Kronika imprez z 2017 roku
Spis treści
Zebranie sprawozdawczo-wyborcze na kadencje 2016-2019, rozstrzygnięcie konkursów

20.01.2017

Zebrania nigdy nie zastąpią naszych wspaniałych rowerowych spotkań, ale raz do roku trzeba się jednak spotkać aby podsumować to co za nami. Tym razem to zebranie było wyjątkowe, i to aż z trzech powodów.

Podsumowaliśmy bowiem nie tylko ostatni rok ale całą kadencję, wybraliśmy nowy zarząd klubu, a do tego były na nim obecne władze naczelne PTTK(!) oraz prezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” - J. Tyczkowski. Takiej sytuacji jak długo istnieje Ondraszek, ba nawet nasz cieszyński Oddział PTTK pewnie nigdy nie było. A jaka była przyczyna?

Otóż „Szeryf” - Wł. Sosna został uhonorowany przez ZG PTTK nagrodą literacką im. Władysława Krygowskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literatury krajoznawczej. Wręczała je delegacja w składzie Prezes ZGPTTK R. Bargieł, Przewodniczący Komisji Turystyki Górskiej J. Gajewski, redaktor naczelny ”Wierchów” - W. Wójcik, Przewodniczący Kapituły Odznaczeń ZGPTTK - R. Mazur, sekretarz Komandorów Turystiki Górskiej - J. Konieczniak.

Wzruszony laureat odebrał nagrodę w postaci sporej wielkości obrazu o tematyce górskiej. Po tym pięknym wstępie zebranie odbyło się własnym torem. Quorum na przewodniczącą jednogłośnie wybrało A. Wlach – „Czornom”, która jak widać zaczyna się w tym specjalizować. Przy wejściu wszyscy otrzymali również kalendarze – sklerotniki z wkładką z propozycjami wypraw na nadchodzący sezon.

Zaczęliśmy od rozstrzygnięcia konkursu fotograficznego „Jubileusz Ondraszka w obiektywie” 10 jednakowych, gustownych pucharków znalazło swoich właścicieli, a nagrody wręczał A. Kowol prezes Klubu Fotograficznego Start” współorganizator konkursu.

Następnie wysłuchano sprawozdań prezesa, komisji rewizyjnej, TRW oraz skarbnika. Wiało z nich optymizmem, gdyż wielokierunkowe działania całej kadencji zostały w większości zakończone sukcesem. A kadencja obfitowała w różne ważne wydarzenia włącznie z obchodami Złotych Godów naszego klubu. Wyjątkiem było sprawozdanie skarbnika, bo jak się okazało m.in. za sprawą kosztów organizacji jubileuszu w kasie klubu zostało raptem parę złotych. Ostatecznie zarząd w całości otrzymał rozgrzeszenie, czyli udzielono mu absolutorium. Przy tej okazji za udaną kadencję podziękowano prezesowi (czyli mnie) piękną przemową, oklaskami oraz bukietem kwiatów. Nie ma dwóch zdań – mocno się wzruszyłem.

Następnie, w bloku wyborczym wybranie odpowiednie komisje i zebrano kandydatury do zarządu klubu i koła kadencji 2017-2020. W wyniku głosowania tajnego (zgodnie z ordynacją wyborczą w PTTK) skład zarządu na kadencję 2017-2010 ukonstytuował się następująco (w nawiasie ilość oddanych głosów):

  • Zbigniew Pawlik (30)
  • Barbara Toman (29)
  • Jarosław Rezmer (28)
  • Andrzej Nowak (26)
  • Maria Biłko-Holisz (25)
  • Alicja Wlach (25)
  • Jadwiga Rezmer (19)
a do Komisji Rewizyjnej wybrano:
  • Marian Wlach (24)
  • Irena Dzikowska (23)
  • Kazimierz Szewczyk (21)

Teraz w głosowaniu tajnym nowo wybrani członkowie zarządu i Komisji Rewizyjnej wybrali prezesa klubu – Z. Pawlika oraz szefa Komisji Rewizyjnej- I.Dzikowską. Tak więc, jak widać wiele się nam ten skład nie zmienił.

A kiedy Komisja Skrutacyjna w osobach P. Hamera „Paparazzi” oraz J. Pawlik w pocie czoła zbierała i liczyła głosy najpierw A. Nowak jako szef TRW wydał zdobyte odznaki turystyki kwalifikowanej oraz rozstrzygnęliśmy klubowe konkursy. Tym razem, właśnie z powodu jubileuszu było ich więcej niż zazwyczaj. Rozstrzygnięto:

  1. konkurs na najciekawszą wycieczkę sezonu jubileuszowego (nagrodą były pamiątkowe patery wykonane przez poznaną na klubowej wycieczce firmę Gliniana Koniczynka). Otrzymali je:
    • I miejsce Jadwiga i Jarosław Rezmerowie,
    • II miejsce Barbara i Andrzej Słota,
    • III miejsce Włodek Nowak i Grazyna i Eugeniusz Klapuchowie.
  2. konkurs na najaktywniejszego turystę kolarza dekady 2007-2016 (nagroda-puchary)
    • I miejsce Zbigniew Pawlik i Jarosław Rezmer,
    • II miejsce Leszek Szurman,
    • III miejsce Jadwiga Rezmer i Beata Szarzec.
  3. konkurs na najaktywniejszego turystę-kolarza sezonu 2016 (nagrody rzeczowe)
    • I miejsce Leszek Szurman,
    • II miejsce Jarosław Rezmer,
    • III miejsce Aleksander Sorkowicz
  4. konkurs na długodystansowca kadencji 2013-2016 (nagroda- pamiątkowe statuetki)

    Panie:

    • I miejsce Beata Szarzec,
    • II miejsce Kazimiera Hansel,
    • III miejsce Jadwiga Rezmer

    Panowie:

    • I miejsce Andrzej Warpechowski,
    • II miejsce Leszek Szurman,
    • III miejsce Andrzej Nowak Ziołowy
  5. konkurs na długodystansowca sezonu 2016 (dyplomy)

    Panie:

    • I miejsce Małgorzata Holisz,
    • II miejsce Beata Szarzec,
    • III miejsce Kazimiera Hansel

    Panowie seniorzy:

    • I miejsce Adam Poloczek,
    • II miejsce Andrzej Nowak Ziołowy,
    • III miejsce Jan Stasik

    Panowie Juniorzy:

    • I miejsce Andrzej Warpechowski,
    • II miejsce Leszek Szurman,
    • III miejsce Łukasz Krawczyk
W tej podniosłej chwili na klubowiczów (imienne listy w załączeniu), którzy zdobyli laury zwycięstwa spadł deszcz zasłużonych wyróżnień.

Korzystając z obecności prezesa honorowego Oddziału PTTK - R. Mazura Dyplom Zasługi zaległy od zebrania jubileuszowego otrzymał Piotr Holisz, a Stanisław Pawlik otrzymał zdobytą wówczas prestiżową statuetkę konkursu 50/50. J.Tyczkowski wręczył z kolei Dyplomy za Zasługi dla PTTK, na które wnioski złożył klub. Otrzymali je Alicja Wlach oraz Aleksander Sorkowicz.

Bardzo miłą chwilą było też ujawnienie zawartości niespodzianki- czyli sporej wielkości pudła przewiązanego wstążeczką. Mistrzem ceremonii była J.Pawlik, która wyciągnęła z niego… klubowe wielkoformatowe kalendarze ścienne na rok 2017. Była to moja prywatna inicjatywa, gdyż uznałem że mając ciekawe zdjęcia z konkursu fotograficznego warto było z nich zrobić taki użytek. A znając stan klubowej kasy zrobiłem to też na własny koszt. Te estetycznie wydane kalendarze można było traktować też jako sklerotnik w wersji max, bo zostały zaznaczone w nim wszelkie propozycje na 51 sezon klubowej aktywności. Ondraszki mogły go zakupić za cenę ich wykonania, z czego wielu skorzystało.

W bloku uchwał i wniosków przegłosowano dwie uchwały: likwidację konkursu długodystansowca w dotychczasowej postaci oraz realizację mutacji dotychczasowego konkursu 50/50 przy wykorzystaniu zasobu posiadanych statuetek. Do realizacji uchwał zobowiązano zarząd klubu.

W tle spotkania można było obserwować na ekranie jubileuszowy sezon w obiektywie w zestawie zdjęć przygotowanym przez P.Hamerę Paparazziego. Na zakończenie omówione zostały co ciekawsze propozycje wynikające z kalendarza imprez i był to ostatni akcent tego ważnego spotkania.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Spotkanie Regionalnej Rady Turystyki Kolarskiej województwa śląskiego

11.02.2017

Miejscem tego dorocznego spotkania było Muzeum im. Marii Skalickiej w Ustroniu Brzegach, a jego organizatorem był niedawny jubilat czyli Turystyczny Klub Kolarski „Ondraszek” z Cieszyna, który w ubiegłym roku świętował złote gody swoje działalności. Impreza m.in. była okazją do podsumowania jubileuszowych wydarzeń wśród tak dostojnego gremium.

Miejsce obrad też nie zostało wybrane przypadkowo. Śp. Maria Skalicka była rodowitą ustronianką, i choć mieszkała, pracowała i zmarła w Katowicach, całe swoje pozazawodowe życie poświęciła „małej ojczyźnie”. W testamencie w formie darowizny przekazała jej bogate zbiory kolekcjonerskie i bibliofilskie związane z Ustroniem i Ziemią Cieszyńską, a także swój dom rodzinny. Tutaj właśnie je zebrano i udostępniono zwiedzającym, a uczestnicy spotkania mogli je odkryć dla własnych klubowych wypraw w przyszłości.

Do Ustronia przybyło łącznie 67 przedstawicieli z 13 klubów i komisji kolarskich z województwa śląskiego, w tym również Honorowy Członek Ondraszka St. Radomski z Gliwic, wiceprezydent UETC St. Karuga z Katowic oraz przewodniczący Regionalnej Rady Turystyki Kolarskiej M. Koba z Jaworzna. Po powitaniu i przedstawieniu przybyłych przez gospodarza spotkania Rechtora – Z. Pawlika głos zabrała kierownik placówki pani Irena Maliborska, która w swoim wystąpieniu przybliżyła postać fundatorki i historię tej filii ustrońskiego Muzeum Techniki. Uczestnicy z kolei nie ukrywali, że w zdecydowanej większości byli w tym miejscu po raz pierwszy.

Następnie prezes Ondraszka Rechtór – Z. Pawlik przedstawił półwieczną historię klubu posiłkując się przyniesionymi specjalnie z tej okazji tomami kronik klubowych oraz zawartością pakietu powitalnego, który wszyscy przy wejściu otrzymali. Był tak dobrany (m.in. egzemplarze archiwalnych WR, zbiory pocztówek itp.), że mógł w skondensowanej formie zilustrować dotychczasową działalność Ondraszka.

Bardzo miłym akcentem było uhonorowanie przez Ondraszka wszystkich ogniw Regionalnej Rady Turystyki Kolarskiej specjalnymi dyplomami, klubową monografią i jubileuszowym medalem. Przy tej okazji również pod naszym adresem wypowiedziano wiele serdecznych życzeń, popartych okolicznościowymi adresami i pamiątkami.

Kolejny blok programowy wypełnił M. Koba i St. Karuga, którzy omówili sprawy organizacyjne, czekające ciekawe wydarzenia nadchodzącego sezonu oraz inne nurtujące nasze środowisko. Sprawozdanie złożył też P. Rościszewski reprezentujący Klub Śląskich Znakarzy. Nie było ono zbyt optymistyczne, gdyż według sprawozdawcy klub działał w prawie jednoosobowym składzie, a władze samorządowe poszczególnych gmin i miast nie wykazują wiele zrozumienia i woli współdziałania dla batalii toczonej w sprawie utrzymania czytelności oznakowanych tras rowerowych w naszym województwie. Następnie Skryba - A. Nowak - prowadzący TRW przy klubie Ondraszek w swoim wystąpieniu przedstawił regionalne odznaki turystyki kolarskiej weryfikowane przez TRW i zachęcał do ich zdobywania. W tle obu wystąpień na ekranie można było zobaczyć Ondraszkowy przegląd wydarzeń jubileuszowego sezonu w prezentacji przygotowanej przez Paparazziego - P. Hamerę.

Po przerwie poświeconej podziwianiu muzealnych zbiorów, wymianie doświadczeń oraz „wchłonięciu” przygotowanego poczęstunku Rechtór - Z. Pawlik zaprosił do prezentacji historii klubu na bazie slajdów pochodzących w większości z lat 80-tych ubiegłego wieku. Poza tym, że osoby na nich uwiecznione „nieco” się zmieniły, to widać było jeszcze jak dalece zmieniła się też nasza rzeczywistość - od sprzętu rowerowego i biwakowego, po infrastrukturę rowerową czy wygląd zabytkowych miejsc, które wówczas odwiedziliśmy.

Ostatnim akcentem tego udanego spotkania było zwiedzanie prywatnej kolekcji historycznych motocykli „Rdzawe diamenty”, przygotowane przez Wędrowniczka - L. Szurmana. Serdecznie pożegnaliśmy gości i pozostały nam miłe wspomnienia oraz wpisy do pamiątkowej księgi z życzeniem „do zobaczenia na rowerowych trasach”.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Rowerowy objazd granicami Cieszyna – cz. II - strona polska

26.03.2017

Ziarno pomysłu tej wyprawy zostało zasiane już w ubiegłym roku. Nikt z nas wówczas nie wiedział, że Cieszyn po obu stronach Olzy jest tak rozległy terytorialnie i mimo dobrych chęci nie udało się wtedy nam go objechać. Kontynuując teraz przyszła kolej na stronę polską i jak się można było przekonać nie było to łatwe zadanie, choćby z tego powodu, że Cieszyn leży na wysokości 260-375 mnpm, więc 115 m przewyższenia pokonaliśmy parokrotnie.

Na rynku przy w miarę przyzwoitej pogodzie zebrało się 19 śmiałków zdecydowanych do udziału w tej unikalnej wycieczce. Osobiście już dzień wcześniej zrobiłem mały rekonesans trasy stwierdzając, że nie wszędzie da się w ogóle dojechać, choćby nawet po miedzach, gdzie można sobie „pobrudzić buciki”. Lojalnie wszystkich o tym uprzedziłem i ruszyliśmy w drogę. Granica miasta z Czech do Polski przechodzi w Błogocicach i biegnie dokładnie wzdłuż ulicy Dębowej, więc jak wiadomo jednej z bardziej stromych w okolicy. Na rozdrożu z ul. Jastrzebią granica ucieka w kierunku Mnisztwa, lecz niestety o tym czasie nie jest to trasa nawet dla rowerów. Skorzystaliśmy zatem z objazdu ul. Jastrzebią, Słowiczą, Ustrońską aby się z nią spotkać na granicy Bażanowic. Po drodze wraz z Dzięciołem musiałem niespodziewanie zrobić mały remont mojego bicykla. Jadąc dokładnie wzdłuż granicy skręciliśmy w ul. Tulipanową, która doprowadziła nas do dzielnicy Potoczki. Tutaj najpierw skończył się asfalt, potem walcówka, dalej dróżka utwardzona kamieniem i na końcu została nam tylko miedza między szerokimi polami uprawnymi w Ogrodzonej. Widok Cieszyna z tej perspektywy był dla wszystkich sporym zaskoczeniem. Płosząc stada saren dojechaliśmy do Wielodrogi, która w aktualnym stanie była najbardziej odpowiednia dla traktorów i motocykli crossowych. Dobitnie się o tym przekonał jeden z uczestników, który zaliczył wywrotkę i się „upaprał jak nieboskie stworzenie”. Granica miasta znów nam nieco uciekła w pola, lecz niebawem ją spotkaliśmy dojeżdżając do asfaltu i cywilizacji w Gumnach.

Teraz przekroczyliśmy autostradę A-1 kładką pieszo-rowerową i ruszyliśmy w kierunku Zamarsk goniąc granicę, którą wytyczono na skróty między polami uprawnymi. W barze Źródełko zrobiliśmy mały postój, gdzie pokrótce wyłuszczyłem historię ekspansji terytorialnej Cieszyna. Wynikało z niej, że jeżeli jakieś prehistoryczne Ondraszki w 1155r. miałyby by ten sam pomysł wycieczki, to wystarczyło wówczas objechać wzgórze zamkowe. W XVI w. byłby to też krótki spacer wzdłuż miejskich murów. Na dobrą sprawę to większy przyrost nastąpił dopiero w 1922 r. gdy przyłączono podcieszyńskie Błogocice oraz w 1932 r. Bobrek. Miasto rozdęło się do obecnych rozmiarów (28,6 km2) dopiero w latach 70-tych XX w., kiedy Cieszyn połknął 7 okolicznych wsi, co zresztą nadal widać w miejsko-wiejskim krajobrazie. Granicę spotkaliśmy teraz na Pikietach w dolnym odcinku ul. Żniwnej. Po ostrym zjeździe trafiliśmy na ul. Rudowską w Kalembicach i podjechaliśmy dokładnie granicą miasta i jednocześnie lasu Parchowiec do oś. Szarotka. Po przekroczeniu drogi nr 938, jadąc nadal wzdłuż granicy ul. Boczną trafiliśmy do dzielnicy Parchów. Tutaj rozstaliśmy się z nią definitywnie, bowiem aż do Marklowic wytyczono ją w zupełnie niedostępnym dla rowerów głębokim jarze małego potoku. Tak więc nam pozostało zjechać do Marklowic najbliższą drogą asfaltową i wrócić do domu. Łącznie przejechałem nieco ponad 30 km, co uważam za świetny wynik, zważywszy że był to mój tegoroczny rowerowy debiut.

Zbyszek Pawlik - Rachtór
Galeria
X Jubileuszowy Zlot Oddziałów PTTK województwa Śląskiego

22.04.2017

Jak ten czas leci! Zupełnie niedawno nasza drużyna brała udział w pierwszym inauguracyjnym zlocie Oddziałów PTTK w Pszczynie, a teraz mieliśmy okazje uczestniczyć w nim już po raz dziesiąty. Zlot ten był dla nas wyjątkowy też z innego powodu. Autorem i przewodnikiem tras był nasz Ondraszek W. Nowak a pomagał mu J. Geresz z Żywca. Początkowo przewidywano, że będą dwie trasy, ostatecznie jednak pojechaliśmy wszyscy w tym samym kierunku.

Tradycyjnie Ondraszek wystawił silną dwudziestoosobową ekipę, co wobec 66 uczestników na trasie rowerowej było znaczącym wynikiem i to pomimo, że kilku z zapisanych przerzuciło się na trasy piesze lub z różnych powodów nie przyjechało.

Start wyznaczono przy bielskim dworcu PKP, gdzie oczekiwali już prowadzący i kłębił się tłumek postaci w strojach kolarskich i… pelerynach. Te ostanie były niezbędnym dodatkiem, gdyż wiosna ostatnio nas nie rozpieszcza, a na okolicznych szczytach górskich było całkiem biało.

Prowadzący postawił sobie karkołomne zadanie poprowadzenia tego dość licznego peletonu w normalnym ruchu miejskim i do tego przekazywania na bieżąco informacji krajoznawczych na temat oglądanych obiektów. A, że Bielsko i Biała mają długą i ciekawą historię było tego sporo zgodnie z załączonym wykazem. Było to trudne zadanie, jednakże, dzięki wykorzystaniu ulic o mniejszym natężeniu ruchu, rowerowych ścieżek, których w mieście było całkiem sporo oraz dyscyplinie w peletonie, udało się nam dojechać na metę w jednym kawałku.

Z trasy warto było wyróżnić ledwo co oddane do użytku Bulwary Straceńskie z rewelacyjną ścieżką rowerową, kolekcję starych samochodów w dawnym zajeździe tramwajowym, kolekcję „maluchów” wystawionych jako atrakcja w centrum handlowym, otwarty specjalnie dla nas kościół ewangelicki w Białej oraz mały lecz historycznie ważny kościół w Lipniku. Tam też dopadła nas ekstremalna aura - bo nie dość, że było zimno, to jeszcze zaczął padać deszcz ze śniegiem. Na szczęście zanim dojechaliśmy do ośrodka ZIAD pod Szyndzielnią przestało padać i pojawiło się nawet nieśmiało słońce.

Na mecie powitał nas już spory tłum uczestników, a było podobno zapisanych coś ponad 540 osób. Spotkaliśmy też 3-osobową ekipę z cieszyńskiego Oddziału PTTK z prezesem J. Tyczkowskim oraz „spieszonych” ondraszków. Jedną z atrakcji mety był przygotowany konkurs wiedzy o Bielsku-Białej. I tutaj znajomością materii zaskoczył nas A. Sorkowicz, który w nim wystartował i zajął dobrą III lokatę.

Pod wiatą hulał zimny wiatr, więc po odebraniu świadczeń i konsumpcji posiłku uczestników szybko ubywało. A nam pozostało wrócić w miejsce startu, gdzie mieliśmy zaparkowane auto. Przejechaliśmy ok. 35 km i mimo dość paskudnej pogody myślę, że zlot był udany i warto było w nim wziąć udział.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Otwieramy pierwszy sezon kolarski w drugim półwieczu klubu

23.04.2017

To wydarzenie miało historyczną rangę ze względu na swoją wyjątkowość, bo przecież pierwszy sezon otwiera się tylko raz, a nam udało się to zrobić powtórnie. Wydarzenie to wyjątkowe było też i z innego powodu. Wszyscy uczestnicy uzyskali dodatkowy tytuł „Twardziela Nowootwartego Sezonu”. No bo kto z przeciętnych użytkowników bicykla widząc termometr z paroma kreskami nad zerem oraz beznadziejny deszcz ze śniegiem za oknem bierze rower i jedzie na wyznaczoną zbiórkę? Tylko Ci, którym kołacze się po głowie fraza Ondaszkowego przyrzeczenia „że choćby żabami prało, i koło się w tył obracało jedziemy...” oraz zmotywowani sympatycy. I takich Twardzieli zebrało się aż 25, w tym nasza młodzież Juniorek - B. Sorkowicz i P. Zmełty.

Ambitny plan Skryby wyjazdu do Pogórza z racji tak ekstremalnych warunków i tak został zweryfikowany. Zapobiegliwy Unisono M. Wlach już wcześniej zamówił dla nas miejsce pod daszkiem i w ciepełku w przytulnej restauracji w Pogwizdowie. Zebrane „pod laubami” Ondraszki oraz sympatycy otuleni w ciepłą odzież oraz peleryny przyjęli tą zmianę ze zrozumieniem, a Rechtór zaproponował i poprowadził zaimprowizowaną trasą. Po przeczekaniu większego deszczu wyruszyliśmy w drogę. Pojechaliśmy na Zaolzie i przez Brandys bocznymi ścieżkami do Kocobędza.

Tutaj zobaczyliśmy kilka schronów bojowych wybudowanych w latach 1936-1937 przez Czechosłowację do obrony granic przed zakusami zachłannych sąsiadów (w tym wypadku Polski). Linia tych bunkrów zaczyna się koło Cieszyna i ciągnie się wzdłuż dawnej (a właściwie i obecnej) granicy przez Sudety i dalej na południe otaczając całe państwo pierścieniem. Miano ich wybudować łącznie aż 14,5 tyś, a harmonogram przewidywał zakończenie budowy fortyfikacji w 1951r(!). Jak uczy historia nie na wiele się jednak przydały. Następny przystanek miał miejsce w Podoborze przy nowo postawionym budynku obsługi Archeoparku. Tutaj na pewno warto zajrzeć na dłużej, bo budowla wygląda imponująco. W dalszej drodze mieliśmy możliwość zobaczyć destrukcyjny wpływ wydobycia węgla na okolicę. Z dawnej wsi Łąki nad Olzą pozostał jedynie rozsypujący się kościół pw. św. Barbary, a reszta dawno zniknęła pod wielometrowymi zwałami kopalnianych hałd, które zupełnie zmieniły wygląd tej niegdyś uroczej okolicy. Dojechaliśmy następnie do Raju (dzielnicy Karwiny), gdzie podglądnęliśmy nowo wybudowany stadion piłkarski i wróciliśmy na polską stronę. W międzyczasie pogoda o dziwo zrobiła się całkiem znośna, przestało padać, a zza chmur nawet wyjrzało... słońce. I gdyby nie ten zimny wiatr byłoby całkiem przyjemnie. Nam jednak śpieszyło się na metę, gdzie niebawem dotarliśmy jadąc przez Kaczyce. Tutaj już nas oczekiwało kilku Ondraszków którzy przyjechali na skróty, więc razem było nas ok. 30. Skocznymi melodiami powitał wszystkich duet muzyczny naszego Maniusia, a grali tak dobrze, że nogi same rwały się do tańca.

Po konsumpcji przygotowanego dobrego posiłku przystąpiliśmy do najważniejszej czynności tej imprezy czyli mianowania na Ondraszka jednego z dotychczasowych „pogan”. Po pokonaniu ostatniej przeszkody (przełknięcia tajemniczej mikstury) i złożenia uroczystej przysięgi Aleksander Sorkowicz przy aplauzie wszystkich zgromadzonych otrzymał klubowe imię: OLO. Odbył się również tradycyjny konkurs łowienia ryb na sucho, a był bardzo zaciety bo wymagał dogrywki. Był też konkurs wiedzy o Ondraszku i klubie. Ten ostatni wymagał przyswojenia tajemnej wiedzy z monografii, którą wydaliśmy z okazji ubiegłorocznego jubileuszu. Tutaj nieprzeciętną wiedzą wykazał się Bystry - J. Rezmer (I miejsce), Apanaczi - B. Toman (II miejsce) i Dzięcioł - G. Cieńciała (III miejsce).

Zwycięzcy otrzymali upominki i każdy już własnymi ścieżkami wracał do domu. Moment zakończenia też wybraliśmy właściwy, bo ledwie dojechaliśmy do Cieszyna znów lunęło deszczem. Łącznie przejechałem 31 km i podkreślam, że mimo tej niepewnej pogody było warto!

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Dzień „Gwarka”

13.05.2017

Jak to bywa 13, nie można liczyć na nic pewnego. Pogoda niespecjalnie zachęcała do wyprawy rowerowej, było pochmurno i chłodno, ale nie padało. O wyznaczonej godzinie na rynku zebrało się 13 Ondraszków (dopasowaliśmy się do daty) ciekawych tego, gdzie nas Gwarek „zasmyczy”. Był to kwiat młodzieży męskiej z jedną rodzynką - druhną K. Pawliczek.

W takim składzie pojechaliśmy przez Dzięgielów i Cisownicę do Goleszowa Równi, gdzie zahaczyliśmy o Izbę Pamięci Jerzego Gajdzicy. Nie byliśmy tutaj zapowiedziani, ale akurat nadjechał potomek tego znanego „piśmiorza”, który zaprosił nas dalej i opowiedział o swoim przodku. Jego „praszczur”, Jura Gajdzica, mieszkał w tym samym miejscu, czyli „na gruncie”, na przełomie XVII i XVIII wieku. Był bogatym gospodarzem, tzw. ”siedlokiem” i posiadł dość rzadką wówczas umiejętność czytania i pisania. Dodatkowo wyróżniał się tym, że kolekcjonował książki, które podpisywał własnym exlibrisem, co było tym bardziej wyjątkowe. Jako że oprócz gospodarzenia na roli trudnił się też furmaństwem, wożąc własnym wozem przeróżne towary nawet do Austrii i na Węgry, toteż z niejednego pieca chleb jadł i niejedno widział. A to co widział zapisywał i w ten sposób powstał oryginalny „Zapiśnik”, który teraz jest cennym świadectwem epoki w której żył. Jego „Zapiśnik”oraz księgozbiór jest teraz w muzeum, a na miejscu zachowała się oryginalna izba, w której urządzono mini muzeum, które zobaczyliśmy.

Dalsza droga wiodła do Ustronia, gdzie Gwarek zarządził mały postój w „Oazie”, za czasów PRL-u kultowej gospodzie, z modnymi wówczas dancingami. Po zaliczeniu „małej czarnej” pojechaliśmy dalej wałami Wisły do Hermanic, gdzie nasz Gwarek się urodził i spędził szczęśliwe dzieciństwo. Miejsce to znalazł po długim kluczeniu, bo wiele się tutaj zmieniło. Nie zmienił się tylko stary jesion, pod którym stała rodzinna chałupa małego Kazia oraz Wisła, która nadal płynie nieopodal. Powrót do korzeni dla każdego z nas jest dużym wzruszeniem, i jak myślę w większości miejsca te dzisiaj też inaczej już wyglądają, o ile w ogóle istnieją.

Dalej pojechaliśmy do Skoczowa i następny postój nastąpił w stołówce miejscowego „Teksidu”, gdzie za jedynie 9,50 zł można było zjeść obfity obiad ze sporego wyboru dań. Wierzyć się nie chce, że jeszcze gotujemy w domu.

Najedzeni po uszy ruszyliśmy w drogę powrotną przez Bładnice, Kisielów i Ogrodzoną do Cieszyna. W międzyczasie nawet zaświeciło słońce, co potwierdza tezę, że z Ondraszkiem warto jechać bez względu na to co za oknem. Obaliliśmy tez mit pechowej 13-tki, więc wycieczkę należy zaliczyć do udanych. Przejechałem 34 km.

Rechtór-Zbyś
Dzień „Wędrowniczka”

21.05.2017

W swojej autorskiej wycieczce przodownickiej L. Szurman „Wędrowniczek” wziął na tapetę pradzieje Ziemi Cieszyńskiej, czyli zaproponował podróż do przeszłości. I to dosyć odległej, bo plemiennej, kiedy w nieprzebytej puszczy, w dolinie Olzy żyło sobie plemię Gołęszyców. Na rynku stawiło się ok. 20 Ondraszków gotowych zanurzyć się w odmętach przeszłości. Pojechaliśmy więc, często przez nas ostatnio uczęszczaną trasą, na Puńców i Dzięgielów, skąd odbiliśmy w stronę dawnego przejścia granicznego w Kojkowicach. Tuż przed nim wykonaliśmy kolejny skręt, podjeżdżając pod tzw. Farską Górkę. To tutaj, wg słów naszego prowadzącego, w dawnych czasach stała prasłowiańska gontyna. Oczywiście nie ma po niej śladu, lecz zachowały się opowieści, obecnie formułowane jako legendy. Wg jednej z nich, po przyjęciu chrześcijaństwa, ówcześni kapłani kazali wykopać ogromny dół, w którym schowano dotychczas czczone bóstwa, z nadzieją na ich powtórne odkrycie. Tak się jednak nie stało, po latach wszyscy zapomnieli, gdzie je zakopano, więc nadal czekają na swojego odkrywcę. Fakt, że prowadzone rozpoznanie archeologiczne potwierdziło obecność pogańskich plemion na tym terenie. Następnie wróciliśmy do rzeczywistości i podjechaliśmy do ewangelickiego ośrodka dla seniorów Eben-Ezer, aby odwiedzić naszego klubowego „Seniorka”, który niedawno się tu przeprowadził. Powitaliśmy Go serdecznie, przy czym zapewnił nas, że przy przeprowadzce nie zapomniał też o rowerze, tym samym mamy nadzieję znów się zobaczyć na którejś klubowej wyprawie.

Nasza trasa zakończyła się nieopodal, w bardzo ciekawym miejscu pod nazwą „Frankówka”. Serdecznie powitał nas gospodarz. Jak opowiadał, po latach starań, udało mu się wykupić prawie 2 ha nieużytków i wielkim nakładem sił i środków wybudować to bardzo urocze ranczo. W otoczeniu kilku niewielkich stawów połączonych mostkami stoi niewielki domek, a w pobliżu urocza piwniczka wbudowana w skarpę oraz grill.

I to właśnie było nam potrzebne, aby tą krótką wycieczkę zakończyć przy opiekanych kiełbaskach oraz planowaniu najbliższych rowerowych wypraw. Wznieśliśmy też toast za nowonarodzoną Hanię i jej rodziców, którzy mianowali Afi i Rechtóra powtórnymi dziadkami. Przy okazji podziwialiśmy też determinację i upór gospodarza oraz niebanalne rozwiązania techniczne i krajobrazowe, dzięki czemu „Frankówkę” można śmiało nazwać miejscem magicznym.

Do domu każdy już wracał na własną rękę - my przez Gumna i Zamarski. Przejechaliśmy 34 km, w sam raz jak na krótki niedzielny rowerowy wypad za miasto.

Rechtór-Zbyś
Galeria
Podbeskidzkie wędrówki rowerowe

27.05.2017

Nasi przyjaciele z drugiej strony Olzy zaplanowali tym razem rowerową wędrówkę po górskim pograniczu Czesko-Słowackim. Zapowiadało to spore wyzwanie kondycyjne, ale z drugiej strony zapewniało przy dobrej pogodzie piękne widoki z górskich szczytów.

Na starcie, w Mostach koło Jabłonkowa, stanęło 14 Ondraszków, w tym Szykowno, Apanaczi i dwóch sympatyków klubu, którzy przyjechali aż z Zabrza. Środowisko PTTS reprezentowało 3 beskidzioków w tym organizator wycieczki Monika oraz pochodzący z Mostów prowadzący wycieczkę Janusz Sikora. Towarzystwo to w większości przybyło pociągiem z Czeskieo Cieszyna, część autami, ale też kliku tradycyjnie, czyli na rowerach.

Po powitaniu i przedstawieniu atrakcji wycieczki ruszyliśmy i to od razu pod górkę, a naszym celem był Wielki Połom. Wygodna wąska droga lecz o dobrej asfaltowej nawierzchni pięła się zakosami coraz wyżej i wyżej choć tylko w końcowym odcinku była naprawdę stroma. Peleton oczywiście się podzielił i choć wydawało się to prawie niemożliwe, gdzieś po drodze zagubił się jeden z Ondraszków. Okazało się że tak skutecznie pomylił trasę, że do końca wyprawy już się nie spotkaliśmy. Droga trawersując górskie zbocze zapewniała świetne panoramy zwłaszcza na słowackie góry. Nieco zasapani dotarliśmy pod szczytem do schroniska Klubu Czeskich Turystów. Tutaj mieliśmy zasłużony odpoczynek i czas na uzupełnienie kalorii i podziwianie panoramy. Wtedy nastąpił krótki lecz karkołomny zjazd, i niebawem przejechaliśmy prawie niezauważalną granicę ze Słowacją. Leśnym duktem dojechaliśmy do miejsca zwanego „Niedźwiedzia Skała”. Ku naszemu zdziwieniu, to leśne ustronie położone wysoko w górach było pełne ludzi i samochodów. Okazało się, że przy uroczej kapliczce ustawionej w cieniu ogromnej skały z okazji św. Huberta słowaccy myśliwi zaplanowali polową mszę świętą.

Na naszą prośbę odświętnie ubrany zespół na trąbkach zagrał kilka pięknych myśliwskich melodii, co nagrodziliśmy brawami. Podziwiając dalsze panoramiczne widoki zjechaliśmy na sporej wielkości polanę i leśną drogą wróciliśmy do Czech. O dziwo, pomimo, że nadal byliśmy w leśnej głuszy tuż za granicą droga zmieniła się w asfaltową więc pomknęliśmy w dół, aż do Jabłonkowskich Szańców. W tym miejscu byliśmy już kilkakrotnie więc można zauważyć, że gospodarze dbają o ten zabytek militarnej architektury. Utwardzona kamieniami droga, rozstawione tablice informacyjne i stado owiec wygryzających trawę, aby szańce całkiem nie zarosły. Szańce powstały w XVIIw. jako obrona Księstwa Cieszyńskiego oraz uczęszczanej drogi kupieckiej z Węgier na Śląsk w czasie zagrożenia turecką inwazją. Szczęśliwie jednak nigdy nie były zdobywane, a jedynym ich wrogiem okazała się miejscowa ludność, która przez lata wykorzystywała kamień z umocnień do budowy własnych chałup. I tak, po latach pozostało go niewiele, ale fortyfikacje ziemne są nadal czytelne.

Po tym spotkaniu z historią znów zanurzyliśmy się w las i obraliśmy kierunek na Bocanowice. Po drodze część ekipy się odłączyła, gdyż zmierzała do punktu startu czyli Mostów. Zjeżdżając stopniowo w dół osiągnęliśmy dolinę Olzy i w Bystrzycy wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która doprowadziła nas do Cieszyna.

Przejechałem ok. 60 km, a piękna pogoda i fajna trasa i rewelacyjne widoki sprawiły, że wyprawę należy zaliczyć do bardzo udanych.

Rechtór-Zbyś