Kronika imprez z 2011 roku
Spis treści
Noworoczne Spotkanie Rowerowe

01.01.2011

Skończył nam się rok 2010. Żegnaliśmy go hucznie na balach, zabawach, prywatkach lub w domowym zaciszu. Dla jednych był dobry, dla innych może trochę gorszy. Miejmy nadzieję,ż e Nowy 2011 nie będzie od niego gorszy. Po sylwestrowych spotkaniach nadeszła pora aby zacząć aktywnie nowy czas.

Ondraszki zaczynają powoli przekonywać się do noworocznych przejażdżek rowerowych. W 2008 byłem sam, w 2009 było nas kilkoro na różnych trasach, w 2010 "wyskoczyliśmy" do Lesznej Górnej na spotkanie międzynarodowe, a w tym roku na cieszyńskim rynku zebrała się nas spora gromadka. Byli uczestnicy, sympatycy takiego spędzania czasu i ukryci obserwatorzy. Mieliśmy wielką przyjemność, gdyż zaszczycił nas swoją obecnością sam św. Mikołaj, który w okolicy odpoczywa po trudach roznoszenia prezentów gwiazdkowych. Niestety musiał przyjechać na rowerze tandemie, gdyż jego zaprzęg reniferów był zbyt zmęczony, aby ciągnąć sanie. Miała jechać z nim elfetka, ale po dwóch próbnych okrążeniach rynku stwierdziła, że na tandemie nie da sobie rady i Mikołaj pojechał sam.

Wyruszyliśmy w kierunku Pogwizdowa i postanowiliśmy naszą wycieczkę zamienić na Noworoczną kolędę. Pierwszym odwiedzonym był Józek. Złożyliśmy mu życzenia noworoczne, jak również pani Helenie, którą spotkaliśmy przed domem, w drodze do kościoła. Następnym na naszej trasie był Stasiu Pawlik. Był na pewno zaskoczony naszym widokiem, ale i ucieszony, że nie zapomnieliśmy o nim. Życzenia noworoczne były nie tylko dla niego, ale również dla małżonki, którą zastaliśmy w domu.

Od Stasia mieliśmy niedaleko do Piotra Nowaka, któremu również złożyliśmy życzenia noworoczne (częstszych spotkań z ondraszkami na rowerze). Piotr wraz z małżonką ugościli nas gorącą herbatką i kieliszkiem zdrowia. Z Pogwizdowa pojechaliśmy przez Brzezówke do Hażlacha, do Tamary i Heńka. Tutaj również spotkało nas gorące przyjęcie, adekwatne do złożonych życzeń. Posiedzieliśmy, poopowiadaliśmy sobie o planach na bieżący rok i stąd rozjechaliśmy się, jak i gdzie komu pasowało.

Jarek "Bystry"
Galeria
Noworoczne Spotkanie Rowerowe

01.01.2011

...I słowo ciałem się stało. Jak powiedziano, wychodząc naprzeciw coraz częściej spotykanym obrazkom Ondraszków aktywnie spędzających Nowy Rok na rowerze wpisaliśmy taką mini wycieczke jako inaugurację roku. Faktem jest, że ubiegłoroczny Nowy Rok w odróżnieniu od obecnej sytuacji za oknem był raczej bez śniegu, dlatego też wybrałem się na rowerze na miejsce spotkania na rynek z małą nadzieją, czy ktoś będzie tam w ogóle czekał.

Jedynym „pewniakiem” był w moim mniemaniu „Bystry” jako pomysłodawca jej wyprawy. I tu się niepomiernie zdziwiłem gdyż powitała mnie spora grupka rowerzystów, a do tego jeszcze w pełni umundurowany Święty Mikołaj na ...reniferze (tandemie). Jak kiedyś obiecałem napiszę uczestników wielkimi literami: JAREK REZMER „BYSTY” jako prowadzący, Święty Mikołaj czyli LESZEK SZURMAN, „ROZSTRZAPEK” MARYLA BIŁKO-HOLISZ, DANUTA BIEDA, „SMIG” PIOTR HOLISZ, „GWAREK” KAZIU SZEWCZYK, LESZEK NOWAK, ANDRZEJ GOJNICZEK oraz „RECHTÓR” ZBYŚ PAWLIK.

Na te dziwy przyszli również zobaczyć, jednak bez rowerów i inni klubowicze: Jan Stasik i „Kropelka” Władek Zmełty. Po wzajemnej wymianie życzeń oraz wspomnień z szaleństw nocy sylwestrowej wyruszyliśmy ulicą Głęboką. Ludziska aż oczy przecierali ze zdumienia widząc Sw. Mikołaja w towarzystwie rowerzystów i jeszcze domagali się prezentów. Do drodze znarowił się renifer Mikołaja, więc Danusia musiała zakończyć wyprawę. Swoimi ścieżkami poszła również Maryla „Rozstrzapek” oraz Leszek Nowak.

Pozostała część tego doborowego towarzystwa korzystając z przetartej drogi pojechała w stronę Marklowic i Pogwizdowa. Po drodze wpadło nam na myśl, żeby odwiedzić z „noworocznym winszem” ondraszków mieszkających w pobliżu naszej trasy. Tak właśnie trafiliśmy do „Niezłomnego” Józka Linzera, Stasia Pawlika i Piotra Nowaka. Wszędzie nas witano wpierw z niedowierzaniem, a później z nieukrywana radością. I tak jak pastuszkowie, aniołowie czy królowie wszędzie nieśliśmy dobrą nowinę: Ondraszek rozpoczął sezon już w zimie!

Rechtór-Zbyś
Galeria
Bal karnawałowy

29.01.2011

Ach co to był za bal!

Piłka w grze! Napastnik zielonych zbliża się do pola bramkowego czerwonych. Piękne ześrodkowanie zamieszanie pod bramka, piękna główka i goooolll!!! Nie wszyscy wiedzą, więc zdradzę tajemnicę, że już odbył się pierwszy mecz Euro 2012! Wygrali czerwoni wynikiem 4:1. W trakcie meczu zużyto dość dużo piłek–baloników bo mecz odbywał się na reaktywowanym w tym roku Ondraszkowym Balu Przebierańców pod zawołaniem „Euro 2012”. Stadionem była sala restauracji „Ogrodowa”. Wychodząc naprzeciw nostalgicznym wspomnieniom dawnych świetnych bali ondraszkowych przebierańców postanowiliśmy je reaktywować.

Stroną logistyczną przedsięwzięcia zajął się duet „Irka” i „Ośka”. Efekty muzyczne zapewniła orkiestra pod batuta połączonych sił „Maniusia” i „Rewora”, a konferansjerkę i zmagania (nie tylko sportowe) na parkiecie poprowadził „Rechtór”. O godz. 1800 na sali pojawiło się mnóstwo dziwnych postaci. Trudno wszystkich wymienić ale byli obecni przeróżni piłkarze, sędziowie, czirliderki, policjanci i kibole, był oczywiście działacz PZPN, żółta karteńka i czerwona karteczka, nawet murawa i stadion we własnej osobie!

Niektóre przebrania były tak zmyślnie dobrane, że prawdziwą tożsamość delikwenta można było ustalić wyłącznie po głosie. Nie można się zatem dziwić, że głosowanie na najlepszy strój wzbudziło dużo emocji. Ostatecznie po podsumowaniu głosów okazało się, że królami balu zostali „Maskotka igrzysk” czyli Kryska oraz „Kibol” czyli Skryba. Para królewska otrzymała w nagrodę ufundowany przez Kropelkę tort, który później solidarnie pomogliśmy zjeść, zapijając szampanem stanowiącym nagrodę w rozegranym meczu.

Sala była dobrana w sam raz do naszych „sportowych” potrzeb. Towarzystwo bawiło się świetnie, a że w sąsiednie pomieszczenie było przeznaczona dla pozostałych gości tego lokalu, można sobie wyobrazić ich zdumienie a potem aplauz, kiedy wjechał tam nasz rozbawiony „pociąg”. I jak to zazwyczaj bywa na dobrych zabawach bawilibyśmy się dalej, lecz czas upłynął niemiłosiernie i obsługa lokalu o godz. 200 „odgwizdała” koniec zmagań. A szkoda!

Rechtór -Zbyś
Galeria
Zebranie sprawozdawcze za sezon 2010

04.02.2011

Tym razem postanowiliśmy nie eksperymentować i jak w roku ubiegłym spotkaliśmy się znów w sali Spółdzielni Mieszkaniowej „Cieszynianka”. Prezes klubu „Rechtór” powitał licznie zebranych, w tym gości z klubu „Przerzutka” z Zebrzydowic oraz z PTTSu. w RCZ. Prowadzenie obradom tak jak w roku ubiegłym przekazano w ręce naszych pań: Barbary Toman, Jadwigi Gracyasz oraz Maryli Biłko-Holisz, co dało nam gwarancję sprawnego przebiegu zebrania i zakończenia go przewidzianym czasie.

Realizując porządek obrad sprawozdanie przedstawił prezes klubu, następnie uczynił to skarbnik oraz przedstawiciel Komisji Rewizyjnej. Według złożonych sprawozdań zakończony sezon był dla Ondraszka obfity w dobre wydarzenia, a założony program został prawie w całości zrealizowany. Odbyły się 44 wycieczki kolarskie, 3 wielodniowe obozy, jedna impreza sportowa, 13 wypraw górskich, wystawa, dwie prelekcje i dwa spotkania integracyjne. W wycieczkach wzięło udział ok. 633 „ondraszków” i ok. 300 sympatyków jazdy „na kole”. Klub liczy ogółem 64 osoby.

Najprzyjemniejszą częścią spotkania było wręczenie zdobytych odznak oraz nagród w naszych konkursach. W konkursie na „Najktywniejszego turystę-kolarza 44. sezonu zwyciężyli:

  1. Andrzej Warpechowski - 238 pkt,
  2. Beata Szarzec - 175 pkt,
  3. Jarosław Rezmer - 162 pkt,
  4. Stanisław Pawlik - 160 pkt,
  5. Jadwiga Gracyasz - 155 pkt,
  6. Zbigniew Pawlik - 124 pkt,
a w kategorii młodzieżowej:
  1. Michał Gracyasz - 32 pkt,
  2. Justyna Pawlik - 29 pkt.

Powyższe przekazał sędzia konkursowy „Kropelka”, który wręczył nagrody rzeczowe oraz dyplomy. Trzeba zaznaczyć, że po raz pierwszy wyniki konkursu były opracowane na wyłącznie elektronicznej formie zbierania danych dzięki wykorzystaniu programu rejestracji autorstwa Adama Kłodowskiego naszego webmastera strony internetowej.

Następnie głos zabrał „Bystry” - sędzia konkursu na „Długodystansowca sezonu”. Okazało się, łącznie w 44. sezonie przejechaliśmy 48.760,39km z czego 1/4 przypadła na „Maratończyka” Andrzeja Warpechowskiego przejechał aż 11.406km! Jak widać „Maratończyk” został bezapelacyjnym zwycięzcą w obu konkursach, tym samym zostało udowodnione, że ksywka jaka mu została nadana w trakcie ubiegłorocznych chrzcin była jak najbardziej zasłużona. W dalszej kolejności uplasowali się: Stanisław Pawlik (6537km), Henryk Moskała (5679km) Andrzej Nowak ”Ziołowy” (4471km), Jan Stasik (3461 km). W kategorii pań na najwyższym podium tak jak w roku ubiegłym stanęła Beata Szarzec „Szykowno” (3129km), a w dalszej kolejności Jadwiga Gracyasz „Ośka” (1290 km), Alicja Wlach (1073km) i Basia Nowak „Baśka” (966 km). Należy zaznaczyć, że pokonane dystanse w stosunku do konkursu z poprzedniego sezonu uległy znacznemu wydłużeniu. Aż strach myśleć do czego dojdziemy!

Szef referatu weryfikacyjnego odznak kolarskich – „Skryba” również złożył sprawozdanie i przekazał zdobyte w sezonie odznaki. Pełny wykaz zdobywców znajduje się w zakładce TRW. Ożywioną dyskusję wywołały zaproponowane zmiany punktacji w regulaminie na najaktywniejszego turystę-kolarza klubu. Propozycja miała swoich gorących zwolenników i przeciwników jednak głosowanie wykazało, że zmiany wejdą w życie. Odświeżyliśmy również wspomnienia na podstawie multimedialnej prezentacji zdjęć z dużych i małych wypraw 44. sezonu. Na zakończenie rozdano kalendarze z propozycjami na nadchodzący – jubileuszowy 45. sezon działalności klubu życząc sobie aby był równie udany.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Topienie Marzanny

26.03.2011

Zaproszeniu Wandrusów się nie odmawia zwłaszcza, że cel jest wybitnie pożyteczny. Dla dobra ludzkości od miesięcy gnębionej podmuchami zimy, również niektóre Ondraszki wstały wcześnie rano w ten zimny i pochmurny poranek. Niepomni dramatycznych prognoz pogodowych wieszczących zimno, deszcz i śnieg pomknęliśmy do Żor, aby wykonać wyrok na Marzannie. Trzeba dodać, że była to z naszej strony akcja zupełnie spontaniczna, bo zjawiliśmy się w Żorach w kilku oddzielnych grupach wcale się wcześniej nie umawiając.

I tak na rowerze przyjechali: A. „Ziołowy” z P. Hamerą, następnie też na rowerze ale solo St. Pawlik, J. Stasik busem przywiózł J. „Niezłomnego”, W. „Panka” i Z. „Rechora”, i jeszcze autem przyjechali J. „Ośka” i J. „Bystry”- łącznie 9 sztuk. Na żorskim rynku był już cały tłum kolarzy (ponoć ok. 60) chyba z wszystkich okolicznych klubów w tym z Gliwic oraz Katowic. Na trasę pojechaliśmy zatem w trzech oddzielnych grupach. Po 22km jadąc przez pola i lasy przez Szczejkowice, Palowice i Gichtę dojechaliśmy na przedmieścia Żor, gdzie w ośrodku edukacyjnym nad niedużym jeziorkiem wyznaczono tegoroczną metę.

Tutaj ujawnili się posiadacze Marzann (tym razem – po udanym zeszłorocznym debiucie nie mieliśmy własnej, a Ośka nie zgodziła się jej zastąpić), którzy brali udział w konkursie na najładniejszą z nich. Wygrała wandrusowa rodzinka. Następnie wspólnie, w pochodzie udaliśmy się nad pobliski staw gdzie Marzanny zostały uroczyście spalone, i… od razu pokazało się słońce.

Odbył się również konkurs strzelecki z wiatrówki. Startowaliśmy w nim prawie wszyscy, lecz niestety puchar tym razem nas ominął. Najlepszy wynik z ondraszków, a zarazem najgorszy - bo zaraz za pudłem zajął piszący te słowa (33pkt/50 możliwych = 4. miejsce). Nad tym wszystkim unosił się miło drażniący powonienie i żołądek zapaszek grillowanych kiełbasek, gdyż organizatorzy zadbali również o nasze doczesne powłoki cielesne. Po miłej uroczystości rozdania nagród podziękowaliśmy organizatorom za spotkanie przekazując pamiątkowe chusty z naszego rodzinnego rajdu.

Jak widać Wandrusy miały dogadane z czynnikami wyższymi, gdyż pogoda wytrzymała tylko do zakończenia rajdu. Znów zrobiło się zimo i nieprzyjemnie. Nasi pojechali na rowerach do Cieszyna, ja widząc ciemne chmury na niebie przezornie z tego zrezygnowałem. Jednakowoż skoro jeszcze nie padało w drodze powrotnej też wysiadłem z busa w Pawłowicach i postanowiłem „dokręcić” do domu na rowerze. Przez Golasowice, Pielgrzymowice, Zebrzydowice dojechałem do zameczku w Kończycach Małych i tu się dobra passa skończyła. Zaczęło lać. Korzystając z przygodnych daszków przemykałem się między jednym deszczem a drugim, i tak do celu podróży przyjechałem mokry testując przy okazji wodoodporność klubowej kurtki. Na liczniku wystukało 52km - czyli nie najgorzej jak na pierwszy wyjazd.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rajd rowerowy z MOSIR-em (Rybnik) do parku krajobrazowego w Rudach

02.04.2011

W sobotę, 2 kwietnia, była super pogoda. Dlatego też garstka Ondraszków (w trzech grupach) postanowiła skorzystać z zaproszenia rybnickiego MOSIR-u i wybrać się na rajd rowerowy do parku krajobrazowego w Rudach. Pierwszą ondraszkową grupę stanowili: Jasiu Stasik z żoną Władysławą,Józek Lincer, Maryla "Rozstrzapek", Wisia i niżej podpisany. Druga, najmniej liczna, to dwuosobowy zespół w składzie: Andrzej "Skryba" i Basia. Trzecią, trzyosobową grupę stanowili: Piotr Hamera, Franek Grelowski i Andrzej "Ziołowy". Chociaż nie byliśmy umówieni, to spotkaliśmy się wszyscy przed kąpieliskiem Ruda w Rybniku.

Organizator tej imprezy, jak sam przyznał, liczył na obecność 40-50 osób. Był więc z lekka przestraszony (jeśli nie mówić przerażony), gdy okazało się, że uczestników jest 127! Jednakże po krótkim szoku zaczął działać i impreza ruszyła. Po wyjeździe z miejsca zbiórki ruszyliśmy mniej uczęszczanymi drogami asfaltowymi, a głównie leśnymi na trasę rajdu. Uczestnicy tak bardzo się rozciągnęli, że straciliśmy z oczu prowadzących, a zamykający peleton nie bardzo wiedział, gdzie mamy jechać. Na szczęście działały komórki, a i nasi przedstawiciele w peletonie byli czujni i w porę "przyhamowali" prowadzących.

Celem Rajdu był zespół klasztorno-pałacowo-parkowy w Rudach. Obiekt jest w trakcie prac renowacyjno-remontowych. Mogliśmy go sobie pooglądać-chociaż zabrakło jakiegoś przewodnika, który oprowadziłby nas i poopowiadał o obiekcie. Po krótkim odpoczynku w Rudach ruszyliśmy dalej i wzdłuż jeziora przy rybnickiej elektrowni wróciliśmy do miejsca startu. Tutaj czekało na nas ognisko i kiełbaski. Po posiłku, wymianie telefonów i innych informacji, zaczęliśmy szykować się do powrotu do Cieszyna. Część z nas autami, ale Ziołowy, Hamera i Grelowski na kołach. Np. Piotr przed wyjazdem z Rybnika miał już przejechane 108km.

Myślę, że wszyscy uczestnicy byli bardzo zadowoleni z imprezy, do czego bardzo przyczyniła się pogoda oraz rekreacyjny charakter trasy. Mogliśmy obserwować przyrodę, która zaczęła już budzić się do życia po zimie.

Jarek "Bystry"
Galeria
Pierwszy dzwonek w Jastrzębiu

09.04.2011

Można chyba powiedzieć, że już tradycyjnie wybraliśmy się do Jastrzębia na "Pierwszy dzwonek". Ubiegłoroczny nasz udział nie dość, że miał miejsce w deszczowy dzień, to zbiegł się jeszcze z katastrofą prezydenckiego samolotu. Mieliśmy nadzieję, że tym razem nie będzie niemiłych niespodzianek. Chociaż dosyć mocno wiejący wiatr nie zachęcał do jazdy, to jednak niewielka reprezentacja "Ondraszka" w składzie: Bystry, Gwarek, Szykowno i Ośka postanowiła zagościć w Jastrzębiu.

Rozpoczęcie i zakończenie Rajdu miały miejsce na Stadionie Miejskim, a trasa prowadziła obrzeżami miasta. Po oficjalnym powitaniu wszystkich uczestników, a przed wyjazdem na trasę, policjanci rozdali nam świecące elementy odblaskowe, które można używać chodząc lub na rowerze. Odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc w okolicach Jastrzębia, i trochę wymęczeni przez wiatr wróciliśmy na stadion, gdzie czekały na nas konkursy sprawnościowe oraz pyszna gorąca grochówka.

Chociaż w tym roku nie mieliśmy jakichś specjalnych osiągnięć, to najważniejszy był sam udział. Po zakończonych konkursach i rozdaniu nagród wszyscy udali się do domów.

Jarek - "Bystry"
Galeria
Dwa w jednym, czyli kolarski prolog z otwarciem XLV sezonu

10.04.2011

Św. Florian stojąc na kolumnie pośrodku cieszyńskiego rynku pewnie też już tęsknił za widokiem Ondraszków, którzy u jego stóp tradycyjnie rozpoczynali swoje wyprawy. I doczekał się! W ten sobotni słoneczny, lecz zimny poranek zjawiło się tutaj całe mnóstwo rowerzystów w celu inauguracji sezonu. O tyle spotkanie to było wyjątkowe, że odbyło się po raz 45., a więc jeżeli ktoś pojawił się na pierwszym otwarciu w dziecięcym wózku obecnie jest już „dość stateczną personą”.

Na wstępie prowadzący „Skryba” wyjaśnił zasady organizacji wyprawy, a „Bystry” - sędzia konkursu „długodystanowca” zebrał dane wyjściowe do tegorocznych zmagań i ruszyliśmy na umówione spotkanie z przyjaciółmi z PTTS, którzy nas oczekiwali po drugiej stronie Olzy w Alejach.

W pokaźnej grupie „Beskidzioków” byli m.in. prezes PTTS - p. Halina Twardzik, Zdzisław Fierla oraz Bolek Fukała - liderzy sekcji kolarskiej, a także p. Danusia Palowska z rodziną. Po radosnych powitaniach razem udaliśmy się na tutejszy cmentarz, aby przy mogile wpomnieć śp. Mariana Palowskiego. Władek Kristen przypomniał zebranym sylwetkę i dokonania Mariana, zapaliliśmy znicze, złożyliśmy kwiaty, zaśpiewaliśmy nastrojowy „Ojcowski dom” oraz „Szumi jawor” i na chwilę pogrążyliśmy się w zadumie nad kruchością ludzkiego istnienia - w tym też nad ofiarami ubiegłorocznej katastrofy smoleńskiej.

Ponownie uformowawszy peleton prowadzony przez duet Józków Goćka oraz Stirbę ruszyliśmy w drogę. Trasa była mocno pokręcona, gdyż wykorzystano możliwości lokalnych ścieżek, w sam raz dla jednosladów. Przez Sibicę i Ropicę dojechaliśmy do Końskiej - rodzinnej miejscowości Jana Kubisza. Dom rodzinny niestety się nie zachował, lecz na skwerku stoi niewielki pomnik upamiętniający autora hymnu Ziemi Cieszyńskiej. Józek Stirba przekazał kilka informacji i ciekawostek z jego życia. W dalszej drodze pod stokami Jaworowego droga się nam mocno pofalowała, jednak w zamian mogliśmy podziwiać wspaniałą panoramę beskidzkich gróni.

Końcowy odcinek drogi w dolinie Tyry prowadził cały czas pod górkę, lecz tu wspomagał nas mocny wiatr który, co się nieczęsto zdarza, wiał nam w plecy. Nasza sznurówka ponad 60 kolarzy mocno się rozciągnęła i na metę dość długo dojeżdżaliśmy małymi grupkami. Wreszcie był czas na ciepły posiłek oraz kolarskie forum czyli wymianę doświadczeń, pomysłów, wspomnień oraz dobrych rad. Przekazałem też nowości z naszego ondraszkowego podwórka.

Najważniejszym punktem imprezy było uroczyste przyjęcie do ekskluzywnego grona prawdziwych Ondraszków dwóch kolejnych kandydatów. Ostatnia próbę pozytywnie przeszli i przyrzeczenie złożyli Leszek Szurman, który został klubowym „Wędrowniczkiem” oraz Janek Stasik, który otrzymał ksywke „Proszęjaciebie”. Obaj zostali pasowani specjalną ceremonialną pompka i otrzymali stosowny Certyfikat Nadania Imienia. Wiwatom i gratulacjom nie było końca.

Tym wspaniały akcentem zakończyliśmy spotkanie i pełni wrażeń oraz pozytywnej energii ruszyliśmy, już indywidualnie w drogę powrotną. Nasza grupka pojechała przez Trzyniec i Sibicę. Początkowo było z górki, lecz aby nie było za dobrze ostry wiatr z dotychczasowego sprzymierzeńca zmienił się w przeciwnika i wiał nam prosto w twarz. Łącznie przejechaliśmy ok. 50km.

Rechtór-"Zbyś"
Galeria
Wojewódzki Zlot Oddziałów PTTK Cieszyn

16.04.2011

Głównym organizatorem tegorocznego Zlotu był Oddział PTTK „Beskid Śląski” w Cieszynie a wykonawcą koła i kluby w nim zrzeszone czyli: Koło przodowników turystyki górskiej i narciarskiej, Koło Przewodników Beskidzkich i Terenowych oraz Turystyczny Klub Kolarski Ondraszek. Narzucony termin zlotu spowodował poważne perturbacje w ondraszkowym kalendarzu imprez jako, że musieliśmy przyspieszyć otwarcie sezonu i połączyć z prologiem, co zresztą wyszło na dobre.

Prace nad zlotem rozpoczęły się już kilka miesięcy temu, kiedy na Zarządzie Oddziału PTTK ustalono regulamin oraz szkielet organizacyjny. Bazą zlotu było dzięki uprzejmości MOSiR Cieszyn nieczynne po sezonie lodowisko kryte. Układ tras pieszych opracował Henryk Więzik, natomiast kolarskie zaproponował Zbigniew Pawlik oraz Andrzej Nowak. Ze względu na spodziewaną ilość gości powstało 8 tras pieszych, obsługiwanych przez naszych przewodników oraz dwie kolarskie – w wariancie rowerowego zwiedzania Cieszyna oraz wyjazdu za miasto. Na wcześnie rozesłane regulaminy początkowo nie było spodziewanego odzewu, lecz ostatecznie do Cieszyna przyjechało aż 316 turystów z czego 48 na rowerach, co stanowiło rekord dotychczasowych zlotów i nieco nas zaskoczyło. Trzeba dodać, że klub Ondraszek miał również własną, trzyosobową reprezentację.

Przybyłych powitał Komitet Honorowy Zlotu w składzie Zastępca burmistrza Jan Matuszek, Dyrektor MOSiR Zbigniew Niźnikiewicz, Prezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” Ryszard Mazur oraz komandor Zlotu Zbigniew Pawlik. Uczestnicy sprawnie podzielili się na grupy i ok. 1000 udali się do teatru im. A. Mickiewicza, który w ubiegłym roku obchodził 100-lecie istnienia. Dyrektor Andrzej Łyżbicki przedstawił w multimedialnej prezentacji historię i dokonania tej dziarskiej stulatki. Następnie grupy się rozeszły w różnych kierunkach, mając na trasach zagwarantowane wejście do Muzeum Drukarstwa, prywatne muzeum 4 psp, atrakcje zamkowej góry oraz ratuszową salę posiedzeń. Trasa rowerowa po Cieszynie liczyła 14km i miała 15 przystanków przy czym świadomie omijała centrum, aby uczestnicy mogli dotknąć historii obiektów położonych na uboczu standardowych tras zwiedzania np. kapliczkę skazańców, obiekty seminaryjne na Bobrku, teren byłego Stalagu VIIIb, czy też zabytki sakralne w Czeskim Cieszynie. Ciekawostki i historie z nimi związane odkrywał prowadzący Zbigniew Pawlik.

Na trasie przejazdowej prowadził Jarek Rezmer, a uczestnicy wspólnie objechali okolice Czeskiego Cieszyna wraz z pobytem na polu golfowym w Ropicy. Wszyscy ponownie spotkali się na mecie ok. 1400, aby po zaserwowanym posiłku wymienić na świeżo spostrzeżenia, a śmiałkowie uczestniczyć mogli w tematycznym quizie turystycznym ze znajomości Cieszyna. Zwycięzcą w 22-osobowej grupie uczestników konkursu był członek grupy rowerowej z PTTK Pszczyna, który wykazał się kapitalną znajomością faktów z historii Cieszyna - zdobył 26 pkt na 27 możliwych.

Na zakończenie tego sympatycznego spotkania przekazano puchary dla rajdowych seniorów oraz uczestnika, który legitymował się najdłuższym stażem w PTTK. I tak kolejny zlot przeszedł do historii. Pozostały wspomnienia, ładna odznaka i nadzieja, że znów się spotkamy – tym razem podobno w Sosnowcu.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rowerem po górach Ostry i Mały Jaworowy

20.04.2011

O godz. 900 wyjechaliśmy spod zamku w Cieszyn w celu zdobycia kolejnych gór do książeczki "Beskidy". Trasa prowadziła przez Cieszyn, Czeski Cieszyn, Trzyniec, Podgruń, oraz po górach: Koziniec, Ostry i Mały Jaworowy. Przy pięknej słonecznej pogodzie i dobrych nastrojach dojechaliśmy pod górę Koziniec.

Po krótkim odpoczynku na Kozińcu udaliśmy się na Ostry, oglądając piękne widoki na trasie. O godzinie 1100 dotarliśmy do pierwszego punktu naszej trasy - góra Ostry. Piękna pogoda na podróże rowerem - polecamy. Ruszyliśmy w dalszą drogę, jednak zapomnieliśmy zabrać ze sobą sprzętu alternatywnego do podróżowania np. sanki lub narty. Znaleźliśmy sposób na wygodne parkowanie roweru. A przed nami miła perspektywa dalszej drogi. No i wreszcie trochę ochłody. Po 4 godzinach miłego spacerku dotarliśmy do drugiego punktu naszej trasy - góry Mały Jaworowy. Jednak do schroniska jeszcze trochę drogi zostało do przebycia, jednak w czasie drogi mogliśmy podziwiać piękny widok na okolicę.

Koniec wyprawy już był z górki. W wycieczce brali udział Ondraszki: Stanisław Pawlik - prowadzący, Piotr Hamera, Franciszek Grelowski, Wiesław Wawrzyczek - z poza klubu. Pozdrawiamy amatorów sportów ekstremalnych.

Piotr Hamera
Galeria
Święta, święta i po... czyli Wielkanocny Poniedziałek

25.04.2011

Święta,święta i po... ruszać też się trzeba. Chociaż pogoda nie była zbyt zachęcająca, to jednak postanowiliśmy spalić trochę świątecznych kalorii. Po wczesnoporannych konsultacjach, na zbiórce pod Zamkiem spotkaliśmy się w czwórkę: Maryla, Wisia, Piotr i ja. Pierwotna trasa miała prowadzić dookoła jeziora w Żermanicach i Cierlicku. Ale po drodze, z uwagi na duże zachmurzenie, zmieniliśmy kierunek na Trzanowice, Ligotkę Kameralną i Ropicę. W okolicy pól golfowych trochę postraszyła nas burza - na nasze szczęście skończyło się tylko na strachu.

Po drodze spotkaliśmy wielkanocnego zajączka, ale był zbyt szybki (wystraszony), aby zrobić mu zdjęcie. Z barankiem było już zupełnie inaczej - chociaż złośliwi mogliby powiedzieć "spotkał swój swojego". Jednakże nie byliśmy osamotnieni na rowerach. W większości mijani rowerzyści reprezentowali naród zza Olzy. W dobrych humorach i suchych ubraniach, zadowoleni z relaksu, wróciliśmy do Cieszyna. Trasa miała ok. 40km.

Jarek - "Bystry"
Galeria
XXXIV Wojewódzki Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej

29.04.2011 - 01.05.2011

Chociaż Michał Raczyński wielokrotnie zapraszał nas na swoje imprezy, to jakoś tak się składało, że nie braliśmy w nich udziału. Tym razem było jednak inaczej. Wraz z Basią i Andrzejem Nowakami postanowiliśmy przyjąć zaproszenie od Michała i pojechać do Góry Św. Anny na 34. zlot przodowników turystyki kolarskiej województwa opolskiego.

Basia i Andrzej wyruszyli w trasę juz w czwartek (oczywiście autem) i odwiedzili między innymi Paczków, Nysę i Otmuchów. W piątek po pracy zapakowaliśmy się do auta i przed 19:00 byliśmy na miejscu. Noclegi mieliśmy przygotowane w schronisku młodzieżowym. Po kolacji Michał zaprosił wszystkich do Muzeum parku krajobrazowego, gdzie pani dyrektor przybliżyła nam historię terenu, położenie oraz funkcjonowanie parku krajobrazowego.

Sobotni poranek rozpoczęliśsmy wspólnym śniadaniem. Następnie udaliśmy się do Muzeum Czynu Powstańczego. Trwały tam prace remontowe przed wizytą Prezydenta RP planowaną na 21.05.2011. Po prelekcji i spektaklu w stylu "światło i dźwięk" udaliśmy się na wcześniej przygotowaną trasę, która prowadziła przez następujące miejscowości: Wysoką, Kalinowice, Poznowice, Siedlce, Kamień Śląski, Kamionek, Gogolin, Zakrzów, Żyrów aż na Górę Świętej Anny.

Ziemia opolska posiada wiele zabytków architektury sakralnej oraz świeckiej. Szkoda tylko, że nie wszystkie mają gospodarzy, którzy potrafią przywrócić i zadbać o ich należyty stan. Wspaniałym przykładem może być zespół pałacowy w Kamieniu Śląskim, który po zniszczeniu przez pożar w 1971r., odzyskał blask dzięki przejęciu przez Kurię Biskupią w Opolu. Negatywnym zaś przykładem może służyć podobny zespół pałacowy w Żyrowej. Po zwiedzeniu Kamienia Śląskiego zawitaliśmy z wizytą do Gogolina, do słynnej Karolinki. Nasza wycieczka zakończyła się w schronisku w Górze Św. Anny, która to nazwa ma swój niemiecki odpowiednik - Sankt Annaberg. Jako ciekawostkę dodam, iż większość miejscowości opolszczyzny posiada nazwy dwujęzyczne.

Popołudnie można było poświęcić na udział w mszy dziękczynnej w przeddzień beatyfikacji Jan Pawła II. Wieczorem odbył się sejmik przodowników, na który również byliśmy zaproszeni.Specjalnym gościem tego wieczoru i uczestnikiem zlotu był emerytowany ksiądz - misjonarz z Brazylii, który na misji spędził 40lat. Na trasie mieliśmy spotkanie z ekipą Telewizji Polskiej - Oddział Opole, która przeprowadziła wywiad z Michałem Raczyńskim o Jego pielgrzymkach rowerowych, oraz z innymi uczestnikami na temat osoby Michała.

Sobotę postanowiliśmy poświęcić na zwiedzanie Rezerwatu Góra Św. Anny. Początek naszej trasy stanowił amfiteatr, czyli Pomnik Czynu Powstańczego. Sam amfiteatr powstał w nieczynnym kamieniołomie w latach 1934-1938 i został zbudowany na rozkaz władz III Rzeszy. Polska po wojnie dokonała tylko niewielkich modyfikacji i tak trwa to do dziś. Następnym punktem naszej wycieczki było stanowisko geologiczne w miejscu stożka dawnego wulkanu. Trzecim i w zasadzie ostatnim etapem wycieczki była bazylika i jej otoczenie, tzn. Kalwaria i Grota Lurdzka. Po południu udaliśmy się w drogę powrotną do Cieszyna

Jarek - "Bystry"
Galeria
„Pisarzowice kraina azalii” drugie podejście

22.05.2011

W dniu 22 maja o godz. 1000 na parkingu przy PKP Bielsko-Biała Główna przyjechało samochodami 18 członków "Ondraszka", by po rozładowaniu rowerów udać się na Święto Azalii w Pisarzowicach. Jak to zazwyczaj się dzieje, już na początku Jarek pseudonim "Bystry" musiał się wykazać umiejętnościami wymiany dętki, a w tym czsie prowadzący Kazik - "Gwarek" zapoznał uczestników z trasą i atrakcjami wycieczki. Już na pierwszym kilometrze trasy musiała być sesja zdjęciowa, przy nowo oddanym pomniku "Bolka i Lolka", przed Centrum Handlowym Sfera w Bielsku-Białej. Następnie całą grupą przejechaliśmy przez ul. Komorowicką w kierunku na Hałcnów. Za wiaduktem dojechał do grupy Heniek Moskała, który z Hażlacha na liczniku miał już przejechane ok. 40km. Pogoda była na razie wyśmienita, tylko trasa prowadziła od razu pod górę do Hałcnowa. Tam, musieliśmy rozstać się z kolegą Bartkiem, któremu przerzutka odmówiła posłuszeństwa.

Niektórzy zapoznali się z Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Hałcnowie. Do Pisarzowic prowadziła asfaltowa droga o niewielkim natężeniu ruchu z uwagi na niedzielne popołudnie. Słońce grzało już mocno, a na niebie pojawiały się pierwsze chmury burzowe. Na miejsce dotarliśmy bez kłopotów. Po zorganizowaniu parkingu rowerowego postanowiliśmy odpocząć i posilić się przed zwiedzaniem ogrodów w Pisarzowicach. Na początek wybraliśmy ogród pana Eugieniusza Pudełek, gdzie oprowadzał nas przewodnik. Po drugiej stronie ulicy Pańskiej 40, zwiedzaliśmy szkółkę krzewów ozdobnych, gdzie przygrywała orkiestra na zakończenie "Święta kwitnących azalii".

Po godz. 1500 pogoda zmusiła nas do przejechania do Ogrodów Japońskich pana Pudełko, by tam w herbaciarni skosztować lodów i napojów podziwiając krzewy ozdobne w zaprojektowanym i wykonanym w stylu japońskim ogrodzie. Coraz bardziej podobały się nam różne odmiany azalii, różaneczników, iglaków, czy krzewów ozdobnych, umiejętnie przycinanych. Fotogafowaniu nie było by końca, gdyby nie deszcz, który przypomniał, że do domu wciąż daleko.

Wracaliśmy przez Kozy, by podziwiać azalie i inne kwitnące cuda w przydomowych ogrodach, zakupione w szkółkach z Pisarzowic. Nieźle "się nam zmokło" w drodze do Bielska-Białej, ale ciągle byliśmy pod wrażeniem kolorów oraz formy kwiatów i roślin ozdobnych. Heniek jak przystało na sportowca jechał do domu rowerem - kończąc wycieczkę z całkowitym przebiegiem 115km. A reszta turystów dojechała do dworca PKP w Bielsku-Białej, gdzie załadowaliśmy rowery na samochody. W drodze powrotnej do Cieszyna widać było jak na terenie Beskidów błyskało i grzmiało na niebie, że hej. Za rok, może wybierzemy się na "Swięto kwitnącej azalii", jadąc czarnym szlakiem, nie tylko po asfaltach.

Kazimierz Szewczyk
Galeria
Z Gwarkiem w krainę azalii

22.05.2011

Zauroczeni wspaniałymi aranżacjami ogrodowych kompozycji państwa Pudełko postanowiliśmy tego roku znów odwiedzić Pisarzowice z okazji „Święta Azalii”. Autorem trasy był K. Szewczyk „Gwarek”, który wyznaczył start przy dworcu kolejowym w Bielsku-Białej. Stawiło się tu 17 ondraszków oraz jeden sympatyk rowerowej podróży. Najpierw zobaczyliśmy przed Domem Towarowym Sfera najnowszą atrakcję miasta. Jest to spiżowy pomnik „sympatycznych urwisów” tzn. Bolka i Lolka, których przygody powstawały w tutejszym studio rysunkowym. Z Bielska wyjechaliśmy w kierunku Hałcnowa, a na ostrym podjeździe pod hałcnowską górkę sympatyk z powodu awarii sprzętu zakończył wyprawę.

Dalej już bez przygód pomknęliśmy do azaliowego raju, które z racji wielkiej ilości zaparkowanych samochodów z już daleka było widoczne. Nasze pojazdy zaparkowaliśmy w nieodległej gospodzie i prowadzeni przez przewodnika udaliśmy się na zwiedzanie ogrodowych cudów. Od różnorodności kolorów oraz kształtów przeróżnych roślin można było dostać oczopląsu. Uroku dodawały również większe i mniejsze stawy i bajorka z przelewającą się między nimi wodą. A najdziwniejsze jest to, że według przewodnika jeszcze kilkanaście lat temu w tym miejscu rosło zboże.

Atrakcjami tegorocznego „Święta azalii” były również wybory azaliowej miss oraz inne konkursy, czynne też było wielkie targowisko, na którym to wszystko można było kupić. Pojechaliśmy również zobaczyć najnowszą atrakcję czyli nieodległy ogród japoński. Ogród bardzo ładnie zaaranżowany, z herbaciarnią pośrodku choć jeszcze jest w budowie ale już robi spore wrażenie. Wrażenie to potęguje cena wystawionych drzewek bonzai, która kończy się dwoma a częściej i trzema zerami.

W kontemplacji przyrody przeszkodziły nam pomruki nieodległej burzy. Czas wracać. W drodze powrotnej zostaliśmy zmuszeni jednak skorzystać z peleryn, a także odpocząć pod daszkiem przydrożnej gospody. Deszcz na szczęście był krótkotrwały, więc niebawem bez przeszkód dojechaliśmy z powrotem na dworzec kolejowy. Razem na rowerach przemierzyliśmy niewiele bo prawie 20km, ale wrażeń estetycznych nie liczy się przecież na kilometry.

Rechtór-Zbyś
Rajd „Karwina-Stare Miasto”

28.05.2011

Temat rajdu organizowanego przez PZKO Karwina - Stare Miasto był tak ciekawy, że nie mogło w nim zabraknąć ondraszków. Niestety z władzami zwierzchnimi nie uzgodniono dostawy pogody na czas, gdyż od samego rana było zimno i padał drobny deszcz. W związku z tym musiałem zweryfikować plany i do Karwiny na ustalone miejsce zbiórki przyjechałem autem z rowerem na dachu. Na dworcu kolejowym w Karwinie okazało się, że peleton kolarzy liczy aż 6 osób z czego trzy z PTTS-u (w tym prowadzący B. Fukała) oraz trzech ondraszków (Gwarek, Rechtór i Wędrowniczek), którzy choćby żabami prało i koło się w tył obracało… W tym składzie dojechaliśmy wśród kałuż i deszczu do domu PZKO Karwina Stare Miasto, gdzie oczekiwała nas ok. 20-osobowa ekipa organizatorów, też na rowerach.

Po sprawnym załatwieniu formalności i udzieleniu kilku wywiadów (ekipa TV Stonawa oraz Głosu Ludu również była obecna) wyruszyliśmy na trasę. Trasy były dwie: niewymagająca - ok.10km (wybrali ją wszyscy organizatorzy oraz W. Kristen) oraz pozostała (ok. 30km), na którą pojechaliśmy my. Prowadzący (jednocześnie autor trasy) zaprowadził nas do Dąbrowej, gdzie spotkaliśmy się z panią ksiądz (?) Kościoła Czeskobraterskiego (husyckiego). Świątynia wybudowana w 1926r. była już projektowana na szkody górnicze. Osiadanie gruntu przez lata wydobycia spowodowało odchylenie budowli od pionu co jest widoczne na posadzce oraz otaczającym terenie, lecz poza tym trzyma się całkiem krzepko.

Pani proboszcz (?) przekazała sporo niezmiernie ciekawych informacji o tym nurcie religijnym. Kościół husycki został założony w 1919r. na fali protestu przeciw odprawianiu mszy po łacinie oraz tyłem do wierzących. Później wyznawcy dopuścili do pełnienia obowiązków duszpasterza kobiety, a ich liturgia też mocno różni się od rzymsko-katolickiej. Są zorganizowani w kilka biskupstw, przy czym siedziba najbliższego znajduje się w Ołomuńcu. Na zakończenie tego interesującego mini-wykładu poczęstowano nas wafelkami.

Następnie pojechaliśmy do Starej Karwiny, gdzie zobaczyliśmy budynek dawnej szkoły (obecnie dom PZKO) do której ponoć uczęszczał mały Gustlik. Innym miejscem w nim związanym była dawna kolonia Żabków, gdzie się urodził. Oczywiście wydobycie węgla zmieniło te okolice nie do poznania, co najbardziej jest widoczne na przykładzie jedynej zachowanej budowli na tym terenie: kościoła św. Piotra z Alkantary. Jest wprost niewiarygodne, że kościół w XVIII w. wybudowano na sporej górce, a obecnie znajduje się w dolinie. Zjechał wraz z otaczającym terenem aż o 38m! i do tego przekrzywił się o przeszło 7 stopni. Na szczęście nie zrealizowano zamiaru rozbiórki lecz podjęto roboty remontowe więc jest nadal użytkowany. Odchylenie od pionu jest bardzo wyraźnie widoczne wewnątrz, gdzie nic nie trzyma się ani pionu ani poziomu. Nawet żyrandol wisiał jakoś skośno. Niesamowite wrażenie i nic dziwnego, że jest aktualnie wypromowany również jako atrakcja turystyczna.

Ten sympatyczny rajd przy niesympatycznej pogodzie (cały czas padało) zakończyliśmy w punkcie wyjścia, gdzie gospodarze poczęstowali nas wspaniałym gulaszem, kołoczami i herbatą. Cały czas testując peleryny przejechaliśmy łącznie 35km lecz wiem jedno: kto nie był niech żałuje!

Rechtór-Zbyś
Galeria
XIV Rajd Rowerowy Święto Roweru

29.05.2011

Dnia 28.05.2011r. od godz. 800 cieszyński rynek udekorowany okolicznościowymi transparentami stał się miejscem spotkania kilku pokoleń rowerzystów, którzy zdecydowali się wyruszyć na trasę tegorocznego rajdu. Impreza była szeroko anonsowana w prasie lokalnej portalu internetowym Z.C., plakatach informacyjnych w cieszyńskich placówkach oświatowych oraz na słupach ogłoszeniowych Cieszyna i okolicznych gmin. Rajd był również ujęty w dwujęzycznym kalendarium imprez kulturalnych Cieszyna wydawanym przez Miejski Wydział Promocji.

Celem organizacyjnym nieodmiennie pozostaje propagowanie czynnego wypoczynku na rowerze jako środka integrującego rodzinę, poznanie uroków Ziemi Cieszyńskiej, jak również realizacja tegorocznego hasła PTTK, które ogłosiło rok 2011 rokiem turystyki rodzinnej. Swój udział w Komitecie Honorowym potwierdzili: p. Mieczysław Szczurek - Burmistrz Miasta Cieszyna, p. Karol Folwarczny - Wójt Gminy Hażlach, p. Ryszard Mazur - Prezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” w Cieszynie.

Na starcie wyróżniała się liczebnością (30 osób) drużyna klubu osiedlowego z Cieszyna BBRT co tłumaczy się „BOBREK BICYCLE RACNG TEAM”. Lider grupy z rąk p. R. Mazura odebrał przeznaczony dla najliczniejszej grupy zorganizowanej. Swoje reprezentacje wystawiły też m.in. kluby kolarskie „Wiercipięta” z Jastrzębia, „Przerzutka” z Zebrzydowic, „Wandrus” z Żor. Była również obecna kilkuosobowa reprezentacja Turystycznego Klubu Kolarskiego im. W. Huzy z Gliwic, Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego „Beskid Śląski” w Repblice Czeskiej oraz Polskiego Związku Głuchych, Cieszył udział w rajdzie licznych wielopokoleniowych rodzin z Cieszyna oraz okolicznych miejscowości.

O godz. 1000 wielobarwny peleton pilotowany przez Policję, Straż Miejską, w eskorcie policyjnych motocyklistów wyruszył ulicami Cieszyna w kierunku Marklowic. Trasa rajdu liczyła 20km i prowadziła przez malownicze tereny Marklowic, Brzezówki oraz Hażlacha. Meta została zorganizowana w Zamarskach w Karczmie Regionalnej „u Źródełka”, gdzie uczestników przywitał hejnałem na trąbce p. Karol Folwarczny. Wręczył również ufundowane przez UG Hażlach puchary dla rajdowych seniorów.

Na mecie wszyscy otrzymali smaczną wojskową grochówkę z kotła serwowaną przez Zdzisława Szkutka – właściciela karczmy. Wielu uczestników skorzystało z możliwości zwiedzenia zabytkowego drewnianego kościoła pw. św. Rocha, który dzięki uprzejmości proboszcza został specjalnie otwarty. Historię kościoła przybliżył obecnym Zbigniew Pawlik – prezes klubu „Ondraszek”.

Następnie rozegrano konkursy sportowo-rekreacyjne, w których w wyniku sportowej rywalizacji zwycięzcami zostali:

  • Konkurs dla dzieci „bieg w workach”:
    1. Paulina Gerula
    2. Michał Kuś
    3. Dawid Surmiak
  • Konkurs rowerowy „jazda żółwia”
    • panie:
      1. Ilona Cieslar
      2. Elżbieta Marzewska
      3. Alicja Wlach
    • panowie:
      1. Grzegorz Strządała
      2. Sławomr Sliż
      3. Mariusz Bubik

Dodatkowo przeprowadzono konkurs rysunkowy dla dzieci na temat „nasza rodzinna rowerowa wyprawa” W tym konkursie nie prowadzono klasyfikacji, a wszyscy autorzy dzieł otrzymali drobne upominki. Odbył się także zręcznościowy konkurs nawijania sznurka na czas w którym zwyciężył Grzegorz Strządała przed Józefem Skorupą i Rafałem Kolkiem. Zwycięzcy otrzymali nagrody rzeczowe ufundowane przez sponsorów rajdu.

Puchary zdobyli:

  • Najliczniejsza rodzina rajdowa: Państwo Kuś z Hażlacha.
    puchar ufundował Burmistrz Miasta Cieszyna.
  • Seniorzy rajdu: p. Helena Wiśniewska i p. Władysław Chromec z Cieszyna.
    puchary ufundował Urząd Gminy Hażlach.
  • „Rajdowy Junior” czyli najmłodszy kolarz, który samodzielnie przejechał trasę. Był to siedmioletni Grzesiu Rzymanek z Cieszyna.
    Puchar ufundował organizator TKK Ondraszek z Cieszyna.
  • najliczniejsza grupa zorganizowana: BBRT z Cieszyna.
    Puchar ufundował Oddział PTTK „Beskid Śląski” Cieszyn.

Słodką niespodzianką uhonorowano również najmłodszego uczestnika tegorocznego rajdu - Zuzię Śliż z Wisły Jawornika, która wraz z rodzicami podróżowała na rowerze, a w lipcu będzie obchodzić swoje pierwsze urodziny. Wszyscy uczestnicy otrzymali również ładnie opracowany najnowszy folder reklamowy Cieszyna ofiarowany przez Wydział Promocji UM Cieszyn.

Ostatnim emocjonującym wydarzeniem rajdu było losowanie loterii fantowej, a wśród ofiarowanych przez sponsorów fantów wyróżniał się rower ufundowany przez PSS Społem z Cieszyna. W tegorocznej edycji rajdu wzięło udział 195 rowerzystów od najmłodszych adeptów turystyki kolarskiej po seniorów. Impreza została przygotowana i przeprowadzona przez Turystyczny Klub Kolarski PTTK „Ondraszek” z Cieszyna, a przeprowadzenie rajdu umożliwiły nastepujące organizacje i firmy:

  • Urząd Miejski Cieszyn (MOSiR) Cieszyn
  • Urząd Gminy Hażlach
  • MOSiR Cieszyn
  • PSS „Społem” Cieszyn
  • Hurtownia „Beskid Plus” Cieszyn
  • Centrum Oświetleniowe „Styl” Cieszyn
  • Kraft Food Polska S.A. Oddział „Olza” Cieszyn
  • PPUP Stal Bud Sp. J.Skoczów
  • ZUBM Budomont Sp. J. Bielsko-Biała
  • Nuten L. Zawierucha Bielsko-Biała
  • Hurtownia Elektro-Instalacyjna „Alfa Elektro” Cieszyn
  • oraz inni.

Poniżej można zobaczyć mapkę przedstawiającą trasę rajdu.


Pokaż na większej mapie

Członkom Turystycznego Klubu Kolarskiego PTTK „Ondraszek” z Cieszyna składam serdeczne podziękowanie za zaangażowanie w przygotowanie oraz przeprowadzenie imprezy. Osobne podziękowanie składam funkcjonariuszom policji, straży miejskiej, służbie medycznej w tym wolontariuszce z PCK za zabezpieczenie trasy oraz zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom rajdu. Uczestnikom rajdu pragnę podziękować za udział w tegorocznej rowerowej przygodzie oraz sportową rywalizację w konkursach.

Z turystycznym pozdrowieniem

Zbigniew Pawlik
Galeria
Ziemia Cieszyńska znana i nieznana „Tam gdzie łączą się granice”

05.06.2011

Start wycieczki zaplanowałem w Mostach koło Jabłonkowa, w związku z czym w Czeskim Cieszynie prawie w całości opanowaliśmy pociąg jadący w tamtą stronę. Na stacji końcowej okazało się, że część uczestników przyjechała tu już na rowerach więc łącznie z Beskidziokami i sympatykami uzbierało się 29 dusz żądnych rowerowej przygody. Wprowadzając w temat zaznaczyłem, że na tej wyprawie warto mieć trzy różne waluty bo zamierzaliśmy zwiedzić aż trzy państwa równocześnie.

Przybliżyłem też mało znany fakt, że II wojna światowa nie rozpoczęła się na Westerplatte lecz właśnie tutaj na mosteckim dworcu który już 26.09.1939r. niemieckie bojówki próbowały opanować wraz z ważnym strategicznie pobliskim tunelem. Przed nami przysiółek nazwany Szańce. Nazwa wiąże się z wzniesionymi umocnieniami ziemnymi strzegącymi dawnych rubieży Księstwa Cieszyńskiego i śląskich prowincji przed turecką nawałą. Szańce sypano również do ochrony szlaku kupieckiego, który od Bałtyku przez przełęcz Jabłonkowską prowadził na południe aż do Konstantynopola. Droga do nieodległych umocnień pięła się ostro pod górkę, więc już zdążyliśmy się rozciągnąć w długą kolumnę. Zwiedziliśmy pozostałość tego obszernego (teren prawie 3ha) dzieła inżynierii wojskowej, które choć mocno zarośnięte ma jeszcze dość czytelny zarys wałów oraz murowanych skarp budowanych w formie gwiazdy.

Przed nami Słowacja. Skręciliśmy w boczną dróżkę, która wijąc się równoległe do granicy czesko-słowackiej doprowadziła nas do granicznej miejscowości Svrcinovec. Po drodze raczyliśmy się wspaniałymi widokami na przygraniczne okoliczne beskidzkie szczyty. Tutaj trzeba było usunąć pierwszy defekt, gdyż nierówna nawierzchnia zaszkodziła dętce koła jednego z uczestników. Po sprawnej wymianie ruszyliśmy do miejscowości Cierne tym razem dolina potoku Czernianka wzdłuż linii kolejowej prowadzącej z Czadcy w kierunku granicznego Zwardonia.

W Ciernym posiadane Euro zamieniliśmy na napoje chłodzące i ruszyliśmy ostro w górę pieszym szlakiem turystycznym do „Trojmedzia”. Szlak ten nie bardzo nadawał się do jazdy rowerem, choć posiadacze górskich rowerów mogli wypróbować rowerowy cross między korzeniami drzew. Doczłapaliśmy w końcu do tego miejsca w którym spotykają się trzy granice. Jest ładnie zaaranżowane turystycznie, są tutaj wiaty z przygotowanymi paleniskami oraz ławeczki. Na terytorium każdego z państw stoją granitowe obeliski z godłami. Pośrodku nich miejsce styku granic, które wypada w małym potoczku oznaczono dodatkowym kamiennym ostrosłupem.

Po odsapce i naprawie zerwanego łańcucha ruszyliśmy do polskiej Jaworzynki. Od tej strony wybudowano bardzo przyzwoitą drogę, dzięki której „Trójstyk” jest łatwo dostępny. W barze „Na styku” udaliśmy kolejną walutę: złote i ruszyliśmy do przysiółka Łupienie, gdzie po przekroczeniu kolejnej granicy dojechaliśmy do czeskiej Hrczawy. Tutaj zwiedziliśmy drewniany kościółek powołania Cyryla i Metodego, który został wybudowany w 1926. Głównym powodem było odcięcie granicą miejscowych obywateli od dotychczasowego kościoła w Jaworzynce. Warto nadmienić, że jedyna droga do Hrczawy też prowadziła od Jaworzynki, więc do wybudowania nowej drogi od strony Mostów przez pewien czas Hrczawa była odcięta od świata. Warto też wiedzieć, że w latach 1938-1939 wszystkie zwiedzane dotychczas miejscowości należały do II RP. Ot, pokręcone losy pogranicza….

W Hrczawie w barze „Na vyhlidce” można było zobaczyć z góry „Trojmezi” i zakupić małe co-nieco za posiadane korony. Niebawem ruszyliśmy w stronę Bukowca, po drodze mijając opuszczone budynki dawnej odprawy celnej. Zjazd mimo marnej nawierzchni był kapitalny: nie dość że z górki to jeszcze popychał nas wiatr. Niepokojące było jednak to, że wiatr popychał też w naszą stronę ciemnogranatowe chmury na horyzoncie. Rozwinęliśmy zatem nieprzeciętną szybkość. W jabłonkowskim lasku miejskim podziękowałem za udział i rozwiązałem peleton, więc teraz każdy indywidualnie ścigał się z gęstniejącymi chmurami. W mocno okrojonym składzie przez Gródek i Bystrzycę dojechaliśmy do Trzyńca, gdzie w końcu deszcz nas dogonił. Przy akompaniamencie piorunów, grzmotów oraz deszczu dojechaliśmy do Cieszyna nie korzystając jednak z przydrożnych daszków.


Pokaż na większej mapie

Pokonaliśmy łącznie ok. 60km (trasa na mapce powyżej) i choć trochę nas zmoczyło myślę, że warto było się trudzić aby zobaczyć te piękne widoki oraz odwiedzić ciekawe miejsca.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zielonoświątkowe smażenie jajecznicy

12.06.2011

Jest taki dzień w roku oraz w kalendarzu imprez, w którym organizujemy wycieczkę, której celem nie jest zwiedzanie czy poznawanie, ani rowerowa przygoda lecz jest nim… jedzenie! Ten dzień właśnie nadszedł i są to Zielone Świątki. Zgodnie z tradycją w te święta ondraszki spotykają się aby upichcić jajecznicę gigant obowiązkowo w plenerze.

Na rynku o godz. 900 zebrało się prawie 60 uczestników tej kulinarnej wyprawy. Miejsce oraz trasę wyznaczył Władek Zmełty „Kropelka” a oprócz licznych Ondraszków własne reprezentacje wystawiły kluby „Przerzutka” z Zebrzydowic oraz „Wiercipięta” z Jastrzębia, było też dwóch kolarzy z PTTSu. Do mety – baru „Skansen” w Ochabach dojechaliśmy w kilku grupach. Jednak główny peleton prowadzony przez „Kropelkę” pojechał przez Marklowice, Brzezówkę, Kończyce , Hażlach na półmetek do Dębowca.

Tutaj zgodnie z zawartym z BGŻ Cieszyn porozumieniem oczekiwali nas przedstawiciele banku, którzy próbowali zachęcić do korzystania z wyjątkowych produktów swego banku oraz przekonywali o ich wyższości nad pozostałymi. Ciekawość budziła zwłaszcza specjalna karta kredytowa dla rowerzystów!

Dalsza trasa wycieczki wiodła przez Simoradz, bardzo widokową trasą między stawami dotarliśmy na metę. Tutaj oczekiwał już m.in. ubrany w niesłychanie gustowny fartuch Piotrek Holisz „Śmig” i zdążył już przygotować akcesoria i rozpalić ognisko . Zadania kulinarne zostały precyzyjnie rozdzielone i wkrótce wokół rozszedł się wokół smakowity zapaszek smażonych szpyrek. Inna ekipa pracowicie roztłukła 274 jajka, a ze względu na pojemność brytfanny jajecznicę zrobiono w trzech odcinkach. „Śmig” sprawiedliwie rozdzielił efekt tych kulinarnych zmagań i wkrótce smakowita jajecznica zniknęła w naszych przepastnych brzuchach.

Następnie przystąpiliśmy do rozegrania przewidzianych konkursów. Pewnie największe emocje wzbudził konkurs strzelecki o tytuł króla strzelców i przechodni puchar –patelnię . Szefem strzelnicy był Piotrek Hamera. W zawodach brało udział trzydziestu strzelców i w końcu okazało się, że najlepszym snajperem jest Wincenty Marszał z Wiercipiętów (29/30 pkt.). Tak więc do następnych Zielonych świątek puchar pojechał do sympatycznego klubu z Jastrzębia.

Atrakcjami spotkania było również współzawodnictwo w nawijaniu sznurka oraz „konkurs z jajem”. Czynność nawijania najlepiej opanował Józek Skorupa z Wiercipiętów, za nim uplasowali się Zbigniew Pawlik „Rechtór” oraz Jarek Rezmer „Bystry”. Do widowiskowej i jednocześnie wymagającej delikatności konkurencji „z jajem” stanęło 7 par. Rzecz polegała na wzajemnym podawaniu sobie jajka z tym, że uczestnicy byli coraz bardziej od siebie oddaleni, a jaja nie były gotowane. Przy gorącym dopingu pary stopniowo się wykruszały i na ostatecznie po zaciętym pojedynku zwyciężyła para „Rechtór” i Alicja Pawlik „Alapala” przed Klaudią i Henrykiem Moskałą oraz Danusią Bieda i Leszkiem Szurmanem „Wędrowniczkiem”. Wymienieni odebrali zasłużone nagrody i tegoroczny piknik kolarski znów przechodzi do historii.

Powrót był już indywidualny zwłaszcza, że część uczestników korzystając z wspaniałej pogody postanowiła odwiedzić Skoczów, gdzie trwała impreza folklorystyczna „Dni Skoczowa”. Świetnie przygotowana trasa liczyła ogółem 63km, a całość imprezy odbyła się przy wspaniałej pogodzie. Kto był na pewno się nie nudził!

Trasa w liczbach (dane w jedną stronę)
Całkowity czas wycieczi: 2h 56min
Czas jazdy: 2h 1min
Czas postoju: 55min
Długość trasy: 29.5km
Średnia prędkość: 14,54km/h
Całkowite wzniesienie: 354m
Całkowite obniżenie: 377m

Mapka

Rechtór-Zbyś
Galeria
51. Zlot Przodowników Turystyki Kolarskiej PTTK, Nowy Sącz

18.06.2011 - 25.06.2011

Czas szybko leci i od jubileuszowego spotkania w Myszkowie minął już rok. Tym razem tłem wydarzeń zlotowych była mała miejscowość Bartkowa-Posadowa nad jeziorem Rożnowskim, a eksperymentalnie imprezę organizował (przynajmniej nominalnie) Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej z Krakowa. Jak się okazało było to adekwatne do okolicy, gdyż trasy prowadziły w dość trudnym górskim terenie, a częściowo nawet po szlakach pieszych.

Bazę ulokowano w ośrodku wypoczynkowym Stalownik, rodem z poprzedniej epoki. Część uczestników mieszkała w całkiem przyzwoitych pokojach nawet wyposażonych w łazienki, a część (w tym większość ondraszków) pod namiotami. Komandorem Zlotu był Michał Raczyński z Nysy, który wydawał się być przytłoczony obowiązkami jako, że COITG zlot firmowała, natomiast ludzi od roboty organizacyjnej miejscowy Oddział PTTK po prostu nie miał i było trzeba improwizować, np. biuro zlotu obsługiwała m.in. Grażyna z Warszawy, a konkursy współorganizowali uczestnicy np. strzelecki zabezpieczał nasz „Skryba”. Na zlot przyjechało 444 uczestników w tym 15 z naszego klubu. Pod tym względem uplasowaliśmy się na IV pozycji wspólnie z „Przygodą” Toruń oraz „Sigmą” Poznań.

Pogoda też się nad nami trochę pastwiła – bywały deszcze, lecz najczęściej na szczęście w nocy i mieliśmy okazję testować wodoszczelność namiotów. Zlot zaczął się dla nas wyjątkowo pomyślnie. Już na powitalnym ognisku dzięki inicjatywie „Rozstrzapka” i „Ośki” startowaliśmy w konkursie piosenki turystycznej. Jury „poznało” się na naszym talencie i w tej rywalizacji zajęliśmy I miejsce.

Rozpoczęcie zlotu odbyło się w odległym o ok. 30km Nowym Sączu, niestety w strugach deszczu. Zważywszy na czas, konfigurację terenu (same kopce) i odległość, pojechaliśmy tam autem z rowerami na dachu, co przy tej paskudnej pogodzie było w sumie dobrym rozwiązaniem. Z peletonem pojechaliśmy, już rowerami na fundowaną zupkę, a potem zwiedzaliśmy bardzo ciekawy skansen wsi sądeckiej oraz położone tuż przy nim nowo otwarte Miasteczko Galicyjskie. W drodze powrotnej znów przeszła burza, co nas w samochodzie (oprócz „Niezłomnego” jeszcze „Rozstrzapka” i „Ośkę) specjalnie nie wzruszało; gorzej miała „Afi”, która dzielnie postanowiła wracać do bazy na rowerze.

Kwitło również życie obozowe. Były m.in. spotkania przy ognisku na których mocno reklamowaliśmy nasz śpiewnik, były też konkursy sportowe. Nasza „Ośka” pokazała „lwi pazur” w tenisie stołowym. W swojej kategorii otrzymała ”Grandprix” a i w kategorii open zajęła II miejsce. „Skryba” był z kolei głównym organizatorem konkursu strzeleckiego dla ponad 60-ciu uczestników.

Jak na poprzednich zlotach najwcześniej na trasy startowali Wlachowie oraz Nowakowie, a później reszta w różnych konfiguracjach. Na końcu zaś przeważnie wyjeżdżali Pawlikowie z „Niezłomnym”. Nasz „Gwarek” to nawet nie wiem jak i kiedy wyjeżdżał, bo spotykaliśmy się wyłącznie na trasach. Na każdy dzień do wyboru były dwie propozycje tras: krótsza i dłuższa, ale w tym mocno pofalowanym terenie nas raczej interesowała ta pierwsza opcja, która liczyła średnio 50km. W telegraficznym skrócie wyglądało to następująco:

20.06. Rożnów-Tropie-Czchów-Faliszowice-Filipowice-Roztoka
Zwiedzaliśmy ruiny zamków i fortyfikacji w Rożnowie i Czchowie, pięknie położony na skarpie nad jeziorem XII w. kościółek w Tropiu, dwukrotnie przeprawialiśmy się przez Dunajec promem oraz wiszącymi kładkami. W kościele w Czchowie obserwowaliśmy odnawianie gotyckich polichromii, a pani konserwator zdradziła nam kilka tajników tego niesamowicie pracochłonnego zajęcia. Warto było też zobaczyć drewniany kościół cmentarny w Dzierżaninach - choć dojeżdżało się niego długim i trudnym podjazdem.

21.06 Paleśnica-Jamna-Bukowiec-Przydonica-Podole
Był to szlak budowli sakralnych. Aby dostać się do kościoła w Jamnej, identycznego jak na zakopiańskich Krzeptówkach należało pokonać 5km stromy podjazd. Zwiedzić można było też drewniane kościoły w Bukowcu, Przydonicy, Podolu. Zadziwił mnie zwłaszcza przybytek boży w malutkiej Przydonicy, którego gotyckie wyposażenie (polichromia, tryptyk) są godne wspaniałej katedry. Dla równowagi zwiedzaliśmy też rezerwat przyrody „Diable skały”.

22.06. Dzierżaniny-Wesołów-Zakliczyn-Faściszowa–Bieśnik-Podole
Cześć ekipy skorzystała z propozycji wycieczki autokarowej do Bochni. Z „ Afi” wyruszyliśmy na rowerach aby odkryć rodowe korzenie, gdyż są to również strony rodzinne rodziców. Warto było odwiedzić zwłaszcza Zakliczyn, który utkwił mi w dziecięcej pamięci z wielkich jarmarków na rynku, na których okoliczni rolnicy wprost z furmanek sprzedawali wszelakie produkty rolne. Obecnie rynek też jest miejscem targów, lecz furmanek już się nie uświadczysz. Poznikała też większość drewnianych zabudowań, a cmentarz z kolei mocno się powiększył. Dodam jeszcze, że jest to okolica bywa nazywana „Fasolandią”, gdyż jak dawniej tak i dziś słynie z uprawy fasoli Biały Jaś.

23.06. Lipie-Kurów-Tęgoborze- Znamirowice-Tabaszowa-Rożnów
Naszym celem było okrążenie jeziora, przy czym droga raz prowadziła prawie na poziomie wody (Gródek), a w innym miejscu był z niej widok jak z samolotu (Tabaszowa). Wymagający był też odcinek szlaku pieszego, który w większości przeszliśmy na piechotę, pchając rower. Może było trudno, ale i widoki i pogoda dopisały. Dodatkowo, podjechałem do Marcinkowic – miejscowości gdzie w czasie I w. świat. walczyły polskie legiony. Pierwszowojennych cmentarzy - pamiątek toczonych tu zaciętych walk - było w okolicach sporo lecz trzeba dodać, że były dobrze utrzymane.

24.06 Stary Sącz-Rytro-Piwniczna-Mniszek nad Popradem i z powrotem
Skorzystaliśmy z zaproszenia Marka i Ali Koba i pojechaliśmy razem na bardzo ciekawą wyprawę rowerową wzdłuż Popradu aż na Słowację. Część trasy rowerowej wzdłuż rzeki była ułożona z płyt drogowych, które na pewnym odcinku woda rozrzuciła jakby były to kartki papieru. Po drodze odkryliśmy, że flisacy organizują na Popradzie spływy plastikowymi tratwami, a w Piwnicznej woda mineralna z ocembrowanego źródełka płynie zupełnie gratis. Warto było również zwiedzić Stary Sącz, w tym klasztor fundowany przez Św. Kingę.

25.06. Zakończenie
I to już koniec, więc na deser jeszcze rejs stateczkiem po jeziorze. Od rana trwały pożegnania i zwijanie obozowiska. Część uczestników, w tym Ondraszków już wcześniej opuściła obóz jako, że od rana niemożliwie „cedziło”. Pod parasolami zaokrętowaliśmy się na łajbę, a po godzinnym rejsie nad zaporę i z powrotem okazało, że na polu namiotowym nasz namiot został zupełnie sam. Na szczęście niż zabraliśmy się do zwijania obozowiska przestało padać, a jak już byliśmy spakowani nawet wyjrzało słońce. Do Cieszyna wróciliśmy przez Rabkę, Limanową i Suchą Beskidzką.

51 Zlot p.t.kol. mimo opisanych perturbacji pozostawił we mnie pozytywne wspomnienia i tak zostanie zapamiętany. A nam pozostaje znów czekać na następne spotkanie za rok - tym razem w Łodzi.

Ośka zdobyła pierwsze miejsce w swojej kategorii a także w kategorii open - czyli wykosiła wszystkich! czego z przykrością wcześniej nie zauważyłem. Gratuluję i biję się w pierś.

Rechtór-Zbyś
Galeria
XI Rajd do źródła Olzy

25.06.2011

W sobotę dnia 25 czerwca 2011r. odbył się po raz jedenasty Rajd do Źródeł Olzy. Start wyznaczono tradycyjnie po zaolziańskiej stronie w jabłonkowskim Miejskim Lasku. Pomimo zmiennej pogody na starcie pojawiło się 55 uczestników. Ze Polski przybyło 17 osób, w tym 15 z naszego klubu.

Po przejechaniu trasy przez Bukowiec i Istebną Zaolzie grupa dotarła na polankę, gdzie zorganizowany był parking rowerowy, i dalej już pieszo "wyrypą" dojść do żródełka. Na miejscu odśpiewaliśmy wszystkie zwrotki "Płyniesz Olzo..." posiłkując się tekstem umieszczonym na okolicznościowej tablicy zamontowanej przy źródle. Następnie obowiązkowo każdy musiał się napić źródlanej wody z "plechowego gorczka" wierząc, że dobrze robi na "kaj co jyny" - czyli na wszystko. Miejsce koło źródełka zostało starannie uporządkowane i wykonano wokół kamienne tarasy z ławkami, co jest w dużej mierze zasługą Władka Kristena.

Po kontemplacji rozciągających się z tego miejsca widoków zeszliśmy do rowerów pilnowanych na parkingu przez "Wędrowniczka" a na niebo zaczęły się wtaczać dziwnie czarne chmury. Zjechaliśmy sprawnie do schroniska "Zaolzianka". Tutaj czekał wszystkich poczęstunek - grzana kiełbasa w ilości dowolnej "na twarz" oraz herbata "bez miary".

Po posiłku nastąpiło podsumowanie Rajdu oraz przekazanie nagród. Puchar dla seniora ufundowany przez PTTS otrzymał 80-letni Beskidziok, z którym nasz faworyt Władek Chramiec "przegrał" o 2 miesiące. Zaś "najmłodszym" uczestnikiem okazał się 26-letni mieszkaniec Gródka - kol. Turoń. Naliczniejszą grupą zorganizowaną okazały się Ondraszki i otrzymaliśmy puchar ufundowany przez Wójta Gminy Istebna.

Na zakończenie kol. Władek Kristen wygłosił "kwieciste" przemówienie, ilustrowane muzycznie przez uczestnika rajdu, który przywiózł ze sobą harmonię. Do zabaczenia za rok.

Kropelka
Galeria
„Jezioro Dzierżno po raz ostatni - Cysterski Park Krajobrazowy”

02.07.2011 - 03.07.2011

Całość spraw organizacyjnych była zapięta na ostatni guzik. Noclegi zarezerwowane, wejścia ustalone, kapitan zamówiony, łódź przycumowana, trasa ustalona. Jedyną niewiadomą pozostała pogoda, a ta właśnie nie wróżyła nic dobrego, bo cały poprzedzający tydzień był pod znakiem deszczu. Wierząc w swą szczęśliwą gwiazdę nie miałem zamiaru niczego odwoływać pomny, że prawdziwe ondraszki choćby żabami prało i koło się w tył obracało…

Nad jezioro przyjechaliśmy z w składzie: piszący te słowa, Alapala i Kryska. Na miejscu była już trójka Beskidzioków (Alena z przyjaciółmi) oraz kapitan Mariusz ze znajomymi. Razem 10 osób, choć tylko trzy (nasze) rowery. Pogoda był a jak najbardziej żeglowna: wiało jak diabli, po niebie goniły się ciężkie chmury, ale nie padało. Ustaliliśmy, że najpierw zrobimy rowerową wyprawę dookoła akwenu, a potem na łodzi zdobędziemy nieznane lądy. Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Wyprawa rowerowa choć niedługa była OK - jako rozgrzewka przed wycieczką do Cysterskiego Parku Krajobrazowego, którą zaplanowałem na dzień następny. Ponadto Kryska tez miała okazje wyprowadzić swój rower na spacer, chyba po raz pierwszy w tym sezonie.

Następnie wspólnymi siłami uzbroiliśmy dwumasztową Dz-tę we wszystko co niezbędne i w pełnym 12-osobowym składzie (dosiadło się dwóch majtków) pod kierunkiem kapitana Urbanka odbiliśmy od mola. Co się tam wyprawiało! Wiatr od razu wydął postawione żagle i łódź momentalnie nabrała takiego rozpędu, że zaczęło nam jeziora brakować aby wyhamować.

Kryska przyssała się do rumpla steru oraz szotów i prezentując swoje umiejętności żeglugowe nie chciała go wypuścić z ręki. Kapitan Mariusz wykrzykiwał komendy, a reszta składu w podany takt jako balast przeskakiwała z bury na burtę. Mnie trafiła się wdzięczna rola kuka, którego zadaniem było podawać załodze kolejne „dania”. Z zadania wywiązałem się dobrze bo nie uroniłem ani kropli mimo, że huśtało a ponadto musiałem uważać aby mnie bom nie trafił. Zrobiliśmy też spory użytek z ondraszkowych śpiewników, aż kormorany na wyspie o wdzięcznej nazwie „Tumidaj” się wystraszyły.

Po dwóch godzinach przybiliśmy do bazy i przystąpiliśmy do realizacji wieczornego programu. Przy ognisku zasiadła już brać rozśpiewana. Braci było tam sporo, gdyż pozostałą część ośrodka zajmował studencki obóz integracyjny. Towarzystwo rozśpiewane, mieli dwie gitary więc wieczorne posiady przeciągnęły się do późnej nocy… Nazajutrz ponury ranek przywitał nas kroplami deszczu. Nie pomogły wszelkie zaklęcia - deszcz nie miał zamiaru ustąpić. Do tego niewesołego nastroju dopasowała się Alena, która w nocy odkryła, że ściany nie były dźwiękoszczelne, a studenckie towarzystwo wcale nie miało zamiaru kończyć imprezy. Dziwne, bo niczego nie słyszałem.

Nie mając nadziei na poprawę pogody odtrąbiłem odwrót i tym sposobem główny cel wyprawy niestety pozostał niezdobyty. Mając jednak na uwadze atrakcje dnia poprzedniego myślę, że mimo wszystko warto było tu przyjechać. Pytanie czy nadrobimy ta stratę pozostawiam nadal bez odpowiedzi.

Rechtór-Zbyś
Galeria
W Karkonosze ze "Ślimokami"

15.07.2011 - 17.07.2011

Chociaż lato nie jest sezonem ogórkowym dla rowerzystów, to grupka "Ondraszków" postanowiła wykorzystać lukę w klubowym kalendarzu i pojechać na wycieczkę w Karpaty z goleszowskimi Ślimokami. Ślimoki czy ślimaki, to w niczym nie przypominają tych sympatycznych mięczaków. W Cieszynie, w miejscu zbiórki, oprócz Maryli "Roztrzapka", Wisi "Ośki" i mnie, znaleźli się rownież Andrzej "Maratończyk" i Lola Tomica. Trzeba dodać, że pogoda po nocnych opadach postanowiła się poprawić i przez całą wycieczkę było słonecznie.

Pierwszy etap prowadził do Jawora, do kościoła pokoju. Jest to wspaniały obiekt sakralny, zbudowany z drewna przez ewangielików, ponad 350 lat temu. Wbrew powszechnemu przekonaniu o surowości wystroju kościołów ewangielickich, ten obiekt - podobnie jak kościół pokoju w Świdnicy - zachwyca bogactwem wystroju. Następnie pojechaliśmy do Bolkowa zwiedzić ruiny zamku. Niespodziewanie w podziemiach pojawiły się jakieś dziwne człekokształtne istoty, które przypominały niektórych z uczestników wycieczki. Po opuszczeniu Bolkowa pojechaliśmy do Jeleniej Góry - Cieplic. Było tam bardzo ciekawe muzeum przyrodnicze, które zwiedziła część wycieczki. My zaś mieliśmy okazję zwiedzić je następnego dnia. Z Cieplic pojechaliśmy na kwaterę do Jagniątkowa. Niektórzy planowali jeszcze wypad po kolacji do zamku Chojnik.

Sobota była drugim dniem wycieczki. Plan był bardzo napięty. Zaraz po śniadaniu był wyjazd do Karpacza, a tam kolejką na Kopę. Stamtąd przejście na Śnieżke, a następnie dla chętnych było przejście szlakiem przez Akademicką Strzechę i Samotnię do Świątyni Wang. Mniej ambitni mogli zjechać kolejką do Karpacza. Pogoda była wspaniała szczególnie, że już schodziliśmy w dół. Mniej szczęśliwi byli uczestnicy biegu z Karpacza na Śnieżkę (ok. 18km). W drodze powrotnej do Jagniątkowa zwiedziliśmy muzeum w Cieplicach - po naszej wizycie przybył jeden eksponat pośród uli.

W niedzielę pojechaliśmy przez Szklarską Porębę do Harrachova pod jedną z największych skoczni narciarskich. Przyszli zawodnicy byli bardzo zainteresowani skocznią i jej otoczeniem. Część ekipy wysiadła wcześniej, chcąc zaliczyć Szrenicę. Z Harrachova podjechaliśmy do Doliny Kamieńczyka, aby tam nieco "rozprostować" nogi. Grupy spotkały się później na dworcu autobusowym w Szklarskiej Porębie i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. W planie był jeszcze kościół pokoju w Świdnicy. To trzeba zobaczyć!!!

Późnym wieczorem dojechaliśmy do Cieszyna a Ślimoki pojechały do Goleszowa. Czekamy teraz na wyjazd w Bieszczady.

Jarek "Bystry"
Galeria
Śladami żywocickiej tragedii

06.08.2011

Wycieczka, która przygotował W. Kristen, miała zupełnie inny charakter niż pozostałe. Tym razem chodziło o upamiętnienie zupełnie bezsensownej śmierci miejscowych obywateli, których dosięgła akacja odwetowa niemieckich okupantów w roku 1944.

A było tak: Placówka AK planowała likwidację kilku funkcjonariuszy SS, którzy wyjątkowo pastwili się nad miejscową ludnością. Przygotowana zasadzka na drodze się nie udała, wobec czego sprawiedliwość dosięgła SS-manów w gospodzie w Żywocicach gdzie się zatrzymali na postój. W odwecie Niemcy otoczyli całą wioskę i każdego spotkanego mężczyznę, który nie mógł się wylegitymować zabijali na miejscu. W ten sposób zamordowano 36 przypadkowych ludzi których jedyną winą było to, że znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie.

Po wojnie w miejscach kaźni powstały drewniane krzyże, które następnie zamieniono na kamienne stalle z wyrytymi nazwiskami ofiar. Stalle te postawiono tam gdzie zginęli ci ludzie - w miejscach zupełnie przypadkowych - przy drogach, zabudowaniach czy w lesie.

Miejsca te objechaliśmy w dwóch rowerowych grupach prowadzeni przez W. Kristena oraz J. Stirbę oraz eskortowani przez… rowerową straż miejską z Hawierzowa. Przy każdej stalli postawiono górniczą lampkę, którą przewozili harcerze z ZHP w Czechach oraz wspomniano sylwetkę ofiary, którego pomnik upamiętnia.

Meta tej sztafety nastąpiła w Żywocicach przy muzeum oraz pomniku tej wojennej tragedii. Przy pomniku straż trzymali weterani wojska polskiego oraz czeskiej armii, złożono kwiaty, a chóry uświetniły uroczystość okolicznościowymi występami. Okolicznościowe przemówienia na przemian po polsku i czesku wygłosili przedstawiciele miejscowych władz, konsulatu RP oraz duchowieństwa. Na tej uroczystości ondraszka reprezentowali: Wędrowniczek, Niezłomny, Rechtór oraz jeden z sympatyków klubu.

Rechtór-Zbyś
Galeria
KL Oświęcim–Brzezinka drugie podejście

07.08.2011

Realizując klubowy kalendarz wspaniałych pomysłów w ten wyśmienity słoneczny i ciepły dzień spotkaliśmy się przy dworcu kolejowym w Bielsku-Białej, aby wziąć udział w wyprawie przygotowanej i opracowanej przez W. Nowaka - Ondraszka mieszkającego w Bielsku. Ponieważ tory kolejowe w stronę Bielska już dawno pokryły się rdzą znalezienie się na miejscu startu tej wycieczki już stanowiło pewien problem - jak tam dojechać? Generalnie są dwa sposoby: tradycyjnie – rowerem, z tego sposobu skorzystał Piotrek Hamera, lub wygodnie lecz mało atrakcyjnie – samochodem. To drugie rozwiązanie wybrali: Ośka, Rozstrzapek, Bystry, Panek, Proszęjaciebie i niżej podpisany Rechtór.

Prowadzący już na nas czekał. Na wstępie rozdał uczestnikom aktualne promocyjne mapy terenu i ruszyliśmy w drogę. Trasa prowadziła przez Hałcnów, Kozy, Kęty i następnie wzdłuż rzeki Soły do Rajska i Oświęcimia. Próbowaliśmy zlokalizować w terenie ścieżkę rowerową Kęty - Oświęcim widoczną na mapie, lecz w terenie jej nie znaleźliśmy i musieliśmy skorzystać z drogi głównej o sporym natężeniu ruchu. Słońce niemiłosiernie piekło, więc było też kilka przystanków przy wodopoju.

Przed bramą obozu koncentracyjnego Auschwitz spotkaliśmy całe kłębowisko ludzi gadających różnymi językami i pełny parking samochodów z różnych regionów Europy. Okazało się, że obóz zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem, w związku z czym wejścia są na określoną godzinę. W tej sytuacji zrezygnowaliśmy ze zwiedzania tego obozu (choć ja wkradłem się bocznym wejściem i przez dłuższą chwilę dołączyłem się do jakiejś grupy), ostatecznie jednak pojechaliśmy do pobliskiej Brzezinki (Birkenau), gdzie nie było takich problemów z wejściem.

Teren obozu z zachowanymi barakami i drutami kolczastymi mimo, że brak tu spektakularnych wystaw również robił duże wrażenie. Spotkaliśmy tutaj kompanię honorową izraelskiej armii z rozwiniętymi sztandarami, która złożyła kwiaty na torowisku rampy wyładunkowej, a także sporą grupę izraelskiej młodzieży owiniętej w flagi z gwiazdą Dawida składającą kwiaty przed Pomnikiem Narodów. Niemcy zacierając ślady budynki krematoriów wysadzili w powietrze, lecz zachowane ruiny nadal robią posępne wrażenie choć jednak nie dają wyobrażenia dantejskich scen jakie się w tych miejscach rozgrywały. Zginęły tu przecież miliony ludzi!

Po zakończeniu zwiedzania podzieliliśmy się na dwie grupy. Piotrek i ja pojechaliśmy do Bielska na rowerach przez Brzeszcze, Dankowice i Czechowice, a reszta towarzystwa wsiadła do pociągu i podwiozła się do Czechowic, skąd też wróciła na rowerach do miejsca startu. W Bielsku dołączyłem do grupy samochodowej, a Piotrek konsekwentnie kontynuował swoją rowerową podróż aż do Cieszyna zaliczając przeszło 100km, natomiast na moim liczniku wystukało aż 83km, które pokonaliśmy w tym niemiłosiernym upale, więc do domu wróciłem lekko wykończony.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Wyprawa do Śląskiej Ostrawy

28.08.2011

Beskidziocy z PTTS-u wyznaczyli miejsce startu na przystanku kolejowym w Suchej, wobec czego większość uczestników z Ondraszka spotkała się odpowiednio wcześniej na dworcu w Czeskim Cieszynie, aby tam dojechać pociągiem. Byli to: Panek, Niezłomny, Szykowno, Bystry, Ośka, Rozstrzapek, Rechtór oraz Gwarek. Na miejscu zbiórki oprócz organizatorów i Beskidzioków oczekiwali też S. Pawlik, P. Hamera oraz Ziołowy, którzy zgodnie z własną tradycją dotarli tu na rowerach. Ogółem zebrało się nas 21 z czego 11 Ondraszków.

Tadeusz Farny, pomysłodawca i prowadzący tej wyprawy powitał zebranych i opisał czekające nas atrakcje. W drogę ruszyliśmy dość pokrętnymi bocznymi ścieżkami w ogólnym kierunku Svinova. Prawdę mówiąc byłem zdziwiony, że Ostrawa jest aż tak blisko minęliśmy Hawierzów, Svinov i już lądujemy przy ostrawskim zamku. Zamek pamiętający epokę Piastów podzielił losy budowli które wybudowano na węglu. Kiedy teren osunął się o 17m z zamku pozostały ruiny i wieża bramna, a dopiero rewitalizacja przeprowadzona końcem XXw. uratowała to co jeszcze pozostało. Obecnie zamek oferuje wiele atrakcji. Zobaczyliśmy ciekawą ekspozycję historyczną, Wystawę miniaturowych strojów ludowych z wszystkich regionów Czech, akwaria z rybkami z miejscowych wód, loch tortur a także wystawę czarownic. Dla każdego coś ciekawego.

Warto wiedzieć, że rzeka Ostrawica była granicą dwóch regionów a i Ostrawa była dawniej odrębnymi miastami: Morawska i Śląska (dawniej Polska) leżącymi po przeciwnych stronach rzeki. Analogiczna jest np. historia Bielska-Białej.

Jadąc wzdłuż rzeki napotkaliśmy stalowy most im. Miloša Sýkory, który zginął ratując most przed wysadzeniem. Tutaj w lutym 1945r. wjechały sowieckie czołgi wyzwalające miasto. Pierwszy z nich Niemcy zniszczyli bezpośrednio na moście i obecnie stoi opodal na cokole jako pamiątka. Następnym punktem programu był rewelacyjny widok na miasto i okolicę z wysokości 73m, czyli z ratuszowej wieży. Aby się tam dostać należało skorzystać z dwóch wind z przesiadką w 2/3 wysokości.

Jeszcze wspólne zdjęcie rodzinne pod ratuszem i fontanną z wyobrażeniem Ikara, i pojechaliśmy w kierunku miejskiego zoo. Ogród zoologiczny to wielka atrakcja, co było widać choćby po okolicznych parkingach zapchanych samochodami. Wejście jednak oznaczałoby, że nie dojedziemy do Cieszyna jeszcze tego samego dnia. Wobec tego oglądaliśmy go z zewnątrz po czym obraliśmy kurs powrotny na Michałkowice. Po drodze odłączyli się nasi długodystansowcy, którzy mieli własny pomysł na drogę powrotną. Przed nami Pietwałd, również ciekawa miejscowość z różnymi atrakcjami. Dla nas największą był Dom Sokoła gdzie zakotwiczyliśmy na trochę dłużej aby podreperować nasze siły. Dalej przez Hawierzów, Suchą i Podoborę po pokonaniu 65km dotarliśmy do Cieszyna,.

Wspaniała wycieczka, wspaniała pogoda i ciekawa trasa więc uczestnicy na pewno zapamiętają tą wyprawę z bardzo pozytywnej strony.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Triathlon rowerowy „Ziemia cieszyńska”

11.09.2011

Przed zawodami przygotowano bardzo sumienne kampanię informacyjną. Afisze zostały rozwieszone na słupach ogłoszeniowych i autokarach MZK, nie zabrakło również informacji w prasie oraz na stronach internetowych miasta i klubu. Pomimo powyższych działań oraz wyjątkowo pięknej pogody w zawodach wzięło udział tylko 13 zawodników w tym jedna „amazonka”. Zebranych na rynku zawodników oraz kibiców przywitali: pan Adam Swakoń - zastępca burmistrza miasta, Krzysztof Kasztura - komandor zawodów oraz Zbigniew Pawlik - wiceprezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” i jednocześnie prezes TKK „Ondraszek”.

Przedstawiono zasady udziału akcentując przede wszystkim zachowanie fair play oraz bezpieczeństwa na trasie. Sekretariat przeprowadził niezbędne formalności i zgodnie z planem pierwsi zawodnicy zaopatrzeni w mapy startowe o godz. 1200 wyruszyli w półminutowych odstępach na trasę, która składała się z trzech etapów:

  • I etap – jazda na spostrzegawczość między Cieszynem i Goleszowem. Zadanie polegało na zlokalizowaniu kilku punktów kontrolnych w terenie zgodnie z wskazówkami na mapie startowej. Do godz. 1330 wszyscy zawodnicy zameldowali się na boisku sportowym w Goleszowie, który stanowił metę tego etapu. Rywalizacja odbywała się w warunkach normalnego ruchu drogowego i nie była związana z pomiarem czasu. Długość trasy nie była limitowana.
  • II Etap - jazda indywidualna z pomiarem czasu. Ten fragment imprezy był organizacyjnie bardzo wymagający, gdyż wszelkie boczne wjazdy na trasę zostały czasowo wyłączone z ruchu. Odpowiadali za to zmobilizowani druhowie z OSP Goleszów oraz członkowie TKK Ondraszek. W newralgicznych punktach trasę zabezpieczała również Policja. Zawodnicy wyjeżdżali w 30 sekundowych odstępach mając do pokonania trasę o dług 4000m, przy czym droga prowadziła po drogach lokalnych non stop pod górę, aż na szczyt Chełmu, gdzie umiejscowiono metę tego oraz następnego etapu.
  • Etap III – cross rowerowy najtrudniejszy lecz i najbardziej widowiskowy. Trasa została wytyczona przy wykorzystaniu ścieżek leśnych na zboczach góry i liczyła ok. 2500m. Pokonanie tego odcinka wymagało od zawodników pełnej koncentracji oraz dobrych umiejętności technicznych.

Należy podkreślić, że rywalizacja była prowadzona fair-play, obyło się też bez interwencji drużyny ratowniczej pogotowia ratunkowego. Po zakończeniu rozgrywek w restauracji „Maksis” wszyscy otrzymali gorący posiłek oraz napoje. Zawody zostały zakończone ok. godz. 1600 podsumowaniem oraz dekoracją zwycięzców w poszczególnych kategoriach wiekowych. Najlepsze miejsca zostały nagrodzone medalami oraz kuponami towarowymi do realizacji w sklepie sportowym. Trzeba jednak dodać, że formuła zawodów brzmi, że tutaj nie ma przegranych, a zwycięzcami są wszyscy którzy ukończyli tą trudną rywalizację.

Wszyscy uczestnicy ukończyli zawody, otrzymali dyplomy udziału jak również zestawy materiałów promocyjnych przygotowane przez Wydział Promocji i Informacji UM Cieszyn, które będą z pewnością miłą pamiątką z rywalizacji. Pragnę zaznaczyć, że zawody bardzo profesjonalnie przygotował od strony merytorycznej ich komandor kol. Krzysztof Kasztura, natomiast komputerowe opracowanie wyników zapewnił kol. Piotr Zdarzyl, którym składam serdeczne podziękowanie. Jednocześnie pragnę podziękować druhom z OSP Goleszów, członkom TKK „Ondraszek” i Policji za zaangażowanie w zabezpieczenie trasy, właścicielom terenu a także władzom gminy Goleszów.

Chciałbym również podkreślić, że triathlon mógł zostać zorganizowany dzięki finansowemu wsparciu przez Urząd Miejski z Cieszyna oraz Bank Gospodarki Żywnościowej Oddział w Cieszynie, za co w imieniu organizatora oraz zawodników również składam serdeczne podziękowanie.

Open

MiejsceImięNazwiskoKategoriaPkt
1RobertSkrobolM244,14
2AdamHeczkoM246,52
3CzesławHubaM446,84
4MariuszBubikM348,89
5JacekTomczykM351,15
6StanisławPawlikM451,27
7AndrzejNowak M451,79
8JózefSaleckiM453,64
9HenrykNowakM455,97
10KazimierzSzewczykM456,35
11AlicjaPawlikK163,75
12JózefLincerM465,65
13LeszkSzurmanM492,95

M2

MiejsceImięNazwiskoKategoriaPkt
1RobertSkrobolM244,14
2AdamHeczkoM246,52

M3

MiejsceImięNazwiskoKategoriaPkt
1MariuszBubikM348,89
2JacekTomczykM351,15

M4

MiejsceImięNazwiskoKategoriaPkt
1CzesławHubaM446,84
2StanisławPawlikM451,27
3AndrzejNowak M451,79
4JózefSaleckiM453,64
5HenrykNowakM455,97
6KazimierzSzewczykM456,35
7JózefLincerM465,65
8LeszkSzurmanM492,95

K1

MiejsceImięNazwiskoKategoriaPkt
1AlicjaPawlikK163,75
Rechtór-Zbyś
Galeria
Ze Ślimokami w Bieszczady

15.09.2011 - 18.09.2011

Ze względu na brak w naszym tegorocznym kalendarzu imprezy typowo górskiej Ondraszki spragnione widoków górskich szczytów pojechały wraz z goleszowskimi Ślimokami na bieszczadzkie połoniny. Było nas aż 8: Rozstrzapek, Ośka i Bystry, Afi i Rechtór, Kryska, Irka oraz zaprzyjaźniona z Ondraszkami Wanda. Wycieczka to już 38 (!) propozycja w kalendarzu zaprzyjaźnionego koła PTTK „Ślimoki” z Goleszowa, a szefem wyprawy był prezes koła Zenek Sobczyk.

15.09.2011 wczesnym rankiem wystartowaliśmy autokarem z Goleszowa przez Dobczyce, Nowy Sącz, Gorlice do Wetliny. Po drodze zwiedziliśmy skansen górnictwa naftowego w Bóbrce. W XIXw. Ignacy Łukasiewicz ze wspólnikami założył tutaj pierwszą w świecie kopalnię „oleju skalnego”, której fragmenty są do dziś czynne. Najstarsze szyby wydobywcze to nic innego jak głębokie studnie ”kopanki” skąd zamiast wody czerpano kołowrotami surową ropę naftową. Późniejsze unowocześnienia wprowadziły pompy „kiwony”, które do dziś czerpią surowiec z odwiertów stanowiąc charakterystyczny element tutejszego krajobrazu. Późnym popołudniem dojechaliśmy do schroniska PTTK w Wetlinie – naszej bazy żywieniowo-noclegowej.

Następnego dnia, po obfitym śniadaniu pakujemy się do autobusu i podwozimy do Wołosatego. Dalej można wędrować tylko pieszo. Część grupy wysiadła z zamiarem zdobycia najwyższego szczytu Bieszczadów Zachodnich tj. Tarnicy (1315mnpm). Reszta wycieczki podziwiała Bieszczady z okien autokaru na dużej pętli bieszczadzkiej oraz na stateczku po jeziorem Solińskim. Była też z nimi Kryska, natomiast pozostała grupa Ondraszków objuczona plecakami solidarnie wdrapała się niebieskim szlakiem na wspomniany „dach polskich Bieszczad”. Trzeba zaznaczyć że było warto, gdyż dzięki wspaniałej pogodzie oraz widoczności ze szczytu podziwialiśmy przepiękny dookolny widok na morze większych i mniejszych szczytów położonych na terenie Polski oraz sąsiadujących państw Słowacji i Ukrainy.

Wędrując połoniną Szerokiego Wierchu i kontemplując rewelacyjne krajobrazy dotarliśmy późnym popołudniem do Ustrzyk Górnych, gdzie czekał nasz autokar. Wróciliśmy do bazy, gdzie po obiadokolacji odbyły się wieczorne posiady w podgrupach. My wspominaliśmy dawne wyprawy w te strony, przy czym zaznaczam, że moje wspomnienia pochodzą dokładnie sprzed 30-tu lat, kiedy wędrowaliśmy połoninami wraz z Afi, Francuzikiem oraz Chartem głównym szlakiem beskidzkim w stronę Czantorii począwszy od ostatniego polskiego szczytu Rozsypaniec położonego tuż przy granicy z Ukrainą . Trzeba dodać, że majestatyczne Bieszczady od tego czasu niewiele się zmieniły. Z nowości można wymienić kasy biletowe do Parku Narodowego, których wcześniej nie było, lecz nadal są to góry, gdzie cywilizacja w większości nie dotarła. A raczej dotarła, lecz w pamiętnych latach bezpośrednio po II wojnie światowej została skutecznie zniszczona. Miejsca gdzie w ludnych osadach mieszkali autochtoni - Bojkowie i Łemkowie znaczą obecnie ślady podmurówek zabudowań, dawne cmentarze oraz zdziczałe sady owocowe. Nawet tory w większości nieużywanej bieszczadzkiej kolejki też zdążyły już zarosnąć.

Następnego dnia przy wspaniałej pogodzie wczesnym rankiem podjechaliśmy na przełęcz skąd podeszliśmy spacerkiem do niedalekiej bacówki PTTK pod Małą Rawką . W panoramie widzianej z tego miejsca dominowały majestatyczne połoniny Caryńska oraz Wetlińska, przy czym ta ostania stanowiła cel naszej wyprawy. Ondraszki oraz część wytrawnych ślimokowych piechurów postanowiła podchodzić z poziomu dawnej wioski Berehy-Brzegi Górne, a reszta towarzystwa wykorzystała łatwiejszy szlak z sąsiadującej przełęczy. Podejście, które wybraliśmy charakteryzowało się kilkuset terenowymi schodami, które w zamierzeniu miało ułatwić wejście na połoninę, jednak w rzeczywistości z powodu różnej wysokości stopni (od kilkunastu do nawet 50cm) były trudne do pokonania.

W końcu jednak zasapani dotarliśmy do „Chatki Puchatka” jak ochrzczono mini schronisko na Połoninie Wetlińskiej. Kiedyś administrowała w nim rodowita mieszkanka Cieszyna. Wtedy poczęstowała nas mlekiem od hodowanej tutaj… lamy, a obecnie ani lamy ani Cieszynianki tutaj już nie ma, a schronisko oblegał tłum turystów i to mimo, iż np. puszka piwa jest tu droższa niż na molo w Sopocie (10zł). Na szczęście widoki pozostały wspaniale niezmienne.

Po napasieniu oczy i brzucha (z przyniesionych zapasów) powędrowaliśmy dalej w stronę Smereku. Po drodze mijają nas liczne „tramwaje” grupowych wycieczek, więc muszę zrewidować moje wspomnienia o bezludnych Bieszczadach. Po kilku godzinach dotarliśmy do przełęczy Ochrowicza pod Smerekiem i nadal podziwiając piękne panoramy – w tym na pasmo graniczne Rawka - Kremenaros rozpoczęliśmy mozolne zejście do Wetliny. Do bazy dotarliśmy w sama porę na wieczerzę. Po zmroku spotkaliśmy się na wspólnym ognisku, na które przybyli też zaproszeni goście z Goleszowa z okolic podkarpackiego Mielca. Według relacji sołtysa tej miejscowości oba Goleszowy utrzymują z sobą żywy kontakt, co zasługuje na pełne uznanie. Niestety władze Cieszyna, jak dotąd nie wyciągnęły ręki do innych Cieszynów, w tym małej osady Cieszyn spod Koszalina, w której osobiście byłem, a szkoda. Przy ognisku, pod rozgwieżdżonym bieszczadzkim niebem popłynęły nasze beskidzkie i nie tylko pieśniczki, głównie dzięki niezastąpionemu ondraszkowemu duetowi Rozstrzapek-Ośka. Ujawnił się przy okazji również talent śpiewaczy głównego Ślimoka - Zenka Sobczyka, który wyśpiewywał nawet arie operowe.

Wczesnym rankiem po śniadaniu i zdaniu pokoi wyruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem jechaliśmy przez Baligród, Jasło, Krosno i Biecz do Ciężkowic. W Bieczu zwiedziliśmy imponujące zabytki tego średniowiecznego grodu, które obecnie jest małym miasteczkiem a w Ciężkowicach zobaczyliśmy skałki rezerwatu „Skamieniałe Miasto”. Dalej przez Zakliczyn, Bochnię pojechaliśmy w kierunku Krakowa. Nie wjeżdżając do miasta ominęliśmy go obwodnicą i dawną drogą przez Alwernię, Zator i Oświęcim dotarliśmy do Pszczyny, skąd już było tylko „rzut beretem” do Goleszowa. I tak zakończyła się nasza kilkudniowa przygoda.

Jestem pełen uznania dla organizatora, a w szczególności dla wymienionego prezesa koła za bardzo profesjonalne przygotowanie i prowadzenie tej wspaniałej wyprawy. Na pewno wszyscy zachowamy ją długo w pamięci i to z jak najlepszej strony.

Rechtór-Zbyś
Galeria
V wyprawa do ujścia Olzy im. W. Janika

17.09.2011

W piękny sobotni dzień 22 kolarzy z TR ,,OLZA'', KR ,,Ondraszek'' i innych, wzięło udział w pieczołowicie przygotowanym rajdzie. Trasa prowadziła z przystanku kolejowego w Dolnej Lutyni, do barokowego kościoła, który było można w tym czasie zwiedzić aż po wieżę z dzwonami i wysłuchać o nim prelekcji. Były również wystawione eksponaty historyczne. Dalsza trasa prowadziła przez Nierod, Bogumin - Zabłocie, do Domu PZKO w Skrzeczoniu, gdzie nas już oczekiwała pani M. Sładeczek, która nas oprowadziła po Izbie pamięci. Dalsza trasa prowadziła do Kopytowa, odkąd można dotrzeć do ujścia Olzy do Odry. Tam na tym bardzo wąskim cyplu tradycyjnie odśpiewaliśmy „Płyniesz Olzo”'. Po okło 28km wycieczkę zakończyliśmy tradycyjnie w Domu PZKO w Wierzniowicach, gdzie nam do odpoczynku i poczęstunku przygrywał na akordeonie Bronisław Bednorz. Tam też po raz pierwszy i chyba nie ostatni podaliśmy kolegom z „Ondraszka” w piersiówce... 100% Biegunkówkę (50% Olzówki i 50% Odrówki), żeby oni nam ją mogli podać w następnym roku. Na rajdzie byli obecni jak zawsze radio Ostrawa i telewizja Polar - Stonawa. Foto z tej wycieczki można obejrzeć na stronie

Bolesław Fukała
Europejski Dzień Bez Samochodu

22.09.2011

Dnia 22.09.2011 zjednoczone siły rowerzystów z pod znaku trzech organizacji: Serfenty, Ondraszka i Free style volunteer oraz innych ochotników i sympatyków pedałowania spotkały się na rynku w Międzynarodowym Dniu Bez Samochodu lobbując mocno na rzecz alternatywnego pojazdu na wskroś pożytecznego. Pojazdem tym jest oczywiście Rower.

Obecnym na rynku, którzy akurat nie mieli ze sobą tej machiny, głośno udowadnialiśmy, że:

  • jeżeli bez samochodu, to na rowerze bo jest to zdrowsze, w myśl zasady, że ruch to zdrowie;
  • jeżeli bez samochodu, to na rowerze bo jest to ciekawsze, gdyż dla turystów rowerowych świat widziany z rowerowego siodełka jest dużo piękniejszy, dla sportowców daje sporą dawkę adrenaliny, a dla pozostałych śmiertelników jest to pożyteczny środek dojazdu do pracy, szkoły, sposób rekreacji oraz transportu "wszeli czego". Już Chińczycy udowodnili, że nie ma takiego towaru którego nie dało by się na rowerze przetransportować.
  • jeżeli bez samochodu, to na rowerze bo szybciej, o czym wiedzą wszyscy stojący w szczycie w korkach lub próbujący przejechać przez miejscowości wypoczynkowe w sezonie turystycznym;
  • jeżeli bez samochodu, to na rowerze bo jest to ekologiczne i nie powoduje żadnych szkodliwych zmian środowiska;
  • jeżeli bez samochodu, to na rowerze bo bezpieczniej.

I tutaj widzimy pole współpracy z miejskim samorządem, gdyż o ile rowerzysta może mieć sprawny rower, używać kasku oraz elementów odblaskowych, to na tym jego możliwości się kończą. Zapewnienie odpowiedniej infrastruktury oraz separacji ruchu rowerów od samochodów to już zadanie dla instytucji za to odpowiedzialnych. Tymczasem wobec braku ścieżek rowerowych w Cieszynie zaproponowaliśmy, aby udostępnić dla rowerzystów miejskie ulice jednokierunkowe dla ruchu w obu kierunkach, co jest powodzeniem w innych miastach stosowane. Petycja w tej sprawie została złożona na ręce władza miasta.

Aby podeprzeć tą petycję nasza Masa Krytyczna pilotowana przez staż miejską i policję przejechała ulicami miasta trąbiąc i dzwoniąc, aby zauważono rowerzystów w przestrzeni publicznej. A na koniec uwieczniliśmy uczestników w sytuacji niecodziennej, czyli pod a nie na rowerze.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Ostrawa-Mosznow Dni NATO - co ty na to?

25.09.2011

Już po raz jedenasty na lotnisku w Mosznowie koło Ostrawy można było zobaczyć wojskowy sprzęt (i nie tylko) państw członkowskich NATO ze szczególnym uwzględnieniem lotnictwa. Był to dla mnie sygnał, aby zorganizować tam rowerową wyprawę. W słoneczny niedzielny poranek na dworcu w Czeskim Cieszynie spotkało się w tym celu 13 Wspaniałych: Gwarek, Szykowno, Rechtór, Rogulka, L. Nowak, D. Pawlik, H. Moskała, K i R. Pawliczkowie, K. i H. Hanslowie oraz dwóch sympatyków klubu.

Wpakowaliśmy się zatem do pociągu i przez Karwinę, Bogumin, Ostrawę dojechaliśmy do miejscowości Polanka nad Odrą. Tutaj na przystanku oczekiwał nas T. Farny – jeden, jedyny „Beskidziok” który też chciał te cuda zobaczyć. Jako, że już jeździł w tych stronach podjął się prowadzenia naszego peletoniku. Bardzo sympatyczną ścieżką rowerową między lasami i stawami po ok. 8km dotarliśmy na lotnisko. Trafienie nie stanowiło jednak wielkiego problemu, bo już z daleka było słychać warkot śmigłowców, ryk odrzutowych silników, a wszyscy ludzie szli lub jechali w tą samą stronę.

Rowery pozostawiliśmy na specjalnym bezpłatnym parkingu zorganizowanym przez straż miejską z Ostrawy. Był to przeogromny parking na przeszło 3 tyś. bicykli i został bardzo sprawnie przygotowany: każdego wpisano do odpowiedniej księgi, dostał przydzielony numer i miejsce, a dla pewności czy będzie wyjeżdżał ze swoim bicyklem zrobiono też każdemu fotkę wraz z rowerem.

Uwolnieni od naszych wehikułów daliśmy się ponieść fali zwiedzających. A oglądać było co. Wystawy statyczne - sprzęt latający z większości państw - członków NATO (niektóre samoloty można było zwiedzać), wozy straży pożarnej i służb celnych, wystawa techniki bojowej armii czeskiej zarówno plenerowa jak i w specjalnych pomieszczeniach namiotach. Między tym wszystkim stały setki jarmarcznych budek oferującym wszystko, co zwiedzającym mogło się przydać - od oryginalnego munduru z demobilu po hot-doga.

Spotkaliśmy też grupkę Ondraszków, którzy z zasady jeżdżą wyłącznie na rowerze i dotarli tu bezpośrednio. Byli to: S. Pawlik, P. Hamera, F. Grelowski oraz Andrzej Ziołowy. Wielkie wrażenie zrobiły wystawione największe samoloty świata typu Herkules, które USAAF zaprezentował w wersji bombowca, tankowca oraz transportowca. Rozpiętość skrzydeł tych kolosów to ponad 50m, masa ponad 70 ton i to wszystko w dodatku potrafi latać!

Równocześnie na ziemi i w powietrzu odbywały się pokazy dynamiczne - policja ścigała „kiboli”, celnicy przechwytywali kontrabandę, psy goniły przestępców, a nad tym wszystkim lotnicy dokonywali cudów w akrobacjach powietrznych. Na kolana rzuciły wszystkich nieprawdopodobne wręcz akrobacje wykonane w ponaddźwiękowej szybkości przez team ośmiu tureckich odrzutowców Słowem dla każdego coś ciekawego.

Czas jednak upłynął szybko i trzeba było wracać. Wykorzystując świetne ścieżki rowerowe przez Starą Ves, Bruszperk, Pisek, dotarliśmy do Hawierzowa. Tutaj pożegnaliśmy kolegę Beskidzioka i dalej przez Olbrachcice i Podoborę dojechaliśmy do Cieszyna. Był to dosłownie ostatni moment, bo słońce już kryło się za horyzontem. Na liczniku (moim) wystukało 83km, a w pamięci (wszystkich) pozostały miłe wspomnienia po tej sympatycznej wyprawie.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Zakończenie 45. sezonu turystycznego Ondraszka

16.10.2011

„Finis koronat opus” czyli koniec wieńczy dzieło chciałoby się rzec w ten piękny, słoneczny lecz zimny niedzielny poranek. Na cieszyńskim rynku spotkała się spora gromadka Ondraszków, Beskidzioków oraz sympatyków roweru, aby wspólnie godnie zakończyć jubileuszowy sezon, który kilka miesięcy temu rozpoczęliśmy. Pogoda sprzyjała naszym zamiarom, choć rano na trawie skrzył się przymrozek, wiec było się trzeba dobrze ubrać. Prowadzący – Ośka i Bystry – przygotowali trasę, która z racji pokonanych przewyższeń miała się okazać sprawdzianem nabytej w sezonie kondycji.

Długim peletonikiem wyjechaliśmy z Cieszyna ul. Frysztacką w stronę Marklowic, następnie nieco klucząc dojechaliśmy do Brzezówki, skąd przez Hażlach pojechaliśmy w kierunku Rudowa. Tutaj czekał nas bardzo „wyrypiasty” odcinek drogi - ulicą Spółdzielczą w kierunku Zamarsk. Sprawdzian kondycyjny wszyscy przeszli pozytywnie, co prawda niektórzy piechotą. Dalej to była już fraszka - w dół ul. Zamarską. Koło kościoła ewangelickiego w Zamarskach podziwialiśmy świetną panoramę Cieszyna wspaniale się prezentującą na tle koronki szczytów morawsko-śląskich Beskidów.

Po ok. 20km dojechaliśmy do naszej mety, czyli tajemniczego miejsca gdzie są rozgrywane współczesne „paintballowe” bitwy. Akurat trafiliśmy na scenę, w której dwa zespoły ubrane w panterki i kaski naparzały się wzajemnie z dziwnych urządzeń wypluwających farbujące kulki. Całe to towarzystwo kryło się za pustymi blaszanymi beczkami, więc było słychać seryjne dudnienie kulek o blachę. Trup się nie słał, więc jakoś nie było widać efektów tej strzelaniny. Po zakończonej bitwie okazało się, że część tej ekipy to też dziewczyny. I weź się potem człowieku ożeń…

Szczęśliwie udało się nam przejść przez to pole bitwy bez strat, więc rozpoczęliśmy opodal kulinarne szaleństwo przy przygotowanym ognisku. Smakowita woń kiełbasek na pewno mile drażniła niejedno powonienie. Był czas na wspominanie przygód minionego sezonu, wymianę przeróżnych informacji i doświadczeń. Przedstawiłem też pokrótce co nam jeszcze pozostało do zrealizowania do końca tego roku oraz jakie hity przygotowaliśmy na następny – 46. sezon.

Odbyła się również zapowiedziana aukcja turystycznego wyposażenia pochodzącego z dawnych klubowych zasobów. Sporo z przygotowanych rzeczy zmieniło właściciela za przysłowiową złotówkę i myślę, że stało się to ku obopólnej radości. Na koniec Maniuś wyciągnął akordeon, więc zrobiliśmy też dobry użytek z naszych śpiewników. Tymczasem słoneczko powoli chyliło się ku zachodowi, i koło naszego ogniska stopniowo robiło się coraz więcej miejsca. Bystry zebrał jeszcze stany liczników do konkursu na długodystansowca i tak oficjalnie zakończył się bogaty i udany jubileuszowy tegoroczny sezon kolarski. Z nadzieją oczekujemy na następny.

Rechtór-Zbyś
Galeria
IV Barbórkowy rajd szlakiem kopalń Jastrzębskiej Spółki Węglowej

03.12.2011

Pytanie brzmi: Kto w grudniu jeździ na rowerze? Prawidłowa odpowiedź to: ten, kto uczestniczy w rajdzie barbórkowym szlakiem organizowanym przez Klub Turystyki Rowerowej „Wiercipięta” z Jastrzębia Zdroju. Pogoda sprzyjała naszym zamiarom bo temperatura była na plusie i nie padało. Ale były (podobno) takie rajdy, że uczestnicy wozili na bagażnikach łopaty do śniegu, aby odkopać drogę przed sobą.

W każdym razie pozytywnie odpowiedzieliśmy na zaproszenie, i na starcie pojawiło się siedmiu Ondraszków: Ziołowy, Bystry, Ośka, Alapala, Rechtór, Gwarek, St. Pawlik oraz ponad trzydziestu przedstawicieli klubów z Katowic, Mikołowa, Gliwic, Radlina i innych miejscowości. Uczestników powitał prezes Wiercipiętów Staszek Głowacki, przedstawił program i niebawem ruszyliśmy w drogę. Trasa nie była mocno skomplikowana, gdyż właściwie nie wyjechaliśmy poza miasto. Była jednak była ciekawa pod względem krajoznawczym, gdyż zobaczyliśmy sporo miejscowych atrakcji.

Najpierw podjechaliśmy pod olbrzymi kościół z lat 70-tych ubiegłego wieku z racji swojej sylwetki zwany bardzo słusznie silosem, następnie siedzibę dyrekcji Jastrzębskiej Spółki Węglowej, która była najpierw budowana jako… porodówka miejscowego szpitala. Dalsza droga powiodła nas do dzielnicy Zdrój w którym zachowało się sporo pamiątek dawnego uzdrowiska. Ciekawe jest to, że uzdrowisko funkcjonowało od połowy XIXw. jako Bad Konigsdorff-Jastrzemb, a później jako Jastrzębie–Zdrój i było znane w całej Europie ze świetnej solanki jodowo-bromowej. Niestety, kiedy w latach 50-tych XX w. odkryto złoża węgla, zbudowano tutaj kilka kopalń i prawie 100 tysięczne miasto, a uzdrowisko zostało ostatecznie zlikwidowane w 1994r.

Dość długo czekaliśmy przed bramą kopalni „Jas-Mos” aby dostać pozwolenie wejścia na teren dawnej cechowni. Tutaj mogliśmy podziwiać wyrzeźbioną z grafitu, czarną jak smoła św. Barbarę ustawioną w kapliczce z węgla. Opodal kopalni znajduje się XVIIw. kościółek drewniany pod wezwaniem św. Barbary i św. Józefa przeniesiony z Jedłownika. Proboszcz był pozytywnie nastawiony do rowerzystów, bo gdy zobaczył nasz peleton rzucił swoje zajęcia i oprowadził nas po swoim gospodarstwie, pochwalił się też kościelnymi sztandarami i rozdał pocztówki na pamiątkę.

Wycieczki grudniowe mają tą cechę, że są dość krótkie, bo i dzień nie jest zbyt długi. Zakończenie rajdu wyznaczono w ogródku przydomowym naszych przyjaciół Ireny i Józka Skorupów, którzy wszystkich ugościli smażoną kiełbaską i pysznym pączkiem z herbatą.

Była to okazja do rozdania rajdowych pamiątek: klub otrzymał książkę z dedykacją, a nasze panie nawet medal za udział w rajdzie. My odwdzięczyliśmy się z kolei naszym nowym, pięknym kalendarzem. To sympatyczne rowerowe spotkanie zakończyliśmy wzajemnymi życzeniami świątecznymi i nadzieją spotkania się na szlakach w roku przyszłym.

Rechtór
Galeria
Wigilijka z Ondraszkiem

11.12.2011

Nie zapomnijmy tego dziecinnie bezbronnego, bezbronnie naiwnego,
Ten blask był przecież w nas,
Nie zapomnijmy ciepła, co może już uciekło …*

W tym niesłychanie szalonym tempie życia, w pogoni za szczęściem i pieniędzmi, atakowani nawałem informacji, jest taki dzień w którym można przystanąć, zadumać się nad tym co robimy i dlaczego oraz dostrzec wyciągniętą dłoń swojego przyjaciela. Jest to dzień świąteczny, dzień radosnych spotkań i śpiewania kolęd czyli po prostu klubowa wigilijka.

Miejsce spotkania obraliśmy podobnie jak w roku ubiegłym – w sali Stowarzyszenia ”Być razem” przy ul. Wałowej, a to ze względu na jej kameralny charakter oraz spore możliwości organizacyjne. Basia Toman, jako mistrz ceremonii przygotowała ten wyjątkowy wieczór bardzo profesjonalnie i uroczyście.

Był świątecznie nakryty i udekorowany stół z tradycyjną potrawą wigilijną, był opłatek oraz serdeczne życzenia. Pod choinką również leżały prezenty dla grzecznych, czyli kalendarze - sklerotniki na rok przyszły, które Mikołaj – Rechtór wręczył zebranym. Przy kołoczach przygotowanych przez Helenę Lincerową i Jasię Pawlik, kawie i lampce wina powspominaliśmy to co minęło, wymieniliśmy serdeczności i zaśpiewaliśmy kolędy, a akompaniament zapewnił nasz gitarowy wirtuoz czyli Genek Klapuch.

Gościem wieczoru, co Basia trzymała do końca w wielkiej tajemnicy, była pani Barbara Kłossowska –obecnie studentka polonistyki. Jest to osoba o niesłychanym wprost talencie artystycznym. Jej świąteczny recital kolędowo-recytatorski był dla nas prawdziwym artystycznym przeżyciem i dostarczył wszystkim naprawdę wielu wzruszeń.

W spotkaniu udział wzięło dwudziestu członków i sympatyków wraz z Gościem honorowym z Zaolzia, którym był Bolek Fukała z PTTSu. Jestem przekonany, że ten magiczny wieczór na pewno pozostanie na długo w pamięci zebranych, a nieobecni z własnej woli ponieśli naprawdę niepowetowaną stratę. W podobnym duchu wypowiedział się też na pożegnanie Gość honorowy, który stwierdził, że tak powinny wyglądać wszystkie wilgilijki.


*Wpis gościa wieczoru w księdze pamiątkowej

Rechtór
Galeria