Kronika imprez z 2007 roku
Spis treści
Rozpoczęcie sezonu

22.04.2007

Dnia 22.04.2007r. o godz: 1000 z Placu Wolności w Cieszynie wyruszyliśmy na 41. rozpoczęcie sezonmu rowerowego. Kolorowy 51-osobowy peleton ruszył w trzech grupach:

  • I grupę prowadziła Maryla około 25km
  • II grupę prowadził Andrzej N. około 35km
  • III grupę prowadził Zbigniew około 48km

Wszyscy uczestnicy bezpiecznie dotarli do schroniska Pod Tułem. Nasz prezes "Rechtor" oficjalnie otworzył sezon rowerowy 2007. Każdy członek TKK PTTK "Ondraszek" ma swój pseudonim. W tym dniu nasze dwie koleżanki Beata i Basia N. zostały symbolicznie "Ochrzczone" i musiały wypić bardzo niesmaczny napój przygotowany przez Jasię. Beata otrzymała pseudonim "SZYKOWNO", a Basia "BASIEŃKA" Pogoda i dobry humor towarzyszyły nam do końca dnia.

Roztrzapek i Śmig
Galeria
Rozpoczęcie sezonu

22.04.2007

Dnia 22.04.2007 w innym niż zwykle miejscu - na skwerku przy Placu Wolności, w promieniach porannego słońca zebrał sie spory tłumek kolarzy z obu stron Olzy, a także aż z Bielska-Białej. Łączył wszystkich jeden cel - otworzyć tegoroczny sezon. Trasę opracował Andrzej Nowak "Skryba". Była bardzo ciekawa widokowo, no i trochę "wyrypiasta". Z tego właśnie powodu podzielono się na trzy zespoły. Trasa najmniej eksponowana, nieco dłuższa lecz z dość stromym podejściem oraz "na fulla" z wyjazdem na siodło pod Czantorią. Wszyscy zgodnie ruszyli w kierunku Puńcowa a granicę przekroczyliśmy przez turystyczne przejście w Kojkowicach.

Odcinek do Lesznej na kolejne przejście obfitował w wspaniałe widoki bo droga prowadziła szczytami granicznych wzniesień. Wjechaliśmy z powrotem do Polski, a pogranicznicy widząc kawalkadę 57 kolarzy nawet nie pytali o dokumenty, i czym prędzej podnieśli szlaban. Tuż za przejściem jedna grupka sfrunęła do Dzięgielowa, a reszta również sfrunęła lecz w kierunku Lesznej Górnej. Podjechaliśmy wzdłuż potoku Lesznianka do miejsca gdzie droga wyrywa ostro w górę na przełęcz pod Tułem. Nastąpiła tu prawdziwa weryfikacja kondycji. No cóż, jest to dopiero otwarcie sezonu więc nie dziwmy się zasapanym rowerzystom pracowicie pchającym rowery pod górkę. Na przełęczy odłączyła się następna grupa, która raczej pieszo niż rowerem szlakiem turystycznym udała się na metę. Reszta peletonu jeszcze musiała pokonać kilka stromych podjazdów, lecz w nagrodę czekał ich cudowny, długi zjazd do Cisownicy.

Na mecie, czyli w byłym schronisku PTTK pod Tułem niebawem wszyscy się znów spotkali. Korzystając z pogody jedni wystawili twarz do słońca, inni rozpalili ognisko opiekając kiełbaski, a Ondraszkowy chórek zachęcał wszystkich do wspólnego śpiewania. Gwoździem programu były "chrzciny" dwóch Pogan: Basi Nowak i Beaty Szarzec, które dostąpiły zaszczytu przyjęcia do ondraszkowej braci. Ostatnią próbą przed złożeniem przyrzeczenia było wypicie tajemniczej mikstury, której sam widok przyprawiał o ciarki. Obie panie zniosły jednak mężnie te katusze i po złożeniu przyrzeczenia "że choćby żabami prało i koło się w tył obracało będą sławić w podróżach nasz ondraszkowy klub", zostały przez prezesa pasowane pompką rowerową na prawdziwych Ondraszków otrzymując imiona: Basia - "Baśka" a Beatka - "Szykowno". Wszyscy obecni, jako świadkowie podpisali się na uroczystym akcie nadania imienia. Aplauzom i gratulacjom nie było końca. Na zakończenie wyprawy przedstawiono klubowe zamierzenia na tegoroczny sezon. Ogółem przejechaliśmy ok. 50km.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Ziemia Cieszyńska znana i nieznana odcinek V

12.05.2007

Na "wojenną ścieżkę" pod dowództwem "Rechtora" udało się 14 Ondraszków i sympatyków tego uroczego klubu. W tym, co trzeba podkreslić, panie z zaprzyjaźnionych klubów: kol. Zofia z bytomskiej "Cateny" oraz kol. Maria z "Wandrusa" Żory. Był także obecny p. Józef i kol. Bolek z Czech oraz kol. Krzysiek - debiutant na ondraszkowych ścieżkach.

Tym samym nasz peletonik niespodziewanie przybrał bardzo dystyngowanego chrakteru. Pogoda, mimo groźnych zapowiedzi, również nam sprzyjała, więc raźno ruszyliśmy w drogę. Temat wyprawy zapowiadał dosłownie przejażdżkę "w czasie i przestrzeni", gdyż mieliśmy zobaczyć pozostałości w terenie począwszy od wojny trzydziestoletniej z I poł. XVIIw. po smutne pamiątki z czasów, gdy na Ziemi Cieszyńskiej szalało UB, czyli bezpośrednio po II wojnie światowej. Nie ma tu co prawda widowiskowych pozostałości typu linii Maginota, lecz... zagubione w lasach żołnierskie mogiły, czy miejsca upamiętnione skromnymi pomnikami a poświęcone hitlerowskiemu obozowi pracy przymusowej dla Żydów, czy alianckiemu zrzutowi cichociemnych z 1941r., który na dodatek zdarzył się... przez pomyłkę, również robią wrażenie. W kilku miejscach trafiliśmy również na pomniki związane z wydarzeniami czesko-polskiego konfliktu granicznego z roku 1919. Ujęła nas także pasja państwa Parchańskich, którzy opowiedzieli o tragicznych wydarzeniach w kończyckim lesie, i dzięki którym mogiła rozstrzelanego przez swoich żołnierza niemieckiego nie uległa zapomnieniu.

Trasa wycieczki prowadziła przez Pastwiska, Kończyce,do Zebrzydowic. Tutaj nastąpiło wcześniej umówione spotkanie z kolarzami z "Wandrusa", lecz ostatecznie pojechali własnymi ścieżkami w stronę Czech. Tymczasem nasz peletonik przez Rudnik dojechał do Dębowca i również po drodze stopniał dręczony rowerowymi defektami i innymi przypadłościami. Dalej przez Wilamowice dotarliśmy ostatecznie do Skoczowa, a ze zboczy Kaplicówki podziwialiśmy piękną panoramę Beskidu. W drodze powrotnej dogonił nas obiecany deszcz, przed którym uciekliśmy pod zbawczy daszek zabytkowej drewnianej chałupy. Na szczęście deszcz jak nas zaskoczył, tak szybko sie skończył i znów wyjrzało słońce.

Tym sposobem "po suchu" dotarliśmy do punku wyjścia pokonując aż 65km, a nie odjechalismy przecież nigdzie daleko.

Rechtór-Zbyś
Galeria
"Z PTTSem na Zaolzie"

19.05.2007

W miejscu zbiórki przed dworcem kolejowym w Czeskim Cieszynie o godz. 900 zebrała się całkiem spora grupka kolarzy z obu stron Olzy, a nawet z Bielska-Białej. Wyprawę prowadził Leon Osuchowski (PTTS), a mieliśmy zobaczyć miejsca związane ze sławnymi Polakami. Start był tak ostry, że niestety już na początku zgubili się (jak się okazało skutecznie) dwaj kolarze, na co wpadliśmy dopiero na szczycie pierwszego stromego podjazdu o śmiesznej nazwie "Pod dzwonkiem" .Szkoda!

Trasa wiodła przez pola golfowe w Ropicy, gdzie już było widać sporo zawodników pchających w różne strony te swoje dziwne wózki z kijami. Grupa zatrzymała się pod ruinami pałacu w Ropicy, lecz ogonek (w którym byłem i ja) tego nie zauważył i samotnie pomknęliśmy dalej w stronę Śmiłowic. Tutaj mieliśmy zobaczyć dom rodzinny małego Jurka, który później został premierem RP. Dom całkiem zwyczajny, jakich wiele w okolicy, a na dodatek opuszczony, więc gdyby nie pamiątkowa tablica wmurowana w ścianie frontowej w ogóle można go było nie zauważyć.

Na szczęście peleton się też odnalazł i już razem pojechaliśmy dalej - w stronę Gutów, gdzie nastapił przystanek przy bardzo ciekawym kościele drewnianym, najstarszym po tej stronie Olzy. Teraz trasa prowadziła u podnóża Jaworowego i okolicznych szczytów, racząc nas wspaniałymi widokami na doline Olzy, lecz konfiguracja drogi przypominała wzburzone fale na morzu. Porządnie zmachani dotarlismy do Karpętnej - wioski związanej z założycielem Zespołu Pieśni i Tańca "Śląsk" -St. Hadyną, który się tu urodził, a zmarł w 1999r i jest pochowany w Wiśle. I znów, gdyby nie nasz przewodnik, nikt by pewnie na ten właściwy, oznaczony tablicą domek nie trafił. Dodatkowe atrakcje tej "dziedziny" to stadko bardzo fotogenicznych strusi oraz prawdziwy kanion wyrzeźbiony przez strumyk. Z kładki przerzuconej nad jego brzegami do dna było aż 18 m !

Teraz zjeżdzamy w dół i pokonując kilka stromych zakrętów dojeżdzamy do Bystrzycy nad Olzą i jadąc w dół rzeki osiągamy Trzyniec oraz Cieszyna, gdzie kończymy dzisiejszą wyprawę. Pokonaliśmy tym razem ok.55km, przy pięknej, letniej pogodzie.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zelonoświątkowa jajecznia w karczmie "U Zająca"

27.05.2007

Na stacie pod odnowionym św. Florianem na cieszyńskim rynku zebrała się spora grupka kolarzy z niecodziennym zamiarem upichcenia plenerowej jajecznicy gigant. Tym razem szef wyprawy - kol. W. Zmełty - "Kropelka" ulokował metę w Cisownicy w karczmie "U Zająca", do której należało się dostać od strony czeskiej.

Bagaże zdradzające łatwo tłukącą się zawartość zostały w większej części przekazane w depozyt do samochodu towarzyszącego i ruszyliśmy w drogę. Rozciągnięty peleton wkrótce osiągnął przejście turystyczne w Puńcowie - Kojkowicach i juz po stronie czeskiej korzytstając ze ścieżki rowerowej pojechaliśmy przez Wędrynię i Nydek na przejście graniczne pod Czantorią. Osiągnięcie tej przełęczy było dla rowerzystów nie lada wyzwaniem i weryfikacją własnej kondycji, bo nachylenie drogi przypominało spadek połaci gotyckiego dachu. Trzeba przyznać, że rewelacyjnie utrzymana nawierzchnia po stronie czeskiej skończyła sie na przejściu, dalej - to teren dostępny wyłącznie dla pojazdów terenowych a i to nie dla wszystkich.

Jakoś jednak przedreptaliśmy pchając nasze rowery do asfaltowej drogi. Dalej to już sama przyjemność - z górki aż na samą metę. Wkrótce sprawnie zawiązał się wieloosobowy komitet kulinarny, który pod przewodnictwem P. Holisza "Smiga" przygotował "wsad do kotła". Druga ekipa - D. Pawlik i R. Pilch w tym czasie przygotowali strzelnicę. Szło bowiem o rzecz niespotykaną -zawody strzeleckie w strzelaniu z wiatrówki o tytuł "króla strzelców" i nagrodę "Przechodnią Patelnię Ondraszka". Wrótce smakowity zapaszek jajecznicy, którą pracowicie mieszał "Smig", drażnił nozdrza strzelców. Nasz klubowy grajek kol. M. Sciskała harmonią zachęcał też wszystkich do wspólnego śpiewu. Wreszcie nadszedł moment kulminacyjny - jajecznica gotowa! Tym razem pobiliśmy chyba kolejny rekord - naliczono aż 235 jajek!

Amatorzy Ondraszkowej jajecznicy również ilościowo dopisali - było nas razem 55, w tym 12 z klubu "Wiercipięta" z Jastrzębia-Zdróju, 6 z klubu "Wandrus" z Żor, był również przedstawiciel z "Waganta" Katowice, "Grónie" Tychy, "Wagabunda" Wisła, PTTS "Beskid Slaski" w RCZ, była także 3 osobowa ekipa z Polskiego Związku Głuchych z Cieszyna, a także niezrzeszeni sypatycy turystyki rowerowej. Po zaciętej walce w konkursie strzeleckim "Puchar - patelnia "powędrował do kol.J. Szajtera z PTTS-u (23 pkt na 30 możliwych), II miejsce zajął prezes Ondraszka Z.Pawlik (21 pkt) a III miejsce kol. Z.Magnowski (18 pkt). Dodatkową atrakcją była możliwość przejażdzki na terenowych quadach.

Syci wrażeń oraz obfitego jedzonka ok. 1600 z żalem opuściliśmy to urocze miejsce. Pogoda była super!

Rechtór - Zbyś
Galeria
Ogólnopolski Zlot Przodowników TK PTTK w Siedlcach

02.06.2007 - 09.06.2007

Za pomoc w organizacji i pilotowanie tras po Zaolziu podczas 46. Zlotu Przodowników Turystyki Kolarskiej w zeszłym roku członkowie Sekcji Kolarskiej naszego BŚ zostali zaproszeni do udziału w tegorocznym 47. Zlocie, który odbył się w dniach 2.6.2007 – 9.6.2007 w Siedlcach.

Z zaproszenia skorzystało nas tylko 2 – ja i Stasio Martinek i wraz z 7 uczestnikami Klubu Kolarskiego „Ondraszek” z Cieszyna zjawiliśmy się na miejscu.

Były różne wersje transportu: autokarem p. Wawrzyczka (nie odpowiadało Ondraszkowi) lub pociągiem (nie pasowało nam z BŚ). Ostatecznie przy małej ilości uczestników pojechaliśmy 2 samochodami, co okazało się trafnym rozwiązaniem - transport bagaży, wygoda, operatywność i wykorzystanie kombinowanego - autorowerowego sposobu pokonywania dłuższych tras i zwiedzenia okolicy. A było co zwiedzać! Ziemia Siedlecka i okolica (pogranicze Podlasia i Mazowsza) to tereny z bogatą – chwalebną, ale i dramatyczną historią, związaną z ciekawymi osobistościami. I tak najpierw mieliśmy okazję zwiedzić Drohiczyn i dolinę Bugu aż po Brześć nad Bugiem. Tu była granica między Polską a Wielkim Księstwem Litewskim, po rozbiorach Polski między zaborem Rosyjskim a Pruskim, w latach 1939-1941 między ZSRR a Niemcami. Dawniej najazdy Tatarów, Krzyżaków, Szwedów. Miejsce bitew Napoleońskich, Powstania Listopadowego (1831) i Styczniowego (1863).

Zwiedziliśmy miejsca, pomniki i muzea upamiętniające te wydarzenia. Tu pod Kockiem odbyła się ostatnia bitwa Kampanii Wrześniowej (gen. Kleberg 5.10.1939), walki II. Wojny Światowej, walki AK (aż do roku 1952) Miasto Sarnaki: tu udało się rozmontować i przetransportować do Wielkiej Brytanii niewypał próbnej rakiety V2, co umożliwiło skuteczną obronę Londynu. Zwiedziliśmy też słynną stadninę koni w Janowie Podlaskim, skanseny i zabytki architektury świeckiej i sakralnej. Muzeum – Dworek Reymonta w Chlewiskach, Dworek – miejsce urodzenia H. Sienkiewicza (Wola Okrzejska) i jego kopiec (Okrzeja) i wiele innych ciekawych miejsc i zabytków.

Znamiennym rysem krajobrazu były niezliczone ilości bocianów. Naprzód we wsi Stary Bubel każde gospodarstwo miało 1 – 3 bocianich gniazd! Po zauważeniu 30 przestaliśmy je liczyć...! Jeśli chodzi o stronę organizacyjno-sportową Zlotu: Zakwaterowanie w miarę dobre, standardy wg. wyboru (od pola namiotowego po 2 osobowe pokoje). Wiele imprez towarzyszących: uroczyste zagajenie z udziałem władz PTTK i oficjalnych osobistości miasta, województwa i ministerstwa. Zlot zbiegł się w czasie z obchodami 460-lecia miasta Siedlce, projekcja filmu z przebiegu poprzedniego Zlotu, uroczyste zakończenie, w tym urozmaicenie z biwakami i posiłkami w terenie. Pod względem opracowania, przygotowania tras Zlot różnił się od poprzedniego: trasy poszczególnych dni podzielone na 3 wersje wg. długości i stopnia trudności. Tereny płaskie, największy kłopot sprawiały tylko klasyczne „kocie łby” i piaszczyste ścieżki, bo asfalt pokrywał tylko główniejsze – przez to ruchliwsze drogi. Każdy uczestnik miał do dyspozycji tylko bardzo schematyczną mapkę i skromny opis trasy. Tylko nieliczne z nich pilotowali przewodnicy PTTK, co organizatorzy tłumaczyli brakiem kadr przy udziale około 380 uczestników Zlotu. Obsługa przewodników była natomiast przy zwiedzaniu Siedlec i wycieczkach autokarowych. Pod tym względem tegorocznego Zlotu nie da się porównać z poprzednim w Cieszynie, gdzie każdy uczestnik otrzymał nie tylko mapkę, ale dokładny szczegółowy – do detali i kilometrażu opracowany opis tras w formie informatora. W dodatku na każdą trasę organizatorzy postarali się o 1 do 3 przewodników – pilotów obeznanych z terenem, mogących służyć informacją praktycznie na każde pytanie. Przy czym w 46 Zlocie udział wzięło też niemało, bo 349 kolarzy.

Józek Štirba
47. Ogólnopolski Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej Siedlce

02.06.2007 - 09.06.2007

Jak ten czas leci... wydaje się, że dopiero co żegnaliśmy kolarzy na Zlocie w Cieszynie a tu znów się witamy z znajomymi z całej Polski. Region Podlasia stanowił dotychczas "białą plamę" na mapie moich kolarskich wypraw, a jako były komandor ciekaw byłem efektów przygotowań tego zlotu, więc wybierałem się na zlot z podwójnym zaciekawieniem. Ondraszkowa drużyna liczyła tym razem 10 osób: Janina, Justyna, Zbyszek Pawlik, Jadwiga Gracyasz, Maryla Biłko-Holisz i Piotr Holisz, Kaziu Szewczyk, Krzysztof Sumera oraz Józek Stirba i Stasiu Martynek z zaolzianskiego PTTS-u.

Siedlce przywitały nas zimnem i pochmurnym niebem, więc początkowo zrezygnowaliśmy z rozbijania namiotu i skorzystaliśmy z noclegu pod dachem (w tej samej cenie!). Baza noclegowa (kompleks szkolnych internatów z przyległą ogromna łąką) wywarła na mnie pozytywne wrażenie, gdyż dawno nie było możliwości ulokowania wszystkich pod jednym adresem. Na szczęście w dniach następnych pogoda się poprawiła i aż do końca było słonecznie i ciepło. W trakcie uroczystości otwarcia zlotu symboliczne koło rowerowe przekazałem kol.J.Głowackiemu - obecnemu komandorowi. Muszę również podkreślić, że nasz zlot w Cieszynie był nadal żywo i z nostalgią wspominany, a jako byli organizatorzy spotykaliśmy się z powszechnymi wyrazami sympatii. Każdy zlot ma jednak swoją specyfikę, więc obecni organizatorzy bardzo starali się sprostać niełatwemu zadaniu, jakie wzięli na swoje barki i właściwie każdego dnia coś ciekawego się działo. Raz była to zabawa z Dj-em, innym razem wspólne pieczenie kiełbasek, czy tez wyświetlanie filmów i przeźroczy. Wg mnie najlepszym pomysłem był wyjazd rowerzystów na dwudniowa trasę - z noclegiem poza bazą i aranżacja wieczornego spotkania przy ognisku z grupą, która wybrała się na zwiedzanie autokarem. Ciekawe było też spotkanie zatytułowane "wieczór w muzeum" czyli wieczorne zwiedzanie muzeum regionalnego, zakończonego rautem.

Podlasie to region wprost stworzony dla kolarzy - jest tu równo i płasko. Co prawda malkontenci mogą narzekać na jakość dróg ale co tam dla roweru nie ma złej drogi... W trakcie jednej z wycieczek "zaliczyliśmy" na przykład wszelkie możliwe nawierzchnie - od luźnego piasku po bruk i asfalt. Warto jednak było skręcać z głównych dróg aby skonstatować, że połowę mijanych wiosek można by żywcem przenieść do skansenu. Budownictwo drewniane jest tu bowiem nadal licznie reprezentowane i to w kresowej ozdobnej postaci. Ciekawy był np. drewniany dwór szlachecki w prywatnym skansenie w Suchej, w którym właściciel nadal mieszka. Uderza też spora ilość nowych budynków, które jednak urodą nie mogą konkurować z tymi starymi, jak również dbałość o świątynie (przeważnie starannie odnowione). Odwiedziliśmy mi.n. Drohiczyn, "Świętą Górę" - Grabarkę z prawosławnym klasztorem na szczycie i nadgraniczny Mielnik. Splendoru tej okolicy dodawał Bug - bardzo malownicza rzeka, choć ciestety mocno przez Białoruś zanieczyszczona. Byliśmy też w miejscach związanych z Reymontem (Chlewiska) czy Sienkiewiczem (Wola Okrzejska) a także na ostatnim polu bitewnym kampanii 1939 (Wola Gułowska). Niestety tydzień szybko i minął. Syci wrażeń i przejechanych przeszło 400km wracamy do domu.

Do zobaczenia na 48 Zlocie p.t.kol.- na Pomorzu!

Rechtór-Zbyś
Galeria
25 Rajd "Dookoła Cieszyna"

16.06.2007

Na zaproszenie TJ Slavoj z Cz.Cieszyna, który dzięki dwóm działaczom: P.Freidrichowi i O.Szrubarzovi wyspecjalizował się w organizacji tych specyficznych rowerowo-pieszych rajdów, drużyna "Ondraszków" w 7-osobowym składzie wzięła udział w tej jubileuszowej edycji rajdu. W miejscu startu okazało się, że możliwości wyboru trasy były spore: od łatwej i kótkiej 20km, po "wyrypiastą" 100km. Zdecydowaliśmy się na udział przejaździe na dystansie 60km. Regulamin był prosty - należało przejechać trasę i potwierdzić swoją obecność w wyznaczonych punktach. Nasza trasa prowadziła przez Pogwizdów do przejścia granicznego w Kaczycach i już po stronie Ceskiej do Darkowa, gdzie był pierwszy punkt kontrolny. Pani przybijająca pieczątki na kartach kontrolnych była o sprawie uprzedzona, więc szybko załatwiliśmy formalności. Dalsza droga prowadziła na Stonawę, Albrechcice, gdzie zupełnie przypadkiem natrafiłem na kolarza akurat studiującego mapę. Okazało się, że był to pan M.Cocher - reprezentant słowackich kolarzy, który był obecny na ubiegłorocznym zlocie przodowników turystyki kolarskiej w Cieszynie.

Nie od razu mnie skojarzył, lecz już po chwili wymieniliśmy serdeczne uściski. Co za niesamowite spotkanie! Wspólnie ruszyliśmy w stronę Cierlicka, gdzie był następny punkt etapowy. W Domu Polskim potwierdził naszą obecność gospodarz - kol. J.Przywara przy okazji zapraszając nas we wrześniu na jubileuszowe obchody cierlickiej tragedii. Milan pożeglował już w stronę mety a my przez Gnojnik i Ligotkę Kameralną dotarliśmy do ostaniego punktu etapowego - Śmiłowic. Droga powrotna prowadziła przez Ropicę i niebawem i my dotarliśmy na metę, która była zlokalizowana w Domu Skauta nad zaporą w Czeskim Cieszynie. Organizatorów i czeskich piechurów powitaliśmy z progu gromkim "Witómy Was..", za co nagrodzono nas burzliwymi brawami.

W końcu też nasze burczące brzuchy zostały zaspokojone ciepłym posiłkiem a wynikiem wymiany informacji z Słowakiem było zaproszenie do udziału w ciekawym zlocie słowackich turystów kolarzy (czytaj w dziale aktualności). Miłą pamiątką po wyprawie jest wydany każdemu uczestnikowi okoliczościowy dyplomik - certyfikat udziału. Organizatorzy poinformowali, że w rajdzie udział wzięło ok. 80 turystów z czego połowę stanowili kolarze.

Należy zauważyć, że impreza była bardzo sprawnie przygotowana i przeprowadzona choć w głównej atrakcji turystycznej - zabawie przy "żywej muzyce" już nie braliśmy udziału. Dodam również, że w ubiegłym roku uczestnicy 46. zlotu przodowników turystyki kolarskiej w ramach tras zlotowych również brali udział w tym rajdzie i wówczas padł absolutny rekord - przeszło 250 kolarzy na trasach! Ogółem przejechaliśmy jednak 75km przy wietrznej, lecz przyjaznej kolarzom pogodzie.

Rechtór-Zbyś
Galeria
X Rowerowy Rajd Rodzinny

24.06.2007

Dnia 25.06.2007r. o godz. 930 na terenie campingu nad Olzą wyznaczono zbiórkę rowerzystów, którzy chcieli uczestniczyć w tej szeroko propagowanej w lokalnej prasie oraz na afiszach imprezie. Tegoroczna edycja rajdu odbywała się pod hasłem „Rowerzysto bądź widoczny na drodze”. Realizując to założenie wyposażyliśmy uczestników w specjalne rowerowe koszulki odblaskowe ozdobione okolicznościową naklejką. Miejsce startu odwiedzili również członkowie Komitetu patronackiego: p. Grażyna Staniszewska - poseł do parlamentu UE oraz p. Bogdan Ficek - burmistrz miasta Cieszyna.

O godz. 1015 kolorowy peleton pilotowany przez policyjny radiowóz ruszył w drogę. Tegoroczna trasa była wyjątkowo malownicza, prowadziła bowiem przez Puńców, Dzięgielów, Goleszów, (z wykorzystaniem przejazdu leśnym duktem udostępnionym specjalnie na potrzeby rajdu przez Nadleśnictwo Ustroń), Godziszów, Kozakowice do Skoczowa Bładnic. Tempo przejazdu dostosowane zostało do najmłodszych uczestników peletonu, więc był to rowerowy, rodzinny spacer w pełnym tego słowa znaczeniu. Meta rajdu została przygotowana w świetnie nadającym się do imprez plenerowych ośrodku agroturystycznym „Gajówka” p. Żabińskich.

Na mecie uczestnicy otrzymali ciepły posiłek oraz herbatę i mieli możliwość wzięcia udziału w programie rekreacyjnym, który składał się z:

  • konkursu ze znajomości przepisów ruchu drogowego dla dzieci i młodzieży, przeprowadzonym przez funkcjonariusza policji w kooperacji z członkami naszego klubu. Po zaciętej walce zwycięzcami w kat. 9-12 lat zostali:
    1. miejsce - Daniel Chmiel,
    2. miejsce - Miłosz Hazuka,
    3. miejsce - Paulina Firgoń.
    W kategorii ponad 13 lat najlepszymi okazali się:
    1. miejsce - Dawid Chmiel,
    2. miejsce - Kamil Masarski,
    3. miejsce - Kuba Grzybek.
  • W konkursie dla dzieci „bieg w workach” zwyciężyli:
    1. miejsce - Dawid Chmiel,
    2. miejsce - Kuba Grzybek,
    3. miejsce - Jarosław Śledziak.
  • dorośli mieli możliwość zmierzyć swoją wiedzę na temat Cieszyna w konkursie fotograficznym „czy znasz swoje miasto”. Rozpoznawanie bardziej, czy mniej znanych cieszyńskich zaułków na podstawie zestawów fotogrfii wychodziło, co przyznaję jako autor zdjęć, z bardzo różnym skutkiem.

Zwycięzcy otrzymali nagrody rzeczowe, a wszyscy uczestnicy mieli możliwość wylosowania drobnych upominków w przeprowadzonej loterii fantowej. Najcenniejszymi nagrodami – pucharami oraz dyplomami obdarowani zostali:

  • puchar ufundowany przez Burmistrza Miasta Cieszyna dla najliczniejszej rajdowej rodziny otrzymała 9-osobowa, trzypokoleniowa rodzina p. Grzybków.
  • Puchary ufundowane przez p. Grażynę Staniszewską dla seniorów rajdu otrzymali: p. Janina Hazuka oraz p. Władysław Gojniczek.
  • Puchar ufundowany przez TKK Ondraszek dla najmłodszego kolarza trafił do Maksyma Grzybka (r.1999).
  • Słodką nagrodę i tytuł „najmłodszej uczestniczki rajdu” otrzymała Karolina Grzybek (r.2005).

W tegorocznej edycji rajdu wzięło udział ponad 170 rowerzystów w bardzo różnym wieku. Oprócz mieszkańców Cieszyna i okolic obecni byli przedstawiciele z Klubu Turystyki Rowerowej „Amator” z Zabrza i „Wiercipięta” z Jastrzębia-Zdroju, a ponadto kolarze m.in. z Bytomia, Mikołowa, Knurowa, Rudy Śląskiej, Bielska-Białej oraz czeskiego Zaolzia. Impreza została przygotowana i przeprowadzona przez działaczy z Turystycznego Klubu Kolarskiego „Ondraszek”, a mogła zostać zrealizowana dzięki pomocy następujących firm i instytucji:

  • Urząd Miejski Cieszyn
  • PZU S.A. Cieszyn
  • Lakma S.A.
  • Hurtownia „Beskid Plus”
  • sklep „Megawat” Cieszyn
  • Centrum Oświetleniowe „Styl” Cieszyn
  • PSS „Społem” Cieszyn
  • ZPHU „Zbimar” Górki Wlk.
  • „Famex-Bis” Spółka z o.o.
  • Polski Czerwony Krzyż-oddział Cieszyn
Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób okazali pomoc w realizacji rajdu serdecznie dziękuję. Z turystycznym pozdrowieniem,
Rechtór-Zbyś
Galeria
Do źródeł Olzy

30.06.2007

Dnia 30.06.2007r. odbył się kolejny rowerowy rajd do źródła organizowany wspólnie przez TKK Ondraszek oraz PTTS „Beskid Śląski” w RCZ. Już przed godz. 900 w miejscu startu zgromadził się całkiem spory (ponad 70 kolarzy, w większości z RCZ) tłumek uczestników imprezy. Sekretariat bardzo sprawnie spełnił swą rolę zapewniając świadczenia oraz identyfikatory i już wkrótce uformowano peleton. Ok. 930 wyruszyliśmy przez Piosek i Bukowiec, gdzie niebawem osiągnęliśmy turystyczne przejście graniczne. Już po polskiej stronie na kolejnych górkach peleton mocno się rozciągnął, lecz po przekroczeniu drogi Istebna-Wisła ponownie się uformowano i już w zwartej grupie dojechaliśmy, wzdłuż coraz to mniejszej rzeki, do końca drogi w Istebnej-Gańczorka, gdzie został zorganizowany, przez miejscową OSP, parking rowerowy.

Dalej powędrowaliśmy już piechotą i w końcu - choć nie bez kłopotów - odnaleźliśmy „ciurczek” raźno wypływający spod wielkiego kamienia. Jest to źródełko uznane za początek tej najpiękniejszej rzeki Śląska Cieszyńskiego. Okolica jednak zmieniła się nie do poznania. Z pięknego niegdyś lasu pozostały tylko same pnie oraz chaszcze. Według słów reprezentanta urzędu gminy Istebna pana Janusza Waszuta, zawiniły temu szkodniki oraz potężna wichura. Stojąc u samego źródła przybliżyłem wszystkim dotychczasową historię rajdów, w których organizacji nasz klub uczestniczył od samego początku. Oczywiście też zaśpiewaliśmy „Płyniesz Olzo”, pieśń, która w tym miejscu nabiera wprost magicznego znaczenia. Snuliśmy także wizję przyszłego zagospodarowania tego miejsca, choćby na wzór niedalekiego ujęcia źródła Wisły.

Tymczasem przepiękny dotychczas widok zasłoniła nagle potężna chmura, więc najwyższy czas było uciekać. Już z pierwszymi kroplami deszczu osiągnęliśmy znów parking rowerowy. Teraz jednak lunęło jak z cebra, więc tą nawałnicę przeczekaliśmy po prostu pod drzewami. Na szczęście ulewa nie trwała długo, więc niebawem po szaleńczym zjeździe osiągnęliśmy „Bar nad Olzą” czyli metę rajdu. Miejsce to pięknie udekorowane banerami klubu oraz PTTK nęciło przyjemnym zapaszkiem naszego posiłku - grilowanych kiełbasek oraz wesołymi beskidzkimi melodiami wygrywanymi przez specjalnie zaproszoną kapelę „Wałasi”. Bardzo przydały się teraz klubowe śpiewniki, które w ramach świadczeń wydaliśmy uczestnikom rajdu.

Niebawem głośne helokanie rozległo się hen, daleko po gróniach. Kulminacyjnym punktem programu było przekazanie przygotowanych nagród. PTTS ufundował puchary dla juniora oraz seniora rajdu. Wyróżnienia te otrzymali 12 letni Tadeusz Cienciała z Jabłonkowa, oraz sam komandor rajdu kol. Józef Štirba z Cz. Cieszyna liczący sobie 71 wiosen. Piękny puchar ufundowany przez UG Istebna zasłużenie trafił do 4 osobowej ekipy reprezentującej Turystyczny Klub Kolarski "Wiercipieta" z Jastrzębia - uczestników przybyłych z najbardziej oddalonej miejscowości, którzy całą trasę pokonali - jakżeby inaczej - na rowerach. Upominek otrzymała także najmłodsza uczestniczka wyprawy - 1,5-letnia dziewczynka wieziona przez tatę w specjalnej rowerowej przyczepce. Monografiami klubu Ondraszek nagrodziliśmy też działaczy z PTTSu: kol. W. Janika i J.Śtirbę, a w loterii fantowej szczęśliwcy wylosowali materiały krajoznawcze, ufundowane przez „Euroregion Śląsk Cieszyński-Tesinske Slezsko”.

Tymczasem deszcz przestał nas w końcu nękać i zza chmur znów wyjrzało słońce. Meta powoli pustoszała... przejechaliśmy ogółem ponad 40km, a rajd mimo kapryśnej pogody mogę zaliczyć do bardzo udanych.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Obóz kolarski "Roztocze-Zamojszczyzna"

04.08.2007 - 12.08.2007

4.08.2007-12.08.2007r.

  • Uczestnicy: Zbyszek, Jacinta, Alicja i Justyna Pawlik, Basia i Andrzej Nowak, Basia Kubica.
  • Baza noclegowa: agroturystyka u p. Bogusi w miejscowości Tereszpol - Zygmunty.

Zwiedziliśmy urocze krajobrazowo tereny Roztoczańskiego Parku Narodowego, Puszczy Solskiej oraz atrakcyjnych miejscowości od Biłgoraja po Zamość. Ogółem przejechaliśmy ok. 300km przy wspaniałej pogodzie, a w bazie byliśmy rozpieszczani przez naszą gospodynię - p. Bogusię. Poniższy opis wydarzeń widzianych oczyma Jusi, stanowi skrót z jej pamiętnika (za zgodą autorki).

4.08.2007r.

Jedziemy autem... a o 2100 jesteśmy na miejscu! Ale śliczny ten dom, po prostu cud, miód i fistaszki. Mam nadzieje, że będzie dobrze!

5.08.2007r.

Rano zjedliśmy śniadanie, a tata zaproponował Kindze (córce gospodarzy w wieku Justyny), żeby pojechała z nami i ona się zgodziła! Jechaliśmy sobie różnymi dróżkami. Byliśmy w browarze (Zwierzyniec) starzy pili piwo, a reszta sok. Później oglądaliśmy kościół na wodzie, a za nim na wysepce był grób ulubionego psa Marysieńki, czy kogoś tam. To mało istotne... W muzeum RPN były różne wypchane zwierzaki, różne zdjątka, spróchniałe i niby piękne pniaki. Dojechaliśmy do Górecka Kościelnego – była tam chmara ludzi, bo odbywał się festiwal pieśni Maryjnej. Jakieś m.in. babcie sobie piały... Przejechaliśmy 43km.

6.08.2007r.

Najpierw byliśmy w pobliskim kościele bo był odpust. Po mszy tata kupił „szczypkę” czyli tradycyjny odpustowy cukierek. Następnie jechaliśmy do Biłgoraju, a tam zwiedziliśmy kościół oraz pracownię i chatę sitarza. Później jechaliśmy, aż wjechaliśmy do lasu i lasowych piaskowych dróżek. Dojechaliśmy na jakąś polankę (Trzęsiny) i zjedliśmy resztkę naszego prowiantu. Aha! Wcześniej chodziliśmy jeszcze po takiej ogromnej hałdzie piasku... Ale było to fajne, choć spore ilości dowiozłam do domu w butach. W trakcie drogi widzieliśmy pole tytoniu, kaszy którejś (gryczanej) i malin w wielkości truskawek. Później w dół i górę... aż dojechaliśmy do domu. Przejechaliśmy 53km! I najważniejsze: podoba mi się tu!

7.08.2007r.

Znowu zeszłam ostania na śniadanie, ale to jest już chyba tradycja. Wyjechaliśmy ok. 900, a to serio dobry czas! Pierwszy przystanek był w Guciowie na picie. Jechaliśmy... jechaliśmy... przez te piaskowe leśne dróżki, po asfalcie, w dół i w górę, aż dotarliśmy do Krasnobrodu. Zjedliśmy pyszny obiad, a potem pojechaliśmy do kapliczki na wodzie i nad jezioro trochę się popluskać. Ruszyliśmy dalej przez kilka mieścin, przez Park Narodowy i te piekielne piaszczyste dróżki z kałużami i dziurami, aż dojechaliśmy do domu.

8.08.2007r.

Podrzuciliśmy się samochodami do Józefowa. Wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy ok. 10km asfaltem, a potem czarnym pieszym szlakiem... mówiąc ostro – to była masakra! W Suścu zjedliśmy pyszne obiadzio i zaś w drogę... tym razem po czerwonym szlaku prosto do Józefowa.

9.08.2007r.

Ranek jak ranek... ciężko wstać, myciu-myciu, śniadanie i odjazd! Dzisiaj dojechaliśmy autem do Szczebrzeszyna. Robiliśmy zdjęcia przy rzeźbie tego sławnego chrząszcza, który okazał się świerszczem. Dojechaliśmy do Zamościa, panowie zdjęli rowery, wsiedliśmy na nie i fruuu... Rynek - ratusz z ogromnymi schodami. Tato poszedł do arsenału, a my na lody, kawę i piwo. Jak nasz fanatyk militariów wrócił, to objechaliśmy całe miasto dookoła. Z powrotem znów wróciliśmy autem.

10.08.2007r.

Rano wsiedliśmy na rowery i razem z p. Bogusią pojechaliśmy do lasu na grzyby, ale główny cel to było zobaczenie bagien. Zaraz jak wjechaliśmy między drzewa p. Bogusia rzuciła rowerem i zebrała kilka grzybków. Dojechaliśmy do bagna i pierwszy raz w życiu zobaczyłam żurawiny, pijanice i bagno zwyczajne (rośliny). W trakcie zbierania żurawin zaczęło strasznie mocno padać, więc musieliśmy zrobić użytek z wożonych cały tydzień peleryn. Później się trochę pogubiliśmy, a jak już w końcu wyjechaliśmy na leśna ścieżkę asfaltową, to tata złapał gumę. Okazało się, że do opony wbił się całkiem spory drucik! Później jechaliśmy przez koszmarną wytrzęskę (bruk), a przy końcu zjedliśmy kanapki. Główną drogą dojechaliśmy do domu i okazało się, że przejechaliśmy aż 30km! Po obiadku, już bez gospodyni, pojechaliśmy do Bojar na ścieżkę dydaktyczną (ścieżka w nadleśnictwie Biłgoraj), którą przeszliśmy na piechotkę. Ok. 2100 wróciliśmy do domu.

11.08.2007r.

Więc tak... Rano było pyszne śniadanko (jak zawsze), a potem my przygotowaliśmy się do wycieczki, natomiast reszta – do wyjazdu do Cieszyna... najpierw przejechaliśmy przez rezerwat Czartowe Pole, później zatrzymywaliśmy się w rezerwacie Szumy nad Tanwią. Poszliśmy dalej, a tu nagle zaczęło lekko kropkać (padać). Nic sobie z tego nie robiliśmy, bo przecież mieliśmy parasole. Ale w jednej chwili zaczęło tak okropnie lać, że staliśmy jak te ciotki pod drzewami... W końcu postanowiliśmy się schować w sklepiku na górce, gdyż po mału parasole zaczęły nam przeciekać. Pod daszkiem było tyle ludzi, że ledwo się zmieściliśmy. Po jakimś czasie przestało padać, lecz miałam całkiem przemoczone tenisówki. Pojechaliśmy do Tomaszowa Lubelskiego. Tam spotkaliśmy Asię i Grzesia (rodzina z Cieszyna). Było bardzo fajnie! Potem pojechaliśmy przez Bełżec, gdzie obejrzeliśmy drewnianą cerkiew, do Narola, gdzie widzieliśmy pałac Łosiów. Przy błyskach z nieba dojechaliśmy do domu. Pani super-gospodyni przygotowała sos z grzybków, które rano zebrała w lesie z tatą i p. Basią K. Mega dobre!

12 .08.2007r.

To już ostatni dzień naszej przygody. Wracamy! Pierwszy przystanek był w Biłgoraju, a potem w Baranowie Sandomierskim. Chodziliśmy tam po ogrodach, ale jakiś takich brzydkich... Następny przystanek był w Tarnowie. Znowu zaczęło tak potwornie lać, że nie dało się jechać! Mieliśmy jeszcze jedna przygodę – w Bielsku odpadł nam tłumik i buczało jak nie wiem co! Dlatego zatrzymaliśmy się, a tata przywiązał go drutem. Później jechaliśmy z rykiem. Na trzy kilometry przed Cieszynem znowu nam ta część odpadła, a na dodatek zaczęło lać. Zadzwoniliśmy po znajomego, który nas podwiózł. Była 100 w nocy kiedy wreszcie dojechaliśmy do domu!

Wrażenia opisała uczestniczka wyprawy
Justyna Pawlik
Galeria
Co w lesie piszczy

25.08.2007

Wędrując z rowerem po polach i lasach skonstatowałem jak niewiele wiemy na temat otaczającej nas przyrody. Postanowiłem choć trochę to zmienić, należało więc poszukać odpowiedniego przewodnika i wymyślić trasę. Okazja nadarzyła się niebawem. kol. Józek Stirba z PTTS-u jako emerytowany leśniczy zaoferował poprowadzić taką wyprawę w okolicach Trzyńca, gdzie na stoku góry Jagodna w jego dawnym rewirze powstała ścieżka edukacyjna.

W umówionym terminie pojechało na miejsce zbiórki kliku Ondraszków oraz sympatyków (razem sześciu). U zaprzyjaźnionego gospodarza zostawiliśmy rowery i już pieszo w towarzystwie Józka powędrowaliśmy przez las co rusz odkrywając tajniki przyrody. Dowiedzieliśmy się mnóstwa ciekawych informacji i teraz możemy na las spojrzeć z zupełnie innej strony - jako na złożony ekosystem. Mówię Wam doprawdy człowiek uczy się całe życie.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Tatry Zachodnie - Dolina Chochołowska

01.09.2007 - 03.09.2007

Wrzesień w górach lubi być przewrotny, a zwłaszcza w Tatrach. Wierząc jednak w dobrą gwiazdę Ondraszka wybraliśmy się w Tatry Zachodnie z zamiarem zobaczenia jak świat wygląda z góry. Ekipa tym razem liczyła 12 osób w tym 5 Ondraszków: Jędruś, Basia (szef wycieczki), Kazik, Rechtór i AlaPala. Zaczęło się paskudnie - dolina przywitała nas deszczem. na szczęście nim doszliśmy do schorniska przestało padać i nawet można było się wybrać na krótki spacer szlakiem papieskim. Nazajutrz przy zdecydowanie lepszej pogodzie raźno ruszyliśmy na ekstremalną, bo prawie dziesięciogodzinną. Pierwszy przystanek po ostrym podejściu nastąpił na Przełęczy Siwej (1812m.n.p.m.) Widok wprost zapierał dech - przed nami postrzępione szczyty slowackich Tatr, z daleka majaczyły granie Tatr Wysokich, widać było również Zakopane i sznureczek zabudowań należących do kolejnych osad wzdłuż Czarnego Dunajca, a plan zamykała majestatyczna Babia Góra, u podnóża której iskrzyła się kałuża jeziora Orawskiego. Nasze apetyty rosły - poszliśmy więc raźno na najwyższy szczyt słowackich Tatr Zachodnich -Bystra (2248m.n.p.m). Niestety podstawa chmur była gdzieś w okolicy 2000m więc szczyt był gęsto otulony mgłą. Tutaj zaskoczenie - na wierzchołku powitali nas przedstawiciele Słowackiego Kubu Turystów, którzy zorganizowali tutaj metę corocznego rajdu. Wpisaliśmy się do pamiątkowej księgi i otrzymaliśmy specjalny dyplom.

Powrotna droga przez Błyszcz (2158m.n.p.m) zaprowadziła nas do Raczkowej Przełęczy(1959m.n.p.m). Odtąd nasza grupka się podzieliła - ja i Ala powędrowaliśmy najwyższy polski szczyt tego łańcucha -Starorobociański Wierch (2172m.n.p.m), a reszta ekipy skierowała się przez Ornak ma przełęcz Iwaniacką. Podejście na Wierch było dość uciążliwe, gdyż znów musieliśmy wdrapać prawie się na wysokość Bystrej. Dookolną panoramę ze szczytu poznaliśmy dzięki wkładce na mapie, gdyż w rzeczywistości widoczność była kilkumetrowa. Następny Wierch - Kończysty (2003m.n.p.m) już nam odsłonił widoki, więc mogliśmy napaść oczy do woli - zwłaszcza wspaniałymi wierzchołkami Rohaczy. Teraz przed nami zejście przez Trzydniowiański Wierch (1758m.n.p.m) do doliny Chochołowkiej i zmordowani dotarliśmy do schroniska. Nie przeszkodziło nam to jednak przeprowadzić nocne Polaków rozmowy....

Ostatni dzień - poniedziałek. Każdy miał inny pomysł na drogę powrotną, więc znów podzielilismy się na kilka gupek. Ondraszki wybrały Drogę nad Reglami i zejście Doliną Lejową. Trasa dośś trudna, zwłaszcza, że teraz taszczyliśmy w plecakach cały nasz majdan. Ale co tam, piękne skąpane w słońcu krajobrazy wynagrodziły nam te trudy. W dolinie zobaczyliśmy smutne efekty niedawnej wichury - powalony las, a i po drodze musieliśmy często pokonywać wykroty.

Na zakończenie powiem, że na pamiątkę z wyprawy od gazdy kupiliśmy sobie tradycyjnie po oscypku, a Kazik poszedł na całość i zafundował sobie ... psa.

Rechtór- Zbyś
Galeria
"Rowerem na Żwirkowisko"

08.09.2007

Korzystając z zaproszenia J.Przywary z miejscowego PZKO, który w imieniu Komitetu Organizacyjnego obchodów 75-lecia katastrofy lotniczej w Cierlicku w wyniku której zginęli pilot Fr.Zwirko oraz konstruktor lotniczy St.Wigura zaplanowaliśmy specjalną wyprawę aby uczestniczyć w uroczystości. Pogoda niestety ostatnio była paskudna i nie rokowałem wielkich nadziei na spotkanie śmiałków w miejscu zbiórki. Na rynku jednak, ku mojemu zaskoczeniu, zebrała się grupka 5 kolarzy: klubowa Wisnienka, J.Rezmer, A.Gojniczek, L.Szurman, St.Pawlik oraz piszący te slowa, więc nie zważając na wiszące prawie nad głowami ciężkie chmury raźno ruszylismy w drogę. Olza na wysokości mostu kolejowego wcale nie przypominała potulnej rzeczki, która "płynie po dolinie jak przed laty" lecz rozwcieczoną bestię.

Dojechaliśmy do zamku w Kocobędzu i dzięki uprzejmości miejscowego gospodarza wdrapalismy się również na widokową wieżę, która ostatnio została odrestaurowana i otwarta dla publiki. Do Cierlicka dojechaliśmy ścieżką rowerową przez pola i lasy. Scieżka ta jest mało uczęszczana, więc zdążyła już zarosnąć zielenią. Rowery trafiły na zorganizowany parking a nasza grupka powiększona o Jasię i Alicję Pawlik uczestniczyła w miejscowym kościele we mszy św. w intencji poległych. Następnie w pochodzie z pocztami sztandarowymi przy dźwiękach orkiestry wojsk lotniczych z Dęblina udaliśmy się pod pomnik, gdzie nastąpiła dalsza część rocznicowych obchodów. Były to przemówienia zaproszonych gości, (w tym jedynego syna Fr.Żwirki - Henryka, który miał 2 lata jak zginął mu ojciec), czytano wzruszające fragmenty wspomnień z pamiętnego wyścigu lotniczegoz 1932 r., w którym na miesiąc przed swą śmiercią duet Polaków zwyciężył wszytkie lotnicze potęgi Europy, były też występy chóru.

Uroczystość zakończyło złożenie kwiatów pod pomnikiem, w tym również wiązanki od naszego klubu. W Domu Polskim obejrzeliśmy okoliczościową wystawę także zdjęcia z dawnych okolicznościowych spotkań rowerowych, na którym - a jakże, też mozna było zobaczyć Ondraszków. Spotkaliśmy się również z uczestnikami XX rajdu kolarskiego im. Żwirki i Wigury z metą w Cierlicku organizowanego od początku przez kolarzy z PTTK Jastrzębie. Do Cieszyna wróciliśmy przez Olbrachcice oraz Podoborę znów poganiami przez ołowiane chmury, które jak widać organizatorzy potrafili okiełznać, skoro w trakcie obchodów świeciło słońce. Lotnicy są zawsze bliżej nieba, więc jak sądzę mają tam swoje układy.

W czasie naszego pobytu w Warszawie odwiedziliśmy Cmentarz Powązkowski. Tutaj w Alei Zasłużonych przy katakumbach pochowano obu lotników. W Cierlicku znajdują się tylko ich groby symbolicze. Przewiezienie zwłok i pogrzeb był wielką manifestacją patriotyczną. Dnia 12.09.1932r wyjątkowo, na mocy porozumienia między rządami Polski i Czechosłowacji otwarto granicę, którą można było przekraczać bez dokumentów - następna taka okazja zdarzyła się dopiero po przeszło 50 latach!

Rechtór-Zbyś
Galeria
"Do ujścia Olzy"

16.09.2007

Jak się okazało, pomysł rzucony w ubiegłym roku przy źródle Olzy trafił na podatny grunt. Z PTTSem wcześniej podzieliliśmy sprawiedliwie zadania organizacyjne - dokładnie odwrotnie jak przy rajdzie do źródeł i rozwinęliśmy mocną kampanię propagandową. Rzeczywistość jednak przerosła nasze oczekiwania. Z zapisów na liście startowej wynikało bowiem, że w tej pierwszej historycznej wyprawie udział wzięło 72 kolarzy z czego 12 z „Wiercipięty” oraz 27 z „Ondraszka”, a najmłodszym uczestnikiem wycieczki była 8-letnia dziewczynka!

Bolek Fukała poprowadził peleton, który swą wielkością przypominał „Tour de Pologne” od dworca kolejowego, opłotkami Karwiny do przejścia granicznego w Gołkowicach. Za granicą przejąłem prowadzenie i przez Godów, Łaziska, Gorzyczki dojechaliśmy do Uchylska. Po drodze zobaczyliśmy uroczy kościół drewniany oraz pozostałość myśliwskiego zameczku Laryszów. Teraz wjechaliśmy na rozległą równinę i wzdłuż wału przeciw powodziowego dojechaliśmy do miejscowości Olza. Rowery pozostały na improwizowanym parkingu, a my wąską ścieżką w gąszczu nabrzeżnych wiklin dotarliśmy do ostatniego 99. kilometra biegu Olzy. Olza łączy się tutaj z Odrą pod ostrym kątem, którego wewnętrzna strona należy do CZ. Wszędzie było widać świeże ślady wezbranej po ostatnich deszczach rzeki, a niesione z prądem rzeki połamane patyki i trawa zawisły na drzewach na wys. ponad 4m od obecnego poziomu nurtu. Jeszcze dwa tygodnie temu wyglądało to naprawdę groźnie, a teraz... Olza leniwie toczy swe ciemne wody, które wyraźnie odcinają się od wód Odry w kolorze kawy z mlekiem.

Ponad nurt rzeki popłynęła pieśń „Płyniesz Olzo....” w naszym wykonaniu. Wkrótce przekroczyliśmy most na Odrze z którego świetnie było widać styk obu rzek. Co prawda do granicznych Chałupek miałem zamiar dojechać ścieżką przyrodniczą „meandry rzeki Odry” jednak po przejechaniu ok.200m ścieżka nagle zniknęła w okresowym stawku powstałym w trakcie niedawnej powodzi. No cóż, trzeba było zawrócić i skorzystać z asfaltu. Za granicą dowodzenie znów przejął Bolek i poprowadził peleton przez Kopytów do lokalnego przejścia turystycznego. Jest to jedyne znane mi przejście „wodne” bez mostku czy kładki, a co więcej bez zjazdu po stromych brzegach. Zadziwiające!

Śmiałkowie już pieszo dotarli nawet na sam koniec ostro zakończonego półwyspu, który oglądaliśmy z polskiej strony. Ostatkiem sił (na liczniku już przeszło 50km, a dla tych co jechali z Cieszyna oczywiście więcej) doczłapaliśmy do mety w domu PZKO w Wierzniowicach. Świetne miejsce na piknik. Dzięki zapobiegliwości Władka Janika z PTTSu oraz gospodarzy państwa Tobołów, czekał na nas ciepły poczęstunek, który został szybko wchłonięty przez zgłodniałych kolarzy. Gospodarze zajmująco opowiedzieli o historii wsi a także jej dniu dzisiejszym. Zaciekawiła mnie zwłaszcza oferta spływów kajakowych po Olzie.

Na pamiątkę rajdu nasz klub otrzymał od PTTSu zadedykowany unikalny tomik wierszy J. Santariusa „Rymy z nad Stonawki”. Tutaj rajd się zakończył, a nam pozostał indywidualny powrót do domu. W 5-osobowej grupce Ondraszków postanowiliśmy wrócić jednak na rowerach, więc w Cieszynie na liczniku wystukało nam aż 90km. Wyprawa była naprawdę udana, więc myślę, że warto ją w przyszłości kontynuować.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rowerem z Bielska na Żar i z powrotem

22.09.2007

Z okazji Światowego Dnia Turystyki nasz klubowicz kol. Krzysztof Sumera z Bielska-Białej zaprosił Ondraszków do kolarskich odwiedzin bielskiego regionu, oferując ciekawą trasę oraz własne usługi przewodnickie. Z zaproszenia skorzystała 8-osobowa grupa i być może byłoby nas więcej, lecz na przeszkodzie stanęła niespodziewana trudność. Okazało się bowiem, że Cieszyn z Bielskiem łączy raptem kilka pociągów. No cóż, powszechna motoryzacja odbiła się wyraźnie na kondycji kolei, więc i my musieliśmy skorzystać z własnego transportu.

Z przewodnikiem spotkaliśmy się na dworcu PKP i niebawem raźno ruszyliśmy w kierunku Hałcnowa. Hałcnowska górka od razu zweryfikowała kolejność w naszym peletonie, a sama droga była nieco uciążliwa ze względu na spory ruch. Na szczęście niebawem skręciliśmy w kierunku Kóz i boczną drogą dojechaliśmy do Kęt-Podlesia i dalej przez Kobiernice do Porąbki. Droga wiła się malowniczo wzdłuż rzeki Soły okolona szczytami Beskidu Małego. Objechaliśmy jezioro zaporowe i wznosząc się stopniowo dojechaliśmy do stacji dolnej kolejki PKL. Poniżej roztaczał się ciekawy widok z lotniskiem szybowcowym na pierwszym planie. Dalsza droga dla innych pojazdów była zamknięta - lecz dla nas to stanowiło zarówno wyzwanie jak i zaproszenie!

Część zespołu pracowicie pięła się pod górę pokonując kolejne serpentyny, a reszta pojechała kolejką. Wyjazd rowerem trwał ok. 1/2 godz., lecz wspaniała panorama z tarasu widokowego wynagrodziła trudy podjazdu. Jezioro elektrowni szczytowo pompowej to też niesamowity widok. Basen o wym. 800x600m i głęb. ponad 20m umieszczony na szczycie góry naprawdę nieczęsto się spotyka. Szkoda, że można go oglądać jedynie zza płotu. Na szczycie było dość tłoczno - byli tu spadochroniarze z wielkimi worami na plecach, wszelkiej specjalizacji rowerzyści, motocykliści no i spory tłum pasażerów PKL. Na szczęście miejscowa restauracja ma dość dużą przepustowość... Pokrzepieni na ciele i duchu ruszyliśmy z górki i już po 5min(!) byliśmy w punkcie wyjścia. Po drodze minęliśmy „niewiarygodne miejsce”, gdzie droga pnie się w górę a położone na asfalcie przedmioty... toczą się pod górkę! Dziwne!

Przed nami następny podjazd na przełęcz Przegibek i nasz peleton znów mocno się rozciągnął. Pokonując kilkaset metrów przewyższenia spotkaliśmy się dopiero na samej przełęczy (665mnpm). Chwila odsapki - rzut oka na pięknie prezentującą się w oddali górę Żar i ponownie pędziliśmy w dół. Wjechaliśmy do Bielska po mordędze jazdy i lawirowania między sznurami samochodów skręciliśmy wreszcie w spokojniejsze okolice śródmieścia. Mijamy kolejno ratusz, plac Chrobrego, rynek. Zabytki te pięknie odrestaurowane robią wrażenie. Teatr i zamek z kolei są szczelnie owinięte kokonem rusztowań: naprawdę wiele się tutaj dzieje. Nasza wyprawa skończyła się tam gdzie się zaczęła - na równie pięknie odrestaurowanym dworcu kolejowym. Przy wspaniałej pogodzie i ciekawej okolicy przejechaliśmy ok.65km. Myślę, że takie wyprawy „z pomysłem” warto kontynuować.

Rechtór-Zbyś
Galeria
V Triathlon Rowerowy "Ziemia Cieszyńska"

30.09.2007

Po długim okresie żmudnych przygotowań oraz kampanii medialnej Komitet Organizacyjny na cieszyńskim rynku punktualnie o godz. 930 rozpoczął zapisy do tegorocznej edycji Triathlonu Rowerowego Ondraszek. Na starcie ostatecznie stanęło 28 zawodników, w tym tylko jedna kobieta oraz kilku startujących poza konkurencją. Widać panie trochę boją się rywalizować...

Zawody były podzielone na trzy etapy. Pierwszy na odcinku Cieszyn-Hażlach Dęby składał się z dwu losowanych wariantów. Każdy z nich zawierał kilka punktów w terenie, które należało w limicie czasu zlokalizować i wypełnić zawarte w karcie startowej pytania z nimi związane. Zadanie okazało się dość proste, choć jeden z zawodników niestety mocno przy tym pobłądził. Etap drugi o wyraźnie sportowym charakterze polegał na indywidualnej jeździe na czas na odcinku Hażlach-Dęby-Zamarski. Droga została zabezpieczona przez służby porządkowe składające się członków TKK Ondraszek, OSP Pastwiska oraz Policję.

Etap trudny i wymagający kondycji, gdyż trasa o dług. 3,4km prowadziła prawie w całości pod górę.

I wreszcie etap trzeci czyli cross rowerowy o dług.3,5km prowadzony leśnymi ścieżkami ostatecznie zweryfikował punktację. Mimo ostrej rywalizacji zawodnicy jechali ostrożnie, więc obsługa medyczna na szczęście nie miała roboty, obyło się również bez awarii technicznych.

Podczas gdy ”Karczma przy Źródełku”w Zamarskach serwowała wszystkim ciepły posiłek sekretariat przy pomocy komputerów opracował wyniki dla każdej kategorii. Jak widać niektórych zawodników dzieliły ułamki punktów, co świadczy o dobrym przygotowaniu kondycyjnym i opanowaniu techniki jazdy. Zwycięzcy otrzymali zasłużone puchary i medale a wszyscy uczestnicy dyplomy udziału wręczane przez głównego sędziego i pomysłodawcę zawodów kol. K. Kaszturę oraz prezesa TKK ”Ondraszek” Z. Pawlika.

Należy podkreślić, że Triathlon rowerowy mógł się odbyć dzięki wsparciu władz miasta Cieszyna oraz bezinteresownemu zaangażowaniu dużej grupy pasjonatów, za co im serdecznie dziękuję.

Wyniki

Kategoria: Kobiety
MiejsceNazwisko i imięPunkty
1.Mędrek Magdalena27,11
Kategoria: M1
MiejsceNazwisko i imięPunkty
1.Sokół Nikodem18,35
2.Masarski Kamil19,18
3.Janik Andrzej20,46
4.Janota Marcin21,76
5.Kasztura Michał23,39
6.Gorzelany Jakub26,39
7.Tyrtania Robert27,03
Kategoria: M2
MiejsceNazwisko i imięPunkty
1.Pipień Daniel18,19
2.Branny Dawid19,09
3.Ochman Krzysztof28,02
4.Pawlik Dariusz32,51
Kategoria: M3
MiejsceNazwisko i imięPunkty
1.Bubik Mariusz20
2.Huba Czesław20,34
3.Sokół Bogusław21,14
4.Tomczyk Jacek22,33
5.Janik Janusz25,16
6.Wawrzyczek Wiesław25,46
7.Nowak Andrzej26,28
8.Tyrtania Zdzisław30,95
9.Szurman Leszek35,64
10.Delong Piotr36,09
Kategoria: M4
MiejsceNazwisko i imięPunkty
1.Nowak Henryk28,49
2.Mędrek Andrzej28,91
3.Chrobok Józef29,08
4.Gojniczek Andrzej29,82
Zbyszek Pawlik
„rechtór”
TKK Ondraszek
Galeria
Zawody uphill na Stożek w Wiśle

14.10.2007

A oto wyniki zawodów:

Mężczyźni
MiejsceNazwiskoImięData urodzeniaMiejscowośćWynik (czas)
1CieślarTomasz1985-05-31Wisła10:42,03
2ŚliżSławomir1976-04-17Goleszów11:06,73
3PodolskiMateusz1991-06-16Pyskowice11:34,35
4WiendlochaPawełGliwice11:38,24
5RogalaMarek1971-11-08Jastrzębie Zdrój12:32,91
6KonderlaGrzegorz1983-04-03Skoczów12:39,59
7PodolskiKrzysztof1968-12-03Pyskowice12:44,22
8KapłonJulian1978-01-09Gliwice13:34,09
9JonikŁukasz1985-10-09Katwowice13:39,09
10WiśniewskiEuzebiusz1991-05-16Skoczów13:39,91
11BubikMariusz1967-11-08SigmaKalon Cieszyn15:19,97
12JanikAndrzej1989-11-29Pogwizdow15:27,11
13TomczykJacek1962-08-11SigmaKalon Cieszyn17:54,91
14JanikJanusz1961-08-13Pogwizdow19:30,88
Kobiety
MiejsceNazwiskoImięData urodzeniaMiejscowośćWynik (czas)
1CieślarIlona1986-08-01Wisał13:32,74
2RenszMałgorzataGliwice23:10,06

Zdjęcia z imprezy można oglądać na stronie organizatora

Adam Kłodowski
Ondraszkowe pieczenie barana

20.10.2007

Z pierwszym śniegiem, który niespodzianie pojawił się w przeddzień imprezy, Ondraszki, tym razem już bez rowerów, lecz ze śpiewnikami w rękach zebrały się tłumnie w karczmie "U Józefa", aby spojrzeć na miniony sezon z nieco innej perspektywy. Przy wspominaniu przygód na rowerowych i górskich szlakach gęsto przetykanych pieśniczkami, wydatnie pomógł nam pięknie upieczony i smakowicie pachnący baran. Trzeba dodać, że wiosną go kupiliśmy i cały sezon obgryzał trawkę na ogrodzie u pani Lincerowej. W skomlikowaną operację przeistoczenia barana w smakowite danie najwięcej się zangażowała pani Helena L. oraz Władek Z., za co wszyscy biesiadnicy pięknie dziekują.

Żadne słowo nie odda tego zapachu ani smaku - zresztą popatrzcie sami...

Zbyś-Rechtór
Galeria
Zabawa Andrzejkowa

30.11.2007

Jak się rzekło wspólnie z szefem PZKO Cierlicko - Józkiem Przywarą postanowilismy wrócić do tradycji spotkania w ten jeden jedyny wieczór, w którym można próbować dowiedzieć się conieco o tym, co jest nam pisane. Tradycja mówi bowiem, że 30 listopada św. Andrzej uchyla rąbka tajemnicy dotyczącej przyszłości za pomocą znaków i wróżb właśnie. Uzbrojeni w magiczne akcesoria nasz wesoły autobusik zahamował z fasonem przed Polskim Domem w Cierlicku. Choć na sali było coś ok. 40 ludzi, to Andrzeja niestety nie uświadczyliśmy ani jednego. Całe szczęście, że przywiozłem ze sobą kilku wirtualnych "Andrzejów" a konkurs związany z zgadywanie kto jest kim wygrała ekipa Ondraszków. Główna nagroda - szampan bardzo się przydał w drodze powrotnej.

Szczególnie miło było się spotkać z niezawodnymi "Wiercipiętami", którzy jak się okazało również lubią się wesoło zabawić. Profesjonalną oprawę muzyczną zapewnił jednoosobowy zespół M. Zablockiego, który potrafił rozgrzać atmosferę "do czerwoności". W rolę Naczelnego Wróżbity wcielił się Zbyszek Pawlik a inrerpertacja przeciwnych figur jakie powstawały wyniku lania wosku na wodę przez klucz była dość karkołomna lecz wyszła bardzo zabawnie. Duet Jacinta i Zbyszek poprowadził równiez następną wróżbę z prawie stuprocentową sprawdzalnością - tzw. "kubeczki prawdy". Jak się sprawdzi chyba się jednak nie dowiemy, bo większości wyszło... udane życie erotyczne.

Dzięki sponsorom odbyła się także loteria fantowa, a gospodarz zadbał o bufet. Bawiliśmy się wesoło i nie wiedzieć kiedy zrobiła się późna noc. Aż szkoda było wracać. Na odchodne postanowiliśmy - wracamy tu o tym samym czasie w przyszłym roku!

Rechtór-Zbyś
Galeria
Ondraszkowa Wigilijka

09.12.2007

W naszym klubie już stało się tradycją świąteczne spotkanie opłatkowe, kiedy ...wszyscy wszystkim ślą życzenia... i puszczają w niepamięć drobne nieporozumienia tak, aby w Nowy Rok wkroczyć z nową, czystą kartą do zapisania.

Przy sporej frekwencji klubowiczów, sympatyków oraz gości z PTTS-u i pięknie udekorowanym stole spotkaliśmy się w restauracji „Targowa” w Cieszynie. Były wzruszające życzenia, nastrojowe wiersze w interpretacji Jadzi Gracyasz, Ani Ochman, Władka Kristena oraz Zbyszka Pawlika, były ciekawe wspomnienia dawnych wigilii a także porównywanie kultywowanych w tym dniu rodzinnych tradycji. Z podwójnej okazji - urodzin oraz uzyskania pełnych praw emerytalnych specjalne życzenia oraz upominek otrzymał Włodek Nowak z Bielska-Białej. Jemu też zaśpiewaliśmy gromkie „Sto lat..”

Korzystając z specjalnie wydanego okazjonalnego śpiewniczka zanuciliśmy kolędy przy uroczym akompaniamencie klubowej „orkiestry jednego wieczoru” w składzie: Maryla B.Holisz - skrzypce oraz Kaziu Szewczyk - organy. Trzeba dodać, co również stało się tradycją klubu, że orkiestra funkcjonuje tylko w ten jeden wieczór i wyłącznie zebrani mieli możliwość uczestniczyć w jej prawykonaniu.

O „sprawy ciała” z dobrym skutkiem zadbała szefowa restauracji, serwując tradycyjne wigilijne potrawy. Jako gospodarz spotkania wyrażam nadzieję, że bajeczna, wyjątkowa atmosfera tego niecodziennego spotkania pozostanie w pamięci obecnych, a życzenia składane przy łamaniu opłatkiem również się spełnią.

Rechtór-Zbyś
Galeria