Kronika imprez z 2008 roku
Spis treści
Zebranie sprawozdawczce z XLI sezonu za rok 2007

01.02.2008

Wici zostały już dawno rozesłane, więc w sali "Nasz kącik" zebrała się spora grupa Ondraszków, w tym K. Sumera i W. Nowak aż z Bielska-Białej, aby podsumować zakończony XLI sezon kolarski oraz debatować nad propozycjami sezonu, który jest przed nami. Na zebranie przybyli również zaproszeni goście: Oddział PTTK reprezentował wiceprezes H. Więzik, z bratniej organizacji PTTS obecna była delegacja B. Fukała i Z. Fierla, natomiast z MK PZKO Cierlicko-Kościelec przybył sam prezes J. Przywara. Przewodzenie obradom powierzono A. Nowakowi, a sekretarzem wybrano J. Gracyasz.

Rozpoczynając spotkanie chwilą ciszy uczciliśmy pamięć naszego zacnego kolegi M. Palowskiego, który zmarł w lipcu ubiegłego roku. Zgodnie z porządkiem obrad Z. Pawlik złożył obszerne sprawozdanie z działalności klubu w ubiegłym roku, B. Toman zreferowała stan naszych finansów, a J. Pawlik przedstawiła działanie Komisji Rewizyjnej. Zarówno sprawozdanie prezesa jak i stan finansów tchnęło optymizmem. Zrealizowaliśmy, a nawet przekroczyliśmy wszystkie nasze ubiegłoroczne zamierzenia, nie licząc świetnej propozycji obozu kolarskiego wzdłuż Odry, który z braku chętnych nie został przeprowadzony.

W imieniu władz Oddziału PTTK H. Więzik przekazał bardzo pozytywną ocenę naszej działalności i podziękował za efekty ubiegłorocznego sezonu, J. Przywara dziękując za wspólnie zorganizowane imprezy zaprosił nas na Zielone Świątki do Cierlicka, natomiast B. Fukała w imieniu własnym jak i PTTS-u podziękował za dobrą współpracę i przekazał nam wspaniały śpiewnik J. Wierzgonia "Śpiewajmy wszyscy" z dedykacją autora oraz własną jak również dowcipnie - wierszem "po naszymu" przedstawił nasze kolarskie kontakty. Dziękujemy!.

W. Zmełty - główny sędzia w permanentnym konkursie klubowym na "Najaktywniejszego turystę kolarza sezonu" przedstawił ostateczną konkursową klasyfikację i punktację. A zatem zgodnie z wymogami regulaminu konkursu: Najaktywniejszym Turysta Kolarzem Sezonu 2007 jest: Zbigniew Pawlik "Rechtór", na drugim miejscu uplasował się: Andrzej Gojniczek "Rogulka", a na trzecim Andrzej Nowak "Skryba". w kategorii młodzieżowej - pierwsze miejsce zajęła Justyna Pawlik a drugie Miachał Gracyasz.

Wymienieni otrzymali z rąk wiceprezesa oddziału PTTK nagrody rzeczowe oraz dyplomy. Następnie wręczono odznaki KOT które zostały w ubiegłym sezonie zweryfikowane. Otrzymali je:

  • Duża Srebrna: J.Gracyasz, St.Pawlik
  • Duża Brązowa: A.Warpechowski.

Następnie przedstawiono propozycje programowe, które co warto podkreślić są sumą uzgodnionych propozycji Ondraszka i PTTS-u. W panelu dyskusji przedstawiono propozycję zmiany regulaminu konkursu klubowego, uwzględniającego punktację również indywidualnych wypraw klubowiczów. Głosowanie wykazało, że zdecydowana większość zebranych popiera to rozwiązanie. Przedstawiono także korzyści płynące z przynależności do PTTK (ubezpieczenie, rabaty), a skarbnik miał pełne ręce roboty aby obsłużyć wszystkich wpłacających składki. Zebranie zakończyła wspólna fotografia do rodzinnego albumu.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Spotkanie Rady Regionalnej Komisji Turystyki Kolarskiej

09.02.2008

Z prawdziwą przyjemnością przyjęliśmy zaproszenie na spotkanie i z kilku powodów. Po pierwsze jest to jedyna okazja (nie licząc ogólnopolskich zlotów) aby dowiedzieć się "co w trawie piszczy" i pogawędzić w gronie przyjaciół, po drugie był to równocześnie jubileusz X-lecia Klubu Turystyki kolarskiej "Gronie" Tychy a po trzecie w programie przewidziano zwiedzanie sławnego tyskiego browaru książęcego i otwarcie wystawy "rowerowych" zbiorów Ewalda Bereski.

Delegacja Ondraszków w składzie: Wisienka Gracyasz, Jarek Rezmer i Zbyszek Pawlik stawiła się punktualnie pod bramą browaru, gdzie oczekiwała już spora grupa znajomych. Niektórzy przyjechali, jakże by inaczej -na rowerze. Wycieczka edukacyjna śladami złocistego napoju była bardzo ciekawa. Przy okazji dowiedziałem się, że klub wziął swą nazwę nie od beskidzkich groni, których nawet z Tychów nie widać, lecz od nazwy miejscowego źródła z którego biorą wodę do produkcji piwa. Ciekawe...

Piekna i bogata kolekcja Ewalda Bereski jak można było zauważyć dalej rośnie, więc myślę, że biedak mieszka już chyba na korytarzu, bo metraż w spółdzielczych blokach jest raczej niewielki. Obrady, które miały miejsce w miejscowym gmachu PZPR, później przerobionego na szkołę muzyczną rozpoczął występ młodzieżowego, bardzo profesjonalnego big-bandu. Perkusista miał np. 11 lat i prawie nie było go widać zza góry przeróżnych bębnów i talerzy, lecz grali znakomicie i zebrali duże oklaski. Nastepną porcję oklasków i życzeń zebrał nasz Jubilat, a w jego imieniu prezes "Gróni" -Krzysztof Okoński. My również przyczyniliśmy się do życzeń - Wisienka wręczyła dyplom i ondraszkową książkę, a ja wierszowany list gratulacyjny.Rozdaliśmy też sporo kalendariów na "latosi " sezon i mocno promowaliśmy odznakę rajdu indywidualnego. Zobaczymy z jakim skutkiem. Przekazano też sporo informacji co się będzie działo, a spotkanie zakończono w bufecie przy pączkach i kawie.

Zbyś-Rechtór
Galeria
Topienie Marzanny

29.03.2008

Chociaż wiosnę mamy już od kilku dni, to dopiero 29 marca żegnaliśmy zimę topiąc Marzannę. Skorzystaliśmy z zaproszenia TKK „Wandrus” i pojechaliśmy z rowerami do Żor. Było nas czworo: Wisieńka, Piotr, Zbyszek i Jarek. Pogoda nie zapowiadała żadnych niespodzianek. Było chłodno, ale nie padało. W miejscu startu na żorskim rynku spotkaliśmy się z bracią kolarską z kilku ościennych klubów. Byli tam kolarze z Jastrzębia, Tychów, Mikołowa i jeszcze innych miejscowości ze Śląska, razem pewnie ok. 50osób.

Po powitaniu bocznymi dróżkami ruszyliśmy do Gichty. Miejsce to wzięło nazwę od dawnej XIXw. Huty, po której pozostała zresztą wysoka wieża wsadowa - stojąca w samym środku lasu. Tam odbył się konkurs na najładniejszą Marzannę. Poszczególne kluby prezentowały swoje - niekiedy całkiem zmyślne Marzanny, niestety nasza żywa Marzanna – Wisia - nie chciała startować w konkursie, a szkoda może byśmy wygrali. Zwycięską Marzannę przygotował Wandrus, ale i tak wszystkie z zawołaniem - „żegnaj zimo, witaj wiosno” wylądowały w zimnej wodzie i popłynęły Gichtą. I w tym momencie zima z żalu zaczęła płakać rzewnym deszczem, który towarzyszył nam aż do zakończenia imprezy.

Zapowiadane konkursy odbyły się na stadionie MOSIRu, gdzie niebawem dojechaliśmy. Było strzelanie z pistoletu – wiatrówki oraz konkurs sprawnościowy na rowerze. Wszyscy startowali, natomiast Jarek odniósł wielki sukces - zajął drugie miejsce w strzelaniu. Nagrodą był medal oraz... wieczne pióro. Po zakończeniu rajdu pojechaliśmy na rynek, gdzie odbywał się Piknik Militarny. Można było zobaczyć sprzęt wojskowy, uzbrojenie i umundurowanie z okresu II wojny światowej – niemieckie, radzieckie i amerykańskie oraz rosyjskie i polskie – współczesne, wszystko razem w jednym miejscu dosłownie pomieszanie z poplątaniem. Zaprezentowało się również żorskie Bractwo Kurkowe, strzelając bardzo głośno ze swoich kapiszonówek. W drodze powrotnej Zbyszek pożegnał się z nami w Pawłowicach postanowił resztę drogi przebyć na dwóch kołach. Przejechaliśmy ok.25km a Zbyszek „nakręcił” prawie 60.

Pomysł interesujący – może warto zaszczepić go w naszym klubie.

Jarek
Galeria
Kolarski prolog im. M. Palowskiego Tyra (RCZ)

13.04.2008

Tegoroczna pierwsza kolarska wyprawa sezonu odbyła się na trasie, którą Marian zawsze prowadził do doliny Tyry w jedno upatrzone miejsce. Choć nie ma Go już wśród nas, pozostała idea, w myśl zasady, że człowiek żyje tak długo jak długo bliscy, przyjaciele i znajomi o nim pamiętają...

Na cieszyńskim rynku spotkała się grupa przeszło 40 kolarzy, w tym przyjaciele z zawsze niezawodnego "Wiercipiety" Jastrzębie, "Wandrusa" z Żor, Ondraszków i sympatyków z bliższych i dalszych (w tym i z Bielska) okolic. Po drugiej stronie Olzy, w umówionym miejscu spotkania przy kościele w Alejach, czekali na nas kolarze z PTTS-u, w tym i Danusia Palowska wraz z synem. Wspólnie udaliśmy się na cmentarz komunalny w Czeskim Cieszynie, aby złożyć kwiaty i pochylić się w zadumie nad mogiłą śp. Mariana. "Rechtór"-Z.Pawlik pokrótce wspomniał Jego życie oraz nie tylko kolarskie dokonania. Na zakończenie ku niebu popłynęła wzruszająca w tym miejscu i czasie pieśń "Ojcowski dom" oraz "Pożegnania" - zaśpiewana ze specjalnie przygotowanych na tę okazję śpiewników. Następnie uformowaliśmy liczny, bo prawie 80-osobowy peleton i ruszyliśmy na trasę. Przypuszczam, że tylu rowerzystów dawno chyba tutaj nie widziano, nawet w trakcie przejazdu przez miasto uprzejmi kierowcy samochodów samorzutnie się zatrzymywali, ustępując nam pierwszeństwa.

Pod ropickim kopcem nasza grupa nieco się rozlazła, była to bowiem dla większości pierwsza po zimowej przerwie weryfikacja kondycji. Na szczęście prawie wszyscy znów się spotkali przy kościele w Gutach. Naprawdę warto tu przyjechać wiosną aby zobaczyć ciekawy XVIw. drewniany kościółek w pełnej krasie. W lecie niestety jest on niezbyt widoczny, gdyż osłaniają go gęste korony okolicznych drzew. Prowadzący Stasio Martinek (PTTS) klucząc sobie tylko znanymi skrótami doprowadził nas do tyrskiej doliny. Na metę jednak, trzeba było jeszcze dość długo mozolnie piąć się pod górę. Wreszcie jest!!! Urocza mała gospódka zlokalizowana prawie na końcu doliny. Jest to świetne miejsce na plenerowe imprezy z tyłu niewielkiego budyneczku duży plac osłonięty żywopłotem, z ławeczkami i innymi grillowymi udogodnieniami. Był teraz czas posiedzieć, spróbować miejscowych kulinarnych specjałów, jak i wystawić twarz do pierwszego wiosennego słońca.

Wśród kolarskiej braci pogawędziliśmy również o tym, co było i snuliśmy plany o tym, co będzie. Niezawodny Kazio Szewczyk wyciągnął harmonijkę, więc od razu stworzył się zgrabny, choć improwizowany chórek. Honorowy uczestnik wycieczki - Danusia otrzymała na pamiątkę zbiorek archiwalnych zdjęć z dawnych, wspólnych wypraw oraz monografię Ondraszków, oczywiście z dedykacją! Przy rozstaniu już cieszyliśmy się na następne spotkanie na wielkim otwarciu sezonu. Razem przejechaliśmy ok. 60km

Rechtór-Zbyś
Galeria
Wielkie Otwarcie 42. Sezonu Kolarskiego

27.04.2008

Dojeżdżając na rynek wydawało mi się, że trwa tam akurat próba generalna przed manifestacja 1-majową. Zebrało się bowiem sporo - bo przeszło 80 Ondraszków, sympatyków w tym także grupa „Beskidzioków” zza Olzy - a wszyscy spragnieni słońca oraz rowerowej przygody. Na początku powitaliśmy wszystkich śpiewaną „witaczkóm”, życzenia bogatego sezonu przekazał sam prezes O/PTTK „Beskid Śląski” kol. R. Mazur. Wśród widzów był również obecny nestor cieszyńskich turystów - L.Jurys.

Szef dzisiejszej trasy -”Skryba” A.Nowak pokrótce przekazał informacje na temat proponowanych trasy, ja z kolei opowiedziałem conieco o atrakcjach na mecie i ...ruszyliśmy. Przy akompaniamencie trąbek, dzwonków i gwizdków zjechaliśmy ul. Głęboką, a nasz wielobarwny peleton był na pewno bardzo widowiskowy. W Boguszowicach skierowaliśmy się na Pastwiska, i dalej w stronę Zamarsk. Oczywiście peleton mocno się rozciągnął, bo tych kilka podjazdów po drodze mocno zweryfikowało nasze fizyczne umiejętności. Zebraliśmy się jednak przy ciekawym XVI w. kościołem pw. św. Rocha. Należało go koniecznie zwiedzić, tym bardziej, że był akurat otwarty, a proboszcz jakby na nas czekał. Na naszą prośbę odprawił modlitwę w intencji bogatego i bezpiecznego sezonu kolarskiego. Tak duchowo pokrzepieni ruszyliśmy dalej przez Gumna w stronę Kostkowic, jednak część peletonu pojechała na metę krótszą trasą, przewidzianą w programie.

Następny postój „kompensacyjny” nastąpił w centrum Kostkowic i dalej w jednej grupie pojechaliśmy na Babilon. Ludzie w mijanych domach siedząc przy pierwszym tegorocznym ogródkowym grillowaniu przyjaźnie nam machali. Na mecie - boisku LKS Victoria w Hażlachu powitała nas spora ekipa kolarzy z zaprzyjaźnionego „Wandrusa” pod wodzą szefa R. Skonecznego, a także gospodzki, który już się uwijał przy grillu. Miejsce to jakby było stworzone do dzisiejszej uroczystości, Sporej wielkości wiata, wygodne stoły i dużo, dużo miejsca. Po odsapce przystąpiliśmy do realizacji przewidzianego programu – odbyły się dwa konkursy: rowerowy tor przeszkód, oraz wymiana dętki w specjalnie przygotowanym kole. Rywalizacja była bardzo zacięta a i doping gorący.

Ostatecznie w konkursie sprawnościowym w kategorii pań zwyciężyła A. Wlach przed J, Gracyasz i B. Buławą, natomiast w kategorii panów najlepszy był A. Janik przed K. Ochmanem i P. Holiszem. Z wymianą dętki najprędzej się uwinął L. Łakota, H. Słowiok i P. Delong. Zwycięzcy odebrali nagrody rzeczowe - wybierając je między przygotowanymi na osobnym stoliku. Było również wspólne śpiewanie przy mocnym akompaniamencie aż trzech harmonii i harmonijek. Zespół ten stworzyli wypróbowani grajkowie: Władek Kawecki, Kaziu Szewczyk i Maniuś Ściskała. „Gwoździem programu” były jednak ondraszkowe chrzciny.

Zaszczytu wstąpienia do ekskluzywnego klubu mianowanych Ondraszków dostąpili dwaj dotychczasowi poganie: Kaziu Szewczyk, który został klubowym ”GWARKIEM” oraz Władek Gojniczek otrzymując tajemnicze imię „PANEK”. Obaj przed złożeniem przysięgi poddali się ostatniej, mrożącej krew w żyłach próbie. Podaną miksturę na bazie soku z cytryny i ...jeszcze czegoś, która by pewnie konia przewróciła, wypili do dna, tym samym z tej ciężkiej próby wyszli zwycięsko. Następnie klęcząc przed rowerem powtarzali kolejno rotę przysięgi, a imię otrzymali pasowani pompką rowerową przez herszta Ondraszków „Rechtora”.

Na zakończenie J.Rezmer jako główny sędzia nowo ustanowionego konkursu na „Klubowego króla długich dystansów” wyjaśnił regulamin oraz zapisał uczestników. Gościnne hażlaskie boisko powoli pustoszało część uczestników pożeglowała własnymi ścieżkami, część udała się wraz ze „Skrybą” na dalsza trasę, a mała grupa w tym i my pojechaliśmy do Zamarsk, gdzie w miejscowym teatrze (sala OSP) wystawiano sztukę J. Kalety „Trefiła kosa na kamiyń”, w której jedną z ról grał nasz Ondraszek A.Gojniczek. Tak zakończyła się pierwsza przygoda tegorocznego sezonu. W tym naprawdę ciepłym i słonecznym dniu przejechaliśmy „aż” 32 km. Dodam jeszcze, że na liście startowej wpisało się 86 uczestników, a jeden z nich - kol. Leszek Łakota z Hawierzowa podpisał akces do klubu!

Rechtór - Zbyś
Galeria
Wycieczka 1-Majowa

01.05.2008

W dniu 1-go Maja zebrała się grupa w składzie: Piotr, Maryla, Wisia, Jarek, Michał, Bogusia, Rysiek, Beata, która chciała gdzieś pojechać. Wybraliśmy pociąg do Bohumina by zwiedzić umocnienia Hluczyn - Darkowiczki. Z Bohumina na rowerze przez Chałupki, Silihowice do umocnień. Po drodze obejrzeliśmy pałac w miejscowości Silihowice, który jest w remoncie. W parku przy pałacu znajduje się kilka pól golfowych. Następnie pojechaliśmy do areału czechosłowackich twierdz Hluczyn - Darkowiczki, które zostały wybudowane w latach 1934-1938. Zwiedzający mogą obejrzeć tam okopy dla piechoty, zrekonstruowane tak, jak wyglądały w roku 1938 oraz szereg innych obiektów z bronią i wyposażeniem wojskowym z tamtych czasów. W drodze powrotnej do Cieszyna zmoczył nas deszcz i zrobiło się zimno. W sumie zrobiliśmy okolo 75km.

Piotr-Śmig
Galeria
Wyprawa do Wędryni

10.05.2008

Na zaproszenie przekazane przez PTTS na naszym kolarskim prologu odpowiedziało 6 Ondraszków: „Rogulka”, „Śmig”, „Rechtór”, St.Pawlik, J.Stasik i J.Chrobok. Nasza grupka zgłosiła się w Wędryni o godz. 900 na starcie rajdu kolarsko-pieszego zorganizowanego przez gminę, przy współpracy z PTTS-em.

Najważniejszą częścią imprezy było uroczyste otwarcie ścieżki rowerowej którą nazwano „Wędryński Kotar”. Otwarcia dokonał sam Starosta gminy, a wstęgę przecinali wspólnie z nim miejscowi kolarscy aktywiści. Ścieżka, choć niezbyt długa (ok. 8km) prezentowała się wspaniale - dobrze oznaczona, o asfaltowej nawierzchni ofiaruje użytkownikom wspaniałe widoki na Morawsko-Śląskie Beskidy.

Dalsza część rajdu polegała na pokonaniu 27km trasy do podgórskich Koszarzysk. Obie części bardzo sprawnie prowadził wicestarosta gminy, który jak było widać jest wytrawnym kolarzem. Nasz kilkudziesięcioosobowy peleton pokonywał coraz to większe wzniesienia, a niektóre były tak strome, że nie pomagały nawet górskie przełożenia. No cóż, jak nie idzie wyjechać, to trzeba wyjść. Dodatnią stroną trasy były zarówno wspaniałe widoki jak i przepiękne długie zjazdy. W Milikowie nasza grupka oddzieliła się od peletonu, gdyż mieliśmy zamiar złożyć wizytę pani Anieli Kupcowej w Nydku - powszechnie znanej ludowej poetce. Okazja była przednia bo niedawno p. Aniela obchodziła 88 lat.

Wręczyliśmy mały prezencik, zaśpiewaliśmy gromkie „Sto lat”, a wzruszona Solenizantka uraczyła nas kołoczem i z swadą opowiedziała wspomnienia ze swego długiego i bogatego życia. Miło się gawędziło, lecz czas było wracać. Powstał dylemat którędy? Rozwiązaliśmy go sprawiedliwie - „Rechtór” wraz z J.Chrobokiem pojechali górą - przez przełęcz pod Czantorią i Leszną, a reszta dołem przez Trzyniec do Cieszyna. Ogółem przejechaliśmy ponad 50 km.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zielonoświątkowa jajecznica

11.05.2008

Niedzielny ranek powitał nas wspaniałą słoneczną pogodą, wprost zachęcającą, aby zgodnie z zieloświątkową tradycją wyjechać z Ondraszkiem w plener. Nic dziwnego, że na rynku zebrał się całkiem spory tłumek kolarzy, z bagażem zdradzającym łatwo tłukącą się zawartość. Tradycyjnie byli wśród nich „Wiercipięty” z Jastrzębia, „Beskidziocy” z PTTS-u, jak również kolarze z Żor, Bytomia i Bielska-Białej. Juniorem wyprawy była 10-letnia rowerzystka, która wraz z tatusiem pojawiła się na starcie.

Wśród widzów ponownie powitaliśmy nestora cieszyńskich turystów - L.Jurysa, a także reporterkę radia CCM, która korzystając z okazji przeprowadziła wywiad z uczestnikami wycieczki. Szef dzisiejszej imprezy W.Zmełty „Kropelka” przedstawił przygotowany, atrakcyjny plan trasy i przy akompaniamencie trąbek i dzwonków nasz kolarski peleton ruszył na kolejną przygodę. Trasa prowadziła do Pogwizdowa, skąd polną drogą wprost nad Olzę, którą przekroczyliśmy... wpław, po koronie jazu. Było to zapewne pierwsze tegoroczne moczenie nóg w rzece. Z drugiej strony rzeki znów sprawnie uformowaliśmy peleton i z ostrym hamowaniem zatrzymaliśmy się w Podoborze, gdzie dzięki zapobiegliwości „Skryby” mieliśmy zapewnione zwiedzanie skansenu archeologicznego „Archeopark”.

Pani przewodnik szczegółowo objaśniła genezę rekonstrukcji grodu plemiennego Golęszyców, wykopane tutaj przedmioty oraz ich przypuszczalne zastosowanie. Ciekawe były również zrekonstruowane w naturalnej skali chaty mieszkalne. Podbudowani wiedzą historyczną ruszyliśmy dalej ścieżką rowerową w kierunku Albrechcic i Cierlicka. Pokonując kolejne wzniesienia dotarliśmy do dzisiejszej mety – Polskiego Domu PZKO na Kościelcu, gdzie już oczekiwał sympatyczny gospodarz i nasz przyjaciel – J.Przywara.

Przy akompaniamencie burczących brzuchów organizacja improwizowanej kuchni przebiegła wyjątkowo sprawnie. Panie zajęły przede wszystkim krojeniem przywiezionych dodatków i tłuczeniem jaj. P.Holisz, dzisiejszy „szef kuchni” ubrany w gustowny fartuszek, wielką warzechą z namaszczeniem mieszał w ogromnym „kastrolu” smakowitą zawartość tak, że już wkrótce unosił z wokół sympatyczny zapaszek. Mimo, iż zgromadzonych „żarłoków” było przeszło 60 do wszystkich jadła starczyło, bo roztłuczono coś około 320 jajek. A więc ..KOLEJNY REKORD POBITY.

Podtrzymaniem radosnego – muzycznego nastroju zajął się jak zwykle niezawodny w tych sprawach M.Ściskała. Improwizowany chórek przy akompaniamencie harmonii z wielką werwą korzystał z kolarskiego śpiewnika, a i zatańczono co nieco. Odbył się też z niecierpliwością oczekiwany konkurs strzelecki, niestety pod nieobecność zeszłorocznego zwycięzcy nie dysponowaliśmy teraz przechodnim „pucharem-patelnią Ondraszka”. W wyniku zaciętej rywalizacji „królem strzelców” został J.Rezmer, wicekrólem Z.Pawlik (obaj z Ondraszka) a trzecie miejsce zajęła M.Smoczyńska („Wandrus”-Żory).

Z kronikarskiego obowiązku dodam, że przez krótką chwilę padał deszczyk, jednak został przez zebranych prawie zupełnie zignorowany. Meta powoli pustoszała. Pozostałą grupkę W. Kristen z PZKO doprowadził bocznymi dróżkami do samego Cieszyna, przekazując jednocześnie ciekawe informacje krajoznawcze. Ogółem przejechaliśmy ok.44 km. Tak zakończyła się kolejna - wg mnie bardzo udana - przygoda z Ondaszkiem, i niecierpliwością będziemy czekać na następne.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej PTTK na Kaszubach

17.05.2008 - 24.05.2008

REWELACYJNIE, CUDOWNIE, WSPANIALE - według mnie jedynie takie określenia można używać opisując rowerową przygodę na Kaszubach, która niestety niedawno się zakończyła. Zlot pod wieloma względami był wyjątkowy: przybyło wyjątkowo dużo uczestników - ok.480 z przeszło 100 klubów , zostaliśmy obsypani wyjątkowymi atrakcjami - rejs stateczkiem i wodnym tramwajem, nocne zwiedzanie, wypad do Szwecji, w sporej ilości fundowane jedzonka, ciekawa odznaka i oryginalne pamiątki, dobre bazy... Jeżeli dodać do tego kompetentną obsługę organizatorów z klubu TKK „Na Fali” im. E. Jeziorowskiego z Gdyni, ciekawy do eksploracji rowerowej teren oraz dobra pogodę - oto jest kompletny opis tego zlotu.

Jedynie wyjątkowy ignorant mógłby tutaj wybrzydzać. Na wieczornych spotkaniach ondraszkowego teamu (i nas było wyjątkowo dużo – aż 14 osób) ustaliliśmy, że jedynym mankamentem był... przeładowany program i mimo szczerych chęci nie byliśmy w stanie wziąć we wszystkim udziału. Ale od początku: część Ondraszków wyruszyła koleją a część samochodem, więc spotkaliśmy się dopiero w Wieżycy. Baza była zlokalizowana w ośrodku wypoczynkowym w pobliżu jez. Ostrzyckiego u stóp największej góry Wieżyca o wysokości mniej więcej równej położeniu Cieszyna. Oficjalne otwarcie nastąpiło w sobotę dnia 17.05. na rynku stolicy Kaszub w Kartuzach. W sporym tłumie uczestników prawie wszyscy byli znajomymi, i było nam miło, że cieszyńskie spotkania sprzed dwóch lat nadal są w żywej pamięci uczestników. Wspomniał o tym również J. Głowacki - zeszłoroczny komandor zlotu w Siedlcach, przy przekazywaniu „koła przechodniego”.

Kilka następnych dni spędziliśmy na kaszubskich ścieżkach: Kościerzyna, Chmielno, Żuków, lasy i jeziora oraz całkiem spore podjazdy. Z terenowych ciekawostek warto zanotować wizytę w czynnym od pokoleń ośrodku garncarstwa rodziny Neclów w Chmielnie, w stuletniej i nadal czynnej elektrowni wodnej Rutki, ekstremalny spacer w rezerwacie wzdłuż rzeczki Radunia, odwiedziny w Domu Sybiraka i domu postawionym „do góry nogami” w Szymbarku, audiencja u MB Królowej Kaszub w Sianowie, spotkania z folklorem i śpiewanie przy wieczornych ogniskach. Należy dodać, że w zorganizowanym tutaj rowerowym torze przeszkód nasz człowiek - J. Rezmer zajął pierwszą lokatę i zgarnął nagrodę. Brawo!.

W środę 21.05 nastąpił wielki exodus - przemieszczenie się do następnej bazy położonej już nad samym morzem - we Władysławowie. Bagaże pojechały ciężarówką podstawiona przez organizatorów, a my mieliśmy cały dzień na pokonanie prawie 100km trasy. Warto zaznaczyć, że „Afi” J. Pawlik oraz „Baśka” B. Nowak nadkładając trochę drogi przejechały ok.105km, co jest niecodziennym wydarzeniem. W połowie trasy, w Wejherowie czekali na nas miejscowi notable oraz grochówka z kotła. Baza okazała się jeszcze lepsza od poprzedniej - domki które zajmowaliśmy miały kompletne wyposażenie z talerzami i TV włącznie. Nadmorskie tereny były nieporównywalnie łatwiejsze do kolarskich podróży, były bowiem bardziej płaskie i bogatsze w specjalne rowerowe ścieżki. Rozewie, Jastrzębia Góra, Jastarnia, Hel, Gdynia, morskie podróże, zwiedzanie statków, muzeów, akwarium i fokarium, bunkrów i latarni morskich. W dwudniowej ekstra-wyprawie do Karlskony w Szwecji Ondraszków godnie reprezentował „Gwarek” K.Szewczyk.

Do niewątpliwych atrakcji należała parada rowerowa w centrum Gdyni w asyście policji, ekstremalny rejs kutrem rybackim „na zachód słońca” , podróż tramwajem wodnym z Helu do Gdyni i z powrotem. Tą podróż „Rechór” Z. Pawlik, „Afi” J. Pawlik i „Niezłomny” J. Lincer dodatkowo sobie uatrakcyjnili wracając z Helu na bazę ok.40 km w nocnych ciemnościach. Nocna podróż po wąskiej rowerowej ścieżce obok dość ruchliwej drogi, to naprawdę niezapomniane wrażenia. W trakcie rajdu prowadzony był konkurs krajoznawczy (coś mi sie wydaje, że zainspirowany pomysłem konkursu na cieszyńskim zlocie). Należało odpowiedzieć na dość trudne ankietowe pytania związane z terenem, jego historią i kaszubskim językiem. To ostatnie okazało się najtrudniejsze - no bo kto wie jak po kaszubski jest „chłopak” (knyp) ,”okulary” (brele) a co to są wreje? To wszystko wiedział jedynie stary Kaszub którego „wziąłem na spytki”. Ostatecznie na 50 uczestników zajęliśmy miejsca w połowie stawki – i tak dobrze.

Organizatorzy zauważyli i docenili udział S. Martinka z PTTS-u z naszego zespołu. Na pożegnalnym ognisku otrzymał specjalne pamiątki: piękne albumy i dyplom. Specjalna nagroda trafiła również m.in. do W. Nowaka za, jak to określono „ najczęstszy kontakt z biurem zlotu”, oraz „największego pechowca” J. Rychlika z Pyskowic, który nieszczęśliwie złamał rękę podczas...spaceru.

Pożegnalne ognisko to przede wszystkim brawa za wzorową organizację. Na quorum w imieniu „Ondraszków” i nie tylko, oficjalnie podziękowałem wręczając komandorowi Jerzemu Formelli oraz klubowi „Na Fali” ondraszkowe monografie z okolicznościowym wpisem oraz klubowe odznaki. Prawdziwym deszczem wyróżnień obsypał organizatorów obecny na zakończeniu L. Drożdzyński - wiceszef PTTK. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że z rąk W. Wieczorkowskiego - przewodniczącego Kom. Kol. ZGPTTK odebrałem zdobytą i zweryfikowaną na zlocie odznakę „Za Wytrwałość”.

Zlot się zakończył, a my spędziliśmy jeszcze jeden dzień nad morzem korzystając z słonecznej pogody, która nam właściwie cały czas towarzyszyła. Do powrotnego pociągu wpakowaliśmy się w Gdyni, w niedzielny wieczór. I co dalej? Na spotkaniu prezesów klubów kolarskich okazało się, że... nie ma chętnych do organizacji przyszłorocznego spotkania. A zatem Komisja Kol. ZGPTTK ma zgryz, a nam pozostaje cierpliwie czekać na wyniki pertraktacji. Wiem jedno - gdziekolwiek by to nie było, na pewno nie zabraknie tam ondraszkowej ekpiy!

Rechtór-Zbyś
Galeria
Ziemia Cieszyńska znana i nieznana - ”Spa jedziemy do wód!”

01.06.2008

Jestem przekonany, że ten kto jechał wraz z Ondraszkiem „do wód” wyprawę długo zachowa w swej pamięci i to z kilku powodów. Wycieczka rozpoczęła się na dworcu w Karwinie - gdzie zebrało się ok. 40 kolarzy żądnych przygody, w tym wielu sympatyków klubowych wycieczek z obu stron Olzy. Tradycyjnie nie zawiedli jastrzębscy „Wiercipięty” oraz „Beskidziocy”. Był też obecny przedstawiciel żorskiego „Wandrusa”. Pierwszy postój nastąpił w pobliskim Darkowie, w miejscu gdzie w połowie XIXw. powstało i nadal funkcjonuje uzdrowisko oparte na bogatych złożach solanki jodowo-bromowej. Historię tych i nie tylko tych wydarzeń przybliżył znany powszechnie Józef Chmiel- darkowianin urodzony w... Bielsku-Białej. Swój ciekawy wykład poparł zdjęciami z prywatnego, bardzo bogatego archiwum.

Następnie pojechaliśmy do Kaczyc, gdzie korzystając ze ścieżki rowerowej skierowaliśmy się do Dębowca. Po drodze nie można było nie zauważyć postępującej dewastacji infrastruktury ścieżki - brak tablic informacyjnych, a po punkcie odpoczynkowym pozostały tylko ruiny... W Dębowcu w rolę przewodnika wcielił się niedawno mianowany klubowy „Gwarek” - K. Szewczyk. Zaprezentował wytwory miejscowej, otwartej w latach 60-tych XXw., wytwórni „zabłockiej soli jodowo-bromowej”. Solanka czerpana z głęb. 300m jest odparowywana tradycyjnie poprzez podgrzewanie gazem co w oczywisty sposób wpływa na koszty i zmiany kolejnych właścicieli. Wykład odbywał się w atmosferze solankowych oparów które „produkował” wiatr z sączącej się solanki z „grzybka”, ustawionego w centrum wsi.

Posiliwszy się nieco w miejscowej pizzerni (super!) ruszyliśmy dalej rowerową ścieżką w kierunku Łączki. Raptownie utwardzona droga się skończyła, wjechaliśmy na koronę stawu i niebawem w dorodne, prawie po pas pokrzywy! Nie było innej alternatywy - pchając i jadąc na przemian dotarliśmy jakoś do Kostkowic. Określeń jakich używano po drodze oczywiście nie mogę przytoczyć. Byłby to następny przyczynek do tematyki ścieżek rowerowych, które w założeniu mają ułatwiać rowerzystom życie. Całe szczęście, że tematem wyprawy było zdrowie, a pokrzywy w tym kontekście podobno wpływają bardzo pozytywnie. Pozostała część trasy poprzez Łączkę, Kisielów, Bładnice oprócz „kopieczków” raczyła nas wspaniałymi widokami na beskidzkie grónie, a i po wiślańskim wale nie jechało się najgorzej. Przepchawszy się przez tłumy ludzi na ustrońskim deptaku dojechaliśmy do miejsca, gdzie tutejsze sanatorium rozpoczęło swą karierę, czyli do dawnego kuracyjnego budynku ufundowanego przez sasko-cieszyńskiego księcia Alberta Kazimierza. Budynek mieszczący obecnie restaurację do dziś stoi obok Muzeum Kuźnictwa. Stojąc na „świni”1) wyjaśniłem, że w XVIIIw. kuracjusze jeździli tutaj, aby wykąpać się w wodach powstałych po... schłodzeniu żużla z książęcej huty „Klemens” oraz „mulce” czyli podgrzanym owczym mleku.

Po likwidacji huty w 1897r. nastała era kąpieli w odkrytych wówczas borowinach, a dopiero w latach 60-tych ubiegłego wieku karierę ustrońskiego uzdrowiska zapoczątkowały odkryte wówczas gorące solankowe źródła. Zakończywszy wykład teoretyczny był też czas na praktykę. W tym celu pojechaliśmy (niestety w mocno już okrojonym składzie) na basen sanatoryjny w kompleksie sanatorium im. J. Ziętka. Myślę, że nie można było wymyślić lepszego zakończenia rowerowej wycieczki, niż leniwe pławienie się w ciepłych i gęstych od składników mineralnych solankowych wodach. O tym zapewnia wszystkich, którzy z nami nie byli, niżej podpisany autor scenariusza.

1) „Świnia” to wielka bryła żelaza i żużla – pozostałość po nieudanym wytopie stojąca na pamiątkę przed muzeum.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Dookoła Cieszyna

07.06.2008

Organizatorem tej wyprawy był J. Stirba - „Beskidziok” z PTTS-u. Zjechało się dziś 12 osób, chociaż na starcie przy remizie Straży Pożarnej w Czeskim Cieszynie był również nasz "wodzirej" Rechtór. z "Ondraszka", lecz tym razem wyłącznie w celach reprezentacyjnych. Nasz klub reprezentowali: Panek, Wisieńka - Ośka, Michał i autor niniejszej relacji. Po powitaniu i przedstawieniu trasy przez prowadzącego, „Rechtór” pomachał nam chusteczką i ruszyliśmy w kierunku Koniakowa - lecz tego koło Czeskiego Cieszyna.

Wykorzystując boczne drogi i ścieżki rowerowe dotarliśmy do kaplicy przy tutejszym cmentarzu. Nasz przewodnik przedstawił pokrótce tragiczną historię, która wydarzyła się tutaj 13.05.1906r. Wówczas podczas pogrzebu jednego z mieszkańców wsi rozpętała się burza i niespotykany piorun kulisty wpadł do kaplicy zabijając na miejscu aż 13 osób, a wiele innych poranił i poparzył. Na pamiątkę tego wydarzenia wmurowano w ścianie kaplicy tablicę z nazwiskami ofiar.

Ruszyliśmy w dalszą drogę i na następnym przystanku niespodzianie spotkaliśmy Piotra "Śmiga", który odpoczywał jadąc własnymi ścieżkami nad Żermanickie jezioro. Przejechaliśmy wspólnie kilka kilometrów, my skręciliśmy na Trzanowice, następnie odwiedziliśmy znane pole golfowe w Wielopolu i dojechaliśmy do Ropicy. Tutaj urządzono dłuższy odpoczynek na małe conieco we własnym zakresie. Na koniec dzisiejszej wędrówki, niebiosa zsyłając burzę "zafundowały" nam również darmowe mycie rowerów. Powrót odbył się już indywidualnie – po własnych trasach. Łącznie przejechaliśmy ok. 40km.

Jarek R.
Galeria
Od Mostów do Karviny

14.06.2008

Patrząc się na mapę Śląska Cieszyńskiego proponowana przez kol. L. Osuchowskiego (PTTS) trasa przedstawiała się dość imponująco - od Bramy Morawskiej po karwińskie zagłębie, wzdłuż pasma beskidzkich gróni. Trzeba jechać!

Na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie zeszło się 6 Ondraszków oraz kilku „Beskidzioków”. Mimo zatłoczonego pociągu sprawnie się do niego wszyscy wpakowaliśmy. W Mostach - ostatniej przed granicą stacji w Czechach z pociągu ostatecznie wysypało się 16 kolarzy. Raźno ruszyliśmy ścieżką rowerową wpierw ostro pod górę, lecz później, cudownym długim zjazdem wśród lasów aż do Boconowic. Szybko minęliśmy Milików i cały czas trzymając się szlaku rowerowego pojechaliśmy do Karpentnej i dalej w kierunku Gutów. Nasza ścieżka wiła się u podnóży Morawskośląskich Beskidów zapewniając atrakcje w postaci sporych podjazdów ale i ciekawych widoków. Pod Kozubową zatrzymaliśmy się na trochę dłużej zapoznając się z skomplikowaną historią polskiego schroniska zbudowanego przez PTTS w latach międzywojennych. Schronisko, którego dach było dość dobrze widać pod szczytem góry, niestety w niczym nie przypomina już swego poprzednika, który w tajemniczych okolicznościach spłonął w latach 70-tych XXw. Jedynie majestatyczne góry pozostały te same. Ciekawy widok był również na drugą stronę doliny Olzy zamkniętą granicznym pasmem Beskidu Śląskiego, z charakterystycznymi szczytami Czantorii i Stożka.

Drugi postój nastąpił przy drewnianym kościele w Gutach, który od czasów naszej ostatniej kolarskiej wizyty w trakcie prologu, zdążył się schować w gęstwinie liści okolicznych drzew. Niebawem minęliśmy Ligotkę Kameralną i w Trzanowicach zawitaliśmy do miejscowej gospody „Na Fifejdach”. Karczma zaskoczyła mnie bogatym wyposażeniem, muzealną kolekcją obrazów, zabytkowych tablic informacyjnych i reklamowych, a także pomysłową dekoracją - polichromią zewnętrznych ścian. Zainteresował mnie zwłaszcza ”rowerowy akcent” malowidła. Kto jest ciekawy co przedstawia - niech zajrzy do działu „Ciekawostki”.

W dalszą drogę ruszyliśmy pod Koniaków - ostatni już kopiec na dzisiejszej wycieczce. Po drodze mijaliśmy gęsto rozmieszczone ujęcia gazu ziemnego, które ogrodzone płotem i drutem kolczastym wyglądały jak małe twierdze. Z mozołem osiągnęliśmy punkt szczytowy, gdzie nasza grupka definitywnie się rozdzieliła - my do Cieszyna, a reszta do Karwiny.

Przejechaliśmy przeszło 60km, i co warto zaznaczyć przy sprzyjającej nam pogodzie. Rowerowe wyprawy „z pomysłem”, takie jak dzisiejsza naprawdę są warte udziału. Ci co w niej uczestniczyli, na pewno dobrze ją będą wspominać. A reszta? – niech żałuje!!!

Rechtór-Zbyś
Galeria
XI Cieszyński Rajd Rodzinny

22.06.2008

Tego ranka cieszyński rynek udekorowany okolicznościowymi transparentami stał się miejscem spotkania rowerzystów, którzy zdecydowali się wyruszyć na trasę XI Rajdu szeroko propagowanego jako impreza towarzysząca dorocznemu świętu „Trzech Braci”. Tegoroczna edycja odbywała się pod hasłem „Rowerzysto - bądź widoczny na drodze” stąd też w świadczeniach znalazły się rowerowe koszulki odblaskowe oraz specjalna odblaskowa opaska na rękę.

Obecny na starcie p. Ryszard Mazur - prezes oddziału PTTK „Beskid Śląski” Cieszyna, jednocześnie członek Komitetu patronackiego w zaaranżowanym wywiadzie zwrócił uwagę na stale zwiększającą się popularność roweru jako środka aktywnego wypoczynku, wynikających z tego korzyściach i zagrożeniach, jak również wyeksponował historię i dotychczasowe dokonania cieszyńskiego oddziału PTTK. Głos zabrali też szefowie grup zorganizowanych uczestniczących w rajdzie: Polskiego Związku Głuchych, Turystycznego Klubu Kolarskiego „Wiercipięta” z Jastrzębia Zdroju, Towarzystwa Turystyki Rowerowej „Cyklista” z Przecieszyna koło Brzeszcz a także p. Władysław Kristen reprezentujący PZKO w RCZ.

O godz. 1000 na sygnał startu dany przez p. R. Mazura wielobarwny peleton pilotowany przez policyjny radiowóz oraz Straż Miejską wyruszył w drogę. Trasa była wyjątkowo malownicza, prowadziła bowiem doliną Olzy przez Boguszowice, Marklowice, Brzezówkę, Kończyce Wielkie do Kończyc Małych, gdzie na zamkowym dziedzińcu zorganizowano metę. Przy zamku w Kończycach Wlk. nastąpił krótki postój w trakcie którego rozdawano uczestnikom słodki poczęstunek, a prowadzący peleton Rechtór Zbyszek Pawlik przybliżył historię zamku i jego właścicieli.

Ok. 1230 dotarliśmy na metę, gdzie rajdowiczów powitał p. Karol Sitek zastępca Wójta Gminy Zebrzydowice. Niebawem wszyscy otrzymali przygotowany przez Restaurację Zamkową ciepły posiłek oraz napoje. Atrakcyjne położenie mety w kończyckim zamku nie było jej jedynym atutem. Dodatkowo zapewniliśmy możliwość nieodpłatnego zwiedzenia ciekawej Izby Regionalnej, funkcjonowało stoisko przygotowane przez miejscowe koło pszczelarskie z ekspozycją żywego ula oraz „słodkimi wyrobami”, odbył się również krótki kurs języka migowego przeprowadzony przez p. Agatę Ogerman - prezesa cieszyńskiego Oddziału Polskiego Związku Głuchych. Uczestników zachęcano do wypróbowania swych sił w przygotowanych konkursach sportowo-rekreacyjnych.

W wyniku zaciętej rywalizacji ostatecznie zwycięzcami zostali:

  • Konkurs ze znajomości przepisów ruchu drogowego przeprowadzony przez funkcjonariuszy policji przy pomocy A. Nowaka "Skryby".
    • kategoria 11-13 lat:
      1. miejsce Bartosz Księżyc
      2. miejsce Asia Skapczyk
      3. miejsce Adam Penkała
    • kategoria 14-15 lat:
      1. miejsce Mateusz Kuciel
      2. miejsce Maciej Księżyc
  • Konkurs dla dzieci „bieg w workach”. Jury stanowili F.Niedzielan "Drobniok" i A.Nowak "Ziołowy"
    • Kategoria 7-9 lat:
      1. miejsce Filip Chrobok
      2. miejsce Szymon Grzybek
      3. miejsce Wojtek Korzeniewski.
    • Kategoria 10-13 lat:
      1. miejsce Michał Gracyasz
      2. miejsce Patrycja Skapczyk
  • Konkurs rowerowy tor przeszkód zorganizowali go: W.Zmełty "Kropelka" P.Holisz "Smig" i J.Rezmer.
    • Kategoria młodzieżowa
      1. miejsce Bartek Czendlik,
      2. miejsce Michał Gracyasz,
      3. miejsce Jakub Grzybek
    • Kategoria panie:
      1. miejsce Wiesława Mackiewicz,
      2. miejsce Barbara Księżyc,
      3. miejsce Alicja Wlach
    • Kategoria panowie:
      1. miejsce Mateusz Kuciel,
      2. miejsce Roman Kołatek,
      3. miejsce Bogdan Kołatek

Zwycięzcy w konkursach otrzymali nagrody rzeczowe ufundowane przez sponsorów rajdu. Puchary zdobyli:

  • Najliczniejsza rodzina rajdowa: Państwo Penkałowie ze Skoczowa. Najliczniejszą rodziną rajdu była jednak rodzina państwa Grzybków z Cieszyna, podobnie jak w roku ubiegłym. Jednakże decyzją jury postanowiono uhonorować tym razem następną najliczniejszą rodzinę a p. Grzybkowie otrzymali „słodką nagrodę”. Puchar ufundował Burmistrz Miasta Cieszyna.
  • Najwcześniej urodzeni uczestnicy rajdu: seniorka - p.Irena Kopeć z Jastrzębia, senior - p. Adolf Penkała (r.1930) ze Skoczowa. Puchary ufundowała p. Grażyna Staniszewska - posłanka do Parlamentu UE
  • „Rajdowy Junior” - najmłodszy kolarz, który samodzielnie przejechał trasę: siedmioletnia Daria Surmiak. Puchar ufundował organizator
  • Najliczniejsze grupy zorganizowane: Polski Związek Głuchych z Cieszyna oraz Turystyczny Klub Kolarski „Wiercipięta” z Jastrzębia–Zdroju. Puchary ufundował organizator.

W tegorocznej edycji rajdu wzięło udział ponad 150 rowerzystów należących do trzech pokoleń. Oprócz mieszkańców Cieszyna i okolic, obecni byli kolarze m.in. z Chrzanowa, Bielska–Białej, Jastrzębia-Zdroju, Oświęcimia, Przecieszyna oraz dość licznie z Zaolzia. Reprezentowane były również grupy zorganizowane z PZG Oddział z Cieszyna, kluby kolarskie z Przecieszyna, Jastrzębia-Zdroju i Karwiny.

Ostatnim emocjonującym wydarzeniem rajdu było losowanie loterii fantowej przygotowanej na podstawie fantów ofiarowanych przez sponsorów. Najcenniejszą nagrodą loterii był rower trekkingowy, który wylosował pan Grzegorz Minol z Oświęcimia. Należy również nadmienić, że podczas rajdu zbierano podpisy pod apelem do administratorów ścieżek rowerowych w sprawie postępującej dewastacji ich oznakowania oraz braku opieki nad wytyczonymi szlakami.

Impreza została w całości przygotowana i przeprowadzona przez Turystyczny Klub Kolarski PTTK „Ondraszek” z Cieszyna, a mogła zostać zrealizowana dzięki pomocy następujących firm i instytucji:


Urząd Miejski Cieszyn
MOSiR Cieszyn
UG Zebrzydowice
PSS „Społem” Cieszyn
Lakma Strefa Warszowice
SigmaKalon Cieszyn S.A.
Hurtownia „Beskid Plus” Cieszyn
Sklep odzieżowy A. Gąsior Cieszyn,
Centrum Oświetleniowe „Styl” Cieszyn
Kraft Food Polska S.A. Oddział „Olza” Cieszyn
„Meble do Domu i Ogrodu” Cieszyn
Koło Pszczelarskie Kończyce Małe
Serwis rowerowy J. Słota Cieszyn
Firma „Anda” A. Krupa Pierścień
P.H.U.P „Stal-Bud” Sp. J. Skoczów
pp. Sylwia i Radosław Sokół z Cieszyna
Nagrodę główną w loterii ufundowała firma:
Zakład Usług Budowlano–Montażowych „Budomont” Bielsko-Biała

Członkom Turystycznego Klubu Kolarskiego PTTKz „Ondraszek”z Cieszyna składam serdeczne podziękowanie za wielkie i bezinteresowne zaangażowanie w poszukiwanie wsparcia rzeczowego i finansowego imprezy , przygotowanie trasy oraz konkursów, prowadzeniu biura rajdu a także wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób okazali pomoc w realizacji imprezy.

Rechtór-Zbyś
Galeria
VIII wyprawa do źródeł Olzy

28.06.2008

Już po raz ósmy na starcie w lasku miejskim w Jabłonkowie zebrało się ponad 80 turystów kolarzy z obu stron Olzy, aby wziąć udział w kolejnej edycji tej ciekawej wyprawy. Przybyli również główni animatorzy imprez turystycznych i kulturalnych na Zaolziu - prezes PZKO p. Zygmunt Stopa, pomysłodawca - "ojciec chrzestny" rajdów do źródła - p. Władysław Kristen oraz szef Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego "Beskid Śląski" w RCZ p. Władysław Janik oraz spore ekipy z PTTS-u (22 uczestników) i Ondraszka (19). Wszyscy cieszyli się z ładnej pieczęci okolicznościowej, plakietki samoprzylepnej, dyplomu pamiątkowego oraz świeżo wydanych przez "Euroregion" folderów krajoznawczych, które znaleźli w wydawanych świadczeniach.

Przed wyruszeniem na trasę podpisywano spisaną na wielkiej płachcie papieru dwujęzyczną żartobliwą deklarację:
My uczestnicy wycieczki pt "Rowerem do źródeł Olzy" z własnej i nieprzymuszonej woli zobowiązujemy się:

  1. zachować pogodę ducha, bez względu na przychylność aury, płeć, stan cywilny, stanowisko służbowe i ordery;
  2. ponuraków i malkontentów - jako element nastrojowo nam obcy - zaliczyć do nieobecnych;
  3. jako wybrańcy losu uczestniczymy w rajdzie i ślubujemy, że swą postawą i zachowaniem przestrzegać będziemy zasad "savoir vivre";
  4. całym swym sercem i pogodą ducha współtworzyć będziemy wspaniałą atmosferę tej imprezy.

O godz. 1000 pozytywnie nastrojeni ślubowaniem, w wielobarwnym peletonie wyruszyliśmy pilotowani przez policyjny radiowóz oraz straż miejską. Trasa prowadziła tradycyjnie przez Piosek i Bukowiec. W Bukowcu wykorzystując most gospodarczy przekroczyliśmy granicę i ruszyliśmy w górę rzeki wspinając się na kolejne podjazdy. Peleton mocno się rozciągnął, lecz po przekroczeniu drogi Istebna - Wisła ponownie się uformowaliśmy i już w bardziej zwartej grupie, po pokonaniu ok.20km dojechaliśmy wzdłuż coraz to węższej rzeki aż do podnóża Gańczorki. Przedstawiciele miejscowej OSP zorganizowali tutaj parking rowerowy. Dalej powędrowaliśmy już piechotą ostro w górę do miejsca, gdzie wypływający spod wielkiego kamienia strumyczek stanowi uznany początek tej najpiękniejszej rzeki Śląska Cieszyńskiego. W trakcie spotkania przy źródle przekazałem sporo informacji krajoznawczych (które niebawem przydały się startującym w konkursie krajoznawczym), a W. Kristen opowiedział legendy i ciekawostki związane z rzeką. Wspólnie zaśpiewaliśmy beskidzkie pieśni, a hymn "Płyniesz Olzo...." pięknie w tym miejscu brzmiący rozległ się między gróniami.

Podziwiając przepiękne widoki w trakcie drogi powrotnej osiągnęliśmy niebawem metę rajdu zorganizowaną w "Barze nad Olzą" w Istebnej-Zaolziu. Gaździna uwinęła się z kiełbaską z grilla dla wszystkich i wkrótce przystąpiliśmy do przeprowadzenia konkursu krajoznawczego o Olzie. Należy zaznaczyć, że spotkanie na mecie mocno uatrakcyjnił występ góralskiej kapeli "Wałasi" Z. Wałacha, wraz z naszym - ondraszkowym improwizowanym chórkiem. Kulminacyjnym punktem programu, na który wszyscy czekali, było rozdanie nagród. Albumowe wydawnictwa ofiarowane przez Stowarzyszenie Rozwoju i Współpracy Regioanlnej "Olza" otrzymała najliczniejsza reprezentacja - PTTS "Beskid Śląski w RCZ. Nagrody otrzymali również seniorzy rajdu: p. Annia Recmanikowa z Nawsia i p. Ewald Bereska z Tychów (r.1928). Podobnie uhonorowano "Rajdowego Juniora" - 5-letniego Samuela Byrtusa z Nawsia a słodki upominkek otrzymał najmłodszy uczestnik rajdu - 4-letni Piotrek Štirba z Cz.Cieszyna.

Sporo emocji dostarczył finał konkursu krajoznawczego. Po zaciętej i wyrównanej walce zwycięzcami zostali: J. Štirba i J. Gociek z Czeskiego Cieszyna; G.Niedoba, R.Cichy z Trzyńca oraz J. Rezmer z Cieszyna. Nagrodami były komplety materiałów krajoznawczych. Rajdowe pamiątki otrzymał również Z. Stopa, W. Janik i W. Kristen. Tegoroczne spotkanie z Olzą zakończyło pamiątkowe wspólne zdjęcie z tablicą, którą w przyszłości fundator, czyli PZKO zamierza umieścić przy źródle.

Impreza mogła się odbyć dzięki wsparciu następujących instytucji oraz firm:

  • Starostwo Powiatowe Cieszyn
  • Urząd Gminy Istebna
  • Stowarzyszenie Współpracy Regionalnej "Olza"
  • Zakłady Mięsne J. P. Gawłowski Cieszyn
i zorganizowana została przy współpracy nastepujących stowarzyszeń:
  • Polskie Towarzystwo Turystyczno Sportowe "Beskid Śląski" w RCZ
  • Polski Związek Kulturalno Oświatowy w RCZ
  • Polskie Towarzystwo Turystyczno Krajoznawcze - Turystyczny Klub Kolarski "Ondraszek" Cieszyn
Rechtór-Zbyś
Galeria
Rowerem w stronę Baraniej Góry

12.07.2008 - 13.07.2008

Dzień słoneczny, upalny. Pracuję do 16:00 a później jadę w góry z Bogusią i z psem Sunią, samochodem Nissanem koloru czerwonego. Wycieczka w kalendarzu imprez TKK PTTK „Ondraszek” zatytułowana „Rowerem w stronę Baraniej Góry” prowadzi Basia Toman. Piotr jechał przez przełęcz Karkoszczonka, Szczyrk, Salmopol, Wisła – Czarne, Kubalonka, Stecówka, Istebna Pietraszonka. Wisia i Jarek na rowerze zwiedzali po drodze muzea w Ustroniu i Wiśle. Dom Pani Danuty Waszut jest przepięknie położony. Rozpościera się tam pyszna panorama od Gańczorki po słowackie i czeskie góry. Wieczorem przy ognisku położonym około 820 mnpm zebrała się spora gromadka osób pragnących śpiewać i tańczyć przy wtórze gitary. Pojawili się Wandzia i Leszek Porębscy, Andrzej Hałczyński, Basia Toman, Kazimierz Szewczyk (grał na organkach i flecie), Irena Dzikowska i Godlewska z synowymi, Władysław Gojniczek, Marian Ustrzycki i zaproszeni przez Barbarę jej znajomi z Katowic. W trakcie imprezy pogoda płatała nam figle, była burza i padał rzęsisty deszcz. Pomimo tej aury bawiliśmy się do późna w nocy.cRano grupa (Ireny,…, Wanda) z Leszkiem na czele poszli na Baranią Górę. Pozostali na borówki, część turystów odpoczywała. Powroty także były różne zwłaszcza rowerowe. Wisię i Jarka chwyciła przed Jabłonkowem „punktowa burza” i grad. Wycieczka należy do bardzo udanych imprez. Myślę, że jeszcze tu wrócimy.

Roztrzapek i Śmig
Galeria
Poznajemy sąsiednie regiony

20.07.2008

Nauczeni smutnym doświadczeniem ubiegłego roku tym razem nie liczyliśmy wcale na komunikację publiczną. Samochodami lub na rowerze zjechali się tutaj: Jadzia "Ośka", Basia "Apanaczi", Władek "Panek", Kazik "Gwarek", Andrzej"Rogulka", Zbyszek"Rechtór", Jarek R., Andrzej W., Stasiu P., Andrzej.N - "Ziołowy", p. Klapuchowie z Łazisk, a więc całkiem spora grupa Ondraszków i sympatyków klubu. Przed dworcem PKP oczekiwał już nasz dzisiejszy przewodnik Krzysztof Sumera, który wraz z Zdzichem zaproponował trasę w bardziej równinne okolice. Było to całkiem przyjemną odmianą po ubiegłorocznej "wysokogórskiej" wyprawie na Żar. Ruszyliśmy szybko bocznymi dróżkami przez Komorowice i niebawem byliśmy już w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie podziwialiśmy kościół pw. Chrystusa Odkupiciela. Kościół oddany do użytku w 1998r swą niesamowitą sylwetką przypominał całkiem skrzyżowanie minaretu z bunkrem. Ołtarz z kolei był całkiem podobny do stosowanych w prawosławnych cerkwiach ołtarzy z ikonostasem i "carskimi wrotami". Kościół wykonany z nieotynkowanej, licowanej cegły i surowego betonu sprawiał naprawdę niecodzienne wrażenie.

Następny przystanek, tym razem "kawowo-ciasteczkowy" nastąpił w Goczałkowicach-Zdroju. Po długim popasie przejechaliśmy główną promenadą założonego w 1856r uzdrowiska, oglądając starannie odnowione zabytkowe uzdrowiskowe budynki. Przy okazji nasz klubowy "Gwarek" odkrył, że jest tutaj również sanatorium swojego imienia. W razie potrzeby powinien liczyć na dużą zniżkę!

Niebawem wjechaliśmy na koronę goczałkowickiej zapory. Od jakiegoś czasu jest udostępniona do ruchu pieszego i rowerzystów, więc mieliśmy przed sobą prawie 3km równej i prostej drogi. Jadąc przy akompaniamencie szumiących fal można było się poczuć prawie jak nad morzem. Goczałkowicke "morze" ma powierzchnię ponad 30km2, jest to więc całkiem spory akwen, lecz niestety nadal niedostępny dla wodniaków.

Minąwszy zaporę wjechaliśmy do lasu i niebawem byliśmy na stacji rozrządowej PKP Międzylesie. Tutaj odłączyła się część naszego peletonu, zamierzając dojechać do Cieszyna bezpośrednio na rowerach. Reszta grupy klucząc dróżkami przez Miliardowice, dotarła do Ligoty. Okolica całkiem płaska poprzecinana stawami, a jedynie góry w tle przypominały, że jesteśmy na Podbeskidziu. Następnie minęliśmy Mazańcowice i gdzieś w okolicach "Makro" mozolnie trzeba się było wspiąć na całkiem spory kopiec (386mnpm) o wdzięcznej nazwie "Trzy Lipki" aby zobaczyć... zapierająca dech panoramę.

Okolona szczytami Beskidu Małego bielska aglomeracja, po przeciwnej stronie masyw Szyndzielni i Błatniej z rozrzuconymi u podnóża domkami kolejnych miejscowości, w oddali majaczyła Wielka Racza a nawet czeska Łysa Góra, a hen daleko kominy Górnego Śląska... Na szczycie nie już trzech lipek, które tuż przed wybuchem wojny wycięto, zdobi go jednak wielgachny 40m, widoczny z daleka metalowy krzyż. Postawiono go w 2001r. kontynuując dawną tradycję. Miejsce jest wprost nieprawdopodobne i wręcz wymarzone na niedzielne spacery mieszczuchów.

Długi zjazd podprowadził nas wprost do Starego Bielska pod kościół pw. św. Stanisława. Niewielki kościółek o średniowiecznym rodowodzie z dobrze zachowanymi gotyckimi elementami oraz oryginalną polichromią to bezcenny zabytek pozostały po cieszyńskich Piastach. Jadąc ulicą o dziwnej nazwie Szwedzkie Wały objechaliśmy wzdłuż dobrze widocznego wału i fosy dawne słowiańskie grodzisko. Kolejny przystanek nastąpił na starannie odnowionym bielskim rynku przy dającej ochłodę fontannie Neptuna, i nieco później u stóp jedynego w Polsce pomnika kaznodziei M. Lutra, stojącego przy kościele ewangelickim. Nasza wycieczka zakończyła się w centrum miasta przed pięknie odrestaurowanym teatrem. Korzystając z wspaniałej pogody przejechaliśmy łącznie z Bielska do... Bielska 53km po trasie prawie w całości wcześniej w większości z nas nie znanej. Myślę, że dlatego warto organizować i uczestniczyć w wycieczkach przygotowanych przez znających teren członków naszego klubu. Prowadzący wycieczkę zebrali zatem zasłużone brawa oraz zapewnienie, że w przyszłym roku znów tu przyjedziemy.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Z rowerem i na piechotę przez Szwarcwaldzką krainę

25.07.2008 - 09.08.2008

Takiej wyprawy ondraszkowy "rozkład jazdy" nie przewidywał. Choć pomysł zrodził się nieco przypadkowo, jednak w realizacji tej wyprawy brało udział kilku członków klubu więc uważam, że ma pełne prawo zagościć w klubowej kronice. Na przełomie lipca i sierpnia skorzystaliśmy z zaproszenia pewnych miłych ludzi mieszkających w niewielkiej mieścinie St.Peter, leżącej w południowej części Szwarcwaldu, ok. 20 km od stolicy regionu- Freiburga (Fryburg Bryzgowijski) w niemieckim landzie Badenia -Wirtembergia. Nasz zespół w składzie: Afi (J.Pawlik), Rechtór (Z.Pawlik), J.Pawlik, K.Ochman oraz trzej niezrzeszeni sympatycy niekoniecznie rowerowej przygody, przejechał samochodami prawie 1200 km, aby rozpocząć eksplorację nieznanej mi dotychczas krainy. Za lokum służył dom gościnnych gospodarzy, który z racji swej nietypowej wielkości i wyposażenia przypominał skrzyżowanie kościoła z muzeum.

Czas pracowicie wykorzystaliśmy na zwiedzanie tego ciekawego regionu, leżącego na pograniczu aż trzech państw: Francji, Szwajcarii i Niemiec. Niemiecki Szwarcwald oddzielony jest od francuskich Wogezów szeroką doliną rzeki Ren, na którym w pobliżu szwajcarskiej Bazylei istnieje graniczny trójstyk. Podczas peregrynacji zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc o których można długo wspominać, lecz wspomnę tu tylko o naszych rowerowo-pieszych wyprawach.

Okolica w której przyszło nam przez dwa tygodnie mieszkać przypominała całkiem swojskie krajobrazy. Porośnięte lasem góry o podobnych do naszych Beskidów wysokościach, były gęsto przetykane pastwiskami, na których pasły się całe tabuny krów. Bydlęta wyposażone w potężne dzwony pod karkami, nieustannie nimi dzwoniły niczym tłum ministrantów. Oczywiście tam gdzie są krowy wyczuwalne było wyraźnie pełne spektrum całkiem swojskich zapachów w rodzaju kiszonki czy gnojówki. Na tym podobieństwa się jednak kończyły. Przyzwyczajeni do raczej niewielkich beskidzkich góralskich "drzewiónek" byliśmy zaskoczeni choćby wyglądem i gabarytami tutejszych gospodarstw. Wielkie domy ze sporymi podcieniami, pod jednym dachem skupiały wszelkie funkcje: mieszkalne, składowe czy gospodarcze, przy czym zazwyczaj poddasze jest dostępne z zewnątrz, po specjalnie usypanej rampie. Do farm prowadzą wąskie i kręte drogi, lecz ich piękna asfaltowa nawierzchnia w niczym nie przypomina swojskich dziurawych dróżek.

Nasza grupa wybrała się na całodzienne piesze wyprawy w najwyższe góry regionu: Kandel (1243 mnpm) oraz Feldberg (1495 mnpm). Oba zupełnie bezleśne szczyty są mocno "oswojone", czyli zagospodarowane turystycznie. Na Kandel w pobliże szczytu podciągnięto asfaltową drogę, przy której stoi schronisko, a Feldberg (jest to równocześnie najwyższa góra Szwarcwaldu) dodatkowo wyposażono w wieżę widokową, przekaźnikową i górską kolejkę linową. Jest tu również pokaźnych rozmiarów kolumna Bismarcka, w formie kamiennego obelisku z podobizną kanclerza. Z zamontowanych panoramicznych tablic informacyjnych wynikało, że przy dobrej widoczności zobaczyć można Alpy, czego jednak naocznie nie udało się nam stwierdzić. Przekonaliśmy się za to, że turystyka piesza jest mocną stroną narodu niemieckiego, gdyż na obu szczytach było całkiem sporo ludzi korzystających z gęstej sieci oznakowanych szlaków. Znakowanie to opiera się na różnokolorowych symbolach graficznych np. kółka, trójkąty, romby i trzeba przyznać, że jest starannie wyznaczone i pielęgnowane przez lokalne towarzystwo Schwarzwaldverein.

Aby nie ciągnąć rowerów przez pół Europy postanowiliśmy wypożyczyć je na miejscu. Udało się wypożyczyć tylko dwa, więc wspólnie z Krzysztofem mieliśmy okazje wypróbować jakość rowerowych ścieżek. Ze względu na konfigurację terenu nie było to łatwe, gdyż nawet w trakcie krótkich ok. 30 km wycieczek przeważnie wspinaliśmy się serpentynami w rodzaju naszej Kubalonki. Trud rowerowych wspinaczek wynagrodziły nam przepiękne widoki oraz poczucie, że nie jesteśmy tu sami, gdyż sądząc z ilości spotykanych kolarzy - turystyka i sport rowerowy są tu również bardzo popularne. Trasy rowerowe świetnie oznakowane i choć prowadzone bocznymi drogami z równiutkiego asfaltu właściwie nie zjeżdżaliśmy. Wspomnieć należy, że zjawisko dewastacji oznakowania tak u nas dokuczliwe, jest tu zupełnie nieznane.

Na zakończenie dodam moje spostrzeżenie, że miejscowa społeczność żyje wg zasady "pewnie i powoli". Odnosiłem wrażenie, że nikt nigdzie się nie spieszył, spotykani przechodnie uśmiechali się przyjaźnie i pozdrawiali niezmiennym "Gruss Gott", a miejscowy piekarz gdy przyszedłem po bułki witał mnie w progu jak swojego starego znajomego...

Rechtór-Zbyś
Galeria
Obóz kolarski Dolni Zleb k. Sternberka (RCZ)

17.08.2008 - 24.08.2008

Po prawie rok trwających przygotowaniach i niemałych perturbacjach przy zapisach, w przepiękne rejony Niskich Jeseników oraz Hany wyruszyli: Śmig i Roztrzapek (P. i M. Holiszowie), Rechtór (Z.Pawlik), Panek (W.Gojniczek), Skryba (A.Nowak), L.Nowak oraz Sunia (damski przedstawiciel psiej rasy należący do Holiszów). Pozostała część rowerowej grupy stanowili przyjaciele z szacownej organizacji PTTS, tak że teoretycznie stanowiliśmy całkiem spory 27-osobowy peleton. Szef obozu, Zdzisław Fierla bardzo sumiennie podszedł do przygotowań i wyposażył uczestników w dzienne propozycje tras z kilometrażem oraz specjalnie wykonane książeczki do zbierania pieczątek.

Bazą był camping Dolne Žleby. Jest to ładnie położony w górskim wąwozie ośrodek turystyczny, na przedmieściach zabytkowego miasta Šternberk. "Ondraszki" zamieszkały w domku campingowym o całkiem przyzwoitym standardzie. Kilka pokoi, węzeł sanitarny i ciepła woda i co nam więcej trzeba? Obóz rozpoczęliśmy od wieczornego ogniska z kulinarnymi specjałami "z patyka" i głośnym śpiewaniem. Przy omawianiu programu postanowiliśmy, że trasy pozostają do wyboru, a także, że startujemy w drogę już o godz. 800. Wymagało to od nas wielkiej mobilizacji, lecz jak się okazało miało też wiele zalet.

18.08 poniedziałek

Trasa była dość trudna, gdyż prowadziła w górskie rejony Jeseników, a celem był zamek Sovinec oraz "Rešowskie vodopady". Zamek malowniczo położony wśród zalesionych wzgórz zrobił na nas duże wrażenie - niestety nie udało się wejść, bo akurat był zamknięty. Po długim kluczeniu, przy okazji gubiąc część grupy dotarliśmy do imponujących kaskad wodnych - najwyższych na Morawach. Dotarcie do wodospadów położonych w niezbyt dostępnym dla rowerów terenie, stanowiło prawdziwe wyzwanie. Ja i Śmig zdecydowaliśmy się jednak w całości je przejechać, a reszta zespołu po dotarciu do punktu, z którego widać było dolną kaskadę, się wycofała. Trzeba zaznaczyć, że słowo "przejechać" jest tu absolutnie nie na miejscu. Rowery trzeba było wyłącznie przenosić balansując na licznych stopniach i drabinach poprowadzonych wzdłuż wodnych kaskad. Ciekawe, czemu mijający nas turyści tak dziwnie się na nas patrzyli... Ale warto było widoki były doprawdy imponujące, a po dotarciu nad wodospady mogliśmy nawet jechać dalej, korzystając z leśnej ścieżki. Tym sposobem dotarliśmy do drogi asfaltowej i dalej przez Rymařov i Houzovą wróciliśmy wieczorem na bazę. Warto dodać, że na końcu czekała nas nagroda: prawie 8km odcinek trasy, aż do bazy przejechaliśmy po leśnej drodze o dobrej, asfaltowej nawierzchni i to cały czas w dół - słowem pycha!

19.08 wtorek

Zdzicho Fierla po trudach wczorajszej wspinaczki rowerowej, na dziś zaproponował wycieczkę w odmiennym, płaskim krajobrazie. Naszym celem był tym razem zamek w Usovie oraz miejscowości Loštice i Litovel. Teren faktycznie równinny, a małe górki przed Usovem nie sprawiły nam żadnego kłopotu. Zamek widoczny już z daleka zawierał bogate zbiory łowieckich trofeów rodu Lichtensteinów, którzy do końca ostatniej wojny tutaj mieszkali. Loštice to niewielka miejscowość sławna z produkcji typowo czeskiego specjału "Olomouckych tvorůžek". Niewtajemniczonym podpowiem, że jest są to serki wytwarzane specyficzną metodą i "pachną" tak intensywnie, że niekiedy najlepiej je jeść na... balkonie. Zwiedziliśmy serowarskie muzeum i oczywiście sklep firmowy. Po zrobieniu małych zapasów ruszyliśmy w dalszą trasę. Mijając wieś Řimice zaskoczył mnie widok cebulastych kopuł cerkiewnych. Zaintrygowany od miejscowego popa dowiedziałem się, że prawosławie w tych stronach licznie występowało już w latach międzywojennych, a po "aksamitnej rewolucji" społeczność dalej kultywuje religijne obrządki. Przez podmokłe lasy łęgowe, rzeki Morawa, stanowiące obszar chroniony "Litovelske Pomoravi" dotarliśmy do królewskiego miasta Litovel. Wysoka wieża miejskiego ratusza widoczna była już z daleka. Ciekawostką jest, że ratusz jest postawiony bezpośrednio na... odnodze rzeki Morawa, dzięki temu miejscowi słusznie twierdzą, że jest to najwyższy ratusz "na Morawie". Ja z kolei dorzucę, że w tym pięknym, starym mieście produkuje się wyborne piwo "Litovel".

20.08 środa

Dziś jedziemy do religijnej i gospodarczej stolicy województwa, czyli Ołomuńca. Pod względem konfiguracji terenu trasa była połączeniem dwóch poprzednich, więc raczej po równinie choć wyjście na Svaty Kopeček, też kosztowało sporo wysiłku. Na tym potężnym wzniesieniu w XVII w. usytuowano z daleka widoczny, wielki barokowy kompleks klasztorny. Może i podejście było mozolne, ale za to jaki widok!!! To tutaj niegdyś JPII miał spotkanie z młodzieżą w trakcie swojej peregrynacji po Czechach. Przy okazji nadał tutejszej bazylice tytuł "bazyliki minor", co zostało odpowiednio w jej wnętrzu wyeksponowane. Do ołomunieckiej starówki dotarliśmy ścieżka rowerową, które w tym regionie występują w wielkiej obfitości, i co trzeba zaznaczyć, są starannie oznakowane. Na rynku nasz peleton się rozdzielił i już tylko w trójkę z Andrzejem i Leszkiem Nowakami rozpoczęliśmy eksplorację miasta. W tym pięknym i starym mieście można spędzić kilka dni na zwiedzaniu, lecz na pewno warto zobaczyć rynek, a właściwie rynki z oryginalnym zespołem fontann, kolumnę tzw. "morovy sloup" wpisany na listę UNESCO, kościół katedralny z relikwiami św. J.Sankandra, muzeum archidiecezjalne z nieprzebranymi skarbami sakralnymi i przewodnikiem audio w naszym języku, park Smetany gdzie organizuje się słynne wystawy florystyczne "Flora" ze szklarniami i fantastyczną kolekcją przeróżnych roślin. To wszystko na własne oczy zobaczyliśmy, a na camping wróciliśmy dopiero wieczorem.

21.08. czwartek

Głównym celem dzisiejszego dnia jest miejscowość Naměšt na Hane, z barokowym pałacem. Trasa częściowo pokrywa się z wtorkową, więc raźno pędzimy po równinie. W Přikazach odłączam się od grupy z zamiarem zwiedzenia fortu w Křelove. Wieniec XIX w. dawnych, austriackich fortów wokół Ołomuńca został sprywatyzowany, nie dziwię się zatem, że oprowadza mnie sympatyczna pani, która obecnie jest jego właścicielką. Choć roboty jeszcze trwają już odrestaurowane wnętrza, zwłaszcza w części gastronomicznej rzucają na kolana! Chcąc dogonić nasz peleton, ścieżkami rowerowymi czyli w większości polnymi drogami dojeżdżam do pałacu w Naměštu, lecz okazało się, że grupa dawno już odjechała.

Samotnie zatem zwiedzam pałac z unikalną ekspozycją wnętrz, kolekcją porcelany i powozów. Wracając odwiedzam po drodze skansen wsi hanackiej w Přikazach. Warto było tu wstąpić, gdyż ekspozycja archaicznych sprzętów rolniczych i ówczesnych "AGD" jest zaaranżowana w oryginalnych wnętrzach wiejskiego obejścia. Syty wrażeń wracam do bazy, oczywiście wieczorem.

22.08 piątek

Na starcie okazuje się, że ile nas, tyle pomysłów na trasy. Wobec tego ruszamy w różnym składzie w różne strony, ja ponownie wyjechałem samotnie, z zamiarem dotarcia do miasta Moravsky Beroun. Jest ono położone w górskim rejonie Jeseników, więc nieźle się zmachałem pokonując kolejne strome podjazdy i serpentyny. Korzystając z ścieżki rowerowej prowadzonej po leśnych bezdrożach i godnej crossowych bicykli dojechałem w końcu do... Ondrašova. Ondraszek w Ondrašovie - to jest to! Nazwa odnosi się do przedmieścia M.Berouna, znanego z produkcji wody mineralnej o wdzięcznej nazwie "Ondraškova kyselka". Jadąc dalej zwiedziłem "Křizovy kopec" czyli dawne miejsce pielgrzymkowe z kapliczkami kalwaryjskimi, usytuowane na sporym wniesieniu nad miastem. To dawniej bogate miasto w górniczymi tradycjami (rudy żelaza) dziś jest raczej prowincjonalnym, lecz zabytkowym miasteczkiem. Kontynuując podróż malowniczo wijącą się drogą docieram w pobliże Tešikova, gdzie niespodziewanie spotykam grupkę naszych kolarzy prowadzona przez Z.Fierlę. Razem docieramy do miejsca o nazwie "tešikovska kyselka", gdzie wśród lasów z głębokości 63m wytryskuje wspaniale zimna woda mineralna.

Napełniwszy brzuchy i bidony, dalej jedziemy tylko w dwójkę ze Skrybą, bo reszta grupy znów gdzieś się zapodziała. W końcu wdrapaliśmy się na wielgachny kopiec i do Šternberku docieramy trasą wyścigów samochodowych pod górkę nazwanych "Ecce homo". Ta 8km trasa jest specjalne przygotowana i w kilku miejscach składa się w bardzo ciasne "agrafki". Rekord trasy wynosi ponoć 2 min. Choć zjazd nasz był również w wyścigowym tempie, rekordu nie pobiliśmy. Na dłuższą chwilę zakotwiczyliśmy na tarasie uroczego pensjonatu usytuowanego na zboczu góry i mając miasto pod stopami "wrzuciliśmy coś na ruszt". Wracając zwiedziliśmy jeszcze ogromny klasztorny kompleks bazylianów. Przewodnik oprowadził nas ciekawie opowiadając, od piwnic aż po dach budowli, a zwiedzanie zakończyliśmy w kościele, gdzie wysłuchaliśmy wspaniałego koncertu organowego. Zaintrygowała mnie zwłaszcza duża ilość nietoperzy, które zamiast przyzwoicie wisieć pod sufitem wylegują się na ziemi, a poruszone straszą sycząc i machając skrzydłami.

23.08 sobota

Skoro wszystko w pobliżu zostało już zwiedzone, jedynym wyjściem było przenieść punkt startu gdzieś dalej. Wraz z Andrzejem i Leszkiem Nowakami postanawiamy przejechać autem do Namešt na Hanie aby w tamtym rejonie odwiedzić kilka interesujących miejsc. Jak pomyśleli - tak zrobili. Auto zostawiliśmy na rynku, a my raźno pedałujemy w kierunku Mladeča z zamiarem zwiedzenia tamtejszej jaskini. Mladečska jaskinia była już znana od niepamiętnych czasów, i jako jedna z niewielu może poszczycić się kolekcją kości prehistorycznych stworów a także ludzi i narzędzi z epoki kamiennej. Dalszym naszym celem jest arboretum w miejscowości Bila Lhota. Arboretum stanowi dawny pałacowy park obsadzony florą pochodzącą z różnych krajów świata. Łazimy po parku wyposażeni w przewodnik w języku polskim wydany w... latach 70 ubiegłego wieku. Stwierdzamy jednak, że upływ czasu niewiele wpłynął na oglądane drzewa i tym samym na aktualność przewodnika. Dalszy punkt programu, czyli zamek w Bouzovie osiągamy z trudem, gdyż jest położony w wyraźnie górzystym terenie. Zamek malowniczo zlokalizowany na wzgórzu nad osadą Bouzov wygląda bardzo starożytnie, choć ukończono go w 1910 roku. Właśnie z tego względu jest częstym statystą w filmowych produkcjach wymagających bajkowej scenerii zamkowych wnętrz. Zniechęceni olbrzymią ilością ludzi (osada u stóp zamku była dosłownie zapchana samochodami), poprzestajemy na "oględzinach zewnętrznych", trochę pogapiliśmy się również na jarmark pod zamkowymi murami i ruszamy dalej. Trud wdrapywania się na kolejne wzniesienia został nam w końcu wynagrodzony długim zjazdem, aż do miejsca postoju naszego auta.

Do bazy wracamy oczywiście wieczorem, jednak nie na tyle późno aby nie wziąć udziału w zaplanowanym ognisku. Przy kiełbaskach i wspólnym śpiewaniu omawiamy miniony, bogaty w wydarzenia tydzień i snujemy plany na przyszłość.

Wniosek wszystkich uczestników jest jednoznaczny: obóz był wspaniale przygotowany, głównego organizatora z PTTS-u - Zdzicha Fierlę, nagrodziliśmy gromkim "sto lat" i brawami oraz petycją na organizację obozu kolarskiego w roku przyszłym.

24.08 niedziela

To niestety czas powrotów. Nie śpiesząc się zbytnio, mamy czas na zwiedzenie pięknego zamku w Šternberku i już w drodze powrotnej w Frydku-Mistku. Dodam jeszcze, że przejechałem na rowerze ok. 415 km, co w tak wspaniałym towarzystwie oraz pogodzie (ani raz nie padało, nie licząc jednej nocnej burzy) było dla mnie wyłącznie przyjemnością.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Tatry - Orla Perć - drugie podejście

07.09.2008 - 09.09.2008

W dniu 07.09.2008r. we wczesnych godzinach rannych tj. o 400, 9-osobowym busem wyruszyliśmy do Zakopanego by przejść najtrudniejszy szlak w Tatrach - Orlą Perć. Uczestnicy to: Irena D., Irena G., Piotr H., Kazimierz Sz., Zbigniew H., Mikołaj H., Marian U. oraz Stanisław P. Do Zakopanego dotarliśmy przed godziną 700, zaparkowaliśmy samochód i z ciężkimi plecakami ruszyliśmy z Kuźnic do schroniska Murowaniec. Przejście to zajęło nam 1 godz. 30 minut. Wszyscy byliśmy już zmęczeni, a planowaliśmy iść dalej. Irenie G. nawet na szlaku pokazywały się gwiazdki w oczach, bo w plecaku miała 2kg pomidorów. Pogoda była wymarzona do wypraw w góry więc o godz 10 ruszyliśmy wszyscy na Krzyżne - 2112mnpm by przejść przez Małą Buczynową Turnię, Buczynową Przełęcz, Skrajne, Granaty - 2225mnpm, skąd Irenki zaczęły schodzić do schroniska. Jeszcze szybciej opuścił nas Zbyszek z dolegliwościami żołądka, a nasza piątka ruszyła dalej na Pośredni Granat, Zadni granat - 2240mnpm. Po dojściu do Przełęczy nad Buczynową Doliną schodziliśmy Żlebem Kulczyńskiego w dół i szlakiem obok Czarnego Stawu Gąsienicowego do schroniska (9 godzin). Trasa była trudna do przejścia. Były na niej łańcuchy, półki, przepaście, piękne widoki na inne szczyty. Po jej przejściu byliśmy zadowoleni i poszliśmy na zasłużone piwo za 7,50zł. Wieczór spędziliśmy przy dźwiękach gitary, na której grał Marian, śpiewaniu i tańcach. Były też "nuty". Poniedziałek 08.09. przywitał nas deszczem. Długo zastanawialiśmy się czy iść w góry, ale o godz: 10:30 przestało padać. Decyzja - idziemy na Kościelec, trasa 4 godzinna mimo tego, że było pochmurnie i nici z widoków. Sucho dotarliśmy do szczytu, nagle Kościelec pokryła chmura i zaczęło lać. Przemoczeni do suchej nitki wróciliśmy do Murowańca. Zbyszek miał nosa i nie poszedł na szczyt Kościelca, wrócił suchy. Wieczór jak poprzedni w pokoju z gitarą.

Wtorek 09.09.2008, pobudka o godzinie 600, bo do przejścia najtrudniejszy odcinek Orlej Perci i powrót do Kuźnic i do domu. Ranek przywitał nas słoneczną pogodą chociaż było trochę zimno. Godzina 700 - wymarsz niebieskim szlakiem na Zawrat - 2228mnpm. Po dwóch godzinach Zawrat i piękne widoki w Dolinę Pięciu Stawów, Kasprowy, Giewont i Tatry Słowackie. Chwilę wytchnienia i wspinaczka na łańcuchach i klamrach na Kozią Przełęcz. Rozdzieliliśmy się na mniejsze grupy. Na Koziej Przełęczy posiłek, zdjęcia i podziwianie uroku Tatr. Ruszamy w kierunku Koziego Wierchu 2291mnpm, napotykamy słynną drabinkę. Wręcz alpinistyczne podejście. Z Koziego Wierchu widok na Rysy, Wielki Staw Polski i schronisko w Pięciu Stawach. Schodziliśmy do Przełęczy nad Buczynowa Doliną i w tym miejscu mieliśmy już zaliczoną całą Orlą Perć.

Do schroniska mieliśmy zejście szlakiem czarnym, zielonym, żółtym i niebieskim. W sumie jeszcze 3 godziny. Do schroniska wracaliśmy w grupach 2,3 osobowych. Chwila odpoczynku spakowanie głównego plecaka i jeszcze 1h 30min do Kuźnic, gdzie mamy zaparkowany samochód na parkingu COSu. Podziwiamy widok Giewontu i ruszamy do domu. Jesteśmy trochę zmęczeni, ale zadowoleni pełni wrażeń. Wszyscy uczestnicy są jednego zdania - wyprawa się udała i myślimy już o przyszłym roku, a co to zobaczymy.

Piotr H. „Śmig”
Galeria
II wyprawa do ujścia Olzy

13.09.2008

Niepomni na feralną "13" w dacie spora grupka rowerzystów zebrała się na dworcu kolejowym w Czeskim Cieszynie, aby po raz drugi zobaczyć jak Olza znika w objęciach Odry. Ondraszków tym razem reprezentowała silna drużyna aż 23 kolarzy, a w miejscu startu - na dworcu kolejowym w Dziećmorowicach pojawiło się łącznie prawie 70 żądnych przygody i ruchu rowerzystów. Rajd tym razem został w całości przygotowany przez "Beskidzioków", w imieniu których powitał wszystkich B.Fukała. Po prezentacji trasy ruszyliśmy mocno krętymi bocznymi dróżkami i wkrótce dojechaliśmy do "Rakusowej Stodoły" w Dolnej Lutyni. Jest to relikt dawnego budownictwa drewnianego, z niespotykanym oktagonalnym sąsiekiem i kryta słomą, lecz była wybudowana... kilka lat temu. Została bowiem zrekonstruowana na wzór dawnego - pochodzącego z XVIIIw budynku gospodarczego, stojącego w tym miejscu. Dalej ruszyliśmy ścieżkami, na których bezpiecznie mogą się poruszać wyłącznie krowy i rowerzyści. Minęliśmy Kopytów i stopniowo zanikającą miedzą dojechaliśmy do znanego nam z ubiegłego roku miejsca na brzegu Olzy, gdzie do niedawna można było legalnie przepłynąć wpław przez granicę, o czym nadal informuje stosowna tablica. Z tego punktu już piechotą przez gęste i wysokie zarośla przypominające dżunglę dotarliśmy końca półwyspu, tym samym końca Czeskiej Republiki. Trzeba dodać, że granica jest tu tak ciekawie ukształtowana, że przeciwległy brzeg obu rzek należy do Polski.

Pieśń "Płyniesz Olzo" w naszym wykonaniu zaśpiewana w tym szczególnym miejscu nabrała zupełnie innego wymiaru. Po ubiegłorocznej fali powodziowej nadal pozostał "krajobraz po bitwie", gdyż jeszcze i teraz nad naszymi głowami zwisała cała masa chrustu naniesionego wówczas przez wodę i zaczepionego tu i ówdzie na gałęziach drzew. Teraz jednak poziom wody był tak niski, że widać było nawet fragmenty drewnianych słupów stanowiących dawne umocnienia brzegowe. Wiąże się z tym pewne interesujące odkrycie. Otóż prawie na końcu półwyspu leżała sporych rozmiarów betonowa płyta, z jednej strony wyszlifowana. Na tej płaszczyźnie czyjaś niewprawna ręka wykuła dobrze zachowany napis: "Wykonał Wojewódzki Zarząd Wodny 1937". Ciekawe, że obok inna, całkiem podobna płyta ledwie wystawała z ziemi, lecz niestety mimo naszych prób nie udało się jej wydobyć. Rewelacyjne znalezisko! Jak stwierdził B. Fukała informację wraz z dokumentacją fotograficzną już przekazał cieszyńskiemu muzeum. Kto by się spodziewał, że w tym miejscu spotkamy świadka jakiś dawnych zagadkowych robót.

Syci wrażeń dojeżdżamy pomału do mety dzisiejszego rajdu - Domu PZKO w Wierzniowicach. W imieniu miejscowego koła PZKO powitał nas p. Józef Toboła. Przedstawił bogatą działalność tutejszej społeczności, zwłaszcza w aspekcie wykorzystania atutów turystycznych Olzy. Bardzo zainteresowała mnie możliwość organizacji spływu kajakowego nurtami rzeki. Myślę, że trzeba to koniecznie wypróbować.

Nasz klub otrzymał w na pamiątkę ciekawy album dotyczący tutejszych okolic w którym na "wieczną rzeczy pamiątkę" uczestnicy złożyli swój autograf. Każdy otrzymał również pamiątkowy dyplom, a serwowane jedzonko i ciepłe napoje wpłynęły bardzo korzystnie na nasze samopoczucie. Powroty odbyły się już wg własnego scenariusza. Osobiście wraz z kilkoma "Beskidziokami" do Cieszyna dojechałem bocznymi ścieżkami, przy czym do Karwiny pilotował nas B.Fukała i Z.Fierla, korzystając z sobie tylko znanych skrótów. Ogółem przejechałem ok. 62km z mocnym postanowieniem, że wrócę tu za rok.

Rechtór -Zbyś
Galeria
VI Thriatlon rowerowy "Ziemia Cieszyńska"

28.09.2008

Po ostatnich długotrwałych opadach i paskudnym zimnie niebiosa wreszcie łaskawszym okiem spojrzały na Cieszyn i w dniu startu była przepiękna pogoda oraz słońce, którego dawno nie widzieliśmy. Przed zawodami przeprowadziliśmy poważną "kampanię medialną" anonsując je w lokalnej prasie, na słupach ogłoszeniowych, w szkołach i miejskich autobusach. Sadząc jednak z frekwencji kolarze nie do końca wierzyli własnym siłom oraz temu co za oknem i ostatecznie na starcie stanęło 27 śmiałków (w tym jeden poza konkursem) gotowych zmierzyć się z rywalami i własnymi słabościami. Byli tam również obecni przyjaciele z zaolziańskiego PTTS-u a także z żorskiego Wandrusa i rybnickiego klubu rowerowego.

Na cieszyńskim rynku śmiałków przywitał Krzysztof Kasztura - komandor zawodów i klubowy kordynator do spraw sportowych, niżej podpisany szef Ondraszka oraz Ryszard Mazur - prezes Oddziału PTTK w Cieszynie a jednocześnie przedstawiciel UM Cieszyn - sponsora zawodów. Przedstawiliśmy zasady udziału akcentując przede wszystkim zachowanie bezpieczeństwa na trasie. Przygotowano rywalizację w 6 kategoriach wiekowych i mimo niepełnej obsady w niektórych komandor postanowił, że wszystkie będą klasyfikowane.

Sekretariat szybko uwinął się z formalnościami i zgodnie z planem pierwsi zawodnicy zaopatrzeni w mapy startowe ok. godz. 1200 wyruszyli na trasę. I etap między Cieszynem i Hażlachem polegał na zlokalizowaniu kilku punktów kontrolnych w terenie wg otrzymanej mapy startowej. O godz. 1300 wszyscy zawodnicy byli już w Hażlachu-Dębach, gdzie oddali swe karty kontrolne. Z komentarzy wynikało, że skompletowanie wszystkich PK trasy nie było łatwe zwłaszcza, że mapa startowa zawierała pewne dwuznaczności. Etap II to jazda indywidualna na czas. Etap organizacyjnie bardzo wymagający, gdyż należało zamknąć wszelkie boczne wjazdy na trasę wyścigu.

Na odprawie komandor przydzielił poszczególne punkty wolontariuszom z OSP Pastwiska i naszego Ondraszka. Wjazd z drogi głównej blokowała policja a z przeciwnej strony - na mecie w Zamarskach sekretariat, który zdążył już się przemieścić z Cieszyna. Zawodnicy wyjeżdżali w minutowych odstępach mając do pokonania trasę o dług 3400m i spore wzniesienie. Tutaj nastąpiła prawdziwa weryfikacja umiejętności i okazało się, że niektórzy z startujących to prawdziwi zawodowcy w kolarskim fachu. Etap III - ostatni, lecz chyba najtrudniejszy. Trasa crossu terenowego została poprowadzona leśnymi ostępami, a po niedawnych opadach ścieżki były mocno rozmiękłe. Na szczęście zawodnicy rozważnie pokonali trasę, więc oczekująca na rozwój wydarzeń drużyna ratowników z ambulansem nie miała okazji się sprawdzić. Tak trzymać!

Czas na podsumowanie nastąpił w Zamarskach w barze o wdzięcznej nazwie "Źródełko". Podczas gdy wszyscy wchłaniali wspaniałą grochówkę sekretariatwszelkie niezbędne dane wprowadził do komputera i niebawem otrzymaliśmy poniższe zestawienie wyników:

Nazwisko i imięNr startowyKategoriaPunktacjaMiejsce w kategorii
Sudoł Irena2K167,55I
Cieślar Ilona16K220,96I
Tomica Anna822,86II
Somerlik Sylwia727,39III
Janik Andrzej11M118,43I
Masarski Kamil2419,71II
Śliż Sławomir17M215,56I
Cieślar Tomasz1817,36II
Hodura Ryszard120,98III
Bubik Mariusz13M319,50I
Huba Czesław2319,61II
Tomczyk Jacek620,06III
Pawlik Stanisław1522,31IV
Chmiel Wacław1923,06V
Somerlik Andrzej923,33VI
Nowak Andrzej1224,38VII
Grelowski Franciszek1424,43VIII
Piekoszowski Stefan2024,93IX
Janik Janusz1025,41X
Wawrzyczek Wiesław2226,25XI
Delong Piotr434,46XII
Szewczyk Kazimierz364,91XIII
Nowak Henryk5M423,46I
Margiciok Tadeusz2125,54II
Łakota Leszek2528,75III
Kubienia Jan2630,06IV

Korzystając ze specjalnego oprogramowania zamieniliśmy uzyskane czasy na punkty. Nawet z pobieżnej analizy tabeli widać, że poszczególne miejsca w klasyfikacji dzielą niekiedy ułamki punktów, co świadczy o wyjątkowo wyrównanym poziomie kondycyjnym uczestników. Najlepszy czas zawodów został dodatkowo podkreślony i uzyskał go zawodnik z nr 13. A mówią, że jest to feralna cyfra! Najlepsi w każdej kategorii zostali wyróżnieni medalami i za pierwsze miejsca również pucharami. Jestem jednak zdania, że w tych zawodach zwyciężyli wszyscy uczestnicy bez względu na zajęte miejsce w klasyfikacji. Dla nich miłą pamiątką pozostanie okolicznościowy dyplom z wpisaną uzyskaną punktacją. Po zakończonych zawodach nieodparcie przychodzi mi na myśl refleksja, że najtrudniej uwierzyć w własne możliwości, bowiem opinie zawodników były jednoznaczne: warto było się wypróbować! Poddaję to pod rozwagę wszystkim potencjalnym uczestnikom następnych triathlonów.

Wrażenia z tej imprezy spisane przez jednego z uczestników zostały też zamieszczone na stronie klubu Wandrus

Rechtór -Zbyś
Galeria
Schronisko na Hali Krupowej w paśmie Policy

04.10.2008 - 06.10.2008

Ostatnio pogoda wcale nie zachęcała do spacerów a górskich w szczególności. Nasza gromadka w składzie: Ondraszki: B.Toman "Apanaczi" - szef wycieczki, A.Słota "Jędruś", A.Pawlik "Alapala", Z.Pawlik "Rechtór", J.Gracyasz "Ośka", W.Porębska, J.Rezmer, W.Gojniczek "Panek" oraz sympatycy: dwie Ireny, Leszek i Piotr spotkała się w sobotę rano w strugach deszczu aby wyruszyć w stronę Beskidu Wysokiego. Nasz cel dojazdu czyli przysiółek Sucha Góra, która teraz wcale nie była sucha osiągnęliśmy już po południu. Pojazd został na placu pewnego uczynnego gospodarza, a my objuczeni plecakami i poubierani jak mnisi z klasztoru kapucynów ruszyliśmy w stronę Hali Krupowej. Kamienista ścieżka chwilami zamieniała się w potok a od czasu do czasu również w grząskie bagienko. Na pod szczytem przybyła jeszcze dodatkowo gęsta mgła. Może i dobrze, bo trochę zamaskowała nasze upaprane postacie. Niewielkie (35 miejsc noclegowych) schronisko przycupnięte na skraju polany jawiło się w tych warunkach jak oaza na pustyni. Zajęliśmy szybko dwa wieloosobowe pomieszczenia. Wkrótce cały pokój zamiast firanek ustroiliśmy suszącymi się koszulami, spodniami i innymi częściami przemoczonej garderoby. Przyjemne ciepełko i gorąca herbata z wkładką oto pełnia szczęścia dla strudzonych wędrowców. Co prawda woda w prysznicach była ponoć zimna, ale nikogo to nie zniechęciło.

Nazajutrz w gęstej mgle wyruszyliśmy na trasę. Mieliśmy zamiar dojść przez Police do Hali Śmietanowej i wrócić innym wariantem szlaku. W wyższych partiach gór mgła ustąpiła i pojawił się... śnieg. W zimowej szacie, brodząc w śnieżnej ciapie dotarliśmy do miejsca gdzie w latach 60-tych XXw. zdarzyła się tragiczna katastrofa lotnicza o czym przypominała pamiątkowa tablica. Tutaj część grupy zawróciła - chcieliśmy bowiem uczestniczyć we mszy św. w kaplicy MB Opiekunki Turystów na Okrąglicy(1247 mnpm). Msza była niecodziennym wydarzeniem, gdyż jest organizowana tutaj wyjątkowo z okazji zakończenia sezonu małopolskiego oddziału PTTK, ksiądz był przewodnikiem górskim, a słuchacze bez wyjątku rasowymi turystami. Nawet drewniana kaplica przypominała turystyczny namiot.

Tymczasem pogoda się poprawiła, wyjrzało słońce a z nim pojawiły się widoki na... jesienne widoki. Kontynuując naszą wycieczkę postanowiliśmy zejść południowym stokiem Okrąglicy do wioski Sidzina po zaopatrzenie. Udało się nam spotkać jedyny sklepik w wiosce - na szczęcie był otwarty. Trafiliśmy również na akcję ratunkową GOPRu, która realizowała smutny obowiązek zwiezienia ciała starszej turystki, która zmarła na szlaku koło hali Śmietanowej. Można powiedzieć wydarzenie smutne, lecz śmierć piękna. Wraz z Alicją w przysiółku Sidzina - Dom Dziecka zwiedziliśmy filię skansenu z Zubrzycy Górnej. Można było tutaj zobaczyć kilka mieszkalnych i gospodarczych chałup drewnianych (najstarsza z 1807r.) z oryginalnym wyposażeniem. W jednej z nich była wystawa ilustrująca mocny w tych stronach ruch partyzancki. Całość jednak sprawiała nieco zaniedbane wrażenie. Przewodniczka - chyba czytając mi w myślach tłumaczyła, że jest to wina niedofinansowania przez centralę. No cóż, nie od dziś wiadomo, że kto ma kasę ten ma władzę.

Tymczasem słońce chyliło się ku zachodowi, więc musieliśmy ostro podkręcić tempo marszu aby do schroniska zdążyć przed zmrokiem. Ścieżka cały czas pięła się w górę więc nie było to łatwym zadaniem. Sapiąc straszliwie doszliśmy do hali podszczytowej, gdzie stanęliśmy porażeni przepięknym widokiem ośnieżonych Tatr oświetlonych czerwonymi promieniami zachodzącego słońca. Bajeczne! To właśnie dla tych przeżyć warto się drapać tam, gdzie nie swędzi.

Wieczór spędziliśmy na wspominkach i śpiewaniu a capella. Według mnie wychodziło nam to całkiem dobrze, a wręcz twierdzę, że im było później tym było lepiej. Poniedziałek powitał nas promiennym słońcem. W schronisku byliśmy dziś jedynymi lokatorami więc nieśpieszno się spakowaliśmy i objuczeni plecakami wróciliśmy do naszego pojazdu podziwiając po drodze pełna paletę jesiennych barw na drzewach. Jędruś podwiózł nas do Zawoi skąd ruszyliśmy szlakiem na Magurkę (870 mnpm), aby docelowo zejść do Suchej Beskidzkiej. Trasę w skali trudności można opisać jako "emerycką", lecz obfitowała również we wspaniałe panoramy na ośnieżoną Babią Górę, Lubań i inne beskidzkie grónie. Po drodze odwiedziliśmy również klasztor karmelitów bosych w Zawoi. Spotkany tam karmelita na bosego wcale nie wyglądał, lecz cóż nie czepiajmy się szczegółów. W Suchej Beskidzkiej ostatecznie zapakowaliśmy się do auta i już w ciemnościach wróciliśmy do Cieszyna. Morał tej wyprawy: nigdy nie wierz temu co jest aktualnie za oknem! W ciągu tych dwóch dni mieliśmy wszelkie pory roku, no może za wyjątkiem wiosny. I jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zakończenie sezonu w schronisku PTTK na Kamiennym-Wisła

25.10.2008 - 26.10.2008

Aby ogłosić wszem i wobec, że tegoroczny jak się wydaje bogaty sezon już się zakończył należało:

  • zapisać się na listę uczestników zgodnie z komunikatem klubowym,
  • wpłacić niewielkie wpisowe,
  • dojechać/dojść do chaty PTTK na Kamiennym zabierając ze sobą to i owo.

Najcenniejszy był oczywiście dobry humor i chęć udziału w zapowiadającej się świetnej zabawie. Na to pozytywne przesłanie odpowiedziało 14 Ondraszków, którzy pojawili się w chatce ze wszystkim niezbędnymi akcesoriami, lecz bez rowerów. Czyżby duch czasu? Już w bramie witali wszystkich gospodarze imprezy: "Rozstrzapek" i "Śmig". Przy pomocy uczestników wkrótce zapłonęło wesoło ognisko, a w nim wylądowały kociołki ze smakowitą zawartością. Honorowe miejsce w brytfannie z której "hańdowni" karmiono prosiaki, zajął również "prosiak" specjalnie na ta imprezę przekazany przez zaprzyjaźnionego sponsora. Po jakimś czasie, który wszystkim wydawał się wiecznością Piotr - "Śmig" ogłosił: GOTOWE! i rozpoczął sprawiedliwie dzielić smakowite porcje do podstawionych talerzy.

Ten kto tu nie był i nie spróbował - niech żałuje! Żadne słowo nie jest w stanie opisać tego rozkosznego zapaszku i smaków jakie nam było dane przeżyć. Dymfoki oraz mięsko, które udawało "prosiaka" w wykonaniu Piotra to po prostu niebo gębie! Przy rozpracowaniu dania głównego zapadła już ciemna nocka. Co robią najedzone i szczęśliwe Ondraszki? Prawidłowa odpowiedź brzmi - śpiewają! Leszek P. wyciągnął dawno nie używaną gitarę i przy jego boskim akompaniamencie wspólnie prześpiewaliśmy co bardziej ambitne kawałki z naszego śpiewnika, a urocze głosy naszego chórku poszybowały hen - nad lasy, pola i urwiska.

Przy śmiechu i zabawie czas niestety szybko zleciał i część teamu (w tym i ja) musiała wracać, natomiast reszta, która zapisała się na nocleg przeniosła biesiadę do chatki. Z żalem się rozstawałem z Ondraszkami i tym uroczym miejscem, jednak z mocnym postanowieniem, że tu jeszcze wrócę.

I tak się stało i to już nazajutrz. Wraz z Jasią - "Afi" korzystając z przepięknej pogody, znów się pojawiliśmy na gróniu. Na miejscu okazało się, że Heniu M. - wczorajszy biesiadnik też tak postanowił. Dotlenieni po wycieczce na Trzy Kopce, chętnie pomogliśmy zjeść kiełbaski specjalnie pozostawione na dzisiejsze ognisko. Pozostało jeszcze posprzątać i tym samym tegoroczny sezon możemy uznać za zakończony. Pozostaje pytanie: jak udała się nocna biesiada? Kto ciekawy - niech pyta uczestników.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Wigilijka z Ondraszkiem 2008

14.12.2008

14 grudnia - i to już koniec... 42 sezonu

WIGILIA - słowo to kojarzy się zawsze z czymś przyjemnym - zapachem choinki i świątecznych wypieków, czasem oczekiwania i świątecznych radości. Tym bardziej zdrobniałe słówko WIGILIKA jest dla wszystkich synonimem radości i wzruszeń.

Tegoroczna wigilijka była ze wszechmiar niezwykła. Tylko raz w roku spotykamy się przecież przy świątecznym opłatku, by wspominać co minęło, wymienić życzenia i spojrzeć z nadzieją w przyszłość. Niezwykłe było też i miejsce spotkania: Klub Młodzieżowy "Dziupla" przy PZKO w Czeskim Cieszynie, który w tym roku został otwarty (i nasz klub ma tutaj swoją cegiełkę). Ondaszkowe świąteczne spotkania odbywały się już w przeróżnych miejscach: w górskich schroniskach i na boisku, w restauracji, na zamku i w prywatnych mieszkaniach. Tym razem zeszliśmy dosłownie do podziemi. Niezwykły był również nasz gość specjalny: p.Jan Chmiel z Kowali koło Skoczowa. Z przebogatego życiorysu wynika, że p.Jan, obecnie emerytowany nauczyciel muzyki założył kilka zespołów regionalnych a obecnie udziela się przy MDK w Skoczowie. Pięknie gra na akordeonie, i co najważniejsze, odkrył w sobie talent poetycki do opisywania rzeczywistości wierszem "po naszymu".

Przy tradycyjnej rybce i ciasteczkach zebrało się nas dokładnie 31 w tym goście z Bielska-Białej (Krzysiek, Zdzisek i Włodek) byli seniorzy: p. Stopyrowa, która jest tradycyjnie obecna na każdej wigilijce oraz "najstarszy młodzieniec" Lucjan Jurys, który w tym roku ukończył dopiero... 90 lat. Przybyło sporo ondraszków zarówno z długim klubowym stażem, takich którzy dopiero niedawno odkryli rowerową pasję, jak również i sympatyków klubu. Zaszczycili nas też swą obecnością (niestety tylko na chwilę) "dwaj, którzy za niedługo staną się jednością" (Renia i Władek) a także Józek Przywara z PZKO Cierlicko. Wszystkich jednak połączyła w tym miejscu i czasie chęć przeżycia niezwykłych chwil oraz wzruszeń.

Był opłatek, przejmujące życzenia, nastrojowe wiersze w wykonaniu Basi Toman i Zbyszka Pawlika, fragmenty Biblii w interpretacji Andrzeja Słoty. Były ciekawe wspomnienia dawnych wigilii L.Jurysa. Duszą towarzystwa okazał się niezrównany p. Chmiel, który z pamięci prezentował próbki swej genialnej poezji, a także akordeonem akompaniował śpiewanym kolędom. Nie wiedzieć, kiedy zrobiło się późno i z żalem odśpiewaliśmy pożegnalną pieśń "Ogniska już dogasa blask". Blask może i dogasł ale jestem pewien, że iskierki tego ognia przechowamy na długo w swoich sercach. A Basi Toman - organizatorowi tego niezwykle udanego spotkania podziękowaliśmy burzą oklasków - na stojąco!

Rechtór-Zbyś
Galeria
Ślub Renaty Janowskiej - "Comitam" oraz Władysława Zmełtego - "Kropelki"

26.12.2008

Jeżeli byśmy się cofnęli do wydarzeń opisanych w kronice z 1995r. łatwo moglibyśmy tam odszukać wspomnienia z rowerowego obozu na Słowacji. A cóż takiego szczególnego zaszło na tym obozie? Otóż żywiej zabiło tam serce naszego klubowego zatwardziałego kawalera Władka kiedy zobaczył zjawiskowo piękną Renatę zgrabnie pomykającą na rowerze. I tak się właśnie zaczęła znajomość, która swój epilog znalazła na... ślubnym kobiercu.

W uroczystym wnętrzu ewangelickiego kościoła Jezusowego w Cieszynie w pięknej zimowej scenerii powiedzieli sobie "TAK ": Renata Janowska - klubowa "Comitam" oraz Władysław Zmełty czyli "Kropelka". Przy tym niezwykłym wydarzeniu oczywiście nie mogło zabraknąć klubowej braci, którzy w wielkiej liczbie pojawili się w kościele. Złożyli Nowożeńcom życzenia szczęścia na nowej drodze, a przed kościołem utworzyli szpaler z rowerowych pompek oraz uczynili wielki tumult z trąbek, dzwonków i inszych głośnych przedmiotów. U podnóża monumentalnych schodów czekał na nowo zaślubionych "wysłannik z kopalni szczęścia" czyli "Rechtór" w najprawdziwszym górniczym mundurze. W imieniu Ondraszków uroczyście wręczył pamiątkowy "kilofek" z odpowiednią dedykacją oraz tajemniczą szkatułkę. Niech się Wam Nowożeńcy dobrze darzy, a wszelkie, często zawikłane ścieżki losu przed Wami prostują.!!! Dokonałem też szybkich obliczeń i wyszło mi, że jest to już piąta para, którą klub "Ondraszek" połączył. Czy jeszcze ktoś wątpi, że jazda na rowerze łączy bratnie dusze?

Rechtór-Zbyś
Galeria