisław Skoneczny z "Wandrusa" Żory .

szczególna chwila była również okazją do podziękowania się za długoletnie wsparcie oraz okazaną pomoc. Najwyższym wyróżnieniem czyli tytułem "Honorowego Członka TKK Ondraszek" i pamiątkową statuetką zarząd klubu uhonorował Emilię i Władysława Sosnów oraz Ryszarda Mazura. Warto wspomnieć, że dotychczas przyznano tylko cztery takie wyróżnienia. Instytucjom samorządowym oraz firmom, które w różny sposób wspomagały działalność klubu zarząd podziękował dyplomami uznania, natomiast zebrani otrzymali na pamiątkę imienne dyplomy oraz specjalnie wykonaną jubileuszową odznakę.

Warto również nadmienić, że na spotkaniu odbyła się także promocja książki "40 lat z Ondraszkiem" autorstwa kolegium redakcyjnego pod przewodnictwem Władysława Sosny. Opracowanie zawiera bogate kompendium wiedzy zarówno na temat klubu jak i turystyki kolarskiej na Ziemi Cieszyńskiej, kalendarium wydarzeń oraz zestawienie klubowego składu osobowego, noty biograficzne tych, którzy odeszli na zawsze, a także wspomnienia z kolarskich szlaków i osobiste poglądy klubowiczów na swą rowerową pasję.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Wigilijka z Ondraszkiem

10.12.2006

Już tradycją się stało, że co roku składamy sobie życzenia świąteczne w innym miejscu. Tym razem miejscem tego podniosłego wydarzenia była jeszcze pachnąca nowością sala hotelu "Gościniec" MOSiR w Cieszynie. W specjalnie udekorowanej sali, pod choinką zebrało się ok. 40 Ondraszków,sympatyków klubu a także gości z PTTS-u z Czech.

Łamiąc się opłatkiem życzyliśmy sobie przede wszystkim zdrowia, pomyślności i spełnienia marzeń a także, aby nadchodzący rok był pełen tylko dobrych wydarzeń dla nas i dla klubu. Przy świątecznej potrawie, czyli rybce z sałatką i domowych wypiekach klubowych koleżanek dzieliliśmy się wspomnieniami z dawnych wieczorów wigilijnych oraz tradycji z nim związanych. Senior spotkania p. Lucjan Jurys wzruszająco opowiedział o wigiljach swojego dzieciństwa, a cały wieczór został bogato okraszony kolędami śpiewanymi przy akomaniamencie ustnej harmonijki, która w rękach Kazia Szewczyka z powodzeniem zastąpiła całą orkiestrę.

"Gwoździem wieczoru" był żywiołowy występ zespołu "Kończanki" z Kończyc Małych. Dzieci przyjechały jak chce tradycja świąteczna z gwiazdą oraz zaprezentowały ciekawy okolicznościowy program. Zespołowi szefowała dobrze nam już znana nieoceniona p. Joanna Nowak - dyrygent, choreograf i akompaniator w jednej osobie. Na zakończenie dzieci w nagrodę obrały naszą choinkę ze specjalnie przygotowanych słodyczy oraz ozdóbek. To nastrojowe spotkanie wpowadziło wszystkich w bliski już czas pachnący choinką i świętami, na który pewnie wszyscy z utęsknieniem czekają.

Rechtór-Zbyś
Galeria